W rocznicę mordu dokonanego w 2022 roku przez Rosjan na cywilach w Buczy Moskwa rozwinęła kampanię propagandową, że mord był „ukraińską prowokacją”. Dowodem jest „polska prowokacja w Katyniu”. Bowiem w nowej wersji rosyjskiej opowieści o Katyniu polskich oficerów zabili Niemcy na zlecenie Polaków z Londynu
W tym roku, w czwartą rocznicę mordu w Buczy, przyjechali tam przedstawiciele Unii Europejskiej (Niemiec, Polski, Łotwy, Litwy, Włoch i Estonii). Wywołało to furię przedstawicieli Kremla. W tej furii powtórzyli kolejny raz rosyjską wersję mordu w Buczy, wedle której to Ukraińcy zamordowali Ukraińców na złość Rosji. Albo wzięli skądś trupy i podłożyli – także Rosji na złość. Tak jak na złość Rosji Polacy kazali Niemcom zamordować swoich oficerów w Katyniu.
Światem rządzą bowiem ciemne europejskie siły, które robią na złość Rosji.
Dowodem na prowokację i robienie na złość Rosji są same nazwy miejscowości, w których doszło do mordu. Katyń – wedle nowej moskiewskiej wersji – polskie elity podsunęły Niemcom na miejsce zbrodni, bo w nazwie miejscowości jest polskie słowo „kat”. Natomiast Ukraińcy wybrali Buczę na miejsce swojej „prowokacji”, gdyż nazwa kojarzy się z angielskim „butcher” – rzeźnik. Choć po angielsku pisze się „Bucha”.
„Jak wiemy, mordercy zawsze wracają na miejsce zbrodni. Właśnie to zrobili teraz. Ich pojawienie się w Buczy jest w istocie autodemaskowaniem tej inscenizacji, zaaranżowanej przez reżim Bandery i jego zachodnich kolaborantów” – skomentowała wizytę ministrów spraw zagranicznych państw UE i szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas w Buczy 31 marca rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
W kwietniu 2022, kiedy załamała się rosyjska ofensywa na Kijów i Rosjanie musieli się wycofać, w podkijowskiej Buczy Ukraińcy zastali zwłoki mieszkańców leżących wzdłuż drogi. 2 kwietnia 2022 w świat poszły zdjęcia rozstrzelanych leżących na chodnikach ze związanymi rękami.
Jeden z grobów znajdujący się w Buczy zawierał 57 ciał. Łączna liczba zwłok znaleziona w obwodzie kijowskim po wycofaniu się Rosjan – chodzi m.in. o Buczę, Hostomel i Irpień – wynosiła 412. Egzekucje przeprowadzane były etapami, od 27 lutego do wycofania się Rosjan. Zdająca sprawę ONZ w swoim raporcie obarczyła winą za dokonane zbrodnie wojska rosyjskie.
Na kilkadziesiąt godzin propaganda Kremla zamarła.
A potem wytworzyła swoją wersję wydarzeń: filmy i zdjęcia miały być sfałszowane albo przedstawiały statystów udających trupy. Albo Ukraińcy zamordowali swoich współobywateli, kiedy wkroczyli do wyzwolonej Buczy. Albo, że nikt nikogo nie zamordował, a wszystko to jest zmyśleniem.
W tym schizofrenicznym stanie propaganda Kremla pozostaje do dziś.
Na dowód tego, że w Buczy do mordu nie doszło, Kreml regularnie występuje do ONZ o listę zamordowanych. ONZ dawno odmówiła, twierdząc, że to naraziłoby bezpieczeństwo rodzin zamordowanych. Moskwa tego tłumaczenia nie przyjmuje i ponawia wnioski (np. ambasador Rosji Nebienzja na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, 21 października 2022, rzeczniczka Zacharowa 30 października 2025, 27 lutego i 1 kwietnia 2026).
Przecież wedle oficjalnej wersji Kremla Rosja nigdy nikogo nie zamordowała. Nigdy też nie atakuje celów cywilnych w Ukrainie (Ławrow, szef dyplomacji Putina powtórzył to 26 marca w wywiadzie dla francuskiej telewizji – po miesiącach, kiedy Kreml zachwycał się, że mieszkańcy Kijowa żyją bez prądu, wody i ogrzewania przy 20-stopniowych mrozach, bo Rosja zniszczyła elektrociepłownie i elektrownie).
To wszystko jednak nie wystarczyło. Rok po ujawnienia mordu w Buczy Kreml dokonał zwrotu w opowieści o Katyniu i połączył oba wydarzenia.
Tuż przed ujawnieniem rosyjskiego mordu w Buczy, 31 marca 2022 roku kremlowski jastrząb Dmitrij Miedwiediew głosił jeszcze starą wersję, obowiązująca od 13 kwietnia 1990 roku, że odpowiedzialność za mord na polskich oficerach ponosiło NKWD (dwa lata później, w 1992, prezydent Borys Jelcyn przeprosił Polaków za zbrodnię sowiecką w Katyniu).
Miedwiediew pisał: „w Rosji nie ma zwyczaju przemilczania nawet najciemniejszych rozdziałów wspólnej [z Polską] historii, takich jak egzekucja polskich oficerów w Katyniu podczas czystek stalinowskich. Fakty te od dawna są wszechstronnie i surowo oceniane, a archiwalne dane w tej sprawie zostały odtajnione, ponieważ Rosja nie ma nic do ukrycia”.
Jak pisała w 2022 roku w OKO.press Masza Makarowa, sprawa Katynia znajdowała się jednak w Rosji w strefie głębokiej niejednoznaczności:
W rok po Buczy okazało się, że Stalin z Katyniem nie miał nic wspólnego.
„Związek Radziecki nie dokonał egzekucji pojmanych polskich oficerów wiosną 1940 roku – nie było ku temu żadnego motywu” (Władimir Wasilik, „profesor Instytutu Historycznego Uniwersytetu Petersburskiego i Sretenskiej Akademii Duchownej Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego”, 20 kwietnia 2023).
Od razu pojawiło się „etymologiczne” objaśnienie związku Katynia z Buczą. Stworzyła je Oksana Korniłowa, dyrektorka „ds. badań w Centrum Badań nad Perspektywami Integracji Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej” podczas „okrągłego stołu na temat historii stosunków radziecko-polskich w kontekście sprawy Katynia”, który odbył się 20 kwietnia 2023 roku w grupie medialnej Rossija Siewodnia.
„Naziści wybrali nazwę geograficzną »Katyń« w 1943 roku, aby oskarżyć ZSRR o rzekome rozstrzelanie polskich oficerów, ponieważ toponim ten brzmi podobnie do polskiego słowa »kat«. (…) Sama nazwa »Katyń« sugerowała Polakom 80 lat temu, że byli ofiarami katów. Jak wiemy, te nazistowskie podręczniki są obecnie wykorzystywane na Ukrainie”.
I tu Korniłowa przeszła do Buczy:
„Przykładem jest prowokacja w Buczy, zorganizowana przez władze w Kijowie pod koniec marca 2022 roku i promowana przez Zachód. Bucza to nazwa, która nic nie znaczy w języku rosyjskim, ale została wybrana na miejsce antyrosyjskiej prowokacji skierowanej do anglojęzycznej publiczności. Słowo »Bucza« wymawia się bowiem podobnie do angielskiego słowa »butcher«, rzeźnik".
Dalej wątek ten rozwinął niejaki Aleksiej Płotnikow przedstawiany jako „doktor nauk historycznych, profesor Moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego, członek Rady Naukowej Rosyjskiego Towarzystwa Historyczno-Wojskowego i Klubu Zinowjewa Międzynarodowej Agencji Informacyjnej Rossija Siewodnia”:
Otóż Katyń na miejsce mordu wybrał polski rząd w Londynie i po prostu sprowokował do rzezi Niemców:
„Członkowie polskiego rządu na uchodźstwie w Londynie zasugerowali nazistom wybranie nazwy geograficznej »Katyń« dla antyradzieckiej prowokacji 80 lat temu. Sami Polacy ich sprowokowali. Choć może to brzmieć potwornie, ale nie mam już co do tego wątpliwości – to przedstawiciele spadkobierców rusofobicznej polskiej szlachty, którzy zasiadali w Londynie, byli tymi, którzy zorganizowali tę aferę”.
Po tych rewelacjach „naukowców” pojawiają się w oficjalnym rosyjskim obiegu oświadczenia podważające wersję Miedwiediewa z marca 2022:
W tej informacji agencji RIA Nowosti po raz pierwszy pojawia się nowy komentarz:
„Według wielu rosyjskich historyków, mordów katyńskich dokonali naziści, a »sprawa katyńska« była prowokacją służb specjalnych III Rzeszy, które chciały siać niezgodę w koalicji antyhitlerowskiej i przedstawiać Polskę, przez którą Armia Czerwona miała dotrzeć do granicy z Niemcami, jako ofiarę »okrucieństw Moskwy«. Eksperci wskazują, że »sprawa katyńska« rozpoczęła się niemal natychmiast po tym, jak ZSRR odmówił Polsce zwrotu ziem Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi, które legalnie powróciły do Związku Radzieckiego w listopadzie 1939 roku”.
„Eksperci wskazują na podobieństwa między podejściem nazistów do Katynia a działaniami reżimu w Kijowie, który zorganizował prowokację w Buczy wiosną 2022 roku”.
I ta wersja obowiązuje do dziś. Pokazuje, jak Moskwa dostosowuje przeszłość do bieżących potrzeb. Ale bez przerobienia historii o Katyniu Moskwa nie mogłaby kłamać o Buczy. I bez Katynia w nowej odsłonie nie da się zrozumieć, dlaczego wizyta europejskich polityków w Buczy w 2026 roku jest „powrotem na miejsce zbrodni”.
Choć nie jest do końca jasne, czy w Buczy Ukraińcy na polecenie Zachodu zabili Ukraińców, czy też wszystko zmyślili, fabrykując zwłoki i zdjęcia. A może jednak ktoś tam zginął naprawdę i to z winy Rosji – co rzeczniczce Zacharowa w furii się wypsnęło. „Kiedy wszyscy ci zachodni klauni dotrą do irańskiej szkoły, w której zginęło 170 lub więcej osób, głównie dzieci?” – pytała, odruchowo chyba stosując znaną technikę manipulacji zwaną „whataboutyzmem”.
Jak wiemy, dzieci w irańskiej szkole zabili Amerykanie, którzy napadli na Iran. Tak jak Putin a Ukrainę. W sprawie Katynia „whatabautyzm” też się od czasu do czasu pojawia. Mimo że – wedle obowiązującej teraz wersji – za Katyń odpowiadają Polacy z Niemcami pospołu, to jednak co jakiś czas na hasło Katyń uruchamia się w Rosji: „a Polska nie przeprosiła za śmieć czerwonoarmistów w obozach jenieckich po wojnie 1920 roku, choć Rosja przeprosiła za Katyń”.
Propagandzie nie chodzi też o to, by przebić się ze swoją wersją, ale by odbiorca sam nie był w stanie ocenić faktów. Wmawianie ofierze, że sama się skrzywdziła, jest elementem przemocowej narracji, stale obecnej w propagandzie Kremla. W ten sposób odbiorca zostaje sam naprzeciwko władzy i uczy się, że znikąd nie może oczekiwać pomocy.
W przypadku zbrodni o silnym symbolicznym znaczeniu – jak Katyń i Bucza – kłamstwo i łgarstwo w żywe oczy oszałamia i dezorientuje. To dodatkowo pogłębia efekt zagubienia. Moskwa wyprowadza potem kolejny cios: mówi, że dowodem niezależnego myślenia jest odrzucanie wersji zdarzeń sprawdzonych przez zachodnich ekspertów i media. Prawdę bowiem głosi tylko Moskwa.
Ławrow wmawiał więc teraz w sprawie Buczy dziennikarzowi France TV (w wywiadzie 26 marca 2026), że źle wykonuje swoją pracę, jeśli nie docieka, „jak Ukraińcy urządzili prowokację”: „Zachęcam do zapoznania się z tą sprawą. Bucza to bardzo znany przypadek. Zachód stara się teraz za wszelką cenę o nim zapomnieć. A dziennikarze, zawsze znani ze swojej skrupulatności, zamilkli”.
Moskwa powtarza, że jak nie było Buczy, tak nie było innych zbrodni.
W sprawie pałacu Putina akurat wiemy, że Ławrow kłamał. Ale to propagandzie nie przeszkadza.
Ale tak naprawdę jest w tym niesłychana demonstracja buty i pewności siebie. Opowieści o Buczy i Katyniu są kierowane do europejskich elit, którym jednocześnie Moskwa komunikuje: i tak będziecie kupowali rosyjską ropę i gaz. Na naszych warunkach. A jeśli nie wy, to wasi następcy wybrani w tych waszych demokratycznych wyborach. Bo to załatwił nam Donald Trump, atakując Iran.
Oto ostatni z licznych wpisów Kiriłła Dmitriewa, który jako wysłannik Putina do negocjacji gospodarczych z USA ma prawo używać zakazanego w Rosji X. Więc w kółko wypisuje tam to samo, po angielsku, żeby go Zachód czytał:
„Odpokutujcie za wasze winy, obniżcie napięcia, przywróćcie Nord Stream 2 na własny koszt i ustawcie się w kolejce po niedrogą i niezawodną rosyjską ropę, gaz, nawozy, hel i inne kluczowe towary. Wszystko zaczyna się od przyznania się do błędów UE/Wielkiej Brytanii”.
Moskwa naprawdę wierzy, że tę ropę i gaz kupimy. Viktor Orbán już wezwał do natychmiastowego zniesienia sankcji wobec Rosji, by uniknąć kryzysu energetycznego w Europie.
Dzięki temu – pociesza poddanych Putina – Rosja wygrzebie się z gospodarczej katastrofy wywołanej najazdem na Ukrainę.
Na zdjęciu: ściana pamięci ofiar w cerkwi św. Andrzeja w Buczy. Fot. OLEKSII FILIPPOV/AFP
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze