Jeśli Brygada Świętokrzyska miała rację, to współpraca z Niemcami nie była kolaboracją, lecz zręczną taktyką, służącą interesom Polski. Winne kolaboracji były natomiast wszystkie inne polskie siły i te sprzymierzone z Zachodem, i te z Sowietami, bo toczyły walkę nie z tym okupantem, co trzeba - Konstanty Gebert wyciąga wnioski z polityki historycznej PiS

Jeśli polskie państwo uważa, że Brygada Świętokrzyska miała rację, to jaki jest sens obchodzić 1 września, czyli rocznicę tragicznej pomyłki? Czy nie należałoby raczej 23 sierpnia obchodzić, w zadumie i żalu, rocznicę zmarnowanej okazji? Ten pakt mógł wszak być zawarty z nami przeciw Sowietom, a nie na odwrót – Konstanty Gebert * w brawurowym eseju odsłania kolejne paradoksy w uhonorowaniu przez Prezydenta RP  kolaborującej z Niemcami Brygady.

Bezpodstawne powtarzanie za Moczarem

Sprawa Brygady Świętokrzyskiej, uhonorowanej właśnie przez państwo polskie uroczystością przy Grobie Nieznanego Żołnierza, wywołuje kolejne interesujące komentarze. Głos zabrał historyk IPN Wojciech Muszyński, który w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl uznał, że zarzuty wobec Brygady o kolaborację oraz mordowanie Żydów i komunistów „pochodzą z dawnej epoki”. I dalej:

„Przedstawił je gen. Mieczysław Moczar w »Barwach walki« [wpływowy w latach 60. przywódca tzw. frakcji partyzantów w PZPR, z retoryką patriotyczną, antysemicką i komunistyczną, minister spraw wewnętrznych 1964-1968]. Powtarzanie tych zarzutów jest

powielaniem moczarowskiej propagandy, która została przejęta przez narrację PRL.

Nie jest to nic nowego. Najciekawsze jest to, że kłamliwe zarzuty powtarzają osoby z tytułami naukowymi. Jednak nie mogą przytoczyć żadnych dowodów na piśmie potwierdzających ich dywagacje”.

O ile rozumiem, Muszyńskiemu chodzi o to, że brak dokumentu na piśmie, w którym dowódcy Brygady zobowiązaliby się do kolaboracji; fakt, że ogłosili „bezterminowe wstrzymanie walk” z Niemcami, przyjęli ich oficerów do swego sztabu, brali od nich zaopatrzenie, broń i amunicję, wycofywali się razem, czy szkolili swoich ludzi na kursach Abwehry, jest wobec tego braku bez znaczenia.

To tak, jakby twierdzić, że brak rozkazu Hitlera nakazującego wymordowanie wszystkich Żydów jest dowodem, że Zagłady nie było.

Wyzwolenie Holiszowa to słabe alibi

W Zagładzie Brygada jednak uczestniczyła: dokumentują to m.in. artykułu prof. Dariusza Libionki czy Aleksandry Bańkowskiej; mordami komunistów szczycili się sami żołnierze Brygady. Gdyby trzeba było czekać dopiero publikacji szefa PRL-owskiego MSZ, by te czyny zostały potępione, bardzo by to źle świadczyło o kondycji moralnej polskiej emigracji. Na szczęście tak nie jest: akcje Brygady potępił m.in. płk Kazimierz Iranek-Osmęcki i inni emigracyjni weterani, publicyści i historycy.

Dowódcy Brygady podkreślali, że ich celem nie była tyle współpraca wojskowa z Niemcami, co przebicie się do anglosaskich armii sojuszniczych na Zachodzie. Wspólnie z nimi, i u boku teraz już pełnoprawnych niemieckich sojuszników, mieli nadzieję wyzwolić Polskę od sowieckiej okupacji, w ramach ofensywy rozpoczynającej III wojnę światową.

Odrzućmy od razu jako alibi wyzwolenie obozu w Holiszowie 5 maja 1945 roku. Jeżeli miałby być dowodem antyniemieckiej postawy Brygady, to dużo bardziej antyniemieckie były Węgry, które zmieniły front w grudniu 1944 roku, a więc ponad cztery miesiące wcześniej.

Nie jest też przekonujący argument, że Amerykanie oczyścili Brygadę od zarzutu kolaboracji. Dokonać tego miał kontrwywiad III Armii USA, dowodzonej przez generała George’a Pattona. Dowódca ten szykował się do III wojny z Sowietami, odmawiał przeprowadzenia denazyfikacji, bowiem uważał nazistów za „nie różniących się od demokratów czy republikanów”, zaś wyzwolonych z obozów Żydów miał za „szarańczę”, i to „gorszą niż zwierzęta”. Słowem, trudno się spodziewać, by miał do Brygady, podzielającej te poglądy, jakieś zastrzeżenia. Został zresztą wkrótce potem odwołany ze stanowiska przez generała Eisenhowera.

Muszyński o Burym i Marcu ’68

Wspomniany Iranek-Osmęcki był wykładowcą w Wyższej Szkole Wojennej II RP, więc być może jego miał na myśli Muszyński, gdy mówił o „osobach z tytułami naukowymi” powtarzających „kłamliwe zarzuty”. Nie jest to zresztą aż tak ważne: Muszyński w tekście z 2016 roku uznał, że „nie jest prawdą, że partyzanci kpt. »Burego« mordowali kobiety i dzieci – były to tragiczne, ale przypadkowe ofiary walk w terenie zabudowanym – które poniosły śmierć w wyniku zaczadzenia i pożaru”2.

Twierdził też, że w 1968 roku „wyjazd nobilitował wielu marcowych emigrantów, otoczył ich nimbem męczenników, a przy okazji umożliwił ucieczkę od odpowiedzialności za zbrodnie”.

Zaś w internecie rozpowszechniał rysunek z powieszonym Obamą, podpisany „The American Dream lives on”. Osoba o takich poglądach musiała odrzucić oskarżenia pod adresem Brygady jako bezpodstawne kłamstwa.

Tylko właściwie dlaczego? Jeżeli się usprawiedliwia mordowanie cywili, potępia marcowych emigrantów jako zbrodniarzy, a czarnoskórego prezydenta widzi się z nadzieją na szubienicy, to co takiego złego miałoby być w czynach, które się Brygadzie zarzuca, i które zresztą są dość niepodważalnie udowodnione?

Jeśli to nie była kolaboracja, to…

Urząd ds. Kombatantów uznał, że „wraz ze zbliżaniem się armii sowieckiej, którą podziemie niepodległościowe słusznie oceniało jako kolejnego po Niemcach okupanta” Brygada podjęła słuszną decyzję o ewakuacji. Po prostu między dwoma okupantami wybrała, należy rozumieć, tego mniej złego – inaczej decyzja ta nie ma sensu. Urząd się wzdraga nazwaniem tego kolaboracją, podobnie jak dr Muszyński nazwaniem masowego mordu cywili zbrodnią, ale przynajmniej co do faktów nie ma sporu.

Tym bardziej, że zarzutem kolaboracji z tym drugim, sowieckim okupantem, szafuje się hojnie i pod adresem GL i AL, i 1. oraz 2. Armii Wojska Polskiego. Jeżeli współpraca z ZSRR była kolaboracją, to jak nią mogła nie być współpraca z III Rzeszą? Co więcej, na zarzut kolaboracji narażają się także ci, którzy współpracowali z sojusznikami sowieckiego okupanta, czyli i rząd londyński, i Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie. W końcu, gdyby jakaś polska formacja współpracowała z sojusznikami Hitlera, na przykład z faszystowskimi Włochami czy Węgrami, to także byłaby kolaboracja.

Innymi słowy, albo Brygada miała rację, albo nie.

Jeśli Brygada miała rację, to istotnie współpraca z Niemcami nie była kolaboracją, lecz co najwyżej zręczną taktyką, służącą interesom Polski. Winne kolaboracji byłyby natomiast wszystkie inne polskie siły militarne i polityczne: i te sprzymierzone z Sowietami, i te sprzymierzone z Zachodem – bo toczyły walkę nie z tym okupantem, co trzeba.

Co więcej, Sowieci i demokracje zachodnie uzgodnili w Teheranie oderwanie od Polski jej kresów wschodnich – a więc zdradzili sojusznika. Brygada nie tylko więc powinna była podjąć z Niemcami współpracę, ale i wezwać wszystkie polskie siły, by postąpiły podobnie. Chyba, żeby – mimo wiarołomstwa Anglosasów i ciemiężycielstwa Sowietów – uznała, że Niemcy i tak pozostają najgorszym wrogiem. Wówczas jednak, miast z nimi współpracować, powinna była walczyć. Od tej alternatywy nie ma ucieczki.

Nie unikną go zwłaszcza obrońcy Brygady, w tym – od 11 sierpnia już oficjalnie – państwo polskie.

Trzeba było iść z Hitlerem na Rosję

Jeśli Niemcy byli mniejszym złem niż Sowieci, to całe dotychczasowe polskie myślenie o II wojnie trzeba będzie zrewidować. Okazuje się bowiem, że walczyliśmy nie z tym wrogiem, co trzeba.

To nie Brygada winna tłumaczyć się z kolaboracji – lecz wojsko polskie walczące u boku Sowietów, i polskie wojsko walczące u boku zachodnich aliantów.

Rzecz jasna, opowiedzenie się za Niemcami w 1944 roku miało charakter jedynie moralnego gestu, typowo polskiej romantycznej szarży w obronie przegranej sprawy. Ale jeśli było zasadne wówczas, gdy o naturze niemieckiej okupacji Polacy wiedzieli już wszystko, to o ileż bardziej byłoby zasadne wówczas, gdy polski udział w wojnie po stronie III Rzeszy mógł wpłynąć na losy wojny, a więc i na kształt pokoju. Brygada Świętokrzyska, ani w ogóle NSZ nie istniały wprawdzie w 1941 roku, kiedy to mniej zły okupant zaatakował gorszego, ale

i podziemna AK, i rząd londyński wraz z siłami zbrojnymi na Zachodzie winny były zgłosić gotowość udziału w wojnie przeciwko sowieckiej Rosji po niemieckiej stronie.

Wprawdzie praktyczny skutek miałoby jedynie to pierwsze, ale nieuchronne wówczas internowanie rządu i polskich sił zbrojnych osłabiłoby przynajmniej morale aliantów. Zaś kto wie – losy operacji Barbarossa były tak niepewne, że polski udział mógłby przechylić szalę zwycięstwa po niemieckiej stronie.

Skoro tak, to zasadniczy błąd został popełniony w 1939 roku, nie w 1941 czy zwłaszcza 1944 roku. Jeżeli sowiecki okupant był gorszy od niemieckiego, to należało w 1939 roku przyjąć niemiecką ofertę i iść z Niemcami na ZSRS.

Zgoda, ówczesne polskie elity nie mogły wiedzieć tego, co my dziś wiemy, i nie można ich za ten błąd winić – ale też studiowanie historii winno prowadzić do wyciągania z niej wniosków. Jeżeli Brygada miała rację, to tym bardziej – jak twierdzi np. Piotr Zychowicz – należało w 1939 roku iść razem z Hitlerem.

Gdybyśmy z Niemcami wygrali wojnę z Sowietami

Wojna, przynajmniej w pierwszym etapie, rozgrywałaby się tylko na wschodzie. Armia Czerwona, jeszcze całkowicie rozbita czystkami, nie zdołałaby stawić czoła ofensywie niemiecko-polskiej, do której zresztą zapewne dołączyliby węgierscy i rumuńscy sojusznicy. Zwycięska Polska musiałaby, rzecz jasna, oddać Niemcom Śląsk, Wielkopolskę i Pomorze, ale dostałaby znaczą kompensatę w postaci Ziem Odzyskanych na wschodzie.

Zamiast Gdyni dostalibyśmy Litwę, obok Wołynia – Ukrainę po Dniepr. I perspektywę stałej wojny z okupowanymi – to jednak tylko mocniej wiązałoby nas z Berlinem.

No i pozostaje kwestia udziału w Zagładzie. Nie udało się tego uniknąć żadnym rzeczywistym sojusznikom Hitlera, nie jest wyobrażalne, że udałoby się akurat, w tym scenariuszu, Polsce. Nie ma zresztą powodu sądzić, że taka Polska, która poszłaby razem z Hitlerem, miałaby tu większe skrupuły. Bylibyśmy nie podwykonawcą, jak powiedzmy Rumunia, ale partnerem: na ziemiach II RP, a zwłaszcza hipotetycznej Wielkiej Polski, było po prostu najwięcej Żydów do zabicia.

To zaś oznacza, że dla demokracji pozostalibyśmy, jak w rzeczywistej historii niemieccy sojusznicy, poza obszarem dyplomatycznego manewru. Rojenia, że w momencie otwarcia frontu na Zachodzie moglibyśmy zrobić woltę, wbić Hitlerowi nóż w plecy, i z jednego obozu zwycięzców przeskoczylibyśmy do drugiego, i to pewnie jeszcze nie tracąc łupów, to nawet nie są twórcze reinterpretacje dr. Muszyńskiego.

To historiograficzny odpowiednik żaglowej łodzi podwodnej.

Scenariusz Brygady – Polska z Holocaustem na sumieniu

To wszystko przy założeniu, że byłyby jeszcze jakieś demokracje gotowe podjąć z Hitlerem wojnę na kontynencie. Ale po pokonaniu ZSRS (z polskim udziałem) Francja zapewne zgodziłaby się wejść do paktu Antykominternowskiego, a Wielka Brytania nie toczyłaby przecież wojny sama, Japonia zainteresowałaby się Syberią bardziej niż Pearl Harbor.

My zaś pozostalibyśmy satelitą Wielkich Niemiec, a więc bylibyśmy w sytuacji takiej samej, jak po zwycięstwie ZSRS. Tyle, że bez kresów zachodnich za to z wschodnimi, ze stałą tam wojną z okupowanymi narodami, i ze zbrodnią ludobójstwa na sumieniu.

Taki byłby scenariusz zwycięstwa – jeśli Brygada miała rację. Scenariusz niemieckiej Europy, z Polską jako wasalem. Osobliwy cel, zwłaszcza dla tych, którzy dziś głoszą antyniemiecką nienawiść.

A scenariusz klęski? Jeśli zamiast zwycięstwa nasze sojusznicze Niemcy przegrałyby ostatecznie wojnę, pozostalibyśmy bez kresów wschodnich a być może i zachodnich, z przepaścią wrogości na wschodzie – i nadal z udziałem w ludobójstwie. Tyle że wbrew pozorom ten scenariusz byłby jednak lepszy dla Polski, bo oznaczałby, że demokracje zwyciężyły, a więc i dla nas będzie szansa.

Dla Polski małej jak dzisiejsze Węgry, z poczuciem klęski i utraconej wielkości jak dzisiejsze Węgry, i z nieporównanie większym udziałem w zbrodni.

W scenariuszu gorszym III Rzesza zwycięża, z nami jako wspólnikami, i okazuje się zapewne trwalsza niż mniej bezwzględny i gorzej zorganizowany ZSRS. Chciałoby się wierzyć, że nie chcielibyśmy służyć ludobójcom wszyscy i do końca, że jakaś Brygada Wołyńska wycofywałaby się z pokonaną Armią Czerwoną, że w końcu wybuchłoby antyniemieckie powstanie. Ale cena krwi okazałaby się zapewne dużo większa, niż po zwycięstwie Sowietów.

Jeśli Brygada miała rację, to 1 września był tragiczną pomyłką

Takie, i tylko takie możliwe są scenariusze, gdyby uznać, że Brygada miała rację, a rząd polski powinien był się tą racją kierować. Jeśli przyjąć, że racji nie miała, to niedzielna uroczystość w Warszawie była jedynie aktem solidarności państwa ze zdradą.

Ale jeśli państwo uważa, że miała, to jaki jest sens obchodzić 1 września, czyli rocznicę tragicznej pomyłki? Czy nie należałoby raczej 23 sierpnia obchodzić, w zadumie i żalu, rocznicę zmarnowanej okazji? Ten pakt mógł wszak być zawarty z nami przeciw Sowietom, a nie na odwrót.

I jaki jest sens, jeżeli już się decydujemy obchodzić 1 września, w niezaproszeniu na te obchody przedstawicieli Rosji? Wszak ZSRS, którego Rosja jest sukcesorem, zrozumiał, z kim należy zawierać sojusze, na pięć lat przed uhonorowaną właśnie za to Brygadą Świętokrzyską.

*Konstanty Gebert, w latach 70. współpracownik KOR, w latach 80. publicysta (ps. Dawid Warszawski) podziemnej „Solidarności” i redaktor dwutygodnika „KOS”, sprawozdawca rozmów Okrągłego Stołu 1989 roku (książka „Mebel”), wspierał Tadeusza Mazowieckiego jako specjalnego wysłannika ONZ do Bośni (1992-1993; książka „Obrona poczty sarajewskiej”), założyciel i pierwszy dyrektor warszawskiego biura think tanku ECFR (European Council on Foreign Relations), jeden z animatorów odrodzenia życia żydowskiego w Polsce (założyciel pisma „Midrasz”, 1997).

Tego samego autora m.in.

I wiele więcej tutaj i tutaj, jako Dawid Warszawski.

 

 

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Komentarze

  1. Adam Spaski

    Ludzie !!! Co to za pierdolety !!! „Brawurowy esej’? Raczej brawurowa manipulacja.
    Nawet średnio rozgarnięty człowiek rozumie, że Polska i Polacy znaleźli się w okresie „wyzwalania” spod okupacji niemieckiej w tragicznie nierozwiązywalnej sytuacji, w której nie było jednoznacznie dobrych wyborów moralnych. Spod władzy jednego okupanta wyzwalał nas drugi okupant i odwieczny wróg. Witanie wyzwolicieli było jednocześnie witaniem wrogiej armii. Współpraca z wyzwolicielem była jednocześnie kolaboracją z kolejnym okupantem. Zarazem walka z tymże wyzwolicielem była kolaboracją z dotychczasowym okupantem. Realistycznie rzecz ujmując, nie było dobrych rozwiązań. Na tym polegał tragizm tej sytuacji.
    Bohaterscy żołnierze I Armii Wojska Polskiego, którzy przeszli szlak od Lenino do Berlino są w Polsce – powiedzmy to szczerze – w lekkiej pogardzie w porównaniu z żołnierzami armii Andersa. No bo „kolaborowali” z wrogiem – sowietami, którzy wzięli nas pod swój but. Ale przecież nawet armia polska na Zachodzie też w jakimś sensie kolaborowała z Sowietami poprzez sam fakt walki z ich wrogiem, czyli Niemcami.
    Nie bronię Brygady Świętokrzyskiej, tak jak nie bronię tzw. żołnierzy wyklętych, szczególnie tych mordujących ludność cywilną. Brygadę Świętokrzyską kompromituje moralnie nie taktyczny sojusz z Niemcami, ale zabijanie Polaków i Żydów.
    Wojna to potworność i normalne zasady moralne sobie z tą sytuacją zazwyczaj nie radzą. Liczą się na niej brzydkie moralnie taktyczne sojusze, w których wróg naszego wroga staje się naszym „przyjacielem”. Tak przecież było z aliantami i ZSRR. Alianci ukrywali przed Polakami prawdę o Katyniu, byle nie przeszkodzić formowaniu się armii Andersa.

  2. Adam Spaski

    To co zaprezentował tu Gebert to wyjątkowa obrzydliwość i totalna głupota. Dosłownie odwrotność tępej pisowskiej propagandy, która – podobnie jak Gebert – próbuje wmówić ludziom, że w 44 i 45 istniały proste wybory moralne.
    Brygada nie wybrała „mniej złego” okupanta, lecz tego który wydawał się już dla Polski mniej groźny.
    Robienie z ludzi, którzy chcieli bronić Polski przed Sowietami w 1944 potencjalnych sojuszników hitlerowskich Niemiec w roku 1939 jest wyjątkowo odrażające. Następujące dalej rozważania są – delikatnie mówiąc – kompletnie nie na miejscu. Dotyczą może zwolenników sojuszu z Hitlerem w 1939, ale nie Brygady Świętokrzyskiej, której żołnierze przecież z tym Hitlerem z poświęceniem walczyli.
    Trudno o dobre pomysły jak czcić pamięć o żołnierzach, którzy ginęli za ojczyznę jednocześnie dokonując złych z normalnego punktu widzenia wyborów moralnych. Jak oddawać hołd komuś, kto zabijał Niemców, ale zdarzało się, że zabijał też Polaków i Żydów z powodu swoich kalkulacji politycznych, w których celem najwyższym była niepodległość? Na pewno niezręcznie wychwalać ich jako jednoznacznych bohaterów i wzór do naśladowania dla przyszłych pokoleń. Należy oddać cześć ich pamięci bez wychwalania i oceniania, zaznaczając że żyli w trudnych moralnie czasach.

  3. Adam Spaski

    Oddawanie hołdu bohaterom bywa trudne.
    Co mają robić Niemcy, których bohaterscy patrioci należeli do Wehrmachtu?
    Jak mają czcić bohaterskich obrońców Berlina?
    Napluć na nich, że w rzeczywistości bronili – często wbrew swojej woli – siedzącego w bunkrze Hitlera?
    Robienie z Brygady Świętokrzyskiej po prostu kolaborantów jest równie głupie i obrzydliwe, jak robienie z nich po prostu bohaterów. W tamtych latach nic nie było po prostu. Dzielny AK-owiec zabijający „komunistycznych” polskich milicjantów, czyli tzw. żołnierz wyklęty też nie był „po prostu” bohaterem. Był człowiekiem postawionym w sytuacji bez wyjścia.
    Podobnie jest z marcową emigracją. Wyjeżdżali z Polski różni ludzie. Ludzie siłą zmuszeni do opuszczenia swojej ojczyzny, ludzie z radością przyjmujący nieistniejącą dotąd możliwość wyjazdu na Zachód i ludzie uciekający przed odpowiedzialnością za zbrodnie stalinowskie. Sprowadzanie ich wszystkich do tej pierwszej kategorii jest propagandowym kłamstwem.
    Historia jest nauczycielką życia, ale ta prawdziwa, czyli złożona i tragicznie skomplikowana historia.

  4. Marcin Szporko

    "Wyzwolenie Holiszowa to słabe alibi". Dziwne stwierdzenie. Szczególnie w ustach Żyda. Panie Gebert, powiedział by Pan to samo więźniarkom Holiszowa? Albo ich dzieciom czy wnukom? A może lepiej być rozstrzelanym, niż wyzwolonym przez "polskich faszystów"?
    I owszem – Polacy kolaborowali z Sowietami, i w wielu przypadkach (poza zdeklarowanymi komunistami, których NSZ słusznie stawiał pod ścianą)był to konformizm albo taktyka. Nie zmienia to faktu kolaboracji z wrogiem.
    No i co miała robić Brygada Świętokrzyska w 1945? Najlepiej poddać się Sowietom i powędrować do łagrów (ci którzy mieli by szczęście uniknąć rozwałki z marszu)? Niedawno Oko opublikowało list poetów dotyczący Brygady Swiętokrzyskiej, sugerujący że współpraca z nazistami i Hitlerem kala na wieki i nieusuwalnie. A współpraca ze Stalinem? Była OK, zrozumiała i po co w ogóle wyciągać takie sprawy? Że prof. Bauman był milicjantem w Moskwie? Eneszetowcy nie zaciągali się do SS, Panie Gebert…

  5. Robert Mazurkiewicz

    Typowa lewacka propaganda, brygada Świętokrzyska, czy NSZ, nie miało wyboru, wycofać się za niemcami lub zostać zabitym przez bolszewików, w przeciwieństwie do AK kierowali się zdrowym rozsadkiem

  6. Adam Spaski

    No żesz ty, co za kraj. Człowiek pisze, że historia nie jest tak jednoznaczna jak niektórzy chcą ja przedstawiać (niezależnie od opcji politycznej) i okazuje się, że po chwili znajduje się w jednym chórze z jakimiś bezmózgimi padalcami ujadającymi w drugą stronę niż autor komentowanego artykułu. To się nazywa znaleźć się między Scyllą a Charybdą (podobnie jak AK czy NSZ). Co się dziwić, że nie mamy w Polsce silnej partii centrum, tylko dwie ujadające na siebie i wymyślające kolejne bzdury strony konfliktu.

  7. Adam Spaski

    A swoją drogą pomysł, aby na łamach OKA tak skomplikowaną i delikatną kwestię jak problem patriotyzmu Brygady Świętokrzyskiej komentowała w kraju o takiej historii jak Polska osoba jawnie przyznająca się do pochodzenia żydowskiego (co samo w sobie nie jest niczym złym) i to w takim duchu – po prostu genialny. Szczyt rozwagi politycznej.
    Nie jestem (tak mi się wydaje, choć nie mi o tym decydować) antysemitą, ale wiadomo że każdy naród ma swój "subiektywny" sposób patrzenia na pewne kwestie historyczne, wynikający z jego traum. Konstanty Gebert zabierając głos w takich kwestiach (NSZ a antysemityzm), zawsze będzie podejrzewany o pewną stronniczość. Podobnie jak i "czystej krwi Polacy" są stronniczy. Ale nie jest to głos przypadkowego publicysty.

  8. Ivonka Ciepielak

    Moze wlasnie dlatego pan Gebert moze przeanalizowac sytuacje w calej jej delikatnosci i kompleksowosci? Zyjac obok “prawdziwych” Polakow na codzien?
    Bez wzgledu na racje wyborow Brygady, tworzenie coraz to nowych bohaterow przez PiS jest tanim trikiem propagandowym. Jak widac tania propagandazawsze trafia do najwiekszych kregow.
    Odbieranie ludziom z GL i AL ich roli w zakonczeniu wojny i walki o wyzwolenie spod okupacji jest wrecz niesmaczne.
    Gdyby Niemcy wygrali, to tak jak bylo w GEneralnej Guberni nie byloby polskich lekarzy, prawnikow, profesorow a dostep do wyksztalcenia jedynie na srednim technicznym itp poziomie. Wydaje mi sie, ze wszyscy obecnie decydujacy skonczyli wyzsze studia za okupacji sowieckiej?
    PiS, oprocz naprawde potrzebnej polityki socjalnej, prowadzi obrzydliwa gre dla zatrzymania wladzy. Zadne pieniadze nie naprawia schizmy, ktora po Kaczynskim zostanie

  9. Adam Spaski

    Pan Gebert jest niestety raczej nieobiektywną stroną w sporze, bo NSZ był antysemicki, co w kontekście Zagłady, być może uniemożliwia panu Gebertowi obiektywną ocenę Brygady Świętokrzyskiej. Dlatego być może taktownie nie powinien się o niej wypowiadać. A już na pewno nie powinno go (chodzi o treść, nie osobę) drukować OKO, bo tylko pogłębia podziały między Polakami.
    Afera z Brygadą jest taka jak z tzw. Żołnierzami wyklętymi. Jak się przez lata udaje, że jakiegoś problemu nie ma, to potem zostaje on wykorzystany przez oszołomów krzyczących, że zamykano im usta i zwalczano prawdę.
    Żołnierze wyklęci to niezbyt mądry dziś termin, bo sugerujący, że zostali niewinnie skrzywdzeni. To raczej „żołnierze tragiczni”. To, że nie chcieli zaakceptować sowieckiej „okupacji” to oczywiście patriotyzm. To, że chcieli z nią walczyć to po prostu nieodpowiedzialna głupota. To, że zabijali niepodzielających tego zdania Polaków (nawet jeśli nazwiemy ich komunistami – choć to nieprawdziwe uogólnienie) to po prostu była zbrodnia. Ci ludzie z poczucia patriotyzmu popełniali zbrodnie. Należy im się nasz szacunek za patriotyzm, ale na pewno nie chwała jako nieskazitelnym bohaterom.
    Podobnie jest z Brygadą. Wybrała pozornie niezwykle patriotyczną postawę walki na dwa fronty z dwoma wrogami. Ale znowu – było to po prostu głupie, bo przecież Sowietów nie mogli pokonać. I zbrodnicze, bo w tym celu zabijali również Polaków. Można i powinno się oddawać cześć ich pamięci, ale z odpowiednim, niegloryfikującym komentarzem.

  10. Adam Spaski

    Ktoś nie znający historii na podstawie tekstu Geberta mógłby sądzić, że Brygada to byli jacyś zwykli kolaboranci (dla własnych korzyści?), czy sprzymierzeńcy Niemców w rodzaju Węgrów lub Włochów, a w ostateczności przynajmniej mocno podejrzani „patrioci” w rodzaju Własowców, SS Galizien, czy Ustaszy. Formacja, której celem była walka u boku bratniej armii niemieckiej, aby pokonać wspólnie Sowietów i stworzyć państwo satelickie Rzeszy. Gebert niemal kompletnie (z wyjątkiem wyzwolenia Holiszowa) pomija fakt, że Brygada walczyła także z Niemcami. Całkowicie Gebert ignoruje moment historyczny, w którym Brygada podjęła decyzję o niepodejmowaniu dalszej walki z Niemcami, a nawet współpracy w zwalczaniu komunistycznej partyzantki i dywersji na tyłach Armii Czerwonej.
    Otóż Brygada podjęła tę decyzję, gdy Niemcy zaczęli być z Polski wypierani przez Armię Czerwoną, a Sowieci stawali się nowym okupantem. Tragizm Brygady polegał na tym, że w związku z koncepcją dwóch wrogów walczyła także z polskimi partyzantami („komunistycznymi”) wspierającymi Armię Czerwoną.
    Nie jestem żadnym prawicowcem, do Żołnierzy wyklętych mam stosunek co najmniej sceptyczny, ale ten tekst uważam za oburzający. Powinien być zdjęty ze strony OKA, bo pogrąża redakcję. Rozumiem antypisowską motywację, żeby dać odpór durnym obchodom, solidaryzować się z oburzonymi akowcami itd., ale wszystko można zrobić rozsądnie, a nie w tym stylu.

  11. Adam Spaski

    @ Mariusz Was
    Historia rzadko bywa czarno-biała, szczególnie gdy się jest narodem wciśniętym między dwóch potężnych wrogów, dwa zbrodnicze totalitaryzmy. To co robi Gebert jest takim samym upraszczaniem, jak to co robią najprymitywniejsi historycy PIS tylko w drugą stronę. Przynosi niepowetowaną szkodę społeczeństwu, bo oddala je od zrozumienia własnej historii i teraźniejszości. I od znalezienia porozumienia. Wałęsa to bardzo dobry przykład owej nieczarnobiałości, więc nie ma co się na niego powoływać chwaląc Geberta. Nie jestem prawicowcem ani fanem żołnierzy wyklętych (już sama nazwa mnie wkurza), ale ten tekst uważam za skandaliczny. Kłamstwo, manipulacja i brak (udawany?) zrozumienia ówczesnych uwarunkowań. Aż trudno pojąć jak coś takiego mogło powstać i jak OKO mogło to puścić.
    A jak ocenić "współpracę" Jana Nowaka Jeziorańskiego z Izaakiem Fleischfarbem znanym jako Józef Światło w Radiu Wolna Europa? Bohater i ubecki kat zjednoczeni w walce z PRL-em. Historia Polski pełna jest takich niejednoznacznych moralnie sytuacji. A niemal cała PRL-owska opozycja z partyjnymi epizodami w życiorysach. A Kołakowski, Bauman i wielu innych naszych najwybitniejszych intelektualistów. A Okrągły Stół i Michnik pijący z Kiszczakiem? To też takie proste – zdrajca albo bohater? Więc niech nam tu Gebert nie wyjeżdża z tą swoją obłudną zero-jedynkową moralnością, bo tylko miesza ludziom w głowach. Robi to samo, co najgorsi pisowscy propagandyści. Wstydź się OKO.

  12. Mariusz Was

    @Adam Spaski
    Oczywiście znajdujesz przypadki dla ciebie wygodne by udowodnić swą tezę. Ewidentnie antysemickie tezy ubierasz w demagogiczne argumenty. Przypominam, że przy okrągłym stole siedzieli dzisiejsi politycy PIS i też za kołnierz nie wylewali. Mniej zaciętości, i może mnie propagandy pis.

  13. Adam Spaski

    @ Mariusz Was
    Znajduję przypadki wygodne dla mnie? Cała nasza historia składa się z takich przypadków. Nie trzeba ich szukać. Książę Józef Poniatowski zanim został polskim bohaterem był generałem w armii austriackiej, czyli wysługiwał się zaborcy. Na dodatek w jednej z bitew ocalił życie księciu Karolowi Filipowi Schwarzenbergowi, późniejszemu pogromcy Napoleona pod Lipskiem.
    Wspomniałem akurat o Michniku, nie żeby ukryć toasty Kaczyńskiego, tylko dlatego że Michnik był w Magdalence i dla przełomu postacią ważną, a Kaczyński nie.
    Jak się domyślam, zostałem okrzyknięty antysemitą, bo wymieniłem prawdziwe nazwisko Józefa Światło. To moja wina, że był Żydem? Nie wywołany do tablicy nie przypominałem, że w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego była nadreprezentacja Żydów. Czy mówienie o tym to antysemityzm? Czy wolno tylko mówić, że Żydzi to utalentowany naród, który wydal wielu noblistów? Podejrzewam, że dla niektórych samo słowo Żyd świadczy o antysemityzmie. A jak się nie zgadzam z oburzającym upraszczaniem naszej historii przez Geberta – który też przez przypadek i nie z mojej winy jest Żydem – to uprawiam PIS-owską propagandę?
    Człowieku, widzę, że jesteś i ofiarą takiej właśnie jednostronnej propagandy w wydaniu postępowym i osobą współodpowiedzialną za to, że ludzie, przed którymi ukrywa się prawdę, lgną do równie jednostronnej propagandy pisowskiej ukazującej całkiem odwrotną wizję świata. Smak zakazanego owocu.

  14. Jerzy Pawelski

    @ Adam Spaski
    Koncepcja, ze ktoś, kto ma cokolwiek wspólnego z ofiarami zbrodni, nie ma prawa się wypowiadać o zbrodniarzach, bo będzie subiektywny, jest jakimś pijanym absurdem. Ma prawo takie samo jak każdy inny, o ile nie większe.
    Trochę się pan zapędził w wybielaniu kolaborantów. BŚ została utworzona już po wkroczeniu Sowietów do Polski, więc nie było żadnego wcześniejszego okresu walki wyłącznie czy głównie z Niemcami, bo wcześniej NIE ISTNIAŁA. Od samego początku głównym jej wrogiem byli Rosjanie i Polacy i od samego początku ściśle współpracowała z Niemcami. Owszem, zdarzały się potyczki z Niemcami, często przypadkowe, w sumie zabili może ze 20 Niemców. Nie uznawali polskiego rządu emigracyjnego, chełpili się mordowaniem żydowskich cywili ocalałych z Zagłady. Pańska teza, że Rosjanie, członkowie koalicji antyhitlerowskiej, byli tak samo groźnym wrogiem czy okupantem jak Niemcy, którzy uśmiercili 6 mln Polaków, jest nieprzemyślana, bardzo łagodnie mówiąc.

  15. Adam Spaski

    @ Jerzy Pawelski
    Nie odmawiam nikomu prawa do wypowiadania się. Nie odmawiam nawet prawa do mówienia głupstw. Jak to mówią, w demokracji każdy ma prawo być durniem. Ale jak ktoś jest uczulony na pyłki, to może niech nie gra wiosną koncertów na świeżym powietrzu.
    A od redakcji OKO.press mam prawo oczekiwać, że nie będzie drukowała jakiejś skrajnie alternatywnej wersji historii tylko po to, aby przyłożyć PIS-owi.
    Jak można mówić, że wybielam Brygadę, skoro piszę, że mordowała Polaków (bo z tymi Żydami to zdaje się zaledwie domysł). Właściwie niewiele mnie ona obchodzi, ale wkurza mnie to, co się tutaj odwala. Bo to już przegięcie totalne.
    Jak my wszyscy nie byłem tam. Opieramy się tylko na historii pisanej ze skrajnych pozycji – z jednej strony ubeccy historycy II wojny, z drugiej prawicowe oszołomy w stylu prof. Chodkiewicza. No i relacje samych zainteresowanych, do których też trzeba podchodzić z dystansem. Ale istnieje jeszcze zdrowy rozsądek pozwalający oceniać podsuwane tezy.
    Brygada to tylko jednostka organizacyjna utworzona z oddziałów i ludzi, którzy istnieli i walczyli już wcześniej. „Nie wzięła się z powietrza” w sierpniu 1944. Teza, że ci ludzie pod okupacją niemiecką walczyli wyłącznie z komunistami, a Holiszow „wyzwolili” w pseudopotyczce jedynie dla efektu wizerunkowego jest rodem z komunistycznej propagandy.

  16. Adam Spaski

    @ Jerzy Pawelski
    Nie twierdzę też, że okupacja radziecka była równie okrutna jak hitlerowska, ale że Sowieci to był dla Brygady i nie tylko dla niej taki sam wróg (jeden z dwóch agresorów z 1939), który chciał odebrać nam wolność.
    Nie oni jedni liczyli na III wojnę ze Związkiem Radzieckim.
    Ideologia Brygady jest mi obca i nienawistna, ale nie sadzę, aby była to tylko banda faszystowskich oprychów, jak sugeruje Gebert.
    A w ogóle przy całym szacunku dla ofiar Zagłady i przy otwartości na uznanie, że Polacy też wymordowali wielu Żydów, pomysł, aby obowiązującą Polaków historię stosunków polsko-żydowskich pisali Żydzi jest trochę dziwny. To jakby obowiązującą nas historię stosunków polsko-niemieckich pisali Niemcy. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo inaczej dajemy pole do popisu prawicowym oszołomom, negacjonistom Jedwabnego, Kielc itp.
    W ogóle w Polsce toczy się jakaś dziwna wojna – zaślepienie prawicowe kontra zaślepienie lewicowe. Prawica ma brzydką, wykrzywioną złością i fanatyzmem twarz – ale nie znaczy, że wszystko co mówią to jakieś brednie. Lewica ma miłą, tolerancyjną buźkę, ale to nie znaczy, że zawsze mówi z sensem.

  17. Adam Spaski

    @ Jerzy Pawelski
    Jeszcze o prawie Konstantego Geberta do wypowiadania się… To kompletne pomieszanie pojęć. Wszędzie na świecie osoby zaangażowane emocjonalnie, związane z ofiarami itp. nie mogą być śledczymi, prokuratorami, sędziami. Są w takiej sytuacji odsuwane od sprawy, bo można przypuszczać, że trudno im będzie zachować obiektywizm. Konstanty Gebert nie występuje tu w roli subiektywnego "świadka" do czego ma prawo, tylko udaje obiektywnego sędziego. I tę jego rolę niejako sankcjonuje publikacja w OKO.press, które mieni się być narzędziem kontroli obywatelskiej. OKO.press to klasyczny fact checker, a nie portal opinii. Jego rolą jest dostarczanie informacji obalających medialne mity. Taki esej to mógł sobie Gebert opublikować choćby w Wyborczej, w której jest miejsce na subiektywne wizje publicystów czy kontrowersyjne opinie intelektualistów. I jest miejsce do dyskusji, w której na esej Geberta, ktoś może odpowie esejem broniącym innych tez (jeśli mu wydrukują). Hasłem OKA jest „sprawdzamy fakty” – w domyśle wszystkie a nie ich subiektywny zestaw w "brawurowym eseju" o jawnie propagandowej wymowie. Niech sobie Gebert pisze o Brygadzie, co mu się tylko podoba. Ale niech OKO nie drukuje tego pod szyldem "obiektywnej prawdy" skoro esej Geberta nie ogranicza się do podania faktów (mocno wyselekcjonowanych), ale snuje jakieś bardzo swobodne dywagacje. Sojusz aliantów ze zbrodniczym reżimem Stalina (z ukrywaniem sprawy Katynia po drodze) też nie był wyborem jednoznacznym moralnie, ale rozsądnym politycznie. Walka u boku Rosjan, którzy parę lat wcześniej nas zaatakowali, wywieźli w głąb ZSRR setki tysięcy Polaków, a kilkadziesiąt tysięcy wymordowali też nie była komfortem moralnym. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach będzie nazywał I Armię WP po prostu kolaborantami? To są niesamowicie trudne sprawy i żaden „brawurowy” esej nie odda im sprawiedliwości.

  18. Joanna Gomułka

    Adam Spaski pisze: "… pomysł, aby obowiązującą Polaków historię stosunków polsko-żydowskich pisali Żydzi jest trochę dziwny. " Czy polscy żydzi nie są Polakami? Czy historię Polski mają prawo pisać tylko "etniczni" Polacy?

  19. Adam Spaski

    @ Joanna Gomułka
    No cóż, wyszło trochę niefortunnie. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Tomasz Mann napisał – „ilekroć człowiek zabiera głos, popełnia błędy”. Polscy Żydzi są oczywiście pełnoprawnymi Polakami i mają prawo pisać historię Polski. Ale trudno zamykać oczy na oczywistą prawdę, że często w swojej wizji stosunków polsko-żydowskich reprezentują – co zrozumiałe – "żydowskie traumy" i opisują (otwierając Polakom oczy) cierpienia zadane Żydom przez Polaków. I chwała im za to, bo dzięki nim nie tylko zostaje ocalona pamięć o tragicznych wydarzeniach, ale też możemy inaczej spojrzeć na samych siebie. To wszystko jest ok i bardzo cenię te książki. Ale jednocześnie nie za bardzo liczę, że z tego środowiska wyjdą liczne opracowania ukazujące np. rolę Żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa. Albo np. stosunek mieszkańców enklaw żydowskich w Polsce do „gojów” w kontekście tradycji judaistycznej. Mniejszość niemiecka w Polsce to też są pełnoprawni Polacy. Ale czy najwyższym autorytetem w kwestii stosunków polsko-niemieckich miałyby być dla nas książki powstające akurat w tym środowisku. Choć pewnie powiedziałby nam wiele ciekawych i nieprzyjemnych dla nas rzeczy. Chodzi mi tylko o zdrowy rozsądek i patrzenie na sprawy w całym ich uwikłaniu. W NSZ były wyraźne skłonności antysemickie, dlatego trudno się spodziewać, że Konstanty Gebert potrafi spojrzeć na tę formację obiektywnie i opisać jej rolę z uwzględnieniem całokształtu skomplikowanych czynników ideowo-kulturowych i geopolitycznych. Co widać po jego tekście. Patriotyzm ma w sobie zawsze coś partykularnego.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!