0:00
08 sierpnia 2020

Jesteśmy zrozpaczeni, wściekli i dumni. Trzy głosy po brutalnej szarży policji

„Nie odpoczywamy, cały czas pracujemy” - Dziemianowicz-Bąk; „Przez całą noc zatrzymane osoby były przewożone między różnymi komisariatami. Także poza Warszawą” - Puczyńska. „Jesteśmy zrozpaczeni, wściekli i dumni. Ale nie damy się homofobii” - Staszewski

Wydrukuj

Wczoraj, w piątek 7 sierpnia warszawski sąd wydał nakaz aresztowania Margot (Małgorzaty Szutrowicz), aktywistki kolektywy Stop Bzdurom. Pod siedzibę Kampanii Przeciw Homofobii (KPH), gdzie wtedy przebywała, przyszło kilkadziesiąt osób, by nie pozwolić na jej zatrzymanie.

Około godziny 18 Margot chciała demonstracyjnie oddać się w ręce policjantów z radiowozu, który przyjechał pod siedzibę KPH. Ale funkcjonariusze nie reagowali i w końcu odjechali.

Zebrane osoby postanowiły przejść na Krakowskie Przedmieście. Tam czekały już na nich większe siły policji. Margot została zatrzymana. Osoby, które z nią szły, usiadły na jezdni blokując samochód, do którego wsadzono Margot. Doszło do policyjnej interwencji - w sumie, według policji, zatrzymano 48 osób (część na Krakowskim Przedmieściu, część potem na ul. Wilczej, gdzie znajduje się jeden z komisariatów, do których przewieziono uczestników protestu).

Więcej w naszych relacjach tutaj i tutaj.

Rozmawiamy z osobami, które były na miejscu: posłanką Lewicy Agnieszką Dziemianowicz-Bąk, aktywistką kolektywu Szpil(A) Martą Puczyńską i aktywistą LGBT+ Bartem Staszewskim.

Burzliwa noc

Po zatrzymaniach posłanki Lewicy i KO wraz z aktywistkami i aktywistami KPH, kolektywów Stop Bzdurom i Szpil(A) walczyły o zgromadzenie informacji o pobycie zatrzymanych osób i zorganizowanie im pomocy prawnej.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanka Lewicy: "W nocy najważniejszym było ustalić miejsce przebywania zatrzymanych podczas demonstracji osób. Jednocześnie staraliśmy się pozyskać informację na temat miejsca, gdzie przebywa Margot.

W tej chwili mamy ponad 50 nazwisk zatrzymanych, lista jest cały czas aktualizowana.

W przypadku większości wiemy już, gdzie są. Uzyskanie tej informacji nie było jednak łatwe - jeździliśmy od komendy do komendy. Ostatecznie najszersze informacje udało mi się uzyskać w Komendzie Stołecznej. Potem pojechałam na kolejne komendy, gdzie starałam się potwierdzić obecność konkretnych osób, żeby mogły spotkać się z pełnomocnikiem. Na jednej komendzie zostałam w twarz okłamana. Wyjechałam z komendy na Ochocie około 5 nad ranem - wtedy, kiedy wiedzieliśmy, że na każdą komendę zmierza lub na niej jest prawnik, który stara się o to, żeby przekazane zostały pełnomocnictwa."

fot.: Robert Kuszyński/OKO.press

Marta Puczyńska, kolektyw Szpila: "Przez całą noc zatrzymane osoby były przewożone między różnymi komisariatami. Także poza Warszawą - część zatrzymanych znalazła się na komendach w Mińsku Mazowieckim, Nowym Dworze Mazowieckim, Piasecznie, Piastowie i Pruszkowie. Jeździłam razem z posłanką Agnieszką Dziemianowicz-Bąk po komendach do 5 nad ranem. Na komendzie na Opaczewskiej powiedziano jej, że nie ma tam osób, o które pyta. Gdy przyjechał prawnik, okazało się, że jednak znajdują się na tej komendzie."

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "W tym momencie zatrzymanym pomaga już kilkadziesiąt prawniczek i prawników. Większość zatrzymanych osób ma dostęp do pełnomocników, ale cały czas organizujemy dodatkową pomoc prawną. Osób potrzebujących takiej pomocy jest bardzo dużo, a czynności wobec różnych osób odbywają się w tym samym czasie, co oznacza, że potrzebne jest wsparcie większej liczby prawniczek i prawników.

Na pewno potrzebna będzie pomoc dodatkowych osób, bo zaraz mogą się pojawić kolejne wnioski o areszty, kolejne zatrzymania.

Gdyby ktoś chciał zaoferować pomoc, można zgłaszać się do Marty Puczyńskiej z kolektywu Szpila, do KPH i do mnie."

Marta Puczyńska: "Jeżeli ktoś chce udzielić wsparcia prawnego, może pisać do mnie na Messengerze, najlepiej imię i nazwisko plus numer telefonu. Najlepiej, gdyby te osoby były w gotowości także dziś wieczorem, nie wiemy jak policja zachowa się podczas dzisiejszej demonstracji."

areszt margot
fot.: Robert Kuszyński/OKO.press

Policja nie była skłonna do wyjaśnień

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Na dwa sposoby staraliśmy się uzyskać informację, czy dana osoba przebywa na danej komendzie. Po pierwsze interwencjami poselskimi. Ale to niekoniecznie działa.

Usłyszałam na jednej z komend, w odpowiedzi na oficjalną interwencję poselską, że »zadzwonimy do Sejmu i skończy się to wyłudzanie danych osobowych przez posłów«.

Nie wiem do kogo policjanci chcieli dzwonić, żeby odebrać mi prawo wykonywania czynności służbowych. Tam, gdzie nie udawało się uzyskać informacji drogą poselską, robiliśmy z pomocą pełnomocników. Tych ostatnich też zresztą nie informowano od razu - na Jagiellońskiej czekaliśmy ponad godzinę po przekazaniu pełnomocnictw na dopuszczenie pełnomocników do zatrzymanych osób."

Policja się spręża

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Mamy informacje z wielu źródeł, że czynności wykonywane są w przyspieszonym trybie - chodzi o to, żeby zarzuty zostały postawione jak najszybciej. Nie mam potwierdzenia, krążą natomiast informacje, że to odgórny nakaz z Ministerstwa Sprawiedliwości. Wszystko to składa się w obraz pokazu siły."

Marta Puczyńska: "Część osób jest już przesłuchiwana, część jeszcze czeka".

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Nie odpoczywamy, cały czas pracujemy, przede wszystkim KPH i Stop Bzdurom, przy wsparciu posłanek i ogromnej pracy prawników, z których większość pracuje pro bono. A dziś o 18:30 kolejna demonstracja, na której będę."

Relacja z wczoraj

Bart Staszewski, aktywista LGBT+: "Ludzie przyszli tu dziś z rozpaczy z powodu tego, co się dzieje w Polsce - że aktywistkę się aresztuje na dwa miesiące za tęczową flagę i za samochody, za działania, które mieszczą się w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa. [Margot postawiono też m.in. zarzut "spowodowania rozstroju zdrowia na czas poniżej 7 dni" - więcej o zarzutach pisaliśmy w tym tekście. Aresztowanie aktywistki na dwa miesiące nie jest bezpośrednio związane z wywieszeniem tęczowej flagi na pomnikach - przyp. red.] Przy cięższych przewinach policja nie aresztuje na tak długo.

Byli tu ludzie, którzy z rozpaczy krzyczeli "Milo, pamiętamy, Wiktor, pamiętamy" - czyli wspominają ofiary homofobii, sponsorowanej przez państwo homofobii, płynącej także ze strony prezydenta."

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Byłam obecna od początku demonstracji solidarnościowej. Margot wyszła z siedziby KPH, podeszła do policjantów: jednej grupy, drugiej, trzeciej - stały tam trzy furgonetki. Chciała się poddać aresztowaniu. Policja odmówiła.

fot.: Robert Kuszyński/OKO.press

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Dopiero w momencie, gdy przeszliśmy całą grupą na Krakowskie Przedmieście przystąpili do działania. Z daleka zobaczyliśmy otoczone kordonem pomniki.

Swoją drogą, to kuriozalne, jak bardzo ta władza chroni pomniki, a nie chroni ludzi. Tam nadal nie działo się nic szczególnego - uczestnicy protestu zachowywali się spokojnie, to był pokojowy przemarsz.

W pewnym momencie Margot została złapana, wciągnięta do nieoznakowanego radiowozu, który błyskawicznie został otoczony kordonem policji. Wtedy zaczął się protest, sitting [pokojowa blokada polegająca na tym, że uczestnicy siedzą na ziemi trzymając się pod ręce - przyp. red.] z dwóch stron. W moim odczuciu nadal jeszcze nie doszło do uniemożliwienia prowadzenia czynności policji. Po zatrzymaniu Margot doszło do jakichś przepychanek, została wciągnięta do samochodu i nadal nie było komunikatu do rozejścia się. Dopiero gdy samochód z Margot w środku zaczął wyjeżdżać, rozpoczęto przepychanie osób, wynoszenie ich. Pierwsze osoby zostały zatrzymane zanim pojawiły się te oficjalne komunikaty."

Marta Puczyńska: "Przyszłam, gdy Margot była już w radiowozie, a część osób siedziało na ziemi blokując wyjazd. Policja bardzo brutalnie traktowała ludzi, rzucała na ziemię, skuwała z tyłu kajdankami, klękała na głowie. Kilka osób potrzebowało pomocy lekarskiej."

Bart Staszewski: "Policjant złapał mnie za szyję i zaczął podduszać, potem rzucił na bok.

Kolejną dziewczynę złapali za nogi i ciągnęli po ziemi. W życiu się z czymś takim nie spotkałem.

Utworzono kilka kordonów policji i zaczęto legitymować ludzi pomiędzy nimi. I nagle wszyscy, także osoby zamknięte pomiędzy kordonami, przypadkowe, znalazły się na nielegalnej zdaniem policji demonstracji. Chcieli mnie zatrzymać, dopiero po interwencji prof. Urbanika z Uniwersytetu Warszawskiego mnie wypuścili. Co zasługuje na wspomnienie - profesor dzwonił do rektora i prosił o otwarcie bram uniwersytetu, żeby wpuścić ludzi w tej opresyjnej sytuacji. Pan rektor przedłużał to w nieskończoność i nie otwarto bram."

fot.: Robert Kuszyński/OKO.press

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Co zwróciło moją uwagę, to że żaden z tych policjantów nie podjął żadnej mediacji czy choćby rozmowy z protestującymi. Nie padły żadne wezwania do rozejścia się, więc to, że w pewnym momencie policja przystąpiła do łapanki, nie było poprzedzone żadnym środkiem ostrzegawczym. Co więcej, po rozejściu się większości osób, gdy jeszcze byłam na Krakowskim Przedmieściu, policja starą, znaną już metodą, podchodziła do pojedynczych osób czy tych idących parami i starała się je wylegitymować lub zatrzymać.

Ja również zostałam poddana próbie wylegitymowania. Szłam razem z dwiema aktywistkami. Kiedy pokazałam legitymację poselską, to panowie policjanci nic nie mogli zrobić, ale próbowali wylegitymować te dwie osoby. Dopiero po ostrej interwencji »dlaczego, na jakiej podstawie, szłyśmy Krakowskim Przedmieściem, tak samo jak turyści«, odpuścili. Ta łapanka trwała wieloma metodami.: podczas demonstracji, po rozejściu się."

Bart Staszewski: "Filmy i zdjęcia z dziś pójdą w świat - niech cały świat zobaczy jak w Polsce traktuje się osoby LGBT. Przedwczoraj to byli Obywatele RP, wczoraj osoby LGBT, jutro przyjdą po tych, którzy sobie bezpiecznie oglądają to wszystko w telewizji. Ludzie, którzy są przyzwoici, powinni być z nami lub nas wspierać. Też nie byłem przygotowany psychicznie, żeby tam siedzieć i blokować auto, do którego wepchnięto Margot. Nigdy nie widziałem takich sił policji, która traktuje ludzi z tak niebywałą wściekłością, agresją, wulgaryzmami - usłyszałem od policjanta, żebym stamtąd wypierdalał. Widziałem osoby, które płakały. Z bezsilności."

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "Zachowania policji oceniam jako bardzo agresywne: dociskanie kolanem do ziemi, przepychanie. Jedna dziewczyna upadła uderzając się silnie w głowę. Nie została do niej wezwana pomoc medyczna, przeniesiono ją tylko do policyjnego samochodu. Byłyśmy z innymi posłankami popychane, tratowane. Dopiero po głośnych interwencjach, że policja nie ma prawa nas dotykać, pojawiał się jakiś policjant, który mówił »zostawcie posłanki«. Faktycznie te środki były ekstremalne, jak na skalę wydarzenia. Padały tam różne hasła, pełne gniewu i rozżalenia. Ale nawet wykrzykiwanie podczas demonstracji wulgarnych haseł nie jest podstawą do fizycznej przemocy ze strony policji. Wykrzykujących nienawistne hasła nacjonalistów policja nie próbuje zatrzymywać. Są wręcz ochraniani."

Marta Puczyńska: "Wyłapane zostało kilkadziesiąt osób, potem kolejne na Wilczej. Wśród zatrzymanych są także przypadkowe osoby, które np. szły do sklepu."

Co dalej?

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: "To jest oczywiście walka o prawa osób LGBT+, sprzeciw wobec represji spotykających te osoby, ale to także walka dużo szersza."

Bart Staszewski: "Jesteśmy zrozpaczeni, wściekli i dumni. Ale nie damy się homofobii. W pokojowy sposób będziemy walczyć o naszą godność i równe traktowanie. Margot zdarzyło się przeklinać, zdarzyło jej się być wściekłą, ale kim są ci wszyscy internetowi malkontenci, którzy pouczają nas, że mamy złą strategię?

To nas się bije, to my jesteśmy wrogiem publicznym numer jeden, to my jesteśmy rzekomą ideologią, z którą się walczy. Dzieciaki popełniają samobójstwa z powodu homo- i transfobii.

I co? Nie możemy powiedzieć słowa na K? Nie możemy być wściekli, oburzeni na ten opresyjny aparat państwa? Mamy dosyć. Chcemy żyć w Polsce i chcemy być równo traktowani jak każdy Polak i Polka. Ludzie czasem powiedzą dwa słowa za dużo i teraz prawica będzie to wykorzystywać. I co z tego? Teraz powinniśmy być z ofiarami, którymi są osoby LGBT, nie Kościół Katolicki, nie politycy PiS."

Udostępnij:

Hanna Szukalska

Architektka, dziennikarka i psycholożka. Pisze m.in. o psychologii, psychiatrii i planowaniu przestrzennym. Relacjonuje protesty. Robi ilustracje i infografiki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne