Jarosław Kaczyński nie rozumie, czym jest mowa nienawiści. Istotą tego przestępstwa są publiczne wypowiedzi mające wzbudzić silną niechęć do całych grup społecznych. Specjalista od przestępstw z nienawiści w MSWiA w latach 2014-2016 i autor szkoleń dla policjantów tłumaczy prezesowi PiS, o co chodzi

„Czy tragedia w Gdańsku, śmierć prezydenta Adamowicza, powinna przynieść jakąś zmianę atmosfery w kraju?” – zapytał Jarosława Kaczyńskiego Jacek Karnowski w wywiadzie dla magazynu „W Sieci” (nr 6/324, 2019). Prezes PiS odpowiedział:

„Odrzucam pojęcie «mowy nienawiści», które przy tej okazji próbuje się wprowadzać. To pojęcie, za pomocą którego próbuje się wprowadzić jednostronną cenzurę dotyczącą tylko prawicy. Można grać «Klątwę», można wzywać do zamordowania mnie, a nie można, w skrajnych przypadkach, cytować Pisma Świętego”.

OKO.press jeszcze przed publikacją głośnego wywiadu z prezesem PiS zamówiło u eksperta z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego Jacka Mazurczaka tekst, wyjaśniający jak polskie prawo rozumie mowę nienawiści. Mamy – może naiwną – nadzieję, że uporządkowanie pojęć pomoże wszystkim w traktowaniu swoich słów nieco bardziej odpowiedzialnie.


Jacek Mazurczak był głównym specjalistą ds. monitorowania przestępstw z nienawiści w MSWiA w latach 2014-2016. Przygotowywał szkolenia na temat zwalczania przestępstw z nienawiści oraz ochrony praw człowieka dla policjantów.


„Klątwa” nie jest mową nienawiści

Kaczyński za przykład mowy nienawiści uznaje spektakl „Klątwa” Olivera Frljicia w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Prezes PiS się myli.

Publiczne wystawianie biletowanego spektaklu, nawet, jeśli jest uznawany za obrazoburczy, szokujący czy obraźliwy, mieści się w granicach wolności wypowiedzi.

Nie jest mową nienawiści spektakl, w którym nie nawołuje się do przemocy i nienawistnych czynów wobec jakiejś grupy. A grupa ta musi być wyróżniona ze względu na cechę, na przykład przynależność religijną, narodową, etniczną.

W polskim prawie jest znane przestępstwo „naruszania uczuć religijnych” (art. 196 kodeksu karnego), na które mogą powołać się ci, którzy uznają, że ich sferę „uczuć” taki spektakl narusza. Inna sprawa, czy jest to przepis sensowny. A są co do tego poważne wątpliwości. Właśnie z tego paragrafu prokuratura wszczęła w sprawie „Klątwy” z urzędu śledztwo. Śledztwo toczy się „w sprawie obrazy uczuć religijnych poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej oraz w sprawie publicznego nawoływania do popełniania zbrodni zabójstwa w trakcie spektaklu «Klątwa» w Teatrze Powszechnym w Warszawie”.

Najbardziej brutalne i nikczemne ataki polityczne dotyczące konkretnych polityków (a zwłaszcza ich konkretnych zachowań), nie są, w rozumieniu prawników, przejawem „mowy nienawiści”. Ale nie znaczy to, że nie mogą być karane na gruncie innych przepisów prawa karnego.

O „Klątwie” pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie, m.in.: „Posłanka Sobecka skarży »Klątwę« do prokuratury„, „Czy »Klątwę« można skazać?„, „Gliński posłuchał narodowców. Wzywa warszawski ratusz do ocenzurowania »Klątwy«„.

Czym jest mowa nienawiści? Wyjaśnia Jacek Mazurczak

Najszerzej stosowaną definicję mowy nienawiści opracowała Rada Europy. Zgodnie z rekomendacjami nr R 97 (20) Komitetu Ministrów Rady Europy w kwestii wypowiedzi szerzących nienawiść z 1997 roku, mową nienawiści jest „każda forma wypowiedzi, która rozpowszechnia, podżega, propaguje lub usprawiedliwia nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści oparte na nietolerancji, włączając w to nietolerancję wyrażaną w formie agresywnego nacjonalizmu lub etnocentryzmu, dyskryminacji lub wrogości wobec mniejszości, migrantów lub osób wywodzących się ze społeczności imigrantów”.

Jak widać, definicja ta nie obejmuje przynależności politycznej.

Dlaczego? Bo jednostki mają wpływ na swoje wybory i przynależności polityczne – wielu prawników w ten sposób wyjaśnia brak specjalnej ochrony przynależności politycznej. Wyróżnia to tę przesłankę od innych, takich jak przynależność narodowa, etniczna, rasowa, czy też orientacja seksualna lub tożsamość płciowa.

Mówi się przy tym, że kiedy obraźliwe i szokujące wypowiedzi dotyczą polityków, ci powinni mieć „grubszą skórę” niż zwykli obywatele. Wymaga tego wolność słowa. Ma to uzasadnienie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.  Oznacza to, że

dotkliwość wypowiedzi nienawistnych może i powinna być stopniowana.

Co polskie prawo mówi o mowie nienawiści?

Art. 256 § 1 kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność karną za nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość.

Istotą tego przestępstwa jest publiczne formułowanie takich wypowiedzi, które w intencji sprawcy mają wzbudzać u odbiorców uczucie silnej niechęci do całych grup społecznych chronionych tym przepisem.

Chodzi tu głównie o wypowiedzi, które przypisują całym grupom cechy, które u zwykłego odbiorcy mogą wywołać nienawiść, względnie nawołują do działań dyskryminacyjnych wobec tych grup.

Przykładowo, jeśli ktoś publicznie będzie twierdził, że wszyscy muzułmanie to terroryści i należy wypędzić ich z kraju, wówczas będzie nawoływał do nienawiści. Powiązał bowiem całą grupę muzułmanów z terrorystami, których przeciętni obywatele nienawidzą lub przynajmniej czują wobec nich silną niechęć.

Odrębnym przepisem jest art. 126a k.k. Dotyczy on nawoływania już nie tyle do nienawiści, ale do popełniania przestępstw na szkodę chronionych grup takich jak stosowanie przemocy (art. 119 § 1 k.k.) czy nawet ludobójstwa (art. 118 k.k.). W odróżnieniu do art. 256 § 1 k.k. w katalogu grup chronionych pojawia się również przesłanka przynależności politycznej. Dlatego

wypowiedź „wszyscy członkowie partii XYZ to terroryści” nie naruszałaby polskiego kodeksu karnego, o tyle wypowiedź nawołująca do stosowania przemocy wobec osób z tej partii byłaby już karalna.

Rozwiązanie to wydaje się złotym środkiem między wolnością słowa a ochroną grup szczególnie narażonych na mowę nienawiści i przestępstwa z nienawiści.

Nienawistna wypowiedź nie musi być przestępstwem

Chociaż przynależność polityczna nie zawsze jest uwzględniania jako element definicji mowy nienawiści, może ona spełniać niektóre kluczowe, strukturalne cechy mowy nienawiści.

Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, te cechy to zakładanie podziału populacji na „nas” i „ich”, gdzie „im” przypisuje się negatywne cechy i zachowania, które mogą podsycać nienawiść.

Możemy sobie więc wyobrazić, że sam fakt przynależności politycznej będzie decydował o tym, że ktoś stanie się ofiarą mowy nienawiści.

Jednak zwykle, nawet najbardziej brutalne i nikczemne ataki polityczne dotyczące konkretnych polityków (a zwłaszcza ich konkretnych zachowań) nie będą stanowiły mowy nienawiści, nawet jeśli będą naruszały inne przepisy prawa karnego.

Jeżeli sprawca zarzuci członkowi jakieś partii zdradę i szpiegostwo na rzecz innego kraju, to nie będziemy mieli do czynienia z mową nienawiści, chociaż może to być karalne na gruncie przepisów kodeksu karnego zniesławienie. Jednocześnie należy pamiętać, że wypowiedź stanowiąca mowę nienawiści nie zawsze musi oznaczać, że ma ona charakter przestępczy.

Pojęcie to wprowadzono, żeby inspirować rozmaite formy reagowania na zjawisko mowy nienawiści. Odpowiedzialność karna jest tylko jedną z wielu możliwych reakcji.

Jacek Mazurczak – Przewodniczący Rady i ekspert Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. Główny specjalista ds. monitorowania przestępstw z nienawiści w MSWiA w latach 2014-2016. Autor szkoleń z zakresu zwalczania przestępstw z nienawiści oraz ochrony praw człowieka realizowanych m.in. w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie, Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, Europejskim Kolegium Policyjnym CEPOL. Konsultant Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz koordynator projektów badawczych dotyczących radykalizacji i przestępstw z nienawiści. Autor licznych opinii i ekspertyz sporządzonych dla organów ścigania w sprawach o przestępstwa z nienawiści.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym