14 września 2020

Kaczyński straszy Irlandią: LGBT przyniesie społeczną katastrofę. Prezes myli się w każdym punkcie

W wywiadzie dla tygodnika "Sieci" prezes PiS Jarosław Kaczyński opowiada, że równe prawa dla osób LGBT skończą się dla Polski fatalnie i wskazuje jako przykład przypadek Irlandii. Sprawdzamy fakty, liczby i daty i już wiemy: prezes nie wie, o czym mówi

Jarosław Kaczyński w ciągu ostatnich pięciu lat dorobił się grubej kartoteki wypowiedzi deprecjonujących społeczność LGBT w Polsce, albo wręcz takich, które szczuły i stygmatyzowały mniejszości seksualne.

"Ruch LGBT i gender zagrażają naszej tożsamości, zagrażają naszemu narodowi, zagrażają polskiemu państwu" - tak mówił w 2019 roku na konferencji we Włocławku. Z kolei na konwencji programowej w Katowicach w 2019 roku straszył, że geje i lesbijki dybią na najmłodszych Polaków i krzyczał: "Wara od naszych dzieci". O demoralizacji dzieci Kaczyński mówił również w Rzeszowie, zaś w sierpniu 2019 roku stwierdził, że pod wpływem ideologii LGBT są także polskie sądy.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości mówiąc o osobach LGBT, stosował typową dla siebie spiskową frazeologię: malował bliżej niesprecyzowany tęczowy światowy spisek, który dybie na polskie wartości i wskazywał wewnętrznego wroga, zapewniając przy tym bałamutnie, że do samych osób homoseksualnych nic nie ma i darzy je szacunkiem, o ile tylko nie podważają jedynego możliwego w naszym kraju systemu wartości - konserwatywnego i katolickiego.

Kaczyński: LGBT to rozkład fundamentu społecznego

Teraz w wywiadzie z braćmi Karnowskimi w "Sieciach" lider obozu władzy wreszcie podał konkret: wiemy już, przed jakim to okrutnym losem chce ocalić Polskę.

Upadłym krajem opętanym w krótkim czasie przez ideologię LGBT jest jego zdaniem Irlandia.

"Nie tak dawno temu był to kraj tak bardzo katolicki, że przy nim Polska wyglądała na państwo z szalejącą bezbożnością, a dzisiaj jest pustynią katolicką z szalejącą ideologią LGBT. Trzeba więc [w Polsce] stawiać tamę i szukać jak najbogatszych środków, by była ona mocna" - mówi Kaczyński.

Dlaczego w kraju z "szalejącą ideologią LGBT" nie da się żyć? Według lidera obozu władzy to proste: "To jest całkowity rozkład samego fundamentu społecznego, następstwa pokoleń, tego wszystkiego, co pozwoliło rozwinąć kulturę opartą na chrześcijaństwie w wymiarze materialnym i duchowym, co dało postęp ludzkości".

Oczywiście nie jest tak, by ideologia szalała sobie tak po prostu, ot, dla samej frajdy szerzenia ogólnej demoralizacji i radosnego podważania wartości. Co to, to nie, ideologia działa w imię obcych interesów:

"To nie jest oderwane od światowej struktury interesów. Są tacy, którzy by chcieli społeczeństwa zupełnie pozbawionego tożsamości, zbiorowiska konsumentów, które będzie dostarczycielem pieniędzy i władzy"

- tłumaczy świat braciom Karnowskim prezes PiS.

Podsumujmy więc klęski, jakie na przykładzie Irlandii prorokuje dla Polski Jarosław Kaczyński:

  • ideologia LGBT robi z katolickiego kraju bezbożną pustynię,
  • sprawia, że spada dzietność,
  • odwraca postęp i podważa materialny byt społeczeństw,
  • osłabia społeczeństwo, które daje się wykorzystywać finansowo dysponentom pieniędzy i władzy.

Obraz zaiste przerażający, problem w tym, że w wypowiedzi Kaczyńskiego zupełnie nic się nie zgadza.

Z Irlandii pustynię katolicką zrobiły afery pedofilskie w Kościele, a po wprowadzeniu najpierw związków partnerskich (w 2010), a później małżeństw jednopłciowych z możliwością adopcji dzieci (2015 i 2017), według obiektywnych wskaźników Irlandczykom żyje się najlepiej w historii. Ale po kolei.

Kilka faktów o bezbożnej Irlandii

Trudno powiedzieć, co znaczy w języku Jarosława Kaczyńskiego zwrot "nie tak dawno temu", ale już kilkanaście lat temu społeczeństwo irlandzkie pod względem stosunku do osób LGBT było o wiele bardziej liberalne niż Polacy.

W listopadzie 2006 roku sondaże w Irlandii pokazywały, że aż 86 proc. społeczeństwa opowiadało się za prawem do związków partnerskich dla osób tej samej płci, a 51 proc. respondentów opowiadało się za równością małżeńską.

W analogicznym okresie wg badań CBOS jednopłciowe związki partnerskie popierało w Polsce 25 proc. badanych, a równość małżeńską - 16 proc. Zła wiadomość dla prezesa Kaczyńskiego: wg CBOS z biegiem lat te odsetki w Polsce rosną, w 2017 roku było to analogicznie 36 i 30 proc.

Jeszcze lepiej te liczby wyglądały w 2019 roku w badaniu renomowanej pracowni Ipsos dla OKO.press: prawo do jednopłciowych związków partnerskich popierało w nim 56 proc. badanych, do równości małżeńskiej - 41 proc.

Wniosek jest jednak jeden: Kaczyński się fundamentalnie myli:

przez ostatnie kilkanaście lat to nie Irlandia robi się coraz bardziej "bezbożna" w kwestii praw osób LGBT, ale to Polska powoli i z mozołem dobija do głęboko zakorzenionych w opinii społecznej irlandzkich standardów równościowych.

Kaczyński ma jednak rację, że katolicyzm w Irlandii znacznie osłabł. Według badań w latach 90. w mszach brało udział 81 proc. badanych, w 2005 roku tylko 44 proc. A więc stało się to o wiele wcześniej, niż legalizacja związków partnerskich w 2010 roku.

Gwałtowny spadek zaufania do Kościoła nie wziął się ze spisku wyznawców ideologii LGBT, tylko z powodu kolejnych afer pedofilskich, które od 1999 roku wstrząsały irlandzkim Kościołem.

Albo Kaczyński to wie i wprowadza w błąd odbiorców, albo tego nie wie, co świadczyłoby o druzgocząco małej wiedzy o świecie współczesnym człowieka, który rządzi Polską.

Jeśli Kaczyński ma rację, trzeba błyskiem wprowadzić równość

Czy Irlandia po wprowadzeniu w 2010 roku związków partnerskich, a w 2015 roku równości małżeńskiej stoczyła się - jak sugeruje Kaczyński - w społeczną przepaść, a materialny byt Irlandczyków stał się zagrożony?

Nawet gdyby było tak jak chce prezes PiS, wyjaśnianie całego splotu zdarzeń i czynników wyłącznie "ideologią LGBT" nie świadczyłoby dobrze o kompetencjach intelektualnych osoby, która wygłasza takie sądy. Ale oczywiście rzeczywistość jest całkowicie różna od tego, co mówi Kaczyński.

Najlepszym i najbardziej obiektywnym wskaźnikiem opisujących jakość życia w poszczególnych krajach jest wyliczany przez ONZ wskaźnik rozwoju społecznego HDI: Human Development Index.

Wskaźnik HDI opisuje stopień rozwoju społeczno-ekonomicznego poszczególnych krajów. Oparty na tym wskaźniku system porównywania wprowadzony został przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Wskaźnik HDI ocenia kraje na trzech płaszczyznach: „długie i zdrowe życie” (long and healthy life), „wiedza” (knowledge) i „dostatni standard życia” (decent standard of living). Od roku 2010 do ich pomiaru służą następujące wskaźniki:

  • oczekiwana długość życia
  • średnia liczba lat edukacji otrzymanej przez mieszkańców w wieku 25 lat i starszych
  • oczekiwana liczba lat edukacji dla dzieci rozpoczynających proces kształcenia
  • dochód narodowy per capita w USD, liczony według parytetu siły nabywczej danej waluty.

Przyjrzyjmy się, jak wypada w nim Irlandia.

W 2014 roku, gdy "ideologia LGBT" zdobywała dopiero pierwsze przyczółki na Zielonej Wyspie, wskaźnik HDI sytuował Irlandię na 11. miejscu na świecie. To o wiele wyżej od Polski, która była wówczas na 35. miejscu. Kaczyński powiedziałby zapewne, że to nic dziwnego, bo krajem nad Wisłą rządził wówczas Donald Tusk.

Niestety dla prezesa, po kolejnych pięciu latach homoseksualnego rozpasania i upadku wartości różnica się pogłębiła, a w Irlandii żyje się najlepiej w historii.

Według wskaźnika HDI kraj awansował w latach 2014-2018 aż o osiem miejsc i jest w pierwszej trójce krajów o najwyższej jakości życia na świecie. A Polska? Mimo trwania przy heteroseksualnym dyktacie, przesunęliśmy się jedynie o trzy miejsca: z 35. na 32.

Podsumujmy:

  • Irlandczycy żyją o prawie 4 lata dłużej niż Polacy,
  • ich dochód per capita z uwzględnieniem siły nabywczej jest ponad dwa razy wyższy,
  • w Irlandii pracuje zawodowo 58 proc. osób powyżej 15. roku życia, w Polsce - 54,8,
  • wg wskaźnika HDI w Irlandii niższe są również nierówności społeczne.

I jakby tego wszystkiego było mało:

w 2019 roku w opętanej homoseksualizmem Irlandii rodziło się aż 12,7 dziecka na 1000 mieszkańców, w heteroseksualnej Polsce - 9,5.

Współczynnik płodności kobiet to iloraz liczby urodzeń do liczby kobiet w wieku rozrodczym w danym społeczeństwie. Tak przedstawia się w krajach UE:

  1. Francja - 1.86
  2. Szwecja - 1.85
  3. Irlandia - 1.82
  4. Dania - 1.77
  5. Łotwa - 1.73
  6. Belgia - 1.72
  7. Litwa - 1.68
  8. Holandia - 1.67
  9. Rumunia - 1.63
  10. Czechy - 1.63
  11. Słowenia - 1.62
  12. Estonia - 1.61
  13. Niemcy - 1.60
  14. Bułgaria - 1.58
  15. Austria - 1.55
  16. Węgry - 1.51
  17. Finlandia - 1.49
  18. Słowacja - 1.48
  19. Malta - 1.47
  20. Polska - 1.44
  21. Luksemburg - 1.44
  22. Chorwacja - 1.43
  23. Hiszpania - 1.35
  24. Cypr - 1.32
  25. Włochy - 1.31
  26. Portugalia - 1.31
  27. Grecja - 1.29

Jeśli więc rację ma prezes Kaczyński, że związki partnerskie i równość małżeńska determinują rozwój kraju lub jego upadek, z danych wynika, że w Polsce powinniśmy je wprowadzić jak najszybciej.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne