Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
13 sierpnia 2021

Kaczyński, Suski, Witek, Kukiz, Sachajko, Żuk. Kto, jaką rolę odegrał w zamachu na media

Za przyjęciem "lex TVN" zagłosowało 228 posłów. Ale sześć osób odegrało w tym bezwstydnym political-show szczególne role: Kaczyński (scenariusz i reżyseria), Suski (główny aktor), Witek (reżyseria dubla) i trzej kukizowcy (statyści wychodzący niespodzianie na pierwszy plan)

Środa, 11 sierpnia 2021 roku, przejdzie do historii jako czarny dzień dla wolnych mediów. Po raz pierwszy od 1989 roku Sejm uchwalił prawo w jawny sposób uderzające w prywatne, niezależne od rządzących medium. Prawo, wymuszające na amerykańskim koncernie Discovery odsprzedaż większości udziałów w spółce, do której należą m.in. stacje TVN i TVN24.

Spośród wszystkich zgłoszonych poprawek, które miały łagodzić "lex TVN", sejmowa większość przyjęła tylko jedną: wydłużającą z trzech do siedmiu miesięcy czas na dostosowanie się Discovery do nowego prawa.

Za przyjęciem ustawy głosowało 228 posłów (imienne wyniki głosowania znajdziesz TUTAJ). Ale szczególny wkład w jej uchwalenie miało troje polityków PiS i trzech kukizowców.

Warto zapamiętać role tej szóstki w bezwstydnym zamachu na wolność mediów, którego jesteśmy świadkami.

Scenariusz i reżyseria: Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński podczas środowego posiedzenia Sejmu zabrał głos tylko raz. Gdy poseł KO Bartłomiej Sienkiewicz domagał się od marszałek Elżbiety Witek, by wyjaśniła zarzuty stawiane publicznie przez Jarosława Gowina (który mówił w mediach, że jego ludzie dostali od PiS "bardzo atrakcyjne propozycje handlowe" i że jest to "oczywista korupcja polityczna"), rozzłoszczony Kaczyński oznajmił z trybuny, że gowinowcy nie dostali żadnych "propozycji rządowych".

W sprawie "lex TVN" prezes PiS nie wypowiadał się w Sejmie wcale. Ale to głównie jego "zasługą" jest przyjęcie tej ustawy.

Kaczyński od lat o wszystkie niepowodzenia swoje i swojego obozu politycznego obwinia media. Po wyborach prezydenckich w 2020 roku tłumaczył, że Andrzej Duda ledwie wygrał z Rafałem Trzaskowskim, bo miał przeciwko sobie potężny "front medialny". "Miejmy nadzieję, że z czasem ten niespełniany w Polsce warunek demokracji, czyli równowaga w mediach między różnymi opcjami też zostanie spełniony" - mówił.

I zapowiadał, że PiS podejmie działania, by "doprowadzić, do tego, że mediów, które patrzą na rzeczywistość bardziej realistycznie, będzie więcej niż w tej chwili".

"Niech nikt nie sądzi, że my liczymy na to, że TVN w pewnym momencie stanie się telewizją propisowską, albo że przestanie istnieć. Nie. Wiemy, że on będzie, że będzie wobec nas krytyczny, ale może uda się doprowadzić do tego, żeby były jakieś miary" - tłumaczył.

Gdy projekt "lex TVN" trafił do Sejmu, Kaczyński i inni politycy PiS przestali powtarzać, że zmiany prawie są potrzebne, by było więcej mediów "patrzących na rzeczywistość" tak, jak chcieliby oni. Pojawił się za to argument, że mają one chronić Polskę przed zagrożeniem zza granicy.

Gdy Gowin zaproponował korektę ustawy, tak by właścicielami telewizji w Polsce mogły być firmy z OECD (m.in. USA), Kaczyński w wywiadzie dla PAP odpowiadał, że jest to "śmieszny pomysł", bo "ryzyko z tym związane, w tym z praniem brudnych pieniędzy, wejściem do polskich mediów narkobiznesu, byłoby ogromne. Wreszcie pamiętajmy, że do OECD aspiruje Rosja, a z czasem może i Chiny".

Ale - choć według obecnych wyjaśnień PiS, ustawa dotyczy bezpieczeństwa Polski - to nie Kaczyński jako wicepremier odpowiedzialny za sprawy bezpieczeństwa, złożył jej projekt w Sejmie. Co więcej: on nawet nie podpisał się pod projektem. Chroni go to jako wicepremiera przed ewentualną odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu.

Główny aktor: Marek Suski

Projekt ustawy "lex TVN" złożyła w Sejmie grupa posłów na czele z wieloletnim, zaufanym współpracownikiem Kaczyńskiego - Markiem Suskim. Im też odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu za złożenie projektu nie grozi - nawet gdyby jego przyjęcie było katastrofalne w skutkach (np. wiązało się z koniecznością wypłaty ogromnego odszkodowania).

Ustawa o Trybunale Stanu

Art. 1.

1. Za naruszenie Konstytucji lub ustawy, w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania, odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu ponoszą:

1) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej; 2) Prezes Rady Ministrów oraz członkowie Rady Ministrów; 3) Prezes Narodowego Banku Polskiego; 4) Prezes Najwyższej Izby Kontroli; 5) członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji; 6) osoby, którym Prezes Rady Ministrów powierzył kierowanie ministerstwem; 7) Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych.

2. W zakresie określonym w art. 107 Konstytucji odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu ponoszą również posłowie i senatorowie.

Konstytucja RP

Art. 107

1. W zakresie określonym ustawą poseł nie może prowadzić działalności gospodarczej z osiąganiem korzyści z majątku Skarbu Państwa lub samorządu terytorialnego ani nabywać tego majątku.

2. Za naruszenie zakazów, o których mowa w ust. 1, poseł, uchwałą Sejmu podjętą na wniosek Marszałka Sejmu, może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, który orzeka w przedmiocie pozbawienia mandatu.

Ze złożenia projektu przez Suskiego wynikają też dla PiS inne pożytki. Gdyby ustawa miała zostać zgłoszona przez rząd, musiałaby przejść uzgodnienia międzyresortowe. Minister finansów - podchodząc rzetelnie do sprawy - musiałby wspomnieć o ryzyku gigantycznego odszkodowania, minister rozwoju - o możliwym odpływie zagranicznych inwestorów i utracie ich zaufania, minister spraw zagranicznych - o pogorszeniu relacji z USA itd.

Dzięki Suskiemu żadne ministerstwo nie musiało się do projektu odnosić.

Po złożeniu projektu w Sejmie Suski tłumaczył dziennikarzom, że chodzi w nim o to, by "zabezpieczyć się przed ewentualnością wejścia na polski rynek kapitału z krajów nieprzyjaznych". "Przed chwilą mieliśmy atak hakerski [wyciek maili Dworczyka] i to jest odpowiedź na zabezpieczenie Polski przed różnego rodzaju atakami" - przekonywał.

Ale nie był w tych wyjaśnieniach konsekwentny. Podczas spotkania z bliskimi jego partii Klubami "Gazety Polskiej" wyłożył szczerze:

"Jeśli się uda tę ustawę przeprowadzić i jakaś część tych udziałów zostanie być może wykupiona też przez polskich biznesmenów, i będziemy mieli jakiś tam wpływ na to, co się dzieje w tej telewizji".

Później dziennikarze przyłapali go, gdy wychodził z siedziby Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, gdy ta miała na posiedzeniu zajmować się sprawą koncesji dla TVN24. Pytany, co tam robił, Suski odpowiedział dziennikarzom: "Byłem".

W wyniku kontroli poselskiej w KRRiT, posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński ujawnili, że Suski wtargnął na salę obrad KRRiT podczas głosowania nad przedłużeniem stacji TVN24 koncesji. Posiedzenie zostało przerwane, a Suski zamknął się w pokoju z członkinią Rady - Elżbietą Więcławską-Sauk (byłą posłanką i senator PiS).

Podczas środowego posiedzenia Sejmu Suski znów jednak zapewniał, że ustawa nie jest wymierzona w TVN i chodzi tylko o uporządkowanie rynku. Gdy opozycja przegłosowała zawieszenie obrad do września, Suski zbierał podpisy pod wnioskiem o reasumpcję głosowania "ze względu na nieprecyzyjne zarządzenie głosowania o odroczeniu, bez podania daty odroczenia".

Jako pierwszy pod wnioskiem podpisał się Jarosław Kaczyński, jako drugi - sam Suski.

Gdy po reasumpcji ustawa "lex TVN" została przyjęta, Suski przypomniał sobie, że w pośpiechu Sejm zgubił jedną poprawkę - że nadawcy satelitarni nie podlegają przepisom ograniczającym możliwość posiadania udziałów w telewizji przez zagraniczne firmy. Zapowiedział, że PiS zgłosi tę poprawkę w Senacie. "To po to, by nie mówiliście, że chcemy zamknąć TVN 24" - mówił, choć poprawka w ogóle nie dotyczy tej stacji.

Reżyseria dubla: Elżbieta Witek

Do głosowania nad ustawą jednak by w ogóle nie doszło, gdyby nie marszałek Elżbieta Witek, która jako jedna z nielicznych, może w przyszłości ponieść za środowe głosowania odpowiedzialność.

Gdy posłowie Bartłomiej Sienkiewicz (KO) i Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) złożyli wnioski formalne o zawieszenie obrad do początku września, marszałek Witek zakomunikowała posłom: "Ponieważ został zgłoszony wniosek o odroczenie posiedzenia, a decyzja, kiedy to będzie, to będzie moja decyzja, poddam ten wniosek pod głosowanie". Gdzieś w locie rzuciła jeszcze, że odroczy posiedzenie do 15 września.

Wniosek przeszedł i zgodnie z prawem marszałek powinna wówczas zamknąć obrady tego dnia. Zamiast tego ogłosiła jednak 15-minutową przerwę, która przedłużyła się do dwóch godzin.

W tym czasie poseł Suski zbierał podpisy pod wnioskiem o reasumpcję głosowania, a trzej posłowie Kukiz'15 ogłosili, że kilkakrotnie pomylili się w głosowaniach.

Po przerwie marszałek Witek oznajmiła, że na posiedzeniu Konwentu Seniorów przeanalizowała wniosek 30 posłów o reasumpcję głosowania. "Zasięgnęłam opinii pięciu prawników, którzy potwierdzili, że nad wnioskiem możemy głosować na tym posiedzeniu, ponieważ ono trwa" - mówiła.

Przekonywała, że głosowanie w sprawie odroczenia było nieważne, bo posłowie wnioskowali o przełożenie go na początek września, a ona ogłosiła, że zawiesza prace do 15 września.

"Proszę państwa, wina jest ewidentnie moja. To ja wprowadziłam w błąd posłów, mówiąc do pana Kosiniaka-Kamysza, że to ja zdecyduję, do kiedy odroczę posiedzenie" - mówiła.

I przeprowadziła ponowne głosowanie ws. odroczenia posiedzenia. Tym razem większość - dzięki wsparciu trzech posłów Kukiza - miał już PiS.

Posłowie opozycji zapowiedzieli już, że w związku z bezpodstawnym powtórzeniem głosowania, złożą zawiadomienie do prokuratury. Według nich marszałek przekroczyła swoje uprawnienia, działając na szkodę interesu publicznego. Grozi za to do 3 lat więzienia.

Art. 231

§ 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 4. Przepisu § 2 nie stosuje się, jeżeli czyn wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 228

Borys Budka zapowiedział, że sejmowe kluby KO, Lewicy i PSL złożą wspólny wniosek o odwołanie Elżbiety Witek z funkcji marszałka.

Statyści wychodzący nagle na pierwszy plan: kukizowcy

Podczas środowego posiedzenia Sejmu opozycja wygrała kilka głosowań. We wszystkich decydujące były głosy posłów z koła Kukiz'15: Pawła Kukiza, Jarosława Sachajki, Stanisława Żuka i Stanisława Tyszki.

W ostatnim z tych głosowań kukizowcy poparli zawieszenie obrad Sejmu do września. Ale w czasie przerwy zarządzonej przez marszałek Witek, ogłosili, że pomylili się w głosowaniach. Po przerwie - z wyjątkiem Tyszki - zagłosowali razem z PiS: za kontynuowaniem posiedzenia. Wkrótce potem, także z ich poparciem, uchwalona została ustawa lex TVN.

Paweł Kukiz

Paweł Kukiz przez wiele lat zapewniał, że nigdy nie będzie współpracował z PiS. W czerwcu podpisał jednak z Jarosławem Kaczyńskim porozumienie programowe. Wielu komentatorów wciąż łudziło się jednak, że niemożliwe jest, by były rockowy muzyk poparł zamach PiS na wolność mediów.

Złudzenia ostatecznie rozwiał we wtorek sam Kukiz. Na Facebooku przypomniał swoją krytyczną wypowiedź o TVN24 z czasu kampanii prezydenckiej w 2015 roku. Pisał, że od tamtego czasu „nie zmienił zdania tak o tych »wolnych« jak i »reżimowych« mediach”. „Jedne warte drugich, a różnice co do skali manipulacji - w TVP czy w TVN24 - niewielkie”.

Przekonywał, że zapisana w "lex TVN" zmiana prawa jest potrzebna. "Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że taka ustawa jest dziś na rękę PiS, bo osłabia możliwości propagandowe opozycji, ale wiem też, że

druga taka okazja (na repolonizację, czyli uniemożliwienie obcemu kapitałowi sterowania mediami) może się już nigdy nie zdarzyć, więc z niej korzystam, realizując w ten sposób jeden z punktów programowych K'15" - pisał.

Jak już wspomnieliśmy, podczas środowego posiedzenia kilka razy on i jego posłowie głosowali razem z opozycją - także w sprawie odroczenia posiedzenia.

Gdy wiadomo już było, że dojdzie do reasumpcji głosowania i że kukizowcy musieli dogadać się z PiS, posłowie zgromadzeni na sali plenarnej krzyczeli do Kukiza: "Za które ministerstwo się sprzedałeś?", "Paweł, jak możesz?" "Hańba!" "Paweł, wycofaj się!", "Zdrajca!", "Paweł, nie rób tego sobie i rodzinie!".

Kukiz wstał i kłaniał się posłom, a potem demonstracyjnie głosował razem z PiS. Najpierw odrzucając poprawki opozycji, potem popierając całą ustawę.

W mediach społecznościowych zaczął błyskawicznie krążyć tekst piosenki Kukiza pt. "Wirus SLD".

"A nawet jak wam plunąć w twarz

To wy mówicie że deszcz pada

Jebana wasza partia mać

Co mi ojczyznę okrada" - śpiewał w niej kiedyś Kukiz.

[embed]https://youtu.be/5UqylWSgHYo[/embed]

Piosenkę zacytowała na Instagramie Agata Młynarska, która przez wiele lat współpracowała z Jerzym Owsiakiem, ale jej post został zablokowany. Napisała wówczas: "Nie mam nic więcej do powiedzenia na temat PK, który pokazał dziś swoją prawdziwą twarz. Żal gościa. To musi być straszne jeśli sprzedajesz się tak tanio, na tak nędznym targowisku. Cienko śpiewasz, Pawle!".

Lider zespołu Lady Pank, Janusz Panasewicz na Facebooku napisał: "Zawsze byłem wstrzemięźliwy co do tego osobnika (wiadomo - muzyk, fajny kolega etc.), ale to, co stało się dziś na oczach ludzi, jest jednoznaczne. Wstydzę się każdego dnia kiedy przyszło mi podać ci rękę, ty gnoju" - napisał na Facebooku.

Z kolei Kukiz swój wpis na FB - o tym, że lepszej okazji do repolonizacji mediów nie będzie - usunął.

Do programu w Polsat News wysłał w zastępstwie za siebie Jarosława Sachajkę. By to on tłumaczył się z głosowań w Sejmie.

Jarosław Sachajko

Według oficjalnej wersji kukizowców Sachajko pomylił się w głosowaniach i wprowadził w błąd pozostałych posłów z koła.

Po tym, jak posłom opozycji udało się przegłosować odroczenie posiedzenia, Sachajko mówił dziennikarzom: "Zagłosowaliśmy za, bo się pomyliliśmy. Nie można się pomylić? Nikt nie umarł, pomyliliśmy się".

W czwartek rano, występując zamiast Kukiza w Polsat News, tłumaczył: "To ja przygotowywałem dla naszych posłów notkę na temat tego, jak mają głosować. W atmosferze zamieszania i awantury, jaką panowała w środę na sali plenarnej, dokonałem pomyłki w rekomendacjach."

Zapewniał, że nie była to pomyłka taktyczna, by wymusić jakieś ustępstwa czy funkcje na PiS. I że nie obiecano mu w zamian funkcji ministra rolnictwa, o krórą - jak pisały media - zabiega już od dłuższego czasu.

"Nie było żadnego kupczenia. Ktoś uważa, że polityka powinna być takim kupczeniem. Niestety to się dzieje, ale od nowej kadencji tego już nie będzie. Wprowadzimy bowiem ustawę antykorupcyjną i mam nadzieję także ustawę »antysitwową«" – deklarował Sachajko.

Ale gdyby okazało się, że któryś z posłów zagłosował za lex TVN, czy jakąkolwiek inną ustawą, dlatego że obiecano mu jakąś intratną funkcję, mógłby odpowiadać za to karnie już na podstawie obowiązujących obecnie przepisów.

Zgodnie z art. 228 kodeksu karnego, osobie, "w związku z pełnieniem funkcji publicznej, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę" grozi kara 6 miesięcy do lat 8 więzienia.

Art. 228

§ 1. Kto, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 3. Kto, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 4. Karze określonej w § 3 podlega także ten, kto, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, uzależnia wykonanie czynności służbowej od otrzymania korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy lub takiej korzyści żąda.

§ 5. Kto, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, przyjmuje korzyść majątkową znacznej wartości albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 6. Karom określonym w § 1-5 podlega odpowiednio także ten, kto, w związku z pełnieniem funkcji publicznej w państwie obcym lub w organizacji międzynarodowej, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę lub takiej korzyści żąda albo uzależnia wykonanie czynności służbowej od jej otrzymania.

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Wcześniej dziennikarka „Polityki” (2000-13) i krótko „GW”. W konkursie Grand Press 2016 wybrana Dziennikarzem Roku. W 2019 otrzymała Nagrodę Specjalną Radia Zet - Dziennikarz Dekady. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich. Z łódzkich Bałut.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne