Andrzej Duda korzysta z możliwości prowadzenia działań oficjalnych, inni kandydaci próbują odnaleźć się w mediach społecznościowych znacznie intensywniej niż dotychczas. Na razie jednak - niezależnie od przyjętej strategii - nie widać, by ktokolwiek na tym zyskiwał - pisze Anna Mierzyńska

W sieci z powodu epidemii koronawirussa wyborczo tracą równo wszyscy kandydaci, także Andrzej Duda. Trendy z wyszukiwarki Google najlepiej pokazują, jak minimalne jest dziś zainteresowanie polityką w porównaniu do tematu koronawirusa. Prawie niezauważone przeszło choćby złożenie przez dwójkę kandydatów podpisów wymaganych do rejestracji. Sytuacja jest kryzysowa i niespotykana, także jeśli chodzi o kampanię.

To prawda, że Andrzej Duda jako prezydent ma dziś dostęp do takich sposobów prezentowania swojej aktywności, których nie mają jego konkurenci. Rada gabinetowa, orędzia, bieżąca współpraca z rządem, inicjatywa ustawodawcza, oficjalne wizyty w różnych częściach kraju. To wszystko jest pokazywane przed media, zwłaszcza publiczne, dociera więc do ogromnej liczby osób.

Pytanie podstawowe brzmi jednak, czy ta aktywność wzbudza zainteresowanie Polaków. Starałam się sprawdzić to na kilka sposobów w sieci, która choć pokazuje aktywność tylko części Polaków, jednocześnie pokazuje ją w sposób najbardziej bieżący, pozwala więc mieć wgląd w nastroje internautów praktycznie na żywo.


Analizy kampanii prezydenckiej wykonane przez Annę Mierzyńską publikujemy regularnie w OKO.press. Opublikowaliśmy już analizy 10 lutego, 17 lutego, 24 lutego, 2 marca i 9 marca.

Metodologia analizy jest opisana na końcu tekstu, wyjaśnione tam też są pojęcia stosowane w analizach ruchu w sieci.


Kampania przestała budzić emocje

Zestawienia wyszukiwań z Google Trends pokazują, że w ostatnim tygodniu poza jednorazowymi wzrostami zainteresowania prezydentem Dudą, wszyscy kandydaci, również urzędujący prezydent, nie cieszyli się popularnością.

Kampania wyborcza przestała wzbudzać masowe emocje. Na poniższym wykresie widać, jak ogromna jest różnica między liczbą wyszukiwań dotyczących koronawirusa, a tych dotyczących dwójki najwyżej notowanych kandydatów: Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ta przestrzeń wydaje się dziś nie do pokonania. Dla wielu Polaków kampania po prostu zniknęła.

Nawet jeśli porównamy wyszukiwania dotyczące samych kandydatów, bez zestawiania ich z bijącym rekordy zainteresowania w sieci tematem koronawirusa, sytuacja będzie wyglądała bardzo podobnie: Google odnotowuje niskie liczby zapytań związanych z osobami kandydującymi na prezydenta.

Kiedy nie w wyszukiwarce, lecz w mediach społecznościowych sprawdzam kampanijne hashtagi, których użycie jeszcze niedawno dynamicznie rosło, obraz jest bardzo podobny:

od 8 marca nastąpił spadek liczby wzmianek, w którym pojawiły się kampanijne określenia.

Na poniższym wykresie pokazuję użycie hashtagów: #duda2020 i #kidawa2020 w ciągu ostatniego miesiąca, ale sprawdzałam także oznaczenia innych kandydatów i za każdym razem trendy pokazywały to samo: zmniejszenie zainteresowania, u polityków najbardziej popularnych o ok. 1/3 liczby wzmianek dziennie.

A więc choć nie wszyscy jeszcze zrezygnowali z rozmawiania o kampanii, liczba osób, dla których jest to temat ważny, wyraźnie się zmniejszyła.

Natomiast kiedy porównamy wzmianki dotyczące kandydatów bez oznaczeń hashtagowych, okazuje się, że choć ich liczba w ostatnim tygodniu nieco spadła, trendy się nie zmieniły: tak samo jak w połowie lutego, tak i teraz, najwięcej wzmianek dotyczy urzędującego prezydenta, na drugim miejscu jest Małgorzata Kidawa-Błońska, a na trzecim – Władysław Kosiniak-Kamysz.

Pozostali kandydaci mają wzmianek mniej, ale także u nich trend się nie zmienił. Przy czym chodzi tu o wszystkie wpisy na ich temat, niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne.

Widać co prawda dwa piki zainteresowania prezydentem Dudą (7 marca i 15 marca), ale nie warto wyciągać z tego pochopnych wniosków. Liderami przekazu nt. Andrzeja Dudy pod wzg. popularności w ostatnim tygodniu były bowiem dwie strony facebookowe, które są do niego nastawione bardzo krytycznie: „Sok z buraka” i „Racjonalna Polska”.

Trudno więc twierdzić, że to, iż ilościowo dyskusja na temat urzędującego prezydenta generuje największy ruch w sieci (w porównaniu do innych kandydatów), jest dla prezydenta korzystne.

Gdyby dziś, na podstawie danych z sieci, wskazać, kto z obozu rządowego jest beneficjentem sytuacji w postaci zwiększonego zaangażowania użytkowników, to (poza ministrem zdrowia) jest nim premier Mateusz Morawiecki, a nie prezydent Duda.

W tym samym momencie, gdy zainteresowanie kandydatami zaczęło spadać, wzrosło na profilu twitterowym premiera. Choć Morawiecki ma na Twitterze znacznie mniej obserwujących niż prezydent, wskaźniki aktywności odbiorców u obu polityków w ostatnich dniach w zasadzie się zrównały (z niewielkimi odchyleniami w różnych dniach).

Facebook: Duda spada na koniec zestawienia

Spójrzmy teraz na dane bezpośrednio z kont kandydatów w mediach społecznościowych. Jak się okazuje, tu także wysoka aktywność oficjalna Andrzeja Dudy nie zawsze przekłada się na zainteresowanie internautów.

Na Facebooku największy wskaźnik aktywności użytkowników (definicja terminów i metodologia analizy jest opisana na końcu tekstu) po raz kolejny odnotowała kandydatka PO Małgorzata Kidawa-Błońska (455,5 tys.).

Na drugim miejscu znalazł się Robert Biedroń (381 tys. i bardzo wysoka liczba reakcji pod postami), a tuż za nim – Szymon Hołownia (373 tys.).

Kolejne miejsca należą do Władysława Kosiniaka-Kamysza i Krzysztofa Bosaka.

Andrzej Duda zaś, ze wskaźnikiem zaledwie 90 tys., wylądował na samym końcu zestawienia. Oczywiście, miał on w tym okresie niską aktywność na swoim facebookowym koncie, ale równie niska aktywność na Twitterze nie była przeszkodą w osiąganiu wysokich wyników.

Widać to także na wykresie trendów: od 9 marca zainteresowanie użytkowników na koncie Dudy poleciało w dół, w dniach 11-13 marzec dominowała Kidawa-Błońska, potem – Robert Biedroń, choć w zasadzie cała pierwsza trójka 15 i 16 marca notowała podobne wyniki.

Najlepsze posty z ostatniego tygodnia oczywiście dotyczyły koronawirusa. Dwa pochodziły z konta Roberta Biedronia: jeden to fragment wiersza Wisławy Szymborskiej, w drugim Biedroń pokazał tytuł tekstu o głośnej wypowiedzi abp. Dzięgi, który stwierdził, że „Chrystus nie roznosi zarazków”, nie trzeba się też obawiać wody święconej w kościołach.

W szóstce najpopularniejszych postów były również cztery z konta Kidawy-Błońskiej: dwa jej spoty, nagrane w formule niemal prezydenckiego orędzia, apel o powszechne testy wykrywające koronawirusa oraz propozycje ustawowe, jakie zgłosiła KO jako projekt ustawy „Bezpieczna rodzina”, mającej pomóc rodzinom przetrwanie okresu epidemii.

Twitter: liderzy bez zmian

Trudno mówić także o jednoznaczności wyników na Twitterze. Bo choć końcówkę tygodnia, 15-16 marca, zdominował Andrzej Duda, to dwa poprzednie dni należały do Kidawy-Błońskiej. Oboje kandydaci generowali zresztą w ciągu tygodnia podobne zainteresowanie, kończąc tydzień ze wskaźnikiem aktywności na poziomie: 130,7 tys. Andrzej Duda i 120,5 tys. – Kidawa-Błońska.

Sporo za nimi znaleźli się kolejni chętni do prezydentury: Robert Biedroń miał wskaźnik o wysokości 73 tys., a Władysław Kosiniak-Kamysz – 70 tys.

Sytuację na Twitterze dobrze widać na wykresie trendów aktywności: dwoje najpopularniejszych kandydatów zaliczało „mijankę” (raz jedno cieszyło się większym zainteresowaniem, raz drugie), podobnie wyglądało to jednak w pierwszym tygodniu marca. Czasami, jednorazowo doganiał ich Robert Biedroń.

Wszystkie najlepsze tweety także (tak jak na Facebooku) dotyczyły koronawirusa. Najwięcej reakcji miały dwa wpisy prezydenta Dudy, ale tuż za nimi znalazł się jeden tweet Roberta Biedronia oraz trzy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Strategie w sieci: dynamiczny Hołownia, prezydencka Kidawa-Błońska

W minionym tygodniu wszyscy kandydujący mierzyli się z koniecznością błyskawicznej zmiany strategii kampanijnej. Na początku marca większość na tym etapie kampanii stawiała na bezpośrednie spotkania z mieszkańcami w całej Polsce. Trzeba było z nich jednak zrezygnować, a ponieważ dostęp do mediów publicznych to dziś domena jednego kandydata – Andrzeja Dudy, oczywistym się stało, że reszta musi poszukać swojej szansy w sieci.

Na razie obserwujemy raczej próby i testowanie pomysłów niż spójne działania – i nic w tym dziwnego, w tak szczególnej sytuacji nikt jeszcze w Polsce nie prowadził kampanii. Stąd regularnie pojawiające się apele o przełożenie wyborów i oficjalne przerwanie kampanii.

Dopóki jednak takich decyzji nie ma, kandydaci robią wiele, by nie zostać w tyle. Przede wszystkim w minionym tygodniu dwoje kandydatów złożyło w Państwowej Komisji Wyborczej podpisy niezbędne do rejestracji ich kandydatur:

  • pół miliona podpisów złożył komitet wyborczy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej,
  • 150 tys. – komitet Szymona Hołowni.

Krzysztof Bosak zorganizował swoją konwencję wyborczą online i przedstawił swój program, zatytułowany „Nowy Porządek”. Bosak najwcześniej zaczął też apelować o przełożenie terminu wyborów.

Kandydaci, których partie są w parlamencie, zaczęli tydzień od składania propozycji ustawowych, dotyczących pomocy Polakom, niezbędnej z powodu kryzysu wywołanego koronawirusem. Ich propozycje dotyczyły albo wsparcia dla rodziców, których dzieci nie chodzą do szkół, albo wsparcia dla przedsiębiorców i pracowników, zwłaszcza z branż zagrożonych kryzysem.

Ale szybko okazało się, że działania parlamentarne nie wystarczą do prowadzenia kampanii, i zaczęły się rozmaite pomysły sieciowe. Najdynamiczniej działa w tej przestrzeni Szymon Hołownia, który najszybciej zaczął prowadzić swoje transmisje live, zaprosił też na swoje facebookowe konto specjalistów z różnych dziedzin, z którymi kontakt ma pomóc Polakom przetrwać tę nietypową sytuację.

Wolontariusze z jego sztabów zaczęli natomiast przyjmować zgłoszenia od osób potrzebujących pomocy np. w zrobieniu zakupów. Podobny pomysł pojawił się w sztabach Kidawy-Błońskiej. Live’y przyjęły się także na fanpage’ach Władysław Kosiniaka-Kamysza i Roberta Biedronia.

Inną strategię sieciową przyjął sztab kandydatki PO. Kidawa-Błońska jest przedstawiana w formule prezydenckiej, zapewne po to, by wyrobić u odbiorców skojarzenia, iż prawdziwą „szefową” państwa już dziś jest Kidawa-Błońska.

Stąd spot nagrany jak prezydenckie orędzie, i kolejny, z nieco inną scenerią (przy biurku, na tle półek z książkami), ale z podobnym, uspokajającym przekazem.

Od poniedziałku na fanpage’u kandydatki pojawił się nowy element – są to wideokonferencje, podczas których Kidawa-Błońska (i szef jej sztabu europoseł Bartosz Arłukowicz) łączą się z samorządowcami oraz przedstawicielami służby zdrowia z konkretnego województwa, by sprawdzić, jak wygląda sytuacja w regionie. Transmisje oznaczone są hashtagiem #raport Kidawy.

Na fanpage’u Andrzeja Dudy można natomiast znaleźć transmisje online zarówno konferencji jego sztabu, jak i oficjalne prezydenckie orędzie.

Kto wyrośnie na męża opatrznościowego?

W tej szczególnej sytuacji w państwie najlepsze możliwości prezentowania swojej aktywności ma bezsprzecznie prezydent Andrzej Duda – i wykorzystuje je. Jednak jak pokazuje analiza sieci,

internauci nie są tym specjalnie zainteresowani.

Kluczowa emocją społeczną jest dziś lęk przed koronawirusem, a konkretniejsze informacje związane z opanowaniem tego lęku przedstawiają dziś premier Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski, a nie Duda.

Wydaje się, że w sieci na razie Duda traci tak samo jak cała reszta kandydatów, przede wszystkim z powodu dużego spadku zainteresowania kampanią wyborczą. Trudno na tej podstawie wyciągać jednak wnioski na przyszłość: nie wiemy, jak rozwinie się epidemia w Polsce, ile czasu potrwa zamknięcie szkół, jakie nastroje pojawią się wśród Polaków za kilka tygodni.

A to właśnie nastroje decydują o wynikach wyborczych. W tak kryzysowej, dynamicznie zmieniającej się sytuacji dwa miesiące, które zostały do głosowania w maju, to prawdziwa przepaść. W tym czasie politycznie może zmienić się naprawdę wszystko.

Dziś nie widać jednak, by w kryzysie to Duda wyrastał na męża opatrznościowego Polski. Ale też do roli tej nie wyrasta żadna z osób kandydujących na prezydenta.


Metodologia:

Analiza dotyczy sześciorga kandydatów na prezydenta RP. Analizujemy po jednym, oficjalnym profilu na Facebooku i na Twitterze każdego z kandydatów. W przypadku, gdy kandydaci mają dwa profile na jednej platformie społecznościowej (np. używany dotychczas i nowy kampanijny), analizowany jest ten profil, który ma większą liczbę obserwujących (jeśli nadal jest aktywny). Nie ma możliwości analizowania dwóch profili (z tej samej platformy) tego samego kandydata.

Analiza kont i aktywności na nich dokonywana jest za pomocą narzędzia analitycznego Sotrender. W raportach staram się podawać dane dotyczące zarówno liczby reakcji pod wpisami, jak i dane dotyczące tzw. wskaźnika aktywności, obliczanego przez So Trender, nazywanego także: Interactivity Index dla Facebooka oraz Activity Index dla Twittera. To wskaźnik zliczający wszystkie aktywności dziejące się w obrębie fanpage’a. Odzwierciedla on poziom zaangażowania odbiorców w treści publikowane na fanpage’u. Każda z aktywności posiada inną wagę. Aktywności dla Facebooka wartościowane są następująco:
– Like – 1
– Komentarz – 4
– Post (status tekstowy lub status multimedialny, np. zdjęcie, link do YouTube) – 12
– Udostępnienie – 16
Jak informuje Sotredner: „różne wagi odzwierciedlają różne znaczenie poszczególnych rodzajów interakcji z treścią, oraz proporcje w występowaniu poszczególnych aktywności na Facebooku”.

Aktywności dla Twittera wartościowane są następująco:
– Tweet użytkownika – 8
– Retweety i odpowiedzi użytkownika – 5
– Retweety – 3
– Polubienie – 1
– Odpowiedź – 4
– Wspomnienie – 2
Za pomocą tych wartości oblicza się wskaźnik aktywności na koncie: w badanym okresie oraz dla każdego z wpisów. Na jego podstawie Sotrender określa też najlepsze w analizowanym okresie wpisy.

WZMIANKI I ZASIĘGI

Liczba wzmianek w sieci na danych temat, np. podczas badania popularności hashtagów, oraz ich zasięg, podawane są na podstawie analiz dokonanych przez narzędzie Unamo.

Ogólna liczba wszystkich wzmianek na dany temat, jeśli nie podano inaczej, jest to suma wszystkich wzmianek zawierających analizowane słowa kluczowe oraz komentarze do nich. Zbierane dane pochodzą tylko z profili publicznych.

Ważny wskaźnik to zasięg, inaczej: potencjał wpływu. Zasięg postu/tweeta to potencjalna liczba odsłon danego wpisu. Analizowana jest wielkość profilu: algorytm używany przez narzędzie analityczne ustala mnożnik procentowy (od 3 do 18 proc.), bada także ilość reakcji pod wpisem, aktywność konta i na podstawie tych danych szacuje zasięg. Jest to zasięg potencjalny, szacowany. W ten sposób powszechnie badane są zasięgi sieciowe w mediach społecznościowych.

Rankingi najpopularniejszych wpisów lub ich autorów prezentują najbardziej wpływowe wzmianki oraz konta, wypowiadające się w obrębie badanego tematu. Ranking powstaje po zsumowaniu wartości ze wszystkich publicznych wpisów, udostępnionych na kanałach społecznościowych w wybranym okresie.

OKO pilnuje, by wybory były zgodne z Konstytucją.
Dzięki Twojemu wsparciu.

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autorka zewnętrzna.


Komentarze

  1. Tom Paskuda

    „Prosta niejasność”: właściwie jaka część użytkowników mediów społecznościowych chodzi na wybory? Oraz jaką część wpływu na głosowania mają media społecznościowe, portale poważne, a jaką część telewizja, radio i prasa papierowa? Załóżmy, że KK nie ma wpływu poprzez ambony(?).
    Czy przypadkiem mediom społecznościowym ktoś nie przypisuje nadmiernego znaczenia, bo jest to łatwiejsze do policzenia, niż w przypadku telewizji i innych tradycyjnych źródeł?
    Chyba warto pamiętać, że do części wyborców dociera tylko TVPiS i ambona.

Masz cynk?