Klient, nasz cham. Rozmowy przy kasie
Klientka rzuciła we mnie łopatką wieprzową. Poszło o 1,20 zł. Konserwą dostałam, kiedy pan pomylił bułkę. Plują, a ty udajesz, że to deszcz.
Jan: – Przychodzi klient o 6:03. Ma do zapłaty 2,90 i wyskakuje z banknotem 200 zł. A ja nie mam wydać. I pretensje, i obraża. A co, ja bankomat jestem? Za dużo roboty, płacą mało. Ciągle nam przybywa obowiązków. Naciski z góry na kierowników, kierownicy na nas. Robisz pięć albo sześć rzeczy jednocześnie. Jesteś piekarzem, magazynierem, kasjerem.
Iwona: – Jakbyś była w grze komputerowej, tylko na jakimś poziomie sto coś. Z każdej strony coś na ciebie czyha. Dajmy na to, jest sobota. Zapiernicz, że nie wiem, a tu trzeba spakować zamówienie internetowe. Maseczka do twarzy. Zostawiam wszystko, idę szukać. No bym się jeszcze nie dziwiła, gdyby ktoś zamawiał zupki dla dziecka, pieluszki. A tu, kurczę, czasem: energetyki i chipsy. Myślę, kurde, ja tu nie wiem, w co włożyć ręce, a gnojek siedzi przed komputerem i nie chce mu się ruszyć tyłka.
Nocki ciężkie, ale spokój od klientów
Handlowe sieci zagęszczają mapę Polski. Klient ma być obsłużony szybko i najlepiej bez kolejki, a wyłożony towar czekać na niego na półce. I jeszcze, by sklep działał jak najdłużej. Najlepiej od świtu do nocy.

Komentarze