01 lutego 2021

Po publikacji wyroku aborcyjnego wsiadła do szpitalnej windy. Jeździła góra-dół, nie chciała wyjść

Krystyna Kacpura: Zaraz po publikacji wyroku lekarka zadzwoniła, że niestety nie wykonają zabiegu. Kobieta nie była w stanie rozmawiać, mąż powiedział: wsiadamy w samochód i jedziemy do Holandii. Mamy tam znajomych, znajdziemy szpital. Pomyślałam: Polsko, co ty zgotowałaś kobietom?

Krystyna Kacpura, szefowa Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: Noc z 27 na 28 stycznia zapamiętam na zawsze. Koszmar, najgorsze chwile w moim zawodowym życiu. Odebrałam dziesiątki telefonów od przerażonych kobiet i zdezorientowanych lekarzy po publikacji wyroku aborcyjnego.

[restrict_content paragrafy="1"]Kobiety w trakcie aborcji, kobiety, które miały wyznaczony termin na kolejny dzień, czyli na 28 stycznia, albo za dwa dni, albo trzy. Kobiety, które mają badania prenatalne w ręku i pytają, co teraz zrobić? I takie, które czekają na wynik badań prenatalnych. Kobiety we wczesnej ciąży, przestraszone, co będzie, gdy coś wyjdzie w badaniach.

I one wszystkie dzwoniły, płakały i pytały, co robić. A często dzwonili partnerzy, bo same kobiety nie były w stanie rozmawiać.

Zadzwonił na przykład partner kobiety, która miała mieć aborcję następnego dnia w Szpitalu Bielańskim, gdzie do tej pory bardzo sprawnie się to odbywało. Zresztą Szpital Bielański obsługiwał pół Polski. Lekarka sama do niej zadzwoniła, że niestety nie wykonają zabiegu. Kobieta nie była w stanie rozmawiać, mąż powiedział: wsiadamy w samochód i jedziemy do Holandii. Mamy tam znajomych, znajdziemy szpital, na szczęście nas stać, więc pojedziemy. I tego samego dnia to załatwili.

Pomyślałam: Polsko, co ty zgotowałaś kobietom?

Magdalena Chrzczonowicz, OKO.press: I lekarzom

Oczywiście, i lekarzom. Nikt im nie powiedział, co mają robić. Dzwonili i pytali: nie wie pani, czy ja mogę dokończyć zabieg? Późna aborcja z przyczyn embriopatologicznych odbywa się etapami. Kobieta dostaje tabletki i czeka się na wywołanie poronienia, potem jest oczyszczenie.

Lekarze znaleźli się w pułapce. Z jednej strony ich misją jest pomagać, nie szkodzić, z drugiej jest prawo, które im zakazuje. Oni nie wiedzą też, jak to prawo będzie egzekwowane.

Łatwo powiedzieć lekarzom: bądźcie odważni. A oni nie wiedzą, czy ich w kajdankach nie wyprowadzą ze szpitala po tej jednej nocy, w której zakończą już zaczętą aborcję. Albo czy nie odbiorą prawa wykonywania zawodu? Lekarze też mają rodziny.

Po wyroku od razu pomyślałam o kobietach, które miały aborcje zaplanowane na następny dzień

Były też takie, które rano w czwartek się dowiedziały, a już leżały w szpitalu. W jednym ze szpitali w mniejszym mieście kobieta, która miała wyznaczony zabieg na następny dzień, kontynuację, bo już była w trakcie, dosłownie dostała załamania psychicznego, krzyczała, a jednocześnie nie było z nią kontaktu, nie można było z nią porozmawiać. Lekarz był bezradny.

W innym szpitalu dziewczyna wsiadła do windy i jeździła góra – dół. Powiedziała, że nie wyjdzie.

Ale rozumiem, że strategia była taka, żeby jednak kończyć zaczęte zabiegi?

Tak. To była noc, w której było trochę poronień samoistnych i potężnych załamań psychicznych.

Gdy dzwonił do mnie lekarz z pytaniem co robić w takiej sytuacji, radziłam przede wszystkim wezwać psychiatrę. Natychmiast. Proszę napisać w karcie tej kobiety o wszystkich objawach, niech pan jeszcze poprosi drugiego lekarza, żeby sprawdził. Na szczęście wiem, że w tej sprawie wszystko się zakończyło pozytywnie, tzn. zabieg został dokończony.

Wiem jednocześnie, że prokuratura już zaczyna szukać pierwszych aborcji.

Tutaj trzeba podkreślić jedno: kobieta, która dokonała aborcji, nie może być karana, nie ponosi odpowiedzialności. Mówię o tym dlatego, że dzwoniły do mnie też te kobiety, które wzięły pigułki i miały niepokojące objawy, krwawiły, ale nie chciały iść do szpitala w obawie przed karą.

Jeżeli takie objawy po pigułkach są, trzeba natychmiast jechać do szpitala po pomoc. Nikt nic nie może nam zrobić.

Uderzyła mnie wypowiedź jednego z senatorów z Argentyny, który zmienił zdanie w sprawie aborcji. Powiedział: “Zdałem sobie sprawę, że nie chodzi o mnie, że to mnie nie dotyczy. To nie kwestia moich przekonań, mojego wychowania, tylko sytuacja, która dotyczy wielu kobiet”.

Tak, to jest dokładnie to. Decydenci sobie teoretyzują - na jaki rodzaj kompromisu pozwolić. Czy takie wady płodu kwalifikują do przerwania ciąży, czy może nie. Co ja o tym myślę? A obok toczy się życie i obok są kobiety, które nie teoretyzują, tylko to przeżywają.

Politycy, szczególnie mężczyźni, myślą, że z tych wad potem wyrastają uśmiechnięte dzieci z Zespołem Downa. A ja ostatnio miałam do czynienia z samymi bardzo poważnymi wadami. Był jeden przypadek Zespołu Downa, ale też z dużymi zmianami anatomicznymi, jedna nerka pracująca, druga nie, wada serca, wady innych narządów.

Jedna z kobiet, której pomagałam uzyskać dostęp do legalnej aborcji w ostatnich miesiącach, opowiadała mi, że pokazała USG płodu studentom medycyny. Jedna ze studentek zemdlała, mózg był obok czaszki.

Były przypadki przepukliny, przepuklina na całej długości płodu, większa niż ten płód.

Politycy po prostu nie mają pojęcia, o czym mówią i o czym decydują. I łamią konstytucję, chociażby paragraf 38 o tym, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia. A lekarze sami przyznają, że konsekwencje dla zdrowia donoszenia takiej ciąży są ogromne - fizyczne i psychiczne.

Czyli nie będzie teraz aborcji?

Oczywiście, że będą, zawsze były. Kobiety będą wyjeżdżać, brać tabletki. I my będziemy pomagać w miarę naszych możliwości, inne inicjatywy też. Ale okres pandemii tego nie ułatwia. Kobieta ma rodzinę, musi ją zostawić, nie wiadomo na jak długo, jak dojedzie, za co. To orzeczenie oczywiście uderza w kobiety najbiedniejsze, mieszkające w małych miejscowościach, kobiety bez dostępu do informacji, bez pieniędzy.

I jeszcze sprawa badań prenatalnych. Przecież prawicowi posłowie twierdzili, że to badania prenatalne prowadzą do aborcji. Po to się je robi. Oczywiście, badania będą nadal prowadzone, ale tylko z myślą o płodzie, dla zdrowia “dziecka nienarodzonego”. Czyli w momencie, kiedy lekarz uzna, że jest wada, którą można wewnątrzmacicznie leczyć, to zleci badania.

A jak uzna, że nie da się leczyć, dalszych badań nie zleci, bo nie będzie chciał mieć problemu. Nie będzie chciał stawiać czoła kobiecie, która będzie wyć z rozpaczy, bo wada jest letalna i nie da się jej wyleczyć.

Jak mi powiedział jeden z profesorów, jeszcze medycyna tak daleko nie poszła, żeby umieć mózg, który leży obok, włożyć do czaszki.

Po ty strasznym wyroku najbardziej boję o kobiety. Boję się, że ta, która już zdecydowała, że dziecka mieć nie chce czy nie może, zrobi wszystko, żeby ciąże przerwać. Wszystko.

Jeżeli potrzebujesz pomocy w dostępie do aborcji, zadzwoń:

  • Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: 22 635 93 95 lub 501 694 202. Nr do prawniczki Federy: 663 107 939
  • Aborcja bez Granic: 22 29 22 597

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne