0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
19 stycznia 2022

Komisja ds Pegasusa. Brejza: PiS inwigilował mnie z zemsty. Eksperci: Pegasus to cyberbroń

Krzysztof i Dorota Brejzowie poruszająco opowiadali w Senacie o tym, jak wyglądały doświadczenia ofiar najbardziej agresywnego ze znanych przypadków wykorzystania Pegasusa. A wybitni eksperci prawniczy zakwestionowali wartość dowodową pozyskanych z pomocą Pegasusa informacji

Wydrukuj

Senacka komisja nadzwyczajna w sprawie inwigilacji z wykorzystaniem oprogramowania szpiegującego Pegasus zebrała się w środę 19 stycznia po raz trzeci.

Podczas pierwszego posiedzenia komisji zeznawali eksperci z Citizen Lab przy Uniwersytecie w Toronto. To właśnie ta grupa badawcza ujawniła i udokumentowała trzy pierwsze znane dotąd przypadki użycia oprogramowania szpiegującego w Polsce – przeciwko prokurator Ewie Wrzosek, Romanowi Giertychowi i senatorowi Krzysztofowi Brejzie.

Na drugim posiedzeniu zeznawali prezesi Najwyższej Izby Kontroli. Były – Krzysztof Kwiatkowski i obecny – Marian Banaś. Obaj przedstawili dokumenty świadczące o nielegalnym zakupie Pegasusa ze środków Funduszu Sprawiedliwości i obszernie relacjonowali burzliwy przebieg prowadzonej przez NIK kontroli w tej sprawie.

Świadek Kryzsztof Brejza

Teraz, na trzecim posiedzeniu, przed komisją stanął senator Krzysztof Brejza, który w 2019 roku, jeszcze jako poseł był przez sześć miesięcy inwigiliowany z pomocą Pegasus.

Inwigilacja była wyjątkowo intensywna i prowadzona była w trakcie dwóch kampanii wyborczych. W wyborach do Parlamentu Europejskiego Brejza był kandydatem KO, a w wyborach do Sejmu i Senatu nie tylko kandydował, lecz także był szefem sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej.

Po Brejzie komisja wysłuchała też trójki prawników z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Gdańskiego. Eksperci dowodzili, że zastosowanie w procesie sądowym jakichkolwiek dowodów pozyskanych z pomocą Pegasusa stoi w sprzeczności z polskim prawem.

Zemsta władzy?

„Sprawa ma źródła w czasach pierwszych rządów PiS – w latach 2005-2007.W tym czasie doszło do szeregu nadużyć prawa i do ogromnej prowokacji przeciwko ś.p. Andrzejowi Lepperowi [był wicepremierem w pierwszym rządzie PiS; został z niego usuniety w wyniku intrygi CBA zwanej "aferą gruntową" - red.].

W 2011 roku byłem autorem raportu końcowego komisji ds. nacisków. Raportu, w którym Komisja ustaliła nielegalne naciski na służby.

Ogromną operację specjalną przeciwko wielu posłom, wyłudzanie zgód sądów na stosowanie kontroli operacyjnej i całą tę wielką prowokację z użyciem służb, za którą ministrowie Kamiński i Wąsik zostali skazani na karę bezwzględnego więzienia i ułaskawieni potem w wątpliwym trybie przez prezydenta” – mówił Krzysztof Brejza. To była odpowiedź na pytanie, dlaczego stał się celem inwigilacji.

„Wiążę to z losem prokuratorów, którzy w tamtym czasie próbowali tę sprawę rozliczyć, i sędziego, którego też spotkała pewna historia.

Teraz nadszedł czas na mnie. Oni wrócili do władzy, doszło do recydywy i powrotu do tych metod, które ci ludzie lubią najbardziej w polityce”

– podkreślał Brejza.

„Łączę tę obsesję również z moją aktywnością poselską. Podejmowałem tysiące interwencji w różnych sprawach, pokazując skalę nieprawidłowości w państwie zarządzanym przez Jarosława Kaczyńskiego. Tak rozumiem funkcję posła. Skoro mam biuro i skoro obywatele płacą mi za pracę, to mam obowiązek podejmować interwencje. I je podejmowałem” – mówił Brejza.

Czym naraził się Brejza?

Senator przypomniał, czym naraził się obozowi władzy w latach 2015-2019, czyli zanim rozpoczęła się jego inwigilacja z pomocą systemu Pegasus.

  • „Ujawniałem koszta podkomisji smoleńskiej,
  • ujawniałem to, że nie umiędzynarodowiono śledztwa ws. Smoleńska, ujawniałem skalę ogromnego importu węgla z Rosji do Polski,
  • ujawniałem, że firma Solvere, która przeprowadzała nagonkę na sędziów, była zarejestrowana w kancelarii, z której korzysta Jarosław Kaczyński,
  • ujawniałem sprawę zaginionych dowodów ws. wypadku premier Szydło,
  • ujawniałem transfery setek tysięcy złotych do spółek powiązanych ze spółką Srebrna, z którą powiązani są zresztą ludzie służb specjalnych, w tym syn Mariusza Kamińskiego,
  • ujawniłem też skalę tzw. drugich pensji, które miały nie wyjść, czyli nagród w rządzie Beaty Szydło.

Więc wiążę te działania z pewnym odwetem, zemstą tych ludzi za sprawowanie mandatu posła, do którego jestem zobowiązany ustawą i czynię to na rzecz wyborców” – mówił Brejza.

Pegasus stale na telefonie

„To była permanentna, sześciomiesięczna inwigilacja” – mówił Brejza.

I miał rację. Z analizy Citizen Lab wynika, że telefon Brejzy był hackowany 33 razy między sierpniem a październikiem 2019 roku. W tym czasie w Polsce odbywały się dwie kampanie wyborcze – najpierw do Parlamentu Europejskiego a następnie do Sejmu i Senatu. W tych pierwszych wyborach Brejza był kandydatem. W drugich dodatkowo także szefem sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej. Dlatego właśnie inwigilacja Brejzy nosi znamiona ingerencji w proces wyborczy.

„Dla nas to jak dotąd jeden z najbardziej agresywnych wśród wszystkich znanych nam przypadków ataku przeprowadzonego z pomocą Pegasusa” – mówił o inwigilacji Brejzy John Scott Railton z Citizen Lab podczas pierwszego, poniedziałkowego posiedzenia senackiej komisji.

33 ataki w ciągu zaledwie 6 miesięcy oznaczały, że smartfon Brejzy był szpiegowany niemalże nieustannie – ze znanych informacji na temat działania systemu Pegasus wynika, że jego działanie przerywa po stronie inwigilowanego restart telefonu.

33 włamania mogą oznaczać, że służby atakowały telefon Brejzy po każdym jego ponownym uruchomieniu. Kontekst wyborczy tej inwigilacji skłania do pytań na temat możliwości politycznego wykorzystania informacji pozyskanych z pomocą Pegasusa.

Kradli z telefonu informację i ją przerabiali

Ale Brejza przed komisją zwracał uwagę na coś jeszcze: „Włamania identyfikuję też z działalnością komisji śledczej w sprawie Amber Gold”,

„Drugi element to wykradzenie korespondencji. Część korespondencji została spreparowana i użyto ją do kampanii oczerniającej. Nie są to standardy państwa demokratycznego Europy Zachodniej”

– tak mówił Brejza o tym, do czego wykorzystana została część materiałów wykradzionych z jego smartfona.

Brejza opowiadał o nagonce, jaką urządziły na niego w sierpniu i wrześniu 2019 roku media rządowe i prawicowe. „Był powielany materiał maila rzekomo wysłanego do mojego taty, całość nie wskazuje na maila, tylko na jakąś korespondencję. To wynik manipulacji. Te komunikaty mogły posłużyć do przedłużenia kontroli operacyjnej”.

Senator zrelacjonował też szczegółowo, jak wyglądało wykorzystanie zmanipulowanych wiadomości z jego smarfona w mediach władzy. Relacjonowaliśmy to w OKO.press.

„Jeżeli chodzi o sprawy sądowe, to pozostajemy w licznych sporach sądowych, zarówno z telewizją państwową jak i jej pracownikami” – mówiła przed komisją żona senatora, mec. Dorota Brejza, która jako adwokatka wspiera go w procesach sądowych.

„Przecież ten atak 400 materiałami był główną osią kampanii w 2019 roku przy wykorzystaniu materiałów wykradzionych, spreparowanych, oczerniających. Nie chciałbym wskazywać żadnych liczb. Z pewnością odpływ wyborców od KO miał miejsce” – mówił Brejza w odpowiedzi na pytanie, czy kampania w rządowej telewizji mogła mieć wpływ na wyniki Koalicji Obywatelskiej w wyborach.

Zagrożenie dla rodziny i sygnalistów

„PiS to jest ugrupowanie, które wspiera rodzinę tylko deklaratywnie. Naszą rodzinę PiS postanowił zniszczyć i to na każdym poziomie.

Mamy troje dzieci, są małe, ale na tyle dojrzałe, że rozumieją, co się wokół nas dzieje i zdają sobie sprawę, że także ich prywatność została naruszona. Nie zliczę tego, ile razy musiałam uspokajać moje płaczące dziecko, mojego syna, kiedy gdzieś przeczytał, że ktoś jego tatę obraził. To koszty, jakie ponosimy jako rodzina w związku z tą sytuacją” – mówiła Dorota Brejza.

Krzysztof Brejza podkreślał zaś, że inwigilacja jego telefonu to także zagrożenie dla kontaktujących się z nim obywateli.

„Z pewnością te działania były też próbą ustalenia informatorów, sygnalistów. Pozostaję w kontakcie z dziesiątkami osób, które zaniepokojone tym, co dzieje się w różnych instytucjach państwa, różnych obszarach, wypełniały często misję sygnalisty i zgłaszały mi często nieprawidłowości, przekręty obecnej władzy. Ja to przekładałem na interwencje.

Zawsze działałem tak, żeby chronić moje źródła informacji. Być może chodziło o to, żeby rozpracować ludzi, którzy te nieprawidłowości zgłaszali”

– mówił Brejza.

„W mojej ocenie senator Brejza wysoce uprawdopodobnił to, że poprzez ten system manipulowano treścią jego SMS-ów i innej komunikacji, i wykorzystywano to potem do walki wyborczej, zwłaszcza w telewizji, obecnie partyjnej” – tak podsumował zeznania Brejzy przewodniczący komisji senator Marcin Bosacki.

„Nie mam wątpliwości, że państwo PiS działa w stanie obsesji inwigilowania i podsłuchiwania”

– mówił wcześniej Brejza.

Po przerwie przed komisją stanęło troje ekspertów z zakresu prawa: prof. dr hab. Dobrosława Szumiło-Kulczycka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Adam Behan również z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dr Maciej Fingas z Uniwersytetu Gdańskiego.

Pegasus - poza prawem i bezprawny

Eksperci dość zgodnie stwierdzili, że dane pozyskane z użyciem Pegasusa nie mogą być traktowane przez sądy jako zebrany zgodnie z prawem materiał dowodowy.

Innymi słowy – danych pochodzących z Pegasusa nie da się wykorzystać w procesie sądowym.

Do czego zatem może służyć Pegasus, czy analogiczne oprogramowanie? Otóż do zaawansowanych działań operacyjnych o charakterze przede wszystkim wywiadowczym lub na przykład do zwalczania terroryzmu.

Pegasusa należy traktować jako cyberbroń.

Informacja zdobyta z pomocą Pegasusa może mieć wartość operacyjną – i na przykład przyczynić się do udaremnienia zamachu terrorystycznego czy do przechwycenia przedmiotu przestępczej transakcji. Ale nie może być traktowana jako materiał dowodowy na równi z pochodzącymi z innych – zgodnych z prawem – środków inwigilacji. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że operator Pegasusa może również ingerować w treści znajdujące się na inwigilowanym urządzeniu.

„Sąd musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy informacja, jaka z dowodu wynika, jest dla niego wiarygodna. Jeżeli wiemy, że

  • operator programu Pegasus może manipulować treściami, jakie zawarte są w danym urządzeniu,
  • może wszywać tam dodatkowe, inne treści,
  • może je przestawiać,

to przed każdym rozsądnie myślącym człowiekiem pojawi się wątpliwość:

czy przekazany mu materiał rzeczywiście pochodzi o osoby, która występuje w charakterze oskarżonego, czy też jest materiałem, który został spreparowany”

– mówiła prof. Szumiło-Kulczycka.

„Do niedawna część z nas nie wiedziała, jakie właściwości ma to oprogramowanie szpiegowskie. Sędziowie też. Optymistycznie uważam, że żaden sędzia w naszym kraju nie zastosowałby w normalnych sytuacjach kontroli operacyjnej, wiedząc tak naprawdę, czym jest (to oprogramowanie)” – tak tłumaczył fakt, że sądy miały udzielać zgody na zastosowanie Pegasusa dr Maciej Fingas.

„Kontrola operacyjna może być również uruchomiona, zanim zostało popełnione przestępstwo, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie jego popełnienia. O ile jestem w stanie zaakceptować to w przypadku takich służb jak ABW i SKW, to w przypadku CBA (służby antykorupcyjnej - red.) grozi to nadużyciami. Już ponad 10 lat temu zwracałam na to uwagę” – mówiła profesor Szumiło-Kulczycka.

A jak mogłyby być kwalifikowane prawnie nadużycia w wypadku wykorzystania Pegasusa lub podobnego oprogramowania?

„Gdyby ktokolwiek uzyskiwał i korzystał z Pegasusa bezprawnie, to działania takie z pewnością realizowałyby znamiona przestępstwa 267 paragraf 2, czyli nieuprawnionego dostępu do systemu informatycznego. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości"

– mówił dr Adam Behan.

Eksperci podkreślali także, że poważnym problemem jest fakt, że serwery, z których korzysta system Pegasus, są zlokalizowane poza Polską. Mogą mieć do nich dostęp także służby innych państw.

Wykorzystywanie takiego systemu w polskim prawie może zdaniem ekspertów nosić znamiona naruszenia dostępu do tajemnicy państwowej.

Komisja wzięła się za Pegasusa

Komisja Nadzwyczajna do spraw wyjaśnienia przypadków nielegalnej inwigilacji, ich wpływu na proces wyborczy w Rzeczypospolitej Polskiej oraz reformy służb specjalnych – bo taka jest oficjalna nazwa senackiej komisji – została powołana 12 stycznia głosami mającej przewagę w Senacie opozycji.

Przeciw głosowało 45 senatorów PiS, za był tylko jeden z nich – Jan Maria Jackowski. W jej skład weszło siedmioro senatorów – Marcin Bosacki (KO) – jako przewodniczący, Jacek Bury (KO), Gabriela Morawska-Stanecka (PPS), Michał Kamiński (PSL), Magdalena Kochan (KO), Sławomir Rybicki (KO) i Wadim Tyszkiewicz (niezrzeszony.)

Komisja ma oczywiście zająć się zbadaniem przede wszystkim przypadków użycia w Polsce oprogramowania szpiegującego Pegasus. Do tej pory udało się udokumentować trzy przypadki – prokurator Ewa Wrzosek, adwokata i byłego polityka Romana Giertycha oraz senatora KO Krzysztofa Brejzy.

Te trzy pierwsze wykryte przypadki inwigilacji w Polsce ujawnili eksperci z grupy badawczej Citizen Lab przy Uniwersytecie w Toronto.

Kolejne posiedzenie senackiej komisji nadzwyczajnej odbędzie się w następną środę - 26 stycznia o 10:30. Komisja zamierza na nim przesłuchać między innymi Romana Giertycha.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne