0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot. Kuba Atys / Age...

Po decyzji Sejmu z 26 maja 2023 roku kontrowersyjny projekt posłów PiS, czyli komisja do spraw „badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2007-2022", czeka już jedynie na podpis prezydenta Andrzeja Dudy.

Przeczytaj także:

W pełnym emocji wystąpieniu projekt sprawozdawał w Sejmie poseł Jan Szopiński z Lewicy. Przypomniał, że sejmowa Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych dwukrotnie odrzucała projekt, zanim PiS zmienił jej skład i przeforsował swój pomysł przez izbę niższą parlamentu. Senat rekomendował potem odrzucenie ustawy w całości: ze względu na jej antydemokratyczny charakter, liczne błędy i 13 potencjalnych naruszeń konstytucji.

„Wszyscy ci, którzy głosować będą razem z Senatem za odrzuceniem tego projektu, głosują za polską demokracją. Głosują za tym, aby nasz kraj był wolny. Aby tu była sprawiedliwość, aby nasz kraj był w gronie państw europejskich, w których obowiązuje sprawiedliwość!" – mówił Szopiński wśród owacji polityków opozycji.

Mimo to za odrzuceniem senackiego weta głosowało 234 posłów (prawie cała Zjednoczona Prawica oraz Kukiz'15), przeciwko było 219. Większość bezwzględna – niezbędna do sprzeciwienia się stanowisku Senatu – wyniosła 228 głosów. Spośród członków rządzącej koalicji utworzenia komisji nie poparły tylko dwie posłanki Suwerennej Polski: Anna Maria Siarkowska wstrzymała się od głosu, Maria Kurowska nie zagłosowała wcale.

Wyniki głosowania nad odrzuceniem senackiego weta do projektu ustawy o powołaniu komisji ds. badania rosyjskich wpływów
fot. iTV Sejm, zrzut ekranu

Co zrobi z ustawą Andrzej Duda? Jak dotąd ani on, ani członkowie jego gabinetu nie wypowiadali się na ten temat. Nie można wykluczyć, że prezydent skieruje projekt do Trybunału Konstytucyjnego ze względu na liczne wątpliwości co do jego zgodności z ustawą zasadniczą.

Ustawa groźna dla demokracji

„Najbardziej tragicznym zapisem, który powinien przejść do historii naszego parlamentaryzmu, jest propozycja zerwania z trójpodziałem władzy i w miejsce wolnych niezależnych sądów stworzenia Trybunału Ludowego, którego członkowie mogliby być mierni, bierni, ale ważne, by byli wierni idei wygrania zbliżających się wyborów przez Polską Partię Władzy. Trybunał ten miałby łączyć rolę policji, oskarżyciela, sądu oraz wszystkich innych, odrębnych i niezależnych do tej pory instytucji. Aby tym sposobem miał prawo do odsuwania wybranych przez siebie osób od prawa do pełnienia funkcji publicznych" – podsumował w Sejmie Jan Szopiński.

„To nie jest przecież Komisja, która ma być skierowana przeciwko komukolwiek. To jest wołanie o prawdę. To jest wołanie o poszanowanie i wzmocnienie i konstytucji i suwerenności" – przekonywał natomiast poseł Łukasz Schreiber z PiS.

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk przyglądał się głosowaniu z sejmowej galerii. Nie został oficjalnie powitany przez marszałkinię Sejmu Elżbietę Witek, która chwilę wcześniej witała obserwującą obrady młodzież szkolną.

Zdaniem opozycji tak skonstruowana komisja posłuży do przeprowadzenia pokazowego paraprocesu z udziałem Tuska i członków jego rządu z lat 2008-2015, których rządząca koalicja oskarża o podejrzane kontakty z Władimirem Putinem. Projekt ustawy zyskał nawet przydomek „lex Tusk".

Pierwszy raport komisji ma zostać opublikowany 17 września – czyli tuż przed wyborami parlamentarnymi.

Kaczyński podchwytuje, Senat wetuje

O projekcie pisała szczegółowo w OKO.press Dominika Sitnicka. Jako pierwsi – w listopadzie 2022 roku – z pomysłem powołania komisji ds. badania rosyjskich wpływów wyszli politycy Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry. Szybko podchwycili go i politycznie zagospodarowali koalicjanci z Prawa i Sprawiedliwości.

Projekt ustawy autorstwa posłów PiS trafił do Sejmu 1 grudnia 2022, 13 grudnia odbyło się pierwsze czytanie. 14 kwietnia 2023, głosami Zjednoczonej Prawicy i Kukiz'15 ustawa została przegłosowana w izbie niższej parlamentu. Kontrolowany przez opozycję Senat 11 maja 2023 zagłosował za jej odrzuceniem (większością 52 do 42 głosów).

W wywiadzie z Agatą Szczęśniak senator Krzysztof Kwiatkowski z Koalicji Obywatelskiej, który sprawozdawał projekt w Senacie, nazwał projekt „prawnym Frankensteinem", „potworkiem napisanym dla korzyści określonego środowiska politycznego".

Dlaczego? Jak pisaliśmy, do najbardziej niepokojących zapisów projektu należą:

  • Pozaprawny i pozakonstytucyjny charakter komisji – niebędącej sejmową komisją śledczą.
  • Szerokie uprawnienia komisji – nakładanie kar pieniężnych do 50 tys. zł za niestawiennictwo na jej posiedzenie, możliwość wnioskowania do prokuratury o przeszukania a do policji o udostępnienie bilingów połączeń telefonicznych i innych danych telekomunikacyjnych.
  • Szeroki zakres sankcji, które mogłaby nakładać komisja na urzędników państwowych, polityków, funkcjonariuszy publicznych i dziennikarzy. W tym najdotkliwsza: „zakaz pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi na okres do 10 lat”, czyli przekreślenie szans na karierę polityczną.
  • Brak instancji odwoławczej wobec postanowień komisji i kontroli sądowej nad jej działalnością.
  • Sposób powoływania składu komisji gwarantujący jej podporządkowanie większości sejmowej i Kancelarii Premiera.
  • Brak jasnej definicji „wpływów rosyjskich” – zgodnie z dosłownym brzmieniem ustawy za taki wpływ będzie można uznać każdy kontakt z władzami Rosji.

Projekt analizowaliśmy pod kątem jego skuteczności przy badaniu rosyjskich wpływów w Polsce. Jak pisała Anna Mierzyńska, obszar zainteresowania komisji wynikający z ustawy nie obejmuje wielu stref, w których faktycznie działają w Polsce rosyjskie służby i środowiska prorosyjskie. Tym samym komisja nie zablokuje ich wpływu na debatę publiczną i decyzje polityczne.

Zmiany w tekście: tekst uzupełniliśmy o informację o głosach dwóch posłanek Suwerennej Polski.

;

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Komentarze