0:00
27 maja 2020

Opozycja kopie w stolik: "Nie będziemy grać w grę Kaczyńskiego"

„Trwa jakiś teatr wokół wyborów prezydenckich” - stwierdziła marszałek Witek i miała rację. Na opozycji nikt bowiem nie zakłada, że poprawka o organizacji wyborów po 6 sierpnia przejdzie. Pytanie, kto na opozycji zyska na kolejnym sezonie debat o tym, kiedy zrobić wybory

Wydrukuj

We wtorek 26 maja znów zawrzało wokół ustawy o wyborach prezydenckich. A wydawało się, że drugie podejście do zorganizowania wyborów przebiegnie we względnej zgodzie. Plan ustalony przy „okrągłym stole" zainicjowanym przez Lewicę był taki, że we wtorek i środę Senat kończy prace nad ustawą, wysyła poprawki do Sejmu, ten ustawę głosuje w czwartek. A my wszyscy wybieramy prezydenta 28 czerwca.

A jednak wydarzyło się kilka nieoczekiwanych rzeczy, które tym planem zachwiały.

Witek: „Grodzki mnie oszukał"

Zaczęło się od tego, że marszałek Tomasz Grodzki podważył możliwość zorganizowania wyborów w czerwcu. „Im dłużej pracujemy nad tą ustawą, tym więcej senatorów zaczyna być przekonanych, że jedyne w pełni konstytucyjne sposoby przeprowadzenia wyborów prezydenta to albo ścieżka poprzez stan klęski żywiołowej, albo poprzez dymisję bądź zakończenie kadencji pana prezydenta Dudy i rozpisanie przez marszałka Sejmu następnych wyborów" - mówił.

W ten sposób argumentuje wielu prawników, wśród nich prof. Ewa Łętowska: wybory zorganizowane tak, jak opozycja i PiS umówili się przy okrągłym stole, będą niekonstytucyjne.

Zgodnie z tym tokiem rozumowania wicemarszałkini Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) i wicemarszałek Michał Kamiński (Koalicja Polska - PSL) zgłosili poprawkę. Zakłada ona, że ustawa wyborcza weszłaby w życie dopiero po zakończeniu kadencji Andrzeja Dudy, czyli po 6 sierpnia. Grodzki zaś przesunął posiedzenie Senatu na przyszły tydzień (1-3 czerwca).

Na taki rozwój wydarzeń emocjonalnym wystąpieniem zareagowała Elżbieta Witek. Zarzuciła Grodzkiemu, że ją oszukał. Obiecał bowiem, że Senat odeśle ustawę do Sejmu już w czwartek. Mówiła, że jest zaniepokojona tym, co dzieje się w Senacie i pytała: „Co się takiego zmieniło od piątku ubiegłego tygodnia?”. To samo pytanie zadawało sobie we wtorek wielu obserwatorów.

„Jestem wychowany w polskiej tradycji, gdzie kobiety się bardzo szanuje, a szczególnie matki. Nie miałem zamiaru i nie oszukałem pani marszałek Sejmu” - odpowiedział jej Grodzki wieczorem w Polsat News.

Teatr wokół wyborów

„Trwa jakiś teatr wokół wyborów prezydenckich” - stwierdziła marszałek Witek i miała rację. Na opozycji nikt bowiem nie zakłada, że poprawka o organizacji wyborów po 6 sierpnia przejdzie. „Nikt nie będzie zwlekał 30 dni. Ale nie będziemy realizowali planu Kaczyńskiego” - deklaruje poseł Koalicji Obywatelskiej.

„Opozycja nie jest w stanie przesunąć wyborów" - studził nastroje senator Marek Borowski. „Możemy wykonać gest z vacatio legis, co zostanie odrzucone przez PiS, ale trzeba poza tym zgłosić wszystkie niezbędne poprawki i szykować się na 28 czerwca”.

Wtorkowy teatr miał kilka planów.

Pokaz siły opozycji wobec PiS-u

„Nie ma powodu, żebyśmy grali w grę Jarosława Kaczyńskiego” - mówi nam poseł Koalicji Obywatelskiej. Skończyła się opozycja, która gra tak jak Kaczyński jej zagra. W poprzedniej kadencji komentatorzy i zwolennicy wytykali opozycji, że jest bezwolna i reaktywna. A PiS był mistrzem politycznej sprawczości: robił, co chciał. Tym razem to PiS nie może doprowadzić do końca tego, co chce. I to po raz drugi, bo już raz wyborów nie przeprowadził w zaplanowanym terminie.

Opozycja może liczyć, że PiS znów się zakiwa i straci w oczach swojego elektoratu.

Z taką strategią może być jednak kłopot. We wtorek komentatorzy mieli trudności z wytłumaczeniem, o co właściwie opozycji chodzi. Z pewnością część wyborców chce, by opozycja tak jak PiS działała w logice „słychać wycie? znakomicie!” i cieszą ją złośliwości Tomasza Grodzkiego pod adresem Elżbiety Witek. Inni jednak widzą chaos, niedotrzymywanie wspólnych uzgodnień, a przede wszystkim opozycyjnych polityków, którzy znów wypowiadają się przede wszystkim na temat wyborów, a nie gospodarki czy zdrowia.

Powrót do bojkotu?

Politycy opozycji przekonywali, że PiS może podważyć wynik wyborów, gdyby wygrał Trzaskowski, Hołownia lub Kosiniak-Kamysz. Sąd Najwyższy miałby wtedy uznać, że ustawa, na podstawie której przeprowadzono wybory, jest niezgodna z Konstytucją. „Nie możemy przyłożyć do tego ręki" - mówi polityk Koalicji Obywatelskiej.

Taka strategia grozi powtórzeniem drogi Małgorzaty Kidawy-Błońskiej: skoro wybory są niekonstytucyjne i powinny się odbyć po 6 sierpnia, to czemu opozycja bierze w nich udział? W ten sposób odbiera się powagę i wiarygodność własnemu zaangażowaniu wyborczemu. W tym przypadku - startowi Rafała Trzaskowskiego.

„Jestem przeciwny ponownemu bojkotowi wyborów" - zapewniał OKO.press senator Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza. Jednocześnie jednak z Senatu idzie przekaz: wybory 28 czerwca są niekonstytucyjne.

Wtorkowe senackie manewry znów uruchomiły nastroje sprzyjające bojkotowi wyborów u części zwolenników opozycji. A to może doprowadzić do demobilizacji części wyborców. Jak dużej? Nikt tego nie wie. Wiadomo jednak, że to maksymalna mobilizacja „swoich" może zapewnić zwycięstwo jednemu z kandydatów opozycji. A w drugiej turze rozstrzygnąć może niewielka liczba głosów.

Nowa układanka na opozycji

W tle zapewnień, że wybory muszą być jak najbardziej zgodne z prawem, toczy się walka o ustawienie pola dla własnego kandydata. Chodzi nie tylko o to, ile będzie czasu na zebranie podpisów i na prowadzenie kampanii wyborczej. Kto jest dziś liderem opozycji? Trzaskowski czy Hołownia? Kto stoi na podium? Kto przestał się liczyć w prezydenckim boju?

PiS chce przeprowadzić wybory jak najszybciej. W prorządowym portalu wPolityce Jacek Karnowski doradzał, żeby wybory przeprowadzić wcześniej niż 28 czerwca (na antenie TVP Info mówił o 14 czerwca). Andrzej Duda traci bowiem poparcie. „Stał się kandydatem starym, ma niemrawą kampanię, niewiele proponuje" - uważa poseł Lewicy.

Koalicja Obywatelska chce stworzyć wrażenie, że Rafał Trzaskowski jest jedynym liczącym się rywalem Andrzeja Dudy. „Odległość między Trzaskowskim a Hołownią rośnie. Teraz już jest tylko walka o to, żeby była jak największa" - mówi poseł KO. Temu miałoby służyć wchodzenie w ostre zwarcie z PiS-em. „Grają w starą grę, która nazywa się polaryzacja. Chcą pokazać, że liczą się tylko kandydaci PO i PiS. To zadziałało w wyborach europejskich” - komentuje poseł Lewicy.

Sztab Szymona Hołowni liczy na to, że wyborcy zmęczą się znanymi od lat przepychankami między PO i PiS-em. A jemu łatwiej będzie mówić, że wszyscy są siebie warci, bo nawet dogadać się co do terminu wyborów nie umieją.

W Koalicji Obywatelskiej jedni uważają, że bliski termin gra na korzyść Rafała Trzaskowskiego, inni - że warto ugrać choćby dodatkowych kilka dni, bo „efekt świeżości" to nie wszystko. Trzeba jeszcze dotrzeć do pozawarszawskich wyborców i uścisnąć jak najwięcej rąk.

„Najważniejsza walka rozegra się teraz o trzecie miejsce” - ocenia poseł Koalicji Obywatelskiej. „Lewicy i PSL przestało się spieszyć. Czekają na osłabienie Hołowni. A on jest nerwowy, zalicza wpadki, jak ta kiedy mówił o „truchle kampanii Kidawy-Błońskiej” i nazwał ją ciocią” - uważa polityk Koalicji Obywatelskiej. Polemizuje inny poseł KO: „Nikomu nie zależy na dłuższej kampanii. Niektórzy kandydaci nie mają już pieniędzy".

Co się teraz wydarzy?

Senat ma się zebrać ponownie w poniedziałek. „Chodziło o to, żeby kupić kilka dni i dogadać się w ramach opozycji” - mówi poseł Koalicji Obywatelskiej.

Opozycja będzie uzgadniać poprawki. O jednej z nich mówił OKO.press senator Krzysztof Brejza: chodzi o to, by wszyscy kandydaci jeszcze raz zbierali podpisy. Z naszych rozmów wynika, że los tej poprawki we wtorek nie został przesądzony.

Inny zapis, o którym dyskutuje opozycja, to wpisanie do ustawy sztywnych terminów na zbieranie podpisów. Kolejna: usunięcie zapisu o tym, że minister zdrowia może wyłączyć całe regiony z głosowania tradycyjnego.

Pewne jest tylko jedno: czeka nas kolejne 10 dni dywagacji o tym, kiedy będziemy głosować na prezydenta Rzeczypospolitej.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne