Podczas warszawskiej konwencji samorządowej PiS-u premier Mateusz Morawiecki w znany już działaczom rządzącej partii sposób oskarżył swoich poprzedników o niemożność i imposybilizm, po czym sam pochwalił się projektami, które albo pozostają w sferze wyobraźni, albo okazały się niemożliwe do realizacji

14 kwietnia 2018 PiS zorganizował konwencję samorządową. Jednak to nie o samorządach na niej mówiono. Premier zaprezentował „piątkę Morawieckiego”, czyli projekty wsparcia małej przedsiębiorczości, uczniów i niepełnosprawnych, a Beata Szydło inicjatywę „Mama Plus”. Część tych pomysłów już zrecenzowaliśmy: „Wyprawka po sukces wyborczy PiS. Poza tym ta propozycja Morawieckiego nie ma żadnego sensu„, „Mama Plus pod flagą biało-czerwoną, czyli macie rodzić dużo i szybko dla pięknej, wielkiej Polski„.

Morawiecki i Szydło chwalili się też tym, co ich rządy już osiągnęły.

Politycy przyzwyczaili już nas do snucia „wielkich projektów”, za które albo sami nie biorą odpowiedzialności, albo przypisują sobie cudze zasługi. Nie inaczej jest z obietnicami Mateusza Morawieckiego.

Morawiecki stwierdził z emfazą:


Ruszamy z naszymi wieloma projektami, kontynuujemy takie wielkie projekty, które też miały być niemożliwe, jak via Carpatia, Centralny Port Komunikacyjny, via Baltica, program Czyste powietrze, program Mieszkanie+

Mateusz Morawiecki, konwencja PiS - 14/04/2018

14.03.2018 Wroclaw . Politechnika Wroclawska . Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty zwiazanej z obchodami rocznicy wydarzen Marca 1968 roku . fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta


Półprawda. Niektóre z nich dalej są niemożliwe.


Mieszkanie plus

Zacznijmy od końca. Program „Mieszkanie plus” to wielkie zapowiedzi, wielkie nadzieje, ale też wielkie rozczarowanie. I wielkie zderzenie z rzeczywistością. Przyznał to nawet – otwartym tekstem – Mirosław Barszcz, prezes BGK Nieruchomości, prowadzącego dla rządu program „Mieszkanie plus”, i szef nowej rządowej Rady Mieszkalnictwa, który 18 lutego br. bez ogródek stwierdził, że „nie wyobraża sobie”, by BGK lub „nawet kilka spółek utworzonych przez Skarb Państwa były w stanie wybudować milion mieszkań”.

„My, BGK Nieruchomości, w ciągu najbliższych 12 lat, będziemy mogli dużym wysiłkiem sfinansować zbudowanie 200, może 250 tysięcy mieszkań. Natomiast to co robimy jest po to, by przetrzeć szlaki, pokazać prywatnym inwestorom, że tu jest biznes, że można na tym zarobić pieniądze” – mówił prezes Barszcz w TOK FM.

Bo tyle właśnie – milion mieszkań – wynosi różnica między liczbą mieszkań , które i tak będą powstawały na wolnym rynku przez najbliższe 12 lat, a liczbą mieszkań, którą chce wybudować rząd. Mało tego, BGK Nieruchomości, przyznaje Barszcz, będzie mógł „dużym wysiłkiem” sfinansować budowę „200, może 250 tysięcy mieszkań”, ale w ciągu 12 lat. Na pewno nie 100 tys. do 2019 roku, jak zapowiada premier Morawiecki. W Polsce brakuje 3 milionów mieszkań, ale ich szybkiej budowy nie da się zadekretować. Obecnie w budowie jest ok. 2 tys. mieszkań.

Pisaliśmy o tym tutaj:

„Czyste powietrze”

Morawiecki zapewnia też, że rząd „kontynuuje” program „Czyste powietrze”. To słowo jest trafnym określeniem, choć powinno być wypowiadane co najmniej z przekąsem. Już ponad rok temu Morawiecki zapowiedział, że rząd przystępuje do realizacji 14-punktowego programu „Czyste powietrze”. Do dziś – jak informuje Polski Alarm Smogowy – żaden z jego punktów nie został zrealizowany. Zaawansowane prace dotyczą jedynie standardów emisyjnych dla kotłów, a niedostateczny postęp dotyczy takich kwestii jak normy jakości paliw stałych, ochrona przed ubóstwem energetycznym czy ochrona klinów napowietrzających.

Działania rządu przyspieszyły dopiero w ostatnich tygodniach, po ogłoszeniu przez Trybunał Sprawiedliwości UE, że Polska złamała unijne prawo, dopuszczając do nadmiernych przekroczeń pyłu PM10 w powietrzu. Brak reakcji rządu mógłby w kolejnym kroku doprowadzić do nałożenia na Polskę gigantycznych kar finansowych.

Odpowiedzią władz było więc ogłoszenie nowego programu „Polska bez smogu” na lata 2018–2027. Niestety szybko okazało się, że nowy program to na razie jedynie pilotaż, a jego budżet na ten rok to tylko 180 mln zł przy potrzebach sięgających nawet 200 mld zł. Nadal czekamy więc na realistyczną „kontynuację”.

Via Baltica i Via Carpatia

Według Morawieckiego rząd „kontynuuje” budowę Via Baltica i Via Carpatia. Należałoby raczej powiedzieć, że zaczyna obie drogi budować. Przebiegająca przez kilka krajów regionu droga z północy na południe ma liczyć w Polsce ok. 700 km, ale dotychczas oddano do użytku ledwie 40 km, w budowie jest ok. 30 km, a na etapie przetargu kolejnych 100 km. To zaś oznacza, że –

jeśli wszystko dobrze pójdzie – droga będzie przejezdna, ale dopiero w 2024 roku.

Z pewnością wspomoże to ścianę wschodnią Polski, zwłaszcza jeśli uda się przeznaczyć na budowę obu dróg środki z funduszy unijnych, a fundusze krajowe skierować na inne projekty infrastrukturalne w tej części kraju.

Główna wątpliwość polega jednak na tym, że dla Polski ważniejsze może się okazać zakończenie budowy autostrady A2 z zachodu na wschód, a nie inwestowanie w mało perspektywiczny ruch między Lublinem a Białymstokiem. Eksperci wskazują także na przykład Hiszpanii, która wydała mnóstwo pieniędzy na nietrafione inwestycje infrastrukturalne – drogi i lotniska – które dziś albo pozostają puste, albo wręcz zostają zamykane z braku chętnych do ich używania.

Centralny Port Komunikacyjny

Wreszcie, premier Morawiecki zapewnił, że powstaje w Polsce kolejny wielki projekt – Centralny Port Komunikacyjny. Rzeczywiście, 15 marca 2017 roku minister Adamczyk zapowiedział budowę Centralnego Portu Lotniczego, a w maju pełnomocnikiem rządu ds. tej budowy został Mikołaj Wild.

Inwestycja planowana jest z rozmachem. CPK ma być główną częścią wielkiego hubu transportowego z siecią szybkich kolei i poszerzeniem autostrady A2 (stąd nazwa Centralny Port Komunikacyjny). Ma też według planów obsługiwać od 45 mln do nawet 100 mln pasażerów i rywalizować z największymi lotniskami przesiadkowymi w Europie. LOT ma stworzyć tam swoją bazę a w pierwszej fazie działania lotniska przejąć na siebie nawet 45 proc. ruchu.

Kłopot w tym, że te plany dobrze wyglądają na papierze, w zderzeniu z rzeczywistością tracą sens.

Po pierwsze, LOT jest zbyt mały, by rywalizować z takimi liniami jak Lufthansa czy Turkish Airlines, które już mają swoje huby. Po drugie, nie wiadomo, kto miałby latać z CPK, chyba że Polska zlikwiduje wszystkie swoje lotniska lokalne i postawi na jeden duży port. Tylko czy mieszkaniec Gdańska lub Katowic będzie chciał wsiadać w szybki i drogi pociąg, by wylecieć na swoje wymarzone wakacje z CPK, czy raczej wybierze bliski port Gdańsk-Rębiechowo lub Pyrzowice? Po trzecie, czy żeby rozwijać ruch lotniczy w Polsce trzeba budować zupełnie nowe porty lotnicze, czy raczej rozbudowywać już istniejące, np. lotnisko w Modlinie?

Premier Morawiecki nie odpowiada na te pytania, nie mieszczą się w horyzoncie „wielkiego projektu”. I marzenia.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym