0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Włodek / ...

Artykuł jest częścią przeprowadzonej przez „Magazyn Kontakt” analizy wypowiedzi hierarchów Kościoła w Polsce w roku 2023 i pierwotnie został opublikowany na stronie Kontaktu. W ramach projektu powstał wykaz 808 źródeł: 794 wypowiedzi polskich biskupów rzymskokatolickich – w tym wszystkich metropolitów, z uwzględnieniem przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski – a także 14 dokumentów KEP. Dzięki temu można było sprawdzić, w jaki sposób biskupi w 2023 roku mówili o uchodźcach i migracjach, osobach i ruchach LGBT+ oraz klimacie i ekologii. Dalsze informacje metodologiczne można znaleźć na tej stronie.

*** „Czerwona zaraza już po naszej ziemi na szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, nasze serca i umysły. […] Nie czerwona, ale tęczowa” – powiedział 1 sierpnia 2019 roku arcybiskup Marek Jędraszewski, przemawiając w kościele Mariackim z okazji 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.

Miało to miejsce półtora tygodnia po atakach na uczestników i uczestniczki pierwszego marszu równości w Białymstoku, a zarazem dwa i pół miesiąca przed wyborami parlamentarnymi. Przemowa Marka Jędraszewskiego nie była odosobniona – w latach 2019-2020 polscy biskupi rzymskokatoliccy wielokrotnie krytykowali „ideologię LGBT”.

Krytyka ta przyjęła sformalizowaną postać w ogłoszonym 28 sierpnia 2020 roku „Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT+”.

Od tego czasu coś się zmieniło.

Żadna homilia i żaden list z 2023 roku nie były choćby w połowie tak głośne, jak słowa o „tęczowej zarazie”. Ogólnie biorąc, biskupi o sprawach LGBT+ wypowiadają się dzisiaj rzadko: spośród około 800 tekstów, które zlokalizowaliśmy w naszej analizie wypowiedzi hierarchów Kościoła, jedynie około 5 procent zawiera fragmenty związane z tym zagadnieniem.

Skąd taki spadek zainteresowania? Po części zapewne stąd, że zmieniły się postawy społeczne, co widać na przykład w ostatnich edycjach prowadzonego przez CBOS badania „Stosunek Polaków do osób homoseksualnych”.

Między 2019 a 2021 rokiem spadł odsetek ankietowanych niechętnych gejom i lesbijkom (z 40 do 28 procent), a wzrósł – odsetek deklarujących akceptację (z 24 do 37 procent). W 2021 roku w gronie najmłodszych respondentek i respondentów w wieku od 18 do 24 lat akceptację dla osób homoseksualnych wyrażała już większość (59 procent).

Być może biskupi stwierdzili, że bardzo częsta krytyka „ideologii LGBT”, nadbudowująca negatywne skojarzenia również wokół samych osób LGBT+, nie jest już mile widziana i mogłaby wręcz zaszkodzić Kościołowi rzymskokatolickiemu w Polsce.

Co więcej, w kampaniach wyborczych z lat 2019-2020 po retorykę anty-LGBT bardzo chętnie sięgali politycy Zjednoczonej Prawicy oraz sprzyjający jej publicyści. Nie zdecydowali się na to w roku 2023 – możliwe, że też z powodu zmieniających się postaw społecznych (ponadto publiczne szyderstwa Jarosława Kaczyńskiego z osób transpłciowych najwyraźniej nie wzbudziły wystarczająco żywych reakcji, aby Prawo i Sprawiedliwość uczyniło tę sprawę istotnym tematem kampanii).

Przeczytaj także:

Gdyby więc hierarchowie cały czas poświęcali kwestii LGBT+ wiele uwagi, mogliby pozostać jedyną siłą tak stanowczo występującą przeciw postulatom tęczowych ruchów. To również mogło powstrzymać biskupów przed ponownym wykorzystaniem tej samej narracji na dużą skalę.

Nie znaczy to jednak, że hierarchowie zupełnie porzucili problematykę LGBT+. Nie złagodzili też zbytnio swojego języka.

Symboliczny jest tutaj fragment wystąpienia arcybiskupa Jędraszewskiego z 9 czerwca: „Gdzie neguje się Boga, odrzuca Chrystusa i Jego Ewangelię, podważa się godność kobiety i mężczyzny, instytucji rodziny, gdzie się chce deprawować dzieci – tam mamy do czynienia ze złym duchem, który posługuje się antychrystami”.

Kościół i LGBT+. Brońmy rodziny przed ideologiami!

Ponad połowa fragmentów, które w naszym projekcie uznaliśmy za związane z kwestią LGBT+, nie wykorzystuje tego skrótowca, ani też nie odnosi się wprost do objętych nim grup (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych oraz innych mniejszości definiowanych przez pryzmat seksualności bądź płci – na przykład osób interpłciowych). Niemniej warto uwzględnić te negatywne oceny idei liberalnych lub lewicowych, ponieważ współtworzą klimat światopoglądowy, w którym biskupi formułują wypowiedzi dotyczące już bezpośrednio osób i ruchów LGBT+.

Rzeczone oceny widać między innymi w rozmowie z arcybiskupem Jędraszewskim, którą serwis wPolityce opublikował w Wielkanoc: „Papież [Jan Paweł II] chciał, żeby Europa była poukładana, jak należy. To zostało zakwestionowane, ponieważ nie znalazło się miejsce dla Boga. W konsekwencji dzieje się to, co się dzieje. Lewacka ideologia walczy z wartościami chrześcijańskimi, z aborcji czyni się prawo kobiet, zachęca się do eutanazji, propaguje ideologię gender”. (Skądinąd samo słowo „gender” występuje w biskupich tekstach już tylko okazjonalnie).

Idee lewicowe i liberalne określali biskupi najczęściej mianem ideologii, niekiedy z dodatkowymi słowami: „nowe ideologie” czy „popularne dzisiaj ideologie” (aczkolwiek raz pojawiają się też „stare ideologie”), „nowe ideologie totalitarne”, „nowe, modne ideologie lewicowo-liberalne”, „ideologiczne pomysły”, a w liczbie pojedynczej: „ideologia gender” oraz „ideologia radykalnego libertarianizmu”.

Okazjonalnie trafić można na bardziej złożone chwyty stylistyczne, takie jak „woda reklamowana jako smaczna i zdrowa, ale w rzeczywistości często zatruta […] grzechem” (biskup Wiesław Śmigiel, 6 października) albo „ludzie idący przed siebie drogą nieskończonego postępu” w dobie „rozpadu atomu, […] moralności, […] ładu i porządku, […] sztuki, […] cywilizacji, […] słów, […] prawa, harmonii i rozsądku, […] logiki, […] wszystkich wartości” (arcybiskup Wacław Depo, 15 października).

Na tym tle wyróżniają się sformułowania użyte przez arcybiskupa Stanisława Gądeckiego w wywiadzie udostępnionym 23 września w portalu Idziemy.pl: „propozycje kulturowe” i „postulaty reform”. Służą jednak jako narzędzie wewnętrznej polemiki w samym Kościele łacińskim, a nie krytyki środowisk do niego nienależących, i może przez to same w sobie nie mają charakteru wartościującego.

Dla kogo i dla czego zagrożeniem miałyby być rzeczone idee, przybierające postać „pluralizmu opartego na relatywizmie moralnym”, „relatywizmu”, „powszechnego relatywizmu i odejścia od prawdy”, „galopującego relatywizmu”, „nihilizmu”, „rewolucji kulturowej”, „rewolucji obyczajowej i prawnej” czy prowadzonej w szkołach „indoktrynacji ideologicznej”?

Dla chrześcijaństwa i rzymskiego katolicyzmu, dla człowieka ogółem, ale przede wszystkim dla małżeństwa, rodziny i dzieci.

Szczególnie dobitnie na ten temat wypowiadał się arcybiskup Jędraszewski, po emisji filmu „Franciszkańska 3” mówiąc o „drugim zamachu” na Jana Pawła II, „obrońcę małżeństwa i rodziny” (7 marca), a następnie dając werbalny odpór „zalewowi barbarzyństwa, które pod postacią seksualizacji dzieci chce wtargnąć do polskich szkół” oraz „wszelkim próbom […] deprawacji [dzieci]” (6 maja).

Ale i inni biskupi ostrzegali przed utratą „piękna” rodziny, „bo przecież musi być mama, tata i dziecko” (biskup Wojciech Osial, 3 marca); wołali, że „młodzież […] jest poddawana dyskretnej, ale zdecydowanej laicyzacji, a niekiedy nawet demoralizacji” (arcybiskup Tadeusz Wojda, 23 kwietnia); przeciwstawiali się uderzeniom w „fundamentalne prawdy o człowieku, małżeństwie i rodzinie” (arcybiskup Wacław Depo, 3 maja); i w końcu apelowali o „obronę małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety” (prymas Wojciech Polak, 28 czerwca).

Od tego języka zdarzały się odstępstwa, przede wszystkim w wypowiedziach biskupa Damiana Muskusa. Między innymi w przeddzień Niedzieli Palmowej (2 kwietnia), szukając przyczyn „kryzysu Kościoła nad Wisłą”, położył on nacisk nie na „niesprzyjających czynnikach zewnętrznych i nieprzyjaznej chrześcijaństwu kulturze”, lecz na „wielu złych wyborach ludzi Kościoła” (podobną tezę powtórzył 12 sierpnia). W Święto Bożego Miłosierdzia (16 kwietnia) podkreślił zaś rolę „Chrystusowego daru pokoju”, który w trudnych czasach pozwolił uczniom „pokonywać lęk przed ludźmi, których nie ma z nami w wieczerniku”.

Można tu jeszcze przytoczyć pojedyncze wypowiedzi prymasa Polaka (w Wielki Czwartek za papieżem Franciszkiem przestrzegał przed możliwymi skutkami „wiary, która czując się atakowana, postrzega siebie jako «swoistą zbroję» do obrony przed światem”) czy biskupa Wiesława Lechowicza (w Wielki Piątek krytycznie przywoływał „postulat rosyjskiego ideologa Aleksandra Dugina, który głosi, że odzyskanie Polski przez Rosję jest możliwe tylko wtedy, gdy się rozłoży katolicyzm od środka i uczyni go antypapieskim i nacjonalistycznym”). W zebranym przez nas materiale takie fragmenty należą jednak do wyjątków.

Znak tęczy został przechwycony

Na konflikt tradycji i nowoczesności biskupi wskazywali także w niektórych wypowiedziach odnoszących się już wprost – lub niemal wprost – do mniejszości LGBT+. 7 stycznia arcybiskup Gądecki zacytował wystąpienie kardynała Josepha Ratzingera z włoskiego senatu z 2004 roku, już wtedy wiążące „pseudomałżeństwo osób tej samej płci” z „rozpadem wizerunku człowieka, który może mieć wyłącznie niezwykle poważne konsekwencje”.

6 lutego arcybiskup Jędraszewski uznał „ideologię gender, w której kwestionuje się tożsamość kobiety i mężczyzny, małżeństwa i rodziny” za przejaw postępującej „negacji Boga”. 15 lutego powiedział, że „znak tęczy został przechwycony przez ideologię, która podważa prawdę o człowieku i małżeństwie”, a 15 sierpnia powiązał „trwającą od 1968 roku rewolucję neomarksistowską” z „ideologią gender, kwestionującą bycie od poczęcia kobietą lub mężczyzną” i stanowiącą „zamach na prawdę o człowieku”. 17 września metropolita krakowski stwierdził również, że „ci, którzy żyją tak, jakby Boga nie było”, przyjmują „współczesne ideologie podważające tożsamość kobiety i mężczyzny” i „propozycje zrównania związków homoseksualnych z małżeństwami”.

Biskupi formułowali także moralne oceny postępowania osób LGBT+. Akcentowano w tym kontekście „prawdę o grzechu” (arcybiskup Jędraszewski, 15 sierpnia), a szczególnie „biblijną prawdę o grzeszności pozamałżeńskich aktów seksualnych, zwłaszcza między osobami tej samej płci” (arcybiskup Gądecki, 3 marca), przywołując tę grzeszność także w obliczu „uspokajających sumienie słów o […] «inkluzji»” wypowiadanych przez reprezentantów Europy Zachodniej na jednym ze zgromadzeń synodalnych (arcybiskup Gądecki, 23 września).

Odrzucanie tej części doktryny kościelnej określano jako efekt prób usunięcia Boga „z horyzontu ludzkiego myślenia i zasad postępowania”, bo przecież „jeśli Boga się odrzuci, wszystko – największe zło nawet, można usprawiedliwić” (arcybiskup Jędraszewski, 17 września). Do tego twierdzono, że „człowiek jest z natury wolny i może stawać się takim, jakim chce. Może nawet zmienić swoją płeć” – chociaż rzecz jasna nie powinien (biskup Wiesław Szlachetka, 1 września).

Powoływano się nadto na „moralną historię ludzkości” jako argument przeciw wprowadzaniu małżeństw jednopłciowych (arcybiskup Gądecki, 7 stycznia).

W ślad za ocenami moralnymi szły opinie i postulaty dotyczące rozwiązań prawnych i społecznych.

7 stycznia, dalej cytując Benedykta XVI, arcybiskup Gądecki odciął się od „żądania wspólnego życia dla homoseksualistów” domagających się „prawnej formy związku o takiej samej wartości jak małżeństwo”. 3 marca nazwał „przestępstwem państwowym” to, że za głoszenie grzeszności seksu jednopłciowego „grozi kara grzywny lub więzienia”. I wreszcie 9 października opowiedział się przeciwko propozycjom drogi synodalnej Kościoła w Niemczech skierowanym do związków jednopłciowych i „osób transgender”. Ocenił, że przywoływane przy okazji tych ostatnich ustalenia naukowe mogą okazać się tak samo błędne, jak miało to miejsce w wypadku „popularnej niegdyś teorii rasizmu”.

Pozostały nam jeszcze apele skierowane do samych wiernych.

Byli oni wzywani do uznania „uprawnionych różnic poglądów” przy jednoczesnym „sprzeciwie wobec koncepcji pluralizmu opartego na relatywizmie moralnym” (arcybiskup Gądecki, 5 marca); do zaangażowania się „w sprawę ratowania i popierania wartości i potrzeb rodziny” (arcybiskup Depo, 3 maja); a ponadto do odrzucenia błogosławieństw dla związków osób tej samej płci i do zamiany wspomnianych już „uspokajających […] słów o […] «inkluzji»” na studiowanie „Słowa Bożego, Objawienia i nauki Kościoła” tudzież spowiedź (arcybiskup Gądecki, 23 września).

Przywoływane tu wypowiedzi pochodzą niemal wyłącznie od arcybiskupów Gądeckiego i Jędraszewskiego.

Zarazem obaj hierarchowie jak gdyby podzielili się rolami: pierwszy wypowiadał się w sposób intelektualny i systematyczny, drugi nie wahał się używać prostego i silnie nacechowanego emocjonalnie języka.

Można by tu powiedzieć, że to tylko dwaj z ponad stu biskupów, ale to jednak również przewodniczący i wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, a ich twardy sprzeciw wobec ruchów i postulatów LGBT+ (wewnątrz Kościoła rzymskokatolickiego i poza nim) do dziś nie napotkał w episkopacie żadnej realnej przeciwwagi. W dodatku inni hierarchowie wypowiadali się w podobnym duchu, nawet jeśli robili to raczej pośrednio niż wprost. Stąd też przytoczone fragmenty wydają się w dużym stopniu reprezentatywne dla hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce.

Kościół wobec LGBT+. Z szacunkiem i delikatnością?

Wybory parlamentarne 15 października 2023 roku były w Polsce pierwszymi wyborami od ponad trzech lat. Teraz przed nami kolejne: samorządowe, europejskie, później prezydenckie. Nie tyle skończyliśmy tegoroczną kampanię wyborczą, ile raczej rozpoczęliśmy znacznie dłuższą, rozciągającą się aż do roku 2025. Warto więc spojrzeć na biskupie wypowiedzi również pod kątem wyborów.

Latem i jesienią tego roku liczba odniesień do kwestii LGBT+ nie wzrosła znacząco, ale jeden dokument miał szczególną wagę. Było to „Vademecum wyborcze katolika” z 21 września, wskazujące między innymi na szereg „wartości nienegocjowalnych”.

Wedle tych wartości katolicy „zabiegają o ochronę praw rodziny, opartej na monogamicznym małżeństwie osób przeciwnej płci” i „uważają […] za niedopuszczalne zrównanie z rodziną innych form współżycia”, „stoją na straży zagwarantowania prymatu rodziców w wychowaniu swoich dzieci” czy też „sprzeciwiają się budowaniu świata «tak, jakby Boga nie było»”. Sformułowania te składają się na trzy z siedmiu punktów opisujących wartości nienegocjowalne, toteż niemal połowa wybranych przez biskupów „podstawowych zasad wiary i moralności” wiąże się – pośrednio, lecz klarownie – z krytyką ruchów LGBT+.

To dosyć dużo, zważywszy na to, że jednocześnie w „Vademecum” nawet nie wymieniono uchodźczyń i uchodźców ani troski o przyrodę, wbrew wyraźnym akcentom nauczania papieża Franciszka (by przypomnieć dwie z trzech jego encyklik, „Laudato si’” oraz „Fratelli tutti”).

Rolę dokumentu uwypuklił 27 września arcybiskup Jędraszewski, stwierdzając, że określa on, „na czym konkretnie polega dzisiaj nasza odpowiedzialność za Polskę”, a potem też mówiąc o „wielkim dobru, któremu na imię Polska”. Z kolei przed publikacją „Vademecum”, 1 września, biskup Wiesław Szlachetka ogłosił, że w Polsce „potrzebny jest taki gospodarz, […] który nie będzie szukał oszczędności w wyrzucaniu religii ze szkoły, by na jej miejsce wprowadzać indoktrynację ideologiczną i wychowywać dzieci i młodzież w duchu nihilizmu”.

Stylistyczna strona tej wypowiedzi („godność i prawo do życia każdego człowieka”, „wychowanie młodego pokolenia w duchu wartości”, pielęgnowanie „pamięci historycznej”, „nauka patriotyzmu”) dość jasno nawiązywała do programu partii prawicowych.

Ta ostatnia wypowiedź była wszakże zdecydowanym wyjątkiem. Odnosząc się do kwestii LGBT+, poszczególni biskupi prawie nigdy nie poruszali równocześnie tematu wyborów; w tym wymiarze „Vademecum wyborcze katolika” jest dokumentem istotnym, ale i odosobnionym. Czy zatem czeka nas jeszcze moment, gdy biskupi będą częściej mówić o bieżącej polityce parlamentarnej?

Być może stanie się tak, jeśli nowy Sejm zacznie zajmować się prawami osób LGBT+, regulując kwestię mowy nienawiści, a przede wszystkim procedując ustawę o związkach partnerskich. Na razie trudno to przesądzać.

Jest jednak coś, co można stwierdzić już teraz. Gdy weźmiemy pod uwagę wszelkie wypowiedzi związane z osobami i ruchami LGBT+, zobaczymy, że język hierarchów złagodniał najwyżej nieznacznie. Na przykład sformułowanie Marka Jędraszewskiego „zły duch, który posługuje się antychrystami” nie odbiega bardzo daleko od „tęczowej zarazy”, a krytyka „nowych ideologii” u wielu biskupów ma dość podobny rys retoryczny jak parę lat temu.

Ta ostrość odróżnia hierarchów od prawicowych polityków: jedni i drudzy o kwestii LGBT+ wypowiadali się w tym roku rzadziej niż kiedyś, ale tylko ci pierwsi mimo wszystko zachowali stylistykę zbliżoną do wcześniejszej.

To rodzi pytanie, czy język przywódców Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce nie staje się obciążeniem nawet dla PiS.

Ale i tutaj nie należy jeszcze o niczym wyrokować. Dla przykładu – być może w grę wchodzi scenariusz, w którym nowa większość parlamentarna dąży do liberalizacji prawa o przerywaniu ciąży, biskupi i prawicowi politycy wspólnie się temu przeciwstawiają, a odnowiony sojusz rozpościera się następnie również na kwestię LGBT+.

Wracając do samych hierarchów: żaden nie polemizuje z wypowiedziami Marka Jędraszewskiego o „lewackiej ideologii” czy „zalewie barbarzyństwa”. W ogóle zresztą biskupi nie dyskutują ze sobą nawzajem. Można by wskazać sporadyczne teksty o przesłaniu wyraźnie przeciwnym do narracji arcybiskupa Jędraszewskiego (zachęcające do otwartości na świat, a nie nawołujące do obrony przed nim), te jednak nie nawiązują do owej narracji wprost i formułowane są głównie przez jednego hierarchę: Damiana Muskusa.

Co więcej, brakuje wypowiedzi, które przywoływałyby obecny w Katechizmie Kościoła Katolickiego nakaz traktowania homoseksualnych mężczyzn i kobiet z szacunkiem i delikatnością (i tak przecież konserwatywny, bo towarzyszący potępieniu seksu jednopłciowego). W ramach naszej analizy odnaleźliśmy zaledwie dwa takie sformułowania, autorstwa arcybiskupa Gądeckiego. 23 września przewodniczący Episkopatu powiedział, że trzeba „rozróżnić pomiędzy przygarnianiem człowieka a akceptowaniem grzechu. Wierność nauczaniu Kościoła w niczym nie przekreśla szanowania godności osób homoseksualnych, w taki sposób, jaki należy się każdemu człowiekowi”. 9 października napisał zaś: „Zgodnie […] z podejściem katolickim traktujemy z szacunkiem każdego człowieka, ale nie każdy ludzki wybór”.

Niemniej ani wypowiedzi Stanisława Gądeckiego, ani – tym bardziej – generalny przekaz polskich biskupów nie oddają w pełni przekazu, który płynie dziś z Watykanu.

Polski Kościół poza centrum

Powiedzmy to od razu: Watykan w kwestii osób LGBT+ zajmuje stanowisko konserwatywne i nie zmieniło się to w trakcie pontyfikatu Franciszka. Obecny papież nie przekreślił licznych dokumentów uznających seks jednopłciowy za zło moralne albo krytykujących świeckie ustawodawstwo, które legalizuje związki partnerskie lub małżeństwa osób tej samej płci.

Wydana w 2016 roku adhortacja „Amoris laetitia” nadal odrzuca jakiekolwiek analogie między „związkami homoseksualnymi” a „małżeństwem i rodziną” (punkt 251), a przyjęty w tym sam roku dokument „Ratio fundamentalis institutionis sacerdotalis” powtarza sformułowany w roku 2005 zakaz wyświęcania na księży mężczyzn wykazujących „głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne” (punkt 199). W ostatnim czasie w Watykanie nie zmieniono istoty nauczania – inaczej rozłożono niektóre akcenty.

Ale nawet te dość drobne przesunięcia nie znajdują odzwierciedlenia w wypowiedziach polskich biskupów.

Zawarty od 1992 roku w Katechizmie Kościoła Katolickiego nakaz „szacunku, współczucia i delikatności” względem osób homoseksualnych (punkt 2358) nie jest pierwszym takim sformułowaniem w centralnych dokumentach kościelnych.

Już w roku 1975 w deklaracji „Persona humana” Kongregacja Nauki Wiary zaleciła, by „homoseksualistów, którzy są takimi na stałe” w działaniach duszpasterskich „przyjmować z rozważną łagodnością […]. Należy również roztropnie osądzać problem ich winy” (punkt 8). Następnie w 1986 roku w „Liście do biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych” ta sama instytucja stwierdziła: „Jest godne ubolewania, że osoby homoseksualne były i są wciąż przedmiotem złośliwych określeń i aktów przemocy. Podobne zachowania zasługują na potępienie ze strony pasterzy Kościoła, gdziekolwiek miałyby one miejsce” (punkt 10).

Nieco dalej idzie natomiast dokument końcowy XV Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów z 2018 roku. Jakkolwiek synod „potwierdza […] decydujące znaczenie antropologiczne różnicy i komplementarności między mężczyzną a kobietą”, to jednak również „potwierdza, że Bóg kocha każdego człowieka i podobnie czyni Kościół, ponawiając swoje zaangażowanie w zwalczanie wszelkiej dyskryminacji i przemocy na podstawie płciowości”.

Katechizm wzywał jedynie do „unikania niesłusznej dyskryminacji”, a synod nawołuje do „zwalczania wszelkiej dyskryminacji”. Co więcej, ten ostatni „zaleca wspieranie […] programów”, w których „pomagamy każdej młodej osobie, nikogo nie wykluczając w coraz pełniejszym włączaniu wymiaru seksualnego do swej osobowości” (punkt 150). Tak, jakby homoseksualność była po prostu jedną z ludzkich cech, a nie „słabszą bądź silniejszą skłonnością do postępowania złego z moralnego punktu widzenia” („List do biskupów…” z 1986 roku, punkt 3).

Uderzające jest więc to, że dla wielu rodzimych hierarchów nawet werbalna deklaracja szacunku i potępienie przemocy to już zbyt dużo.

Jedno i drugie znalazło się wprawdzie w „Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT+” (2020 rok, punkt 29), lecz standardowy język krajowych biskupów wciąż jest inny. Bywa, że niemal odwrotny.

Kolejna zmiana akcentów w Watykanie wiąże się z duszpasterstwem gejów i lesbijek (przeważająca większość kościelnych dokumentów pomija milczeniem osoby biseksualne czy transpłciowe).

Wcześniejsze dokumenty zaznaczały bardzo stanowczo: trzeba pilnować, by nie nabrali mylnego przekonania co do moralnego statusu seksu osób tej samej płci („Persona humana”, punkt 8: „Nie wolno […] posługiwać się żadną metodą duszpasterską, która dawałaby im moralne usprawiedliwienie z tego powodu, że akty homoseksualne uznano by za zgodne z sytuacją tych osób”; „List do biskupów…”, punkt 3: „Powinni być przedmiotem szczególnej troski duszpasterskiej, by nie doszli do przekonania, że urzeczywistnianie tej skłonności w relacjach homoseksualnych jest wyborem możliwym do przyjęcia z moralnego punktu widzenia”).

Tymczasem na przykład adhortacja „Amoris laetitia” mówi tyle, że rodzinom obejmującym osoby homoseksualne „należy […] zapewnić […] pełne szacunku towarzyszenie, aby osoby o skłonności homoseksualnej miały konieczną pomoc w zrozumieniu i pełnej realizacji woli Bożej w ich życiu” (punkt 250). Była też przed chwilą mowa o dokumencie końcowym synodu z 2018 roku, wskazującym z aprobatą, że „w wielu wspólnotach chrześcijańskich istnieją już procesy towarzyszenia w wierze osobom homoseksualnym”.

A jak jest w Polsce? O specjalnych duszpasterstwach dla osób LGBT+ od biskupów trudno choćby usłyszeć.

Wzmiankowany wyżej wywiad ze Stanisławem Gądeckim to wyjątek, ale i on odchodzi od tonu współczesnych dokumentów watykańskich.

Po pierwsze, według arcybiskupa osoby wierzące, które „promują – często nieświadomie – pewną ideologię, której celem jest propagowanie homoseksualizmu […], w punkcie wyjścia wykluczają same siebie z jakiegokolwiek duszpasterstwa, a nam pozostaje modlitwa w ich intencji”.

Po drugie, nawet w wypadku osób akceptujących całe nauczanie Kościoła „wskazane jest duszpasterstwo indywidualne, a nie grupowe, ponieważ gromadzenie ludzi o tej samej inklinacji może stanowić dodatkową trudność”.

Słowa te nabiorą dodatkowego wydźwięku, gdy odnotujemy, że w Polsce nie ma tradycji jakichkolwiek oficjalnych duszpasterstw rzymskokatolickich dla gejów i lesbijek, nie mówiąc o innych grupach osób LGBT+. W 2020 roku na łamach Klubu Jagiellońskiego zwrócił na to uwagę Piotr Popiołek w artykule „Gay-friendly? Historia nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu”. Wskazał, że „taka postawa jest również ignorowaniem zaleceń Kongregacji Nauki Wiary, która wyraźnie podkreśla na końcu «Listu» [z roku 1986], że «w sposób szczególny biskupi winni zabiegać środkami im dostępnymi o rozwój specjalnych form duszpasterstwa osób homoseksualnych»”.

Piotr Popiołek stwierdził również, że Kościół rzymskokatolicki w Polsce w sprawach LGBT+ ogółem skierował się w przeciwną stronę niż Watykan. Przed paroma laty krajowi biskupi wyostrzyli swój język, zamiast go złagodzić.

Przeprowadzona tu analiza pokazuje, że jak dotąd tego kierunku nie zmienili.

***

Tekst powstał i został sfinansowany w ramach programu EPIC – „Wsparcie mediów niezależnych/Expanding Production of Independent Content”.

***

Stanisław Krawczyk, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 2017-2023 był redaktorem Magazynu Kontakt, obecnie jest jego stałym współpracownikiem. W projekcie, w ramach którego powstał niniejszy tekst, pełnił funkcję koordynatora badań.

;
Stanisław Krawczyk

Socjolog, badacz literatury i kultury popularnej (fantastyki, gier wideo), a także publicysta społeczny.

Komentarze