Bp Antoni Dydycz poinformował pielgrzymów Rydzyka, że przeciw PiS występują "zespoły i grupy, które w historii uderzały w przedstawicieli narodu, były przestępcze, zbrodnicze, pochodzenia faszystowskiego czy komunistycznego". Demokracja polega na tym, że zwycięzca wyborów ma rację, a wszelki sprzeciw to "straszliwe zakłamanie"

Podczas tej pielgrzymki nie tylko PiS zapisał Polskę do Kościoła, ale także Kościół zapisał się do partii rządzącej.

W weekend 7-8 lipca 2018, podczas pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, premier Mateusz Morawiecki zawierzył Polskę Matce Boskiej i ojcu Rydzykowi, a prezes Jarosław Kaczyński uznał, że dzięki rodzinie Radia Maryja „Chrystus triumfuje, a sprawa polska jest zwycięska”.

W rewanżu bp Dydycz śmiało wkroczył na teren polityki:

„Zakłamanie w naszych czasach jest straszliwe. Jakże często w mediach słyszymy o środowiskach, które twierdzą, że w imię demokracji idą walczyć z demokratycznie wybranymi przedstawicielami naszego narodu. Przecież to jest zaprzeczenie!

Jak można walczyć z demokratycznie wybranymi przedstawicielami narodu! Wielkie kłamstwo! To właśnie takie zespoły i grupy, które w historii uderzały w przedstawicieli narodu, były przestępcze, zbrodnicze, to one były pochodzenia faszystowskiego czy komunistycznego.

Dlatego trzeba, byśmy słowom nadawali prawdziwe znaczenie. Demokratyczne wybory to demokratyczne wybory. Trzeba uszanować wolę narodu”, mówił bp Antoni Dydycz. Jak rozumiemy, miał na myśli ruch protestu przeciw działaniom PiS m.in. ustawie, która wbrew Konstytucji RP przenosi w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego.

A propos sędziów – w tym temacie biskup także uznał za stosowne się wypowiedzieć: „Gdzie są wartości? Jeżeli grupy nie biorą pod uwagę sprawiedliwości, nie chcą dopuścić do tego, by nasze sądownictwo w końcu odrodziło się i było istotnie służbie sprawiedliwości oddane. Gdzież to wszystko jest? Tych wartości brakuje”.

Warto w tym miejscu wypomnieć biskupowi, że w 2014 roku zapisał się do komitetu honorowego Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów organizowanego przez PiS.

Marsz miał być sprzeciwem wobec sfałszowanych – zdaniem PiS – wyborów samorządowych w 2014 roku. Przypominamy, że PO zwyciężyła w demokratycznych wyborach 2011 , czyli marsz ówczesnej opozycji był – według definicji Dydycza – wielkim kłamstwem.

Jak można było walczyć z demokratycznie wybranymi przedstawicielami narodu – należałoby zapytać biskupa.

Niektórzy hierarchowie mówią, że tak nie wolno

To kolejna sytuacja, gdy ważny hierarcha – biskup, członek Episkopatu – staje po stronie władzy w sporze z opozycją i obywatelskim ruchami protestu. Jednocześnie Episkopat i poszczególni biskupi uparcie twierdzą, że Kościół nie miesza się w spory polityczne.

28 czerwca 2018 roku abp Marka Jędraszewskiego zapytał o to dziennikarz „Gościa Niedzielnego”:

Bogumił Łoziński: „Czy, jak twierdzi opozycja, Kościół zapisał się do PiS-u?”

Marek Jędraszewski: „Nie słyszałem jeszcze tego sformułowania, ale wyobrażam sobie, że takie oskarżenia mogą się pojawiać.

One biorą się stąd, że Kościół głosi obiektywne wartości moralne, zwłaszcza jeśli chodzi o małżeństwo, koncepcję rodziny. Podkreśla też znaczenie miłości do ojczyzny, patriotyzmu, tego, »żeby Polska była Polską«,

a program PiS w wielu punktach jest z tym nauczaniem zbieżny. Jednakże to nie Kościół wpisuje się w PiS, ale katolicka nauka społeczna znajduje wyraźne odzwierciedlenie w wielu punktach programu obozu rządzącego, czego nie można powiedzieć o innych partiach, które znajdują się w większej lub mniejszej opozycji wobec świata wartości głoszonych przez Kościół”.

Nie wydaje się, by do „obiektywnych kategorii moralnych” należał zamach na sądy w wykonaniu PiS, a nowelizacja ustawy o IPN wyrażała katolicką naukę społeczną. Niektórzy katolicy uważają nawet, że jest odwrotnie.

Dalej zresztą Jędraszewski sam stawia Kościołowi granice: „Zadziwiające jest przy tym to, że gdy Kościół zabiera głos w ważnych sprawach życia społecznego, np. aborcji, jest oskarżany o mieszanie się do polityki, ale gdy wzywa się go, aby zabrał głos w sprawie zmian w systemie sądowniczym, to już nie jest polityka.

Przecież w gruncie rzeczy jest to próba wciągnięcia Kościoła w bieżącą grę polityczną, co jest swego rodzaju cynizmem. Biskupi nie powinni wypowiadać się w sprawach pewnych niuansów prawnych”.

A więc, według definicji Jędraszewskiego, biskup Dydycz, jako przedstawiciel Kościoła, dał się wciągnąć w bieżącą grę polityczną, bo wychwalał zmiany w systemie sądownictwa.

Jednoznacznie wypowiadał się także przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki:

„Kościół nie jest po stronie prawicy, lewicy ani po stronie centrum, ponieważ Kościół ma swoją własną stronę; Kościół winien stać po stronie Bożej. Prawa kapłana do ujawniania własnych wyborów są ograniczone przez wymogi jego posługi kapłańskiej. Czasem musi on powstrzymać się od korzystania z tego prawa, aby być skutecznym znakiem jedności i głosić Ewangelię w całej jej pełni.

Dlatego kapłan powinien unikać ukazywania swojego wyboru jako jedynie słusznego, szanując dojrzałość ludzi świeckich, co więcej, musi pomagać im w osiąganiu tej dojrzałości poprzez formację sumień.

Winien uczynić wszystko, co możliwe, by nie przysparzać sobie wrogów na skutek zajmowania takich stanowisk w dziedzinie polityki, które pozbawiałyby go wiarygodności i powodowały oddalenie się wiernych powierzonych jego pasterskiej misji”.

A to właśnie zrobił, zresztą nie pierwszy raz, biskup Dydycz – do obrony własnych poglądów politycznych zaprzęgł uniwersalne wartości głoszone przez Kościół.

Hoser: niepełnosprawność to polityka

Tezy o niewłączaniu się Kościoła w spory polityczne użył też abp Henryk Hoser w zaskakującym kontekście protestu osób z niepełnosprawnościami. Ktoś mógłby sądzić, że los takich rodzin mieści się w ewangelicznym podejściu do spraw publicznych, czemu zresztą wyraz dał abp Nycz idąc do protestujących z „wizytę duszpasterską”. Według Hosera jest inaczej.

Na pytanie, czy nie brakuje głosu Kościoła w tej sprawie Hoser odpowiedział:  „Kościół nie jest stroną w tym sporze” i podkreślił, że protest ma podtekst polityczny (jak widać, hierarchowie różnie rozumieją słowo „polityka”, a nawet „Kościół”. Chyba, że chodzi o przerywanie ciąży lub in vitro, wtedy mówią już jednym głosem).

Wydaje się zatem, że „apolityczność” Kościoła jest traktowana raczej wybiórczo. O tym, jak często Kościół – wbrew deklaracjom – włącza się w spory polityczne pisaliśmy tutaj.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”.
W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym