Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: "Wiesti" 16 i 17 kwietnia"Wiesti" 16 i 17 kwi...

O tej porze roku w Rosji powinniśmy już być atakowani opowieściami o przygotowaniach do wielkiej defilady z okazji kolejnej rocznicy wielkiego zwycięstwa („wielikoj pobiedy”) 9 maja 1945.

Nie ma o tym jednak mowy.

Chodzą słuchy, że defilady na Placu Czerwonym w Moskwie może w ogóle nie być. A na pewno nie będzie pokazu lotniczego. Ukraińskie drony za bardzo zagrażają Moskwie, by na coś takiego się porwać.

Wygląda też na to, że obchody „pobiedy” sprzed 82 lat przestały się Rosjanom dobrze kojarzyć. Władze ostrzegły bowiem, że za profanację symbolu zwycięstwa – złoto-czarnej tzw. wstążki św. Jerzego, którą o tej porze roku „aktywiści” wmuszają przechodniom – grozi do trzech lat więzienia.

Tymczasem innej pobiedy Putin nie ma.

Przeczytaj także:

16 kwietnia rosyjska telewizja w materiale poświęconym „upadkowi szczątków dronów” w czarnomorskim porcie Tuapse (zginęły dwie osoby) podzieliła się z widzami komentarzem, że ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje służące do eksportu ropy przez Morze Czarne trwają „dzień w dzień”. Z tego powodu 19 kwietnia władze odwołały letnie obozy dla młodzieży w Saratowie nad Wołgą.

Oficjalnie jest coraz gorzej

Informacji stawiających włosy na głowie przybywa w tempie, w którym odbiorca nie zdąża się do tego przyzwyczaić. Spadają wskaźniki makroekonomiczne, wala się dachy, powodzie niszczą państwo, a pomoc poszkodowanym nie przychodzi.

Chciałam zrobić z tego mały wybór, ale okazał się, mimo starań, obszerny – zostawiam go więc w części rozwijanej, dla Czytelniczek i Czytelników, którzy mają więcej czasu:

Gospodarka w stanie heroicznym

  • Zmiana następuje w języku. Specjalna operacja wojskowa jest „wyjątkowo trudnym wydarzeniem dla Rosji”, co przyznają już nawet kremlowskie jastrzębie do tej pory nieustająco zapowiadające ostateczne zwycięstwo i porażkę Zachodu – jak Dmitrij Miedwiediew (19 lutego); Tego samego pojęcia używa też Putin.
  • Sprzedaż „Roku 1984” Orwella wzrosła w ciągu ostatniego miesiąca o 54 proc., poinformowało biuro prasowe sieci księgarni w Czitaj-Gorodzie (11 kwietnia).
  • Brakuje podstawowych leków, więc Putin nakazał "podjęcie działań mających na celu zapobieżenie przerwom w dostawach leków do aptek dla uprawnionych obywateli” (26 lutego).
  • Popyt na leki przeciwdepresyjne wzrósł o 22 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku (16 kwietnia).

Wali się

  • Wiele inwestycji publicznych zostało porzuconych i Putin zarządził „audyt niedokończonych projektów infrastruktury społecznej oraz złożenia propozycji dokończenia budowy takich obiektów i oddania ich do użytku” (26 lutego). Wyniki miały być do końca marca, ale słuch po nich zaginął.
  • Z zimy Rosja wyszła z niedziałającą infrastrukturą energetyczną – nie z powodu ukraińskich ataków, ale głównie z powodu starości. Putin więc polecił władzom lokalnym „przywrócić jak najszybciej” (27 lutego). Jest to błędne koło, bowiem władze lokalne apelują do Moskwy o pomoc, jako że same nie są w stanie przywrócić ogrzewania (5 marca).
  • Co najmniej kilkanaście osób (dane oficjalne) zginęło pod zwałami śniegu spadającego z dachów (dziewięć osób zginęło tylko w jednym tygodniu, od 9 do 15 lutego). Pod ciężarem śniegu załamywały się dachy, w katastrofach też ginęli ludzi – i jakoś nie udało się temu zapobiec.
  • Tradycyjnie po zimie dochodzi do wybuchów gazu z powodu nieszczelnej infrastruktury i to pożarów z ofiarami śmiertelnymi (np. 13 kwietnia).

Powodzi się

  • Powodzie pustoszą Dagestan i Czeczenię. Do potrzebujących jak zwykle nie dochodzi pomoc. Powódź zalała ponad 140 domów w Kraju Ałtajskim, poinformowało regionalne Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (13 kwietnia). Wiosenne powodzie zalały 140 budynków mieszkalnych w 73 miejscowościach w 33 regionach Rosji, 61 mostów niskopoziomowych i 73 odcinki dróg (17 kwietnia). Katastrofy wywołane roztopami były do przewidzenia, nawet Putin zimą kazał się do nich przygotować. Ale nieremontowane wały i tamy nie wytrzymują. Władze reagują na to aresztowaniami „odpowiedzialnych za zaniedbania”.
  • Stan gospodarki propagandyści nazywają „heroicznym” (9 kwietnia).
  • Produkcja węgla w Rosji w styczniu 2026 roku wyniosła 34,2 mln ton, czyli o 8,9 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (27 lutego).
  • 64 procent rosyjskich deweloperów mieszkaniowych wskazuje niepewność gospodarczą jako główny problem (5 marca).
  • Rosyjski budżet federalny otrzymał od stycznia do marca 1,4 biliona rubli z tytułu dochodów z ropy naftowej i gazu w okresie styczeń-marzec 2026 roku, czyli o 45,4 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (8 kwietnia). Skok cen ropy wywołany wojną USA z Iranem może być tylko przejściowy (13 kwietnia).
  • Mimo to Putin zażądał od rządu informacji, dlaczego wskaźniki gospodarcze są nie tylko złe, ale gorsze od tego, co było w planach (15 kwietnia), na co rząd odpowiedział, że ma „ma wiele propozycji dotyczących aktywizacji gospodarki narodowej i nadania jej większego rozpędu”.

Dzietność inwalidów

  • Ponieważ Rosja cierpi na dramatyczny brak rąk do pracy, trwa dyskusja o wprowadzeniu sześciodniowego tygodnia i 12-godzinnego dnia pracy (30 marca). Kreml zdaje sobie sprawę, jak to jest niepopularne, więc ogłasza, że nie bierze udziału w tych dyskusjach (2 kwietnia).
  • Podczas spotkania z kobietami z okazji 8 marca, prezydent Rosji Władimir Putin obiecał dogłębnie przeanalizować propozycje jednej z uczestniczek dotyczące zachowania płodności [żołnierzy] po urazach. Głowa państwa uznała tę kwestię za niezwykle ważną i obiecała przekazać materiały Ministerstwu Zdrowia. (5 marca).

Pokreślmy: są to tylko informacje oficjalne. Naprawdę musi być gorzej, skoro władza blokuje wymianę informacji między ludźmi. Internet mobilny jest wszędzie spowalniany, a jeśli ktoś chce obostrzenia obejść przy pomocy VPN, to wtedy nie może korzystać z usług „legalnych” – w tym banków czy stron rządowych.

Moskwa ujawnia, że spadło zaufanie do Putina. To są dane oficjalne, więc też trzeba je traktować ostrożnie. Naprawdę musi być gorzej. Wykres pokazuje jednak, jak do kwietnia 2026 Putin wyczerpał cały społeczny zapał, jaki wywołała napaść na sąsiedni kraj i nadzieja na wzbogacenie się jego kosztem.

Czy car wie, co robi?

Blogerzy, a nawet „korespondenci wojenni” i propagandyści pozwalają sobie teraz w komentarzach na wątpliwości, czy wojnę w Ukrainie uda się wygrać. Moskwa próbuje to kanalizować. Do oficjalnego obiegu weszła m.in. wiadomość, że rezydująca w Monaco rosyjska blogerka Bonia zwróciła się do Putina z apelem, by coś zrobił, bo ludzie się go boją, on sam zaś jest wprowadzany w błąd przez podwładnych co do prawdziwej sytuacji Rosji (klasyczny „dobry car i źli bojarzy”). Kiedy wieść o apelu już się rozeszła, rzecznik Putina ogłosił (17 kwietnia), że to nieprawda, że Putin czegoś nie wie: „Putin jest głową państwa, a jego uprawnienia obejmują najszerszy zakres zagadnień będących na porządku dziennym” (klasyczny „wielki przywódca, który widzi dalej niż zwykli ludzie”).

Po klęsce Orbána na Węgrzech pojawiły się w oficjalnym przekazie analizy objaśniające, dlaczego do tego doszło. Zostawiam dla zainteresowanych jedną z nich, bo wystarczy tu zastąpić Orbána Putinem i uzyskamy obraz Rosji. A propaganda to jednak puściła, co też pokazuje stan umysłów w Rosji.

„Porażka wyborcza partii Orbána wydawała się możliwa, ale nikt najwyraźniej nie spodziewał się, że będzie aż tak druzgocąca. Duet Fidesz-Chrześcijańscy Demokraci przegrał z Tiszą nie tylko na listach partyjnych, ale także w okręgach jednomandatowych, na które postawił główny zakład.

Oto, moim zdaniem, główne przyczyny porażki Orbána. Jest ich 12.

  1. Zmęczenie wyborców, żądanie zmiany. W ciągu 16 lat rządów Fideszu sytuacja w kraju nie uległa znaczącej poprawie. Płace są skromne, standard życia dość niski, a rynek pracy ograniczony. „Ludzie nie marzyli o właściwych rzeczach, nie myśleli o właściwych rzeczach” – powiedział mi politolog Gabor Sztir, członek Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego Wałdaj.
  2. Skumulowana niechęć społeczna do elity rządzącej. Ludzie głosowali nie na Magyara, ale przeciwko Orbánowi, partii Fidesz i ustanowionemu przez nich porządkowi, który pozwala niewielkiej grupie ludzi utrzymać władzę i kontrolować wszystko.
  3. Korupcja. Pojawienie się oligarchów, multimilionerów i nowobogackich wśród krewnych i przyjaciół czołowych przywódców kraju oraz elit partyjnych, dzięki redystrybucji środków budżetowych, w tym kontraktów rządowych.
  4. Rząd ogarnęła seria skandali. Dymisja prezydent Węgier Katalin Novák i minister sprawiedliwości Judit Varga w związku z ułaskawieniem mężczyzny zamieszanego w przestępstwo pedofilii; sankcje USA wobec szefa kancelarii premiera Węgier, Antala Rogána, pod zarzutem korupcji; oraz podsłuch telefonu ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó przez zagraniczne agencje wywiadowcze, w tym rozmów z jego rosyjskim odpowiednikiem, Siergiejem Ławrowem.
  5. Sytuacja gospodarcza jest słaba. Niskie wskaźniki wzrostu, wysoka inflacja i wysoki dług publiczny. Na sytuację kraju poważnie wpłynął kryzys gospodarczy w Niemczech, głównym partnerze handlowym Węgier, a także konflikt na Ukrainie, który doprowadził do nałożenia przez UE sankcji wobec Rosji. Zdaniem opinii publicznej, rząd nie poradził sobie z tymi warunkami.
  6. Poważne problemy społeczne. Alarmujący stan systemów opieki zdrowotnej i edukacji (niedobór lekarzy w publicznych placówkach służby zdrowia, niskie pensje nauczycieli).
  7. Nieskuteczna administracja publiczna. Błędy w podejmowaniu decyzji, konflikty z władzami regionalnymi, nieskuteczne inwestycje, wątpliwe projekty. „Są skargi na rząd” – mówi Stier.
  8. System propagandy państwowej. Media państwowe służą interesom rządu i FIDES, a nie ogółu społeczeństwa. Telewizja państwowa i prasa są słabo wyszkolone i niepopularne.
  9. Relacje z kierownictwem UE stały się nadmiernie napięte. Orbán zareagował przesadnie w swoim konflikcie z Brukselą. Węgrzy obawiali się marginalizacji w UE i traktowania jak obywatele drugiej kategorii.
  10. Zawyżone oczekiwania co do poparcia ze strony USA. Prezydent USA Donald Trump, wiceprezydent J.D. Vance i obecna administracja Białego Domu są niepopularni w Europie, podczas gdy Węgrzy chcą być Europejczykami. Orbán tego nie zrozumiał.
  11. Nieudana kampania wyborcza. Orbán i Szijjártó mówili mniej więcej to samo na każdym wiecu wyborczym. Kandydaci Fideszu w okręgach jednomandatowych nie dotarli do wyborców. Wpływ kampanii w mediach społecznościowych i internecie, skierowanych głównie do młodych ludzi, był najwyraźniej słaby. „Mówimy, ale nie do końca wiemy, czy jesteśmy słuchani” – powiedziało źródło związane z Fideszem w prywatnej rozmowie.
  12. Granie na strachu okazało się nieskuteczne. Próba „straszenia ludzi groźbą wojny w Europie” z powodu możliwej eskalacji konfliktu na Ukrainie zakończyła się niepowodzeniem. Udało się w 2022 roku, ale nie teraz”.

W Rosji nadzieja, że to się wszystko nie zawali, oparta jest na zakładzie z losem, że wcześniej zawali się wspierająca Ukrainę Europa. Bo nie będzie miała ropy z Bliskiego Wschodu. Wtedy zaś osłabiony katastrofa w Iranie Trump zaakceptuje „porozumienie w Anchorage”, czyli oda tyle wschodniej Ukrainy Rosji, ile ta sobie życzy. I podporządkuje rząd w Kijowie Moskwie.

Na froncie bez zmian

Czas jednak biegnie, obietnica katastrofy Europy się nie ziściła, do tego wybory przegrał Orbán.

Trzeba też zaznaczyć, że o ile sytuacja na froncie w Ukrainie się nie zmienia, za to zmienia się narracja o nim. Opowieści o zdobywaniu kolejnych ruin zostały zastąpione reportażami o „wyruszaniu na front”. Czyli na obszar śmierci kontrolowany przez drony.

18 kwietnia propaganda doniosła o innowacyjnej formie niesienia duchowej pomocy znajdującym się w tej strefie. Otóż

śmigłowiec Mi-8, w asyście śmigłowca szturmowego Ka-52, z popem na pokładzie i świętym obrazem,

przelatuje nad tym obszarem, a pop się modli „za zwycięstwo”. Naszywa się to „powietrzną modlitwą”.

Ponieważ od dawna nie ma mowy o tym, że „prodwigajemsia wpieriod” (idziemy do przodu), informacja z 19 kwietnia o wybudowaniu stałej przyfrontowej podziemnej cerkwi, w której bezpiecznie można modlić się za pobiedę, nie zdumiewa. „Teraz, o każdej porze dnia, przed lub po zakończeniu misji bojowych, żołnierze mogą przyjść tutaj, aby się pomodlić, przyjąć komunię, zapalić świeczkę za swoich towarzyszy lub znaleźć chwilę spokoju” – poinformował w oficjalnym komunikacie rosyjski MON.

Pop w polowej, krytej płutą pilsniową cerkwi. na ścianach portret Putina i szefa MON
To inna wkopana w ziemię "cerkiew polowa" – w czasie prawosławnej Wielkanocy. Przed popem są ikony, ale za nim jeszcze świętsze wizerunki: Putina i szefa MON Biełousowa. Staranność wykończenia listewkami płyty pilśniowej we wkopanej świątyni wskazuje na pozycyjny charakter frontu. "Wiesti niedieli", 12 kwietnia 2026

Moskwa grozi

W kontekście tych właśnie wydarzeń Moskwa zaczęła grozić Europie atakami. Są to inne groźby od tych, które padały jeszcze jesienią – że Putin użyje swoich superbroni do zniszczenia świata. Tamte groźby były kierowane do USA.

Teraz celami ataków mają być mniejsze europejskie państwa i zakłady przemysłowe w całej Europie. Zgodnie z mapką pokazaną w telewizji:

16 kwietnia rosyjski MON ogłosił, że zna europejskie porozumienie w sprawie wsparcia dla dronowej obrony Ukrainy i opublikował listę fabryk, gdzie zdaniem Rosji taka produkcja dla Ukrainy trwa w Europie. Jastrząb Dmitrij Miedwiediew od razu dodał, że lista ta to uzasadnione cele dla Rosji. A telewizja dodała, że atak jest możliwy, gdyż NATO już praktycznie nie istnieje i Rosji nie grozi atak odwetowy.

Mapa Europy z zaznaconymi krajami, które pomagają w produkcji dronów dla Ukrainy
Popatrzmy raz jeszcze na główną ilustrację tekstu. To scrren z animacji, która migała adresami fabryk. Tu widać adresy fabryk w Polsce: w Mielcu (przy Wojska Polskiego 3) i Tarnowie (przy Jana Kochanowskiego 30). Jak pisaliśmy w OKO.press, cała operacja "wykrycia europejskiego spisku przeciw Rosji" jest nieudolna i wygląda na odpowiedź MON na dronową katastrofę. "Wiesti", 16 kwietnia 2026

Kolejnego dnia propaganda Kremla poinformowała widzów dziennika TV „Wiesti”, że „Europą wstrząsnęło” to, co ogłosiła Rosja. Prawda jest jednak taka, że tylko czeski MSZ zażądał od Rosji wyjaśnień. Europejczycy w tym czasie ogłaszali kolejne porozumienia w sprawie wsparcia w produkcji dronów dla Ukrainy.

Na co agencja RIA Nowosti ujawniła (18 kwietnia), że polski eksport dronów na Ukrainę wzrósł prawie sześciokrotnie w latach 2023-2025.

To nie mogą być ukraińskie drony

Z komunikatem rosyjskiego MON problem jest taki, że jak na grożenie światu wojną, jest on na niskim szczeblu. Groźby Miedwiediewa też nie są traktowane poważnie, bo Miedwiediew piąty rok nic innego nie robi, tylko grozi światu zagładą. Za to rzecznik Putina powiedział, że nie ma w tej sprawie nic więcej do dodania. Bo wiadomo, że „bezpośrednie zaangażowanie tych krajów w konflikt, w wojnę wokół Ukrainy, rośnie”.

Także 19 kwietnia w sztandarowym, wskazującym główne kierunki propagandy niedzielnym programie „Wiesti niedieli” materiał o dronach z Europy był dopiero pod koniec pierwszej godziny programu (wcześniej trzy kwadranse poświęcono katastrofie Trumpa w Iranie). Niemniej prowadzący Dmitrij Kisielow powtórzył: Europa traci swój neutralny status w konflikcie Ukrainy i Rosji. I za chwilę „żadna Ukraina jej nie pomoże” (to ostatnie zdanie pokazuje, jak zmienił się status Ukrainy w rosyjskim przekazie: Ukraina jest teraz samodzielnym aktorem, a nie pachołkiem Zachodu).

Można by z tego wnosić, że groźby te produkowane są przez przestraszony reżim na użytek wewnętrzny – by wzmocnić narrację o tym, że „niewinna Rosja” musi się bronić przed „całym Zachodem”. Ukraińskie ataki – dronowe i rakietowe – są teraz dla Rosji naprawdę dotkliwe. Propaganda stara się objaśnić poddanych Putina, że szkód nie wyrządza Ukraina. Bo przecież jest słaba i tak naprawdę nie istnieje. To Europa ostrzeliwuje Rosję, więc Rosja zaraz Europie oda.

Napadniemy na Estonię

Nie jest to jednak jedyna groźba. Bo poza tym Moskwa zaatakowała (słownie) Estonię i Łotwę. A to dlatego, że Rosja nie jest w stanie ochronić swoich bałtyckich portów naftowych. Obwód leningradzki co rusz ogłasza alarmy dronowe i rakietowe. Porty w Ust-Łudze i Primorsku płonęły kilka razy. I to w momencie, gdy ceny na ropę rosły, więc Rosja mogłaby podreperować swój budżet.

Część atakujących dronów obrona radioelektroniczna spychała jednak na teren Estonii i Łotwy oraz Finlandii. Moskwa domagała się od tych krajów ostrego potępienia Ukrainy, a nawet użycia art. 5 NATO, skoro kraje NATO zostały „zaatakowane przez ukraińskie drony”. Bo te drony w kremlowskiej narracji są zdecydowanie ukraińskie.

Tymczasem nie ma o tym mowy, bo przecież drony nie spadłyby w krajach NATO, gdyby Rosja nie napadła Ukrainy.

Teraz więc pojawiły się kolejne groźby: skoro Estonia, Łotwa i Finlandia nie reagują, a część dronów atakujących Rosję wlatuje w ich przestrzeń, to Rosja ma prawo te kraje zaatakować.

Jest tego coraz więcej i więcej.

„Udostępnienie przez państwa bałtyckie i Finlandię przestrzeni dla ukraińskich dronów szturmowych atakujących rosyjskie porty bałtyckie oznacza bezpośredni udział państw NATO w atakach na terytorium i infrastrukturę Rosji” – stwierdził Nikołaj Patruszew, „doradca prezydenta Rosji i przewodniczący Kolegium Marynarki Wojennej” (13 kwietnia).

„W ostatnim czasie coraz częściej dochodzi do ataków ukraińskich dronów na Rosję z terytorium Finlandii i państw bałtyckich. W rezultacie cierpią cywile, a infrastruktura cywilna zostaje poważnie uszkodzona” – podkreślił były szef MON a obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Szojgu (16 kwietnia). I dodał, że Rosja ma prawo do napaści: „Zgodnie z prawem międzynarodowym wchodzi w życie artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który stanowi o niezbywalnym prawie państw do samoobrony w przypadku zbrojnego ataku”.

14 kwietnia Duma państwowa przyjęła w pierwszym czytaniu ustawę uprawniającą Putina do użycia wojska za granicą do obrony aresztowanych tam Rosjan („jeżeli decyzje i działania organów zagranicznych i międzynarodowych są sprzeczne z interesami i podstawami rosyjskiego porządku publicznego”).

NATO już nie ma

„Sytuację można określić jako bardzo napiętą. Obserwujemy wzmożoną militaryzację gospodarki w krajach bałtyckich i Polsce, wzmożone prace militarne oraz rozwój potencjału mobilizacyjnego terytoriów krajów bałtyckich i Polski. Niestety, niedawno zarówno Polska, jak i kraje bałtyckie wycofały się z Konwencji o zakazie stosowania min lądowych, a na wschodnich granicach tych państw powstają nowe fortyfikacje. Muszę przypomnieć, że właśnie tak wyglądały wydarzenia w przededniu II wojny światowej” – stwierdził 15 kwietnia Siergiej Naryszkin, dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji.

„To dobrze, że nikt na Zachodzie nie rozumie, gdzie leżą »czerwone linie« Rosji”

ogłosił szef MSZ Rosji Ławrow 18 kwietnia.

„My (Rosjanie – red.) potrafimy znosić cierpienie. Mówimy: »Bóg cierpiał i nakazał nam to samo«. Ale kiedyś cierpliwość się kończy. I uważam to nawet za coś dobrego. Bo nikt nie wie, gdzie przebiega ta [nasza] czerwona linia”.

Można podejrzewać, że to tylko propaganda. Jednak o propagandzie Kremla wiemy już dużo i wiemy, kiedy kłamie. Robi to wtedy, gdy zapewnia, że Rosja nigdy nikogo nie napadła i nie napadnie.

Kiedy jednak Moskwa opowiada, że napaść ma w planie, trzeba traktować to poważnie.

Putin, pytany przed nadwornych „dziennikarzy”, czy czegoś w sprawie Ukrainy nie żałuje, powiedział już kilkakrotnie, że żałuje. Że nie zaatakował Ukrainy wcześniej. Teraz tonąca Rosja ewidentnie zaczyna kalkulować, że NATO – dzięki Trumpowi — przestało istnieć, a Europa sama jeszcze jakiś czas nie jest zdolna do obrony.

Starszy mezczyzna przed kamerą. Obok rosyjski napis "NATO kak musornyj aktiw"
Propagandysta Dmitrij Kisielow, autor "Wiesti niedieli" opowiada w programie 12 kwietnia 2026 telewidzom, że NATO to śmieciowe aktywa ("musornyj aktiw")

Ławrow z 18 kwietnia: „Europejska architektura bezpieczeństwa załamała się. Opierała się na koncepcjach euroatlantyckich, a Stany Zjednoczone i Kanada były jej częścią”. Ale „sytuacja może się teraz zmienić, zwłaszcza biorąc pod uwagę nowe nastawienie USA do NATO . Możliwe, że UE zacznie polegać na własnych zasobach, zwłaszcza jeśli Amerykanie zmuszą Europejczyków do wydawania 5 procent PKB na obronność”.

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze