W Moskwie od ponad tygodnia nie działa mobilny internet. W innych regionach takie wyłączenia pojawiały się wcześniej. Mnóstwo usług przestało działać. Za chwilę odcięty zostanie Telegram, a bezkarnie można będzie korzystać tylko z usług VPN certyfikowanych przez FSB.
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankiety„W zeszłym roku Rosja, która do niedawna dążyła do zapewnienia dostępu do sieci komórkowych i internetu w najdalszych zakątkach kraju, znalazła się w stanie ciągłych blokad. Rosjanie poznali termin »biała lista« i zaczęli zmieniać swoje codzienne nawyki” – opisywał ten proces jeszcze w grudniu 2025 r. niezależny rosyjski portal Wiorstka.
Odcinanie poddanych od niezależnych od władzy źródeł w internecie zaczęło się jeszcze przed pełnoskalową wojną z Ukrainą. Do tej pory można było sobie jednak jakoś radzić i uważać, że „mnie to nie dotyczy”. Teraz wielka moskiewska metropolia zaczyna doświadczać skutków wojny Putina z internetem. Nakłada się to na skutki wojny z Ukrainą, które też zaczęły być w końcu odczuwalne w Moskwie. Objawiające się m.in. rosnącymi cenami w sklepach i rosnącymi czynszami, ale też atakami ukraińskich dronów (w ostatni weekend obrona powietrzna miała ich zestrzelić 250 nad stolicą, w nocy z 16 na 17 marca – kolejnych 200; władze o tym informują, choć nie podają, na co spadły odłamki).
Kłopoty z mobilnym internetem są być może najbardziej dotkliwe. Był to przecież elementem stołecznej codzienności: pozwalał zamawiać taksówki i jedzenie, korzystać z usług bankowych i zakupów i służył do nawigacja.
Jak piszą Maria Domańska i Katarzyna Chawryło, autorki raportu Ośrodka Studiów Wschodnich „Wielki rosyjski firewall”, internet w Rosji stał się w ostatnich dekadach powszechnym narzędziem pozyskiwania informacji, platformą kontaktów międzyludzkich i ważnym elementem stylu życia Rosjan, szczególnie młodszych pokoleń.
Ten świat się właśnie kończy:
„W obwodzie moskiewskim możliwe są chwilowe utrudnienia w łączności mobilnej i dostępie do internetu”- ogłosił 14 marca Maksym Korkin, deputowany obwodowej Dumy i szef Komitetu Technologii Informacyjnych.
Winę za przerwy w dostawie prądu zrzucił na „środki podejmowane na szczeblu federalnym w celu zapewnienia bezpieczeństwa w Federacji Rosyjskiej”.
Korkin zalecił obywatelom korzystanie z wi-fi – pisze niezależny rosyjski portal „Meduza”. „Według deputowanego, w okresach ograniczeń w dostępie do internetu mobilnego mieszkańcy obwodu moskiewskiego będą mieli dostęp do »społecznie ważnych zasobów« regionu. Należą do nich: aplikacja służb rządowych, portal opieki zdrowotnej obwodu moskiewskiego, ujednolicona usługa uwierzytelniania i autoryzacji, system Mieszkalnictwa i Usług Komunalnych Kontur oraz system alarmowy 112”.
17 marca inny aparatczyk, wiceprzewodniczący Komisji Polityki Informacyjnej Dumy Państwowej Andriej Swincow ogłosił, że „przerwy w dostępie do internetu mobilnego w centrum Moskwy są spowodowane modernizacją i rekonfiguracją sieci. Przerwy ustaną po zakończeniu prac konserwacyjnych. o normalna praktyka w przypadku każdej sieci, która poddaje się okresowym audytom, rekonfiguracjom i modernizacjom. Zajmuje to od tygodnia do dwóch, trzech tygodni„. Swincow zalecił też korzystanie z telefonów stacjonarnych i generalnie ”kabli"
Na zdjęciu głównym – odchodzący świat usług i informacji internetowych. Peron w moskiewskim metrze 12 lutego 2026. Fot. AFP
Cel operacji jest zatem jasny: można używać tylko tych serwisów, które zaakceptowała władza.
Pamiętajmy przy tym, że już na początku pełnoskalowego najazdu na Ukrainę Kreml zablokował w Rosji dostęp do Facebooka, WhatsAppa, YouTube’a i Instagramu.
System „białych list”, czyli zastąpienia zakazów wykazem dopuszczalnych treści, władza testuje już od dwóch lat. Pierwsze próby podejmowała w latach 2018–2019. Wtedy jednak towarzyszyły temu poważne skutki uboczne: wybiórcze odłączanie dostępu do sieci paraliżowało pracę reszty infrastruktury internetowej.
Teraz działa to nieco lepiej i „w czasie regularnych blokad internetu mobilnego (a także stacjonarnego) w wybranych regionach działały jedynie strony i serwisy z zatwierdzonej przez władze listy” – piszą analityczki OSW.
Celem jest stworzenie zamkniętego „ekosystemu”, umożliwiającego codzienne funkcjonowanie obywateli, a jednocześnie gwarantujący ich lojalność.
W 2025 r. blokady na wybranych obszarach zaczęły mieć charakter regularny i systemowy – „wdrażano je najczęściej pod pretekstem obrony ludności przed atakami ukraińskich dronów. Takie utrudnienia mogą trwać wiele godzin, dni albo nawet tygodni”.
13 marca 2026 „biała lista” oficjalnie dotarła do Moskwy. Działa, jak przyznają cytowani urzędnicy, średnio. Znajdują się na niej podlegające cenzurze serwisy informacyjne, portale rozrywkowe oraz aplikacje pozwalające na skorzystanie z usług publicznych: Yandex, VKontakte, Alfa-Bank, 2GIS, Ozon, Wildberries, Vkusno i Toczka, VkusVill, Rosyjskich Kolei, Channel One, RIA Novosti, RBC, a nawet portal „Itogi goda s Vladimirom Putinom” (Podsumowanie roku z Władimirem Putinem) – podaje „Wiorstka”.
„Białe listy” tworzone są odgórnie, w uwzględnieniem interesów właścicieli serwisów i ich pozycji w putinowskiej hierarchii. Za potrzebami ludzi to oczywiście nie nadąża. Informator „Wiorstki” z urzędu miasta w Nowosybirsku już w grudniu mówił, że urzędnicy otrzymują liczne skargi od mieszkańców. „Mówimy ludziom, że wkrótce wszystko zacznie działać poprawnie, ale powtarzamy, że to całkowicie poza naszą kontrolą”.
Na liście nie ma np. aplikacji medycznych, w tym aplikacji przekazującej rodzicom informację o poziomie glukozy u dziecka z cukrzycą. Problem rodzice zgłosili publicznie na tymże „Podsumowaniu roku” 19 grudnia. Putin odpowiedział im, żeby używali rosyjskich narzędzi. I tyle.
Problem aplikacji cukrzycowej nie pojawił się na konferencji Putina, by rozwiązać problem chorych. Chodziło o usankcjonowanie zakazów internetowych na najwyższym szczeblu.
Władze oficjalnie przyznały też, że włączanie „białych list” wiąże się z „problemami związanymi z przerwami w łączności w dużych miastach Rosji”, ale są one „zgodne z prawem”.
„Wiadomo, że w różnych kontekstach pojawia się kwestia dodawania określonych zasobów do białych list” – wyjaśnił rzecznik Putina Pieskow 10 marca, potwierdzając oficjalnie, że obecność na „białej liście” jest przedmiotem lobbingu rozmaitych grup interesu.
Nawet jeśli wprowadzanie „białych list” nie prowadzi do katastrof, jak na samym początku, to i tak Rosja ma z tego dodatkowe kłopoty.
„Nie da się wezwać taksówki, bo aplikacja Yandex nie działa. Strony internetowe na »białej liście« się nie otwierają. Na razie można wykonywać tylko połączenia telefoniczne. Dobrze, że przynajmniej połączenie jest nadal dostępne” – to cytowany przez Wiorstkę głos z grupy „Mój Wołgograd” z 11 grudnia.
„Kiedy nie ma internetu, nie działa ani Max [państwowy rosyjski i inwigilowany przez służby komunikator], ani Gosuslugi [portal usług publicznych], ani moja aplikacja bankowa. Zarejestrowałam się w Maxie tylko ze względu na wiadomości i ostrzeżenia o niebezpieczeństwach związanych z przerwami w dostępie do internetu. Czyli to na próżno, skoro i tak nie działa?” – pisze Tatiana z obwodu biełgorodzkiego
Do tej pory jednak Rosjanie obchodzili te zakazy dzięki VPN. Według niezależnego Centrum Lewady w marcu 2025 r. 36% respondentów korzystało z usługi VPN. Było to o 11 punktów procentowych więcej niż w poprzednim roku. Ale system „białych list” nie pozwala już na dostęp do zablokowanych treści nawet z ich pomocą – wskazują analityczki OSW.
Co więcej, władza zabiera się systemowo za VPN. Od ponad roku zakazane jest reklamowanie tej usługi. Jesienią 2025 r. weszły przepisy karzące za samo poszukiwanie niewłaściwych treści w sieci – przy czym przesłanką do uznania, że ktoś takich treści („treści ekstremistycznych”, czyli krytykujących wojnę) szukał, jest zainstalowany w telefonie czy komputerze VPN.
Teraz władza zapowiedziała blokowanie usług VPN z wyjątkiem „legalnych”, czyli na licencji służby bezpieczeństwa (FSB).
„Jeśli chodzi o standardową sieć VPN, z której korzysta większość naszych obywateli, zazwyczaj jest to nielegalna sieć VPN wykorzystująca pewne technologie – podszywanie się pod adresy IP, podszywanie się pod serwery, a niektóre komunikatory korzystają z szyfrowania. Jeśli komunikator jest legalny i korzysta z szyfrowania całkowicie legalnie, to nie ma problemu. Ponieważ komunikator posiada licencję Federalnej Służby Bezpieczeństwa i działa legalnie zgodnie z prawem rosyjskim. Ale jeśli komunikator jest nielegalny i korzysta z szyfrowania, to nie ma prawa legalnie działać w Federacji Rosyjskiej” – podsumował 13 marca starania władzy poseł Andriej Swincow, wiceprzewodniczący Komisji ds. Polityki Informacyjnej, Technologii Informacyjnych i Łączności Dumy Państwowej.
Ekspertki Maria Domańska i Katarzyna Chawryło z OSW podkreślają, ze cały proces jest ważnym elementem umacniania neototalitarnego kursu w polityce wewnętrznej. „Celem Kremla jest internetowa »autarkia«. Ma to umożliwić niezakłóconą indoktrynację społeczeństwa na masową skalę oraz zapobiegać samoorganizacji niezadowolonych za pośrednictwem internetu”.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że proces ten ma też swoją wewnętrzną dynamikę, nad którą Kreml niekoniecznie panuje.
Jak pisze „Wiorstka”, władze lokalne zaczęły wyłączać internet, żeby wykazać się gorliwością w walce z ukraińskimi dronami. Ataki tych dronów gwałtownie nasiliły się w 2025 r. Była to działalność nie tylko bezsensowna ale i szkodliwa, bo po wyłączeniu internetu nie działały też serwisy informacyjne mówiące, gdzie się ukryć oraz jak uzyskać pomoc.
Wiorstka cytuje lokalnego urzędnika: „Przylatuje dron, a oni pytają: »Co zrobiliście, żeby to powstrzymać?«. Odpowiadają: »Nic nie możemy zrobić«. Bo tak naprawdę co oni mogą zrobić technicznie? Wojsko ma przynajmniej obronę przeciwlotniczą. Więc jedyne, co im przychodzi do głowy, to: »Wyłączyliśmy internet, ale te nikczemne drony nie skorzystały z naszego internetu i mimo to wleciały, a odłamki spadły, spalając rafinerię ropy naftowej«”.
Prawdziwym popisem chaosu było to, co zdarzyło się w lutym z komunikatorem Telegram. Tu już zlekceważono nie tylko interes jakichś zwykłych ludzi, ale i wojska na froncie i samej propagandy Kremla. Pięknie to było widać na przykładzie propagandysty Sołowiowa, który rano w swoim programie na kanale telegramowym ryczał, że przez nieodpowiedzialne decyzje traci zasięgi, a wieczorem w telewizji z namaszczeniem objaśniał, że Rosja nie może korzystać z „wrogich narzędzi komunikacyjnych”.
Telegram zaczął być blokowany bez uprzedzenia i jakby bez świadomości, że po tym, jak Elon Musk odciął rosyjską armię od łączności satelitarnej (zablokował starlinki), Telegram jest kluczowym narzędziem komunikacji na froncie.
Po prostu wtem i nagle okazało się, że Telegram jest narzędziem wrogim i infiltrowanym przez Ukrainę.
Założyciel Telegramu Pawieł Durow stał się obiektem śledztwa w sprawie „wspierania działalności terrorystycznej”. Moskwa odkryła „dużą liczbę naruszeń oraz niechęć administracji Telegramu do współpracy z władzami”. Odkrycie to stało się podstawą dla dużego materiału w oficjalnych „Wiestiach”.
„Możemy tylko wyrazić ubolewanie; nie ma w tym nic dobrego, ale prawo musi być egzekwowane” – tak rzecznik Putina Pieskow skomentował spowolnieniu Telegramu. Skonfrontowany z informacją, że Telegram jest niezbędny na froncie, oznajmił, że to niemożliwe: „Nie sposób sobie wyobrazić, by łączność na linii frontu w strefie SWO była prowadzona za pośrednictwem Telegramu lub jakiejkolwiek innej aplikacji do przesyłania wiadomości”.
Następnie w telewizji wystąpił wiceminister obrony Aleksiej Kriwortuczko i ogłosił, że „systemy dowodzenia i łączności, jakimi dysponują Siły Zbrojne Rosji, zapewniają stabilną wymianę informacji za pośrednictwem bezpiecznych kanałów”.
Potem jednak okazało się, że nie zapewniają. Więc „rosyjskie Ministerstwo Rozwoju Cyfrowego, Łączności i Mediów wyjaśniło, że przesyłanie plików audio i wideo do Telegramu jest możliwe w strefie Specjalnej Operacji Wojskowej, ponieważ wojsko potrzebuje czasu na pełne przejście na rosyjską aplikację do przesyłania wiadomości”.
Całość operacji „Telegram” zwieńczyła wymiana opinii między Putinem a zaproszoną na obchody Dnia Kobiet podpułkowniczką Iriną Godunową. Jak objaśnił ją Putin, „bez komunikacji nie ma skutecznego dowodzenia i kontroli nad wojskami, a co za tym idzie, nie ma pożądanych rezultatów. [A] Starlink został wyłączony”.
Godunowa przyznała oczywiście Putinowi rację, że Telegram jest narzędziem wrogim i trzeba się go pozbyć. Po czym niezależne media odkryły, że jest zaawansowaną użytkowniczką Telegramu (ma konto Premium) Podobnie jak cała jej wojskowa rodzina.
Stan na 16 marca: „Mechanizm blokowania Telegramu jest obecnie w Rosji dopracowywany". Komunikator jest nadal spowalniany, najwięcej skarg na to pochodzi od mieszkańców obwodu jarosławskiego, petersburskiego, moskiewskiego, a także obwodów samarskiego i moskiewskiego .
Gdyby to wszystko brać na serio, dopuszczenie wrażego Telegramu na froncie byłoby gigantyczna kompromitacją reżimu. Władza się jednak tłumaczyć nie musi.
Celem operacji jest zmuszenie poddanych Putina do przejścia na wspomniany już, słabo działający, za to infiltrowany przez FSB rosyjski komunikator Max. Nie ma tylu funkcji, co Telegram, ale „dzięki wbudowanym algorytmom i pełnej współpracy z rosyjskimi służbami Max pozwoli na śledzenie wszystkich aspektów działalności i zachowań użytkowników, a także na ich indoktrynację” – zauważa OSW.
Max nie zdobył jednak serc Rosjan, mimo specjalnych akcji promocyjnych. (W przygranicznym z Ukrainą Biełgorodzie i położonym w głębi Rosji Toljatti np. władze przygotowały na Maksie aplikacje o tym, jak i gdzie się ratować w przypadku ukraińskiego ataku).
Nie pomogło nawet to, że Putin na dorocznej konferencji prasowej 19 grudnia 2025 r. ogłosił, że Max jest dowodem suwerenności Rosji. I że nie da się prowadzić wojny korzystając z narzędzi, których się w pełni nie kontroluje.
Teraz Kreml wmusza na poddanych Maksa ryzykując
Analityczki OSW podkreślają, że blokowanie internetu generuje poważne koszty dla gospodarki. „To nie powstrzymuje Kremla, którego strategicznym celem jest utrzymanie polityczno-społecznej stabilności, m.in. w obliczu tzw. wyborów parlamentarnych zaplanowanych na wrzesień 2026 r. W logice reżimu wybory tej rangi – mimo ich fasadowego charakteru – zawsze niosą potencjalne ryzyka dla systemu”.
W tym kontekście – piszą Domańska i Chawryło –
należy się spodziewać pogłębiania napięć między grupami interesu w rosyjskiej elicie rządzącej.
Mogą się one rozwijać na tle gospodarczo-finansowym i politycznym. Podczas gdy resorty siłowe będą dążyły do likwidacji wszystkich kanałów komunikacji niepodlegających w pełni ich kontroli (rząd pracuje nad nowelizacją przepisów, która zobowiąże operatorów telekomunikacyjnych do wyłączania internetu na żądanie FSB), blok ekonomiczny rządu i bank centralny będą zapewne podnosić kwestię kosztów „sieciowej autarkii” dla funkcjonowania podmiotów gospodarczych.
Z kolei pion polityki wewnętrznej Administracji Prezydenta może opóźniać zamykanie zagranicznych segmentów internetu z uwagi na ich rolę w prokremlowskiej agitacji i komunikacji z upolitycznionymi zwolennikami reżimu.
To napięcie widać nawet w oficjalnym przekazie. Pieskow, który nie widział problemu w prowadzeniu wojny bez Telegramu, zaczął się zastanawiać, jak Rosja ma nieść swój przekaz, jeśli odetnie się od zachodnich komunikatów (Max dostępny jest tylko w Rosji).
„Musimy znaleźć sposób na to, jak sobie z tym poradzić w przyszłości” – mówił Pieskow. „Wciąż są kwestie, które należy doprecyzować w ramach Maksa”, co oznacza, że jest on bardzo niedoskonały.
Troska Pieskowa o swoją dziedzinę aktywności i obojętność na konsekwencje wyłączenia dla innych obszarów państwa pokazuje też, jak ten aparat działa. Każdy interesuje się swoim lennem i korzyściami, jakie może z niego mieć.
Lenno „internet i nowe technologie” miało do tej pory aktywnych zarządców. Jeszcze dwa lata temu mogli oni bez problemu głosić wiarę w to, że „Rosja nie zamierza odgradzać się od globalnego internetu, ale Runet [rosyjski internet] jest bezpieczny i suwerenny, chroniony przed naciskami zewnętrznymi”.
Jeszcze jesienią 2025 roku opowieść o inwestowaniu w „rosyjski przemysł internetowy” jako dźwigni rozwoju kraju można było głosić. Wtedy głównym przeciwnikiem były tylko zagraniczne sankcje.
Siergiej Kirijenko z Administracji Prezydenta mówił: „Cały zestaw ograniczeń, sankcji i nacisków nie doprowadził do ograniczenia, upadku ani spowolnienia rosyjskiej społeczności internetowej, lecz wręcz przeciwnie – stał się podstawą przyspieszonego rozwoju”.
Rozwój nastąpi jednak teraz przez cofnięcie się.
Nawet oficjalne sondażownie Kremla pokazują, że na ograniczenie internetu zgody w Rosji nie ma. Według sondażowni WCIOM aż 40 proc. ankietowanych jest przeciw, a tylko 24 proc. za, zaś 30 proc. deklaruje, że jest im wszystko jedno.
To badanie jest ciekawe, bo ta sama sondażownia regularnie publikuje badania, z których wynika, że 80 proc badanych Putinowi ufa i popiera go.
„Młodsze pokolenie wyraźnie postrzega ograniczenia dotyczące zagranicznych mediów społecznościowych jako ingerencję w ich przestrzeń cyfrową. Zdecydowana większość tej grupy wiekowej sprzeciwia się ograniczeniom, dla nich internet od dawna jest integralną częścią codziennego życia. Starsze pokolenia częściej popierają rządowe zakazy, postrzegając je najwyraźniej jako element ochrony i porządku” – pisze w oficjalnym komentarzu do badania Tatiana Smak z WCIOM. Badanie jest z listopada 2025, więc Smak pozwala sobie na więcej, niż to byłoby dopuszczalne obecnie:
„Młodzi ludzie odczuli skutki lockdownów bardziej niż inni. Osoby z pokolenia Zoom i młodsze pokolenie millennialsów częściej doświadczają zakłóceń w swoich dotychczasowych schematach komunikacji, wyszukiwania informacji i spędzania wolnego czasu z powodu tych ograniczeń . Niektórzy szukają obejść, korzystając z sieci VPN i przenosząc się na nowe platformy. Starsze pokolenia jednak w dużej mierze nie zauważyły żadnych zmian, ich życie online pozostało niezmienione”.
„Regulacja przestrzeni cyfrowej to nowy »problem ojców i dzieci«, w istocie starcie dwóch kultur: kultury autonomii w sieci i kultury zaufania instytucjonalnego. Dla niektórych wartość internetu tkwi w swobodzie dostępu i samorealizacji; dla innych w bezpieczeństwie i kontroli” – pisze Tatiana Smak z sondażowni WCIOM.
Co ciekawe, „większość Rosjan jest obojętna wobec obchodzenia blokad przez innych: temat ten nie budzi ani aprobaty, ani potępienia. Młodzi ludzie jednak znacznie częściej postrzegają obchodzenie blokad pozytywnie. Praktyka omijania blokad, którą popiera wielu młodych ludzi, to coś więcej niż tylko rozwiązanie techniczne. To forma adaptacji społecznej, rodzaj »cyfrowego oporu«”.
Dalej reżimowa analityczka kreśli taki obraz Rosji:
„Ogólnie rzecz biorąc, możemy stwierdzić, że na naszych oczach wyłaniają się dwa »światy cyfrowe« :
Pojawienie się tych dwóch »światów cyfrowych« i polaryzacja społeczeństwa oparta na nawykach medialnych, związana z blokowaniem platform, może zaostrzyć problem »bańki informacyjnej«.
Światopoglądy młodych i starszych pokoleń będą się różnić, co nie tylko utrudni dialog międzypokoleniowy i wzajemne zrozumienie, ale może również przyczynić się do dalszego pogłębienia różnic w wartościach, które już teraz aktywnie obserwujemy" – stwierdza analityczka oficjalnej sondażowni.
To, że internetu się ludziom tak po prostu i bezkarnie wyłączyć nie da, już widać. „Rosjanie kupowali pendrivy w 2025 roku częściej niż w 2024 roku, a najpopularniejszym rozmiarem pamięci było 64 GB” – podała 14 marca firma M.Video. „Do końca 2025 roku sprzedaż pamięci flash wyniosła ponad 9 milionów sztuk, co oznacza wzrost o około 8%”.
Miło, że ktoś na tym zarobi. Jest jedno ALE.
Obrót danymi na pendrivach to ogromne ryzyko, także dla dla państwa Putina, ale kolejne, na jakie najwyraźniej musi się godzić. Pendrivy się gubią, zawierają dane niepotrzebne, ale nieskasowane.
Resorty siłowe w Rosji, które swe wpływy demonstrują poprzez zamykanie internetu, jakoś tego zagrożenia jednak nie widzą, Mimo że widzą, z czym się wiąże w Rosko łatwy dostęp do danych osobowych.
„Wyniki śledztw w sprawie podpaleń budynków władz, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Obrony, a także infrastruktury Kolei Rosyjskich wskazują na bezpośrednie zaangażowanie w ich organizację ukraińskich służb specjalnych” – informowała w sierpniu 2023 r. FSB. Podkreśliła, że operacje dywersyjne udają się Ukraińcom, bo „dzwonią do Rosjan w imieniu pracowników banków i rosyjskich służb. Aby uwiarygodnić swoje słowa, przesyłają zdjęcia dokumentów przypominających certyfikaty pracowników tych organizacji i działów. Następnie, także pod groźbą postępowania karnego, namawia się ich do podpalenia budynków administracyjnych, rzekomo w celu pomocy funkcjonariuszom organów ścigania w zatrzymywaniu »oszustów«”.
Ostatnio władze doniosły o operacji pozyskiwania danych od Rosjanek poprzez udającą urzędowy serwis oferujący Rosjankom „możliwość urodzenia dziecka z bohaterem SWO” za pomocą procedury zapłodnienia.
Zamknięcie internetu tego procederu nie ukróci, bo dane osobowe nadal będą dostępne, a w społeczeństwie przyzwyczajonym do wykonywania poleceń władzy, wykorzystać je można też analogowo. Pomogłoby na to może uczenie analizy informacji – ale to by było dla reżimu zabójcze. Ktoś mógłby zacząć analizować oficjalny kremlowski przekaz.
W takich okolicznościach odbywać się teraz będzie „przyspieszony rozwój” Siergieja Kirijenki.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze