Prawa autorskie: Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.plMaciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl
12 stycznia 2022

Księstwo Morawieckiego. Kancelaria Premiera ma 7 razy większy budżet i tworzy "posady premium"

Kancelaria Premiera pod rządami PiS wydaje więcej, bo robi więcej - tłumaczy Centrum Informacyjne Rządu. Ale gdy wydatki, płace i dodatki służbowe w KPRM rosną, rząd wciąż oszczędza na szeregowych pracownikach administracji publicznej

Wydatki Kancelarii Premiera rosną. W ustawie budżetowej na 2022 rok zaplanowano je na kwotę ponad 830 mln złotych - czyli o prawie 40 proc. więcej niż wyniosły rok temu. Jak pokazujemy na poniższym wykresie w ciągu ostatniego dziesięciolecia KPRM siedmiokrotnie zwiększyła budżet. Dynamiczny wzrost widać zwłaszcza po 2017 roku.

Aby nie zaburzać obrazu całości, za 2020 rok podajemy wydatki planowane. Te rzeczywiste ze względu na pandemię COVID-19 były ponad 30 razy wyższe niż początkowo zakładano.

Informację o 700-procentowym wzroście wydatków KPRM za rządów PiS podchwycili politycy Platformy Obywatelskiej.

"Z końcem roku wszyscy, bez wyjątku, odczujemy stratę, poza władzą. Czy oni tam wszyscy powariowali?" – mówił Donald Tusk na konferencji prasowej 11 stycznia 2021.

Przekaz próbowało kontrować Centrum Informacyjne Rządu. W opublikowanym tego samego dnia oświadczeniu czytamy, że budżety z 2015 i 2022 roku są "nieporównywalne", a KPRM jest dziś innym urzędem, realizującym "znacznie więcej zadań niż kiedykolwiek wcześniej". Np. jest tu teraz ulokowany pion europejski wydzielony z MSZ, pion cyfryzacji z dawnego Ministerstwa Cyfryzacji oraz centrum koordynacji walki z pandemią.

Trudno powiedzieć, czy taka argumentacja przekona opinię publiczną w dobie inflacji i bałaganu z Polskim Ładem. Jeśli nie o rozrzutności, rosnące wydatki na KPRM świadczą na pewno o centralizacyjnych zapędach Mateusza Morawieckiego, który buduje tam swoje małe księstwo. Wymaga to stworzenia dobrze płatnych stanowisk, tj. płatnych lepiej niż w innych działach administracji publicznej.

Posady premium u premiera

Jeszcze w kwietniu 2020 roku, w szczycie pierwszej fali COVID-19, premier zmodyfikował rozporządzenie o zarobkach pracowników KPRM. Podniósł maksymalne wynagrodzenia zasadnicze dla sekretarzy i asystentów oraz utworzył stanowiska "ekspertów", z widełkami do 8 tys. zł brutto. Wymagania? Wykształcenie wyższe i trzy lata stażu pracy.

Niewiele, biorąc pod uwagę, że Kancelaria zamierzała na nich zatrudniać pracowników "o wysokich i unikatowych kompetencjach na rynku pracy", zwłaszcza do obsługi projektów unijnych. Opozycja alarmowała, że tworzenie takich posad może być próbą obejścia wysokich wymagań przy naborze na stanowiska w służbie cywilnej.

We wrześniu 2021 rozporządzenie ponownie zostało zmienione. Tym razem w Kancelarii utworzono intratne posady młodszych, starszych i głównych kierowników projektu. Główny kierownik może zrobić nawet 16 tys. złotych miesięcznie brutto, czyli tyle samo ile wiceminister i tylko niewiele mniej od ministra.

W uzasadnieniu projektu rząd tłumaczył, że musi zatrudniać informatyków, bo realizuje zadania Ministerstwa Cyfryzacji. A płace w sektorze IT są bardzo wysokie. Znowu nie doprecyzowano jednak kryteriów zatrudnienia - rozporządzenie mówi tylko o wymaganej liczbie lat doświadczenia. W dodatku dyrektor generalny może w "uzasadnionych przypadkach" te wymagania skrócić.

Poseł PO Dariusz Joński sugerował w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że tak szeroko sformułowane kryteria mogą posłużyć do naboru osób "według klucza politycznego".

Warto podkreślić, że wspomniane wyżej kwoty dotyczą wynagrodzeń zasadniczych. Pracownikom przysługują także dodatki służbowe.

Każdemu według zasług

Te również będą większe - informowała "Rzeczpospolita" pod koniec grudnia 2021. Projekt stosownego rozporządzenia pojawił się 28 grudnia, a wszedł w życie dwa dni później. Czyli w urlopowym okresie między świętami a Nowym Rokiem, z perspektywy rządzących najlepszym na ogłaszanie niepopularnych zmian.

Rozporządzenie zmienia zasady wypłacania dodatków służbowych pracownikom KPRM. Dotychczas taki dodatek był przyznawany przez dyrektora generalnego na podstawie "charakteru, złożoności i efektów pracy", na wniosek przełożonego danej osoby. Mógł wynosić maksymalnie 40 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Teraz tego limitu de facto nie ma, bo

do rozporządzenia dopisano, że "w szczególnie uzasadnionych przypadkach dodatek służbowy może być przyznany w wysokości wyższej".

Osobą odpowiedzialną za projekt w KPRM był minister Michał Dworczyk. Zmiany nie zostały skonsultowane, a w uzasadnieniu zapisano jedynie, że mają na celu "uelastycznienie zasad przyznawania dodatków". Centrum Informacyjne Rządu zapewniło, że zasadniczy limit - 40 proc. - nadal będzie obowiązywać, a wyższe dodatki zostaną na szczególne okazje. Nie określiło, ilu pracowników je otrzyma.

Nowe zasady dotyczą osób zatrudnionych w KPRM m.in. na nowych stanowiskach ekspertów i kierowników projektów. A także asystentów i sekretarzy, którzy często są najbliższymi współpracownikami kluczowych polityków w rządzie.

O podwyżkach mówili 12 stycznia 2022 w Sejmie politycy opozycji. Borys Budka z KO domagał się przerwy w obradach, by dać premierowi czas na wycofanie się ze zmian w rozporządzeniu.

"Panie premierze, czy ma pan jakiekolwiek granice obłudy? [...] Chce pan swoim kolesiom bez limitów podnosić wynagrodzenia!" - grzmiał Budka z sejmowej trybuny. Michał Dworczyk zarzucił Budce kłamstwo i tłumaczył, że dodatki dotyczą osób, które "zarabiają 3000 brutto". Niewykluczone - ale nie tylko ich. Przerwy ostatecznie nie zarządzono.

Tanie państwo jest gdzie indziej

„Każdej złotówce będziemy się przyglądać nie dwa razy, a trzy razy. Blokujemy tworzenie nowych etatów w administracji. Musimy sami zacisnąć pasa, a nie zwykli Polacy” – przekonywał w listopadzie 2021 premier Morawiecki, gdy zapowiadał uruchomienie tarczy antyinflacyjnej.

Tymczasem w latach 2012-2020 zatrudnienie w KPRM wzrosło z 554 do 689 osób. W 2020 roku Kancelaria płaciła im średnio ponad 9 tys. zł brutto miesięcznie. Średnia ta już wkrótce wzrośnie, bo wliczają się do niej pensje premiera, ministrów i wiceministrów. A te w połowie 2021 roku rząd nagle... podniósł - w niektórych przypadkach nawet o 60 proc.

Jednocześnie premier i rząd PiS robią wszystko, by oszczędzić na szeregowych pracownikach państwowej administracji.

W 2020 roku, w ramach tzw. tarczy antycovidowych PiS "uelastycznił" zasady ich zwalniania. Wkrótce potem - także ze względu na pandemię - rada ministrów zobowiązała premiera do zmniejszenia zatrudnienia w urzędach. Pracownikom sektora publicznego skasowano część premii i nagród.

Najbardziej dotkliwe było jednak zamrożenie podwyżki kwoty bazowej, na podstawie której wyliczane są wynagrodzenia, w zależności od stażu pracy i stanowiska.

Jak pisał w OKO.press Jakub Szymczak średnia zarobków w budżetówce w 2020 roku wynosiła 6108 złotych brutto. Do tej kwoty wliczane są jednak także płace urzędników najwyższego szczebla (w tym zatrudnionych w KPRM), dlatego więcej mówi tu mediana. Np. przypadku referenta w Urzędzie Skarbowym wyniosła 3320 zł. Dodajmy - już po 6-procentowej podwyżce kwoty bazowej przyjętej w 2019 roku.

Kolejna podwyżka, zdaniem związkowców, powinna wynieść co najmniej 12 proc.

Wiadomo już jednak, że w 2022 roku rząd jej nie planuje. Zamiast tego obiecuje zwiększenie funduszu płac - o 4,4 proc. W takim wypadku o podwyżki dla pracowników nie będą automatyczne, a decydować o nich będą szefowie poszczególnych urzędów - co może oznaczać, że niektórzy pracownicy otrzymają 20 proc. więcej, a inni zero.

W dodatku wzrost o 4,4 proc. zaplanowano w sierpniu, gdy prognozy inflacji wynosiły 3,3 proc. Teraz wiadomo już, że podwyżka funduszu płac nie zrekompensuje nawet wzrostu cen.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne