W DPS-ach mieszka ok. 2 tys., dzieci, w rodzinnej pieczy zastępczej – 8 tys. Ale dla 1600 dzieci w tych rodzinach nie ma miejsc. Gdzie trafią? Jaka byłaby rola DPS-ów, gdyby system rodzinnej pieczy zastępczej w końcu zaczął działać?
Podkomisja sejmowa ds. osób z niepełnosprawnościami zwołała 27 kwietnia 2026 specjalne posiedzenie w sprawie projektowanej przez rząd nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. W palącej kwestii: czy rząd zamierza likwidować DPS-y i co będzie, jeśli Sejm zakaże kierowania dzieci do DPS.
Projekt nowelizacji jest dopiero na etapie konsultacji społecznych rządu. Posłowie zorganizowali jednak dla zwolenników i przeciwników zmiany publiczne spotkanie.
Projekt zakłada, że dzieci nie będą mogły być kierowane do DPS-ów, a dorośli – tylko jeśli samorząd nie będzie w stanie zorganizować wsparcia na miejscu. Bowiem dziś do opieki instytucjonalnej (DPS) trafiają także osoby, które spokojnie poradziłyby sobie w rodzinie, ze wsparciem oferowanym przez samorząd, albo w mieszkaniu wspomaganym (gdzie człowiek mieszka u siebie, ale ze wsparciem).
Projekt zobowiązuje samorządy do tworzenia różnych form wsparcia w miejscu zamieszkania. Nie przewiduje jednak na to dodatkowych pieniędzy. Zakłada, że docelowo domy pomocy społecznej zostaną zastąpione przez usługi wsparcia w miejscu zamieszkania.
Wzbudziło to gwałtowny sprzeciw pracowników DPS-ów, którzy uważają, że pełnią fundamentalną rolę w systemie pomocy, a nowelizacja ich nie docenia. Nie przekonują ich argumenty, że DPS-ów nikt nie zamknie, tylko będzie się tam kierować wyłącznie osoby dorosłe, po wyczerpaniu możliwości wsparcia na miejscu. Uważają, że nowelizacja, deprecjonując rolę DPS-ów, w rzeczywistości doprowadzi do ich zamknięcia. Zaś usługi w miejscu zamieszkania nie powstaną, bo nie ma na nie pieniędzy.
Najgłośniejszy protest zorganizowały siostry prowadzące Dom Chłopaków w Broniszewicach. Przekonały opinię publiczną, że ich wzorcowej placówce grozi zamknięcie. W tej chwili emocja społeczna jest z nimi, co stawia wręcz pod znakiem zapytania możliwość reformy. Nikt już nie zauważa, że formalnie została ona zaplanowana jeszcze za rządów PiS, który w 2018 roku przyjął Strategię Rozwoju Usług Społecznych do 2030 roku. Nowelizacja ją tylko realizuje. I jest zgodna z Konwencją o prawach osób z niepełnosprawnościami, którą Polska ratyfikowała jeszcze w 2012 roku.
Aktywiści i rodzice zastępczy popierający zmianę oraz zwolennicy DPS-ów przeciwni zmianie spotkali się właśnie na posiedzeniu podkomisji. Okazało się, że to dwa światy, które się nie widzą.
Siostry zakonne z DPS-ów dla dzieci, w tym z domu w Broniszewicach, przekonywały, że zajmują się najtrudniejszymi przypadkami, z którym nie poradziły sobie ani rodziny biologiczne, ani zastępcze. Cytowały też głosy przerażonych rodziców, którzy uznali, że po reformie zostaną z dziećmi z głęboką niepełnosprawnością. Te głosy pojawiły się jednak ewidentnie wskutek medialnej kampanii przeciw reformie.
Tymczasem projekt zakłada tylko, że do DPS nie będą mogły trafić nowe dzieci. A dziś do takiej opieki trafia ich rocznie kilkadziesiąt.
W 2022 roku – 32 dzieci, w 2023 – 81, w 2024 – 65, w 2025 – 56.
Naprzeciw przedstawicielek DPS-ów stanęli zwolennicy „deinstytucjonalizacji”, czyli robienia wszystkiego, by dzieci nie trafiały do DPS. To rodzice zastępczy i adopcyjni rodzice dzieci z niepełnosprawnościami, a także działacze społeczni budujący od lat system wsparcia osób ze specjalnymi potrzebami w miejscu zamieszkania. Są w Polsce miejscowości, gdzie ten system sprawnie funkcjonuje.
Oni powtarzali, że żadna instytucja, nawet najlepsza, nie zastąpi rodziny. Podawali przykłady dzieci już skierowanych do DPS, które rodzina zastępcza uratowała, usamodzielniła i dała szczęście.
Mówili też, że dzieci w DPS-ach nie są zgłaszane do adopcji. I że dotyczy to aż 65 proc. z nich.
Z wypowiedzi sióstr zakonnych wynikało tymczasem, że po prostu nie wierzą one, że rodzina – biologiczna czy zastępcza – może się poświęcić dzieciom z niepełnosprawnością tak bardzo jako one. Rodziny się załamują, nie dają rady. Tymczasem siostry zajmują się podopiecznymi jak własnymi dziećmi. I „odpowiadają za nie przed Bogiem”, zgodnie ze swoim powołaniem.
Podstawowe dane o obecnym systemie pomocy podali przedstawiciele Ministerstwa Rodziny, dyrektorka Departamentu Pomocy Społecznej Beata Karlińska i dyrektor Departamentu Demografii Michał Guć.
Dyr. Karlińska: „Trochę niepokojące są dane dotyczące najmłodszego dziecka, które urodziło się w 2026 roku i zostało umieszczone w DPS. Urodziło się w lutym, umieszczone zostało w marcu. Właśnie w tej chwili wyjaśniamy, jak to się stało, dlatego trafiło do domu dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, a u tak małego dziecka trudno stwierdzić taką niepełnosprawność”.
Nowelizacja – co przypomniał dyr. Guć – ma wzmocnić rodziny, poprzez podwyższenie minimalnego wynagrodzenia i stabilizację zawodową. Umowy o pracę nie da się tu wprowadzić, bo rodzina zastępcza pracuje 24 godziny na dobę, a to kłóci się z kodeksem pracy. Nowelizacja wprowadziłaby jednak umowy rodzicielstwa zastępczego.
Zaś dla rodzin, w których dzieci z niepełnosprawnością osiągają wiek 25 lat, a nadal wymagają wsparcia, alternatywą dla DPS byłaby instytucja „rodziny opiekuńczej”. Gmina podpisywałaby z dotychczasową rodziną zastępczą kontrakt na wsparcie dla takiej osoby i rodzina nadal mogłaby mieszkać razem.
Na spotkanie podkomisji ludzie przyjechali z całej Polski, by przedstawić swoje racje.
Zakonnice prowadzące DPS-y podkreślały, że nowelizacja może zniszczyć ich wzorcowe ośrodki, bo nie widzi ich miejsca w systemie.
Zwolennicy deinstytucjonalizacji przyznali im rację: trzeba do projektu dopisać rozwiązania wykorzystujące potencjał tych placówek. Mogłyby świadczyć pomoc wytchnieniową dla rodzin zastępczych (kiedy trzeba na chwilę znaleźć wsparcie dla dziecka wymagającego stałej opieki, by załatwić sprawy innych członków rodziny), albo prowadzić mieszkania wspomagane (takie, w których osoba z niepełnosprawnością mieszka u siebie, ale ze wsparciem). Te mieszkania są ważne, bo człowiek prowadzi w nich niezależne życie, a nie takie, które urządził mu ktoś inny.
Wcześniej jednak obie strony dowodziły, że nie znajdują porozumienia. Ich wystąpienia pozwalają zrozumieć, z jak poważnym problemem się mierzymy.
Siostra Tymoteusza (Agnieszka Gil), Dom Pomocy Społecznej, Dom Chłopaków w Broniszewicach: „70 proc. dzieci, które do nas trafia, to takie, z którymi nie poradziły sobie rodziny zastępcze. DPS nie odbierają dzieci rodzinom! Zapewniamy dziecku stałe, bezpieczne środowisko, którego nie musi zmieniać przez całe życie”.
Siostra Karolina, Dom Pomocy Społecznej, Kamień Krajeński: „Nie dyskutujmy o rzeczach podstawowych, to jasne, że dziecko powinno rozwijać się w rodzinie. Ale wiemy, jak rodziny funkcjonują. Mam pięcioletnią dziewczynkę w rodzinie zastępczej, specjalistycznej. Oddali ją nam, bo nie dawali rady”.
„Dla nas w Zgromadzeniu liczy się człowiek. Obowiązek wobec niego wynika z naszej posługi”.
Gabriela Filipek-Maciejowska, Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci w Iwoniczu Zgromadzenie Sióstr Felicjanek: „DPS to jest jedyne miejsce, jakie znają te dzieci i ci dorośli. Za ich codziennością stoją lata cichej pracy sióstr zakonnych i wykwalifikowanej kadry. Czy nowe ustawy nie zniszczą tego, co budowano przez 75 lat istnienia naszej placówki?”.
Agnieszka Kosińska: „Miałam starszego brata z czterokończynowym porażeniem dziecięcym i on nie mógł być z nami w domu. Był w ośrodku”.
Agnieszka Kosińska określiła stan brata jako „roślinę”. Mówiła, że ani ona, ani mama nie była w stanie poradzić sobie z wielkim mężczyzną mierzącym prawie dwa metry. Tylko DPS był rozwiązaniem, innego sobie nie wyobraża.
Arkadiusz Tomasiak, Ogólnopolskie Forum Domów Pomocy Społecznej Prowadzonych na Zlecenie protestował przeciw nowelizacji, bo zakłada ona, że zmiany nie będą nic kosztować. „Tak zjednoczonego środowiska, jak w tym momencie, dawno już nie było. My mówimy o pracownikach socjalnych, o środowiskowych domach, wielu innych instytucjach, które mówią jednym głosem. Nasz system nie jest gotowy na te zmiany” – mówił.
Anna Sławińska DPS dla Dzieci w Strumieniu: „Słyszymy, że 1600 dzieci czeka na pieczę zastępczą. Możecie robić reformę, jak tej kolejki nie będzie!”.
Arkadiusz Tomasiak: „Niemcy przewidują 36-proc. wzrost nakładów na wsparcie instytucjonalne, Czechy – 300 proc. A Polska ledwie kilka procent”.
Anna Grygierek, Związek Gmin Wiejskich Rzeczypospolitej Polskiej: „Tu chodzi o ogromne kwoty. I wsparcie instytucji jest niezbędne”.
Marek Wójcik, Związek Miast Polskich: „Debaty o nowelizacji powinien słuchać minister finansów. ¼ samorządowych rezerw idzie na pieczę zastępczą, bo system nie jest doszacowany”.
Opinie zwolenników zmiany były dokładnie przeciwne.
Agata i Tomasz Wrona prowadzący rodzinny dom dziecka: "Na każdy przykład, kiedy rodzina zastępcza nie poradziła sobie z ciężką niepełnosprawnością dziecka, można odpowiedzieć »ta rodzina nie dostała odpowiedniego wsparcia«, a nie, że »konieczny był DPS«.
Wydaje się, że mamy w Polsce sporo osób otwartych na dzieci z niepełnosprawnościami. Sami wychowujemy takie dzieciaki. Problemem jest, że instytucje nie wierzą, że może się nam udać".
Magda Madeja prowadzi rodzinę zastępczą i jest matką adopcyjną dziecka z niepełnosprawnością: „Mówi się o rodzinach zastępczych, że oddają dzieci do DPS. Ale znam rodziny, które chcą zająć się dziećmi, na co nie zgadzają się opiekunowie prawni z DPS”.
Monika Lewandowska, członkini zespołu pracującego nad nowelizacją w Ministerstwie i zespołu ds. deinstytucjonalizacji Pomorza: "Przecież mamy Strategię Rozwoju Usług Społecznych z 2018 roku. Jasno mówi, że dzieci nie mają żyć w DPS-ach, a do 2030 ma być zapewnione wsparcie w środowisku lokalnym. To jest dokument nas wszystkich obowiązujący.
Dzisiaj mierzymy się z tym, że samorządy nie angażują się w to, by zapewnić wsparcia w rodzinie. Nie szukają rodzin zastępczych i specjalistycznych. Od razu kierują do DPS".
Monika Zima Parjaszewska, Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną: "O czym my tu w ogóle rozmawiamy? Polska o tym kierunku zmian zdecydowała lata temu. Jeśli rodzina nie daje rady, to państwo ma obowiązek ją wesprzeć.
Trzeba też w tej debacie skończyć z medialną manipulacją, z epatowaniem wizerunkami dzieci z głęboką niepełnosprawnością – one też mają prawa do niezależnego życia poza instytucją. Państwo ma obowiązek to zapewnić. Ile razy się sami przeprowadzaliście albo remontowaliście mieszkania? A mówicie, że dobrodziejstwem jest spędzenie całego życia w jednym i tym samym pokoju?".
Krzysztof Kurowski, Polskie Forum Osób z Niepełnosprawnościami oraz Ogólnopolska Federacja Organizacji Osób z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym: „Osiągnęliśmy, mimo wszystkich trudności, to, że zdecydowana większość dzieci z niepełnosprawnościami nie żyje dzisiaj w instytucjach. Ale kiedyś trzeba powiedzieć »koniec«. Więc rozmawiajmy o tym, jak to zrobić, a nie o tym, że tego zrobić się nie da.
Tydzień temu dokładnie od jednej z organizacji członkowskiej, która ma siedemnastolatka u siebie i chce mu zapewnić na rok wsparcie, a potem mieszkanie wspomagane, dowiedzieliśmy się, że MOPS upiera się przy Domu Pomocy Społecznej. Bo ta droga jest łatwa, sprawdzona.
Teraz musimy po prostu zmusić samorządy do tego, żeby zmieniły swoje myślenie”.
Aleksander Waszkielewicz, Fundacja na Rzecz Osób z Niepełnosprawnościami: „Co jest najlepsze dla dziecka. Rodzina. Opiekunowie w DPS-ach nie będą nigdy rodziną. Nawet najlepiej zarządzana placówka tego nie zapewni”.
„To, że bywają doskonałe DPS-y, nie zmienia faktu, że cały system opieki instytucjonalnej to zaniedbania i przemoc, której jest więcej niż w rodzinach”.
Joanna Luberadzka-Gruca, „Polki Mogą Wszystko”: „65 proc. dzieci w DPS z uregulowaną sytuacją prawną nie jest zgłaszanych do adopcji. Odpowiedzią na brak miejsc w rodzinach zastępczych powinno być wsparcie tych rodzin. Trzeba te rodziny wspierać i to jest także zadanie dla wzorcowych DPS dla dzieci”.
Projekt nowelizacji, jak już pisaliśmy, jest na etapie rządowych konsultacji. Wywołał jednak już skrajne emocje i trzygodzinna dyskusja w podkomisji na pewno ich nie rozładuje.
Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich zaproponował więc zorganizowanie wysłuchania publicznego, w którym uczestnicy, zgodnie z ustalonymi regułami, mogą zabrać głos i w ten sposób da się zebrać najróżniejsze opinie i się do nich odnieść.
Klaudia Chazan, Stowarzyszenie Rodzicielstwa Zastępczego Jedno Serce: „Jeśli nie będziemy skupiać się na kłótniach, to znajdziemy rozwiązanie, by wszystkie dzieci trafiały do rodzin. Owszem, dziś często trudno jest znaleźć rodzinę dla bardzo chorego dziecka i samorządom łatwiej jest takie dziecko skierować do DPS. To właśnie trzeba zmienić. Moja adopcyjna córka miała skierowanie do DPS. Dziś ma 6 lat, chodzi do przedszkola, jest w rodzinie”.
Krzysztof Kurowski: „Brakuje w tym projekcie jasnej ustawowej ścieżki wykorzystania takich miejsc jak DPS Broniszewice, które cenię, do wsparcia, do odnalezienia się w tej nowej rzeczywistości. To może być opieka wytchnieniowa, to może być sieć mieszkań wspomaganych. Brakuje zaproponowanej takiej ścieżki przejścia”.
Siostry prowadzące DPS-y dla dzieci powtarzały tymczasem, że są traktowane „jak patologia”. I że to głęboko niesprawiedliwe. W ich przekonaniu dzieci w ich domach mają świetne warunki, nie mieszkają z dorosłymi mieszkańcami tylko w osobnych pokojach. A rodzeństwa mieszkają razem.
Widać było, że obie strony bardzo się różnią w tym, czym jest „dobre życie”. Bo dla zwolenników zmiany kluczowym pojęciem jest „niezależne życie”, czyli możliwość decydowania o sobie na tyle, na ile pozwala zdrowie. A nie sam „osobny pokój” w instytucji, zarządzanej odgórnie.
Polityka społeczna
Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej
DPS
dzieci z niepełnosprawnościami
pomoc społeczna
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze