Dla seniorów, osób w kryzysach i z niepełnosprawnościami potrzebujemy usług wsparcia w miejscu zamieszkania. Tylko że one nie zastąpią DPS-ów. A DPS-y zaczną obumierać – mówi Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.
Trwają właśnie konsultacje nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. To pierwsza tak duża zmiana liczącej 20 lat ustawy. Jej autorzy mówią, że chodzi o uporządkowanie systemu i wskazanie kierunku zmian. W przypadku Domów Pomocy Społecznej — DPS — chodzi o to, by nie były pierwszą, a ostatnią deską ratunku.
„Dziś do DPS może zostać skierowana zarówno osoba wymagająca stałej intensywnej opieki, jak i ktoś, komu wystarczyłaby pomoc dzienna, zorganizowana przez gminę w domu. I na miejsce w DPS się czeka” – mówiła w niedawnej rozmowie z OKO.press wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej Katarzyna Nowakowska.
„To są słuszne założenia, tyle że utopijne. Bez dodatkowego finansowania usługi lokalne się nie rozwiną. A wpisane do projektu nowelizacji wygaszanie DPS-ów zadziała natychmiast. Zniszczy to, co jest, i nie pozwoli poprawiać oraz rozwijać te placówki” – mówi Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.
Słowem-kluczem w tym sporze jest
„deinstytucjonalizacja”.
Czyli odchodzenie od usług społecznych świadczonych w instytucjach na rzecz lokalnych, w miejscu zamieszkania.
„Deinstytucjonalizacja to dla nas harmonijny rozwój usług środowiskowych, które są pierwszą linią i które powinny być stabilne, niefasadowe, dobrze opłacone. Ale instytucje (jak DPS-y) też wymagają wzmocnienia. Wsparcie środowiskowe nigdzie w żadnym kraju europejskim nie wystarcza” – mówi Paweł Maczyński.
Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Jest Pan wobec nowelizacji bardzo krytyczny. Ostrzega Pan, że doprowadzi ona do zniszczenia systemu domów pomocy społecznej, choć autorzy rządowego projekt powtarzają, że nikt nie ma takich planów, a DPS-y są i będą fundamentem wsparcia dla tych, którzy nie mogą już mieszkać sami albo z rodziną.
Paweł Maczyński: Nikt nie przyjdzie i nie zabierze kluczy i nie zamknie drzwi do DPS-ów. Tyle że nowelizacja zmieni dostęp do nich i ludzie potrzebujący oraz oczekujący pomocy długoterminowej jej nie dostaną.
Ministra Katarzyna Nowakowska w wywiadzie dla OKO.press bardzo wyraźnie mówiła o niezbędności DPS-ów, o tym, że w żaden sposób nie chce zagrozić ich istnienia, bo wie, że są fundamentem systemu. Bez nich nie przeżyjemy.
Tylko że nowelizacja opisuje DPS-y tak, jakby były złem. Więc nie ma tam mechanizmów ich zmiany i rozwoju. A jeśli tak, to zacznie się ich stopniowe niwelowanie.
To jest przede wszystkim zapisane we wprowadzanej do ustawy definicji „deinstytucjonalizacji”, czyli zastępowania pomocy w instytucjach na rzecz pomocy w środowisku lokalnym. Brzmi to tak:
„Deinstytucjonalizacja – proces rozwoju usług społecznych na poziomie rodziny i społeczności lokalnej, w tym o charakterze profilaktycznym, który ma na celu zastąpienie opieki instytucjonalnej wsparciem świadczonym na poziomie społeczności lokalnej”.
Po drugie – nowelizacja zakłada, że dzieci i młodzież nie będą mogły być już kierowane do tego typu ośrodków. Założenie jest oczywiście szczytne, ale konsekwencje będą ponure, bowiem nie są osadzone w dzisiejszych realiach. Zaraz o tym opowiem.
Po trzecie – ma nastąpić zmiana zasad kierowania do domów pomocy społecznej osób dorosłych, które często znajdują się w takim stanie, że same chcą z tej formy wsparcia skorzystać lub uważają to za konieczne. Żeby skierować taką osobę do DPS, gmina musiałaby dowieść, że wykorzystała narzędzia wsparcia na miejscu, a warunki do tego zostały tak zaporowo określone, że w praktyce nie będzie to możliwe.
Bo celem jest to, by DPS nie był pierwszym rozwiązaniem. Wiele osób da sobie radę, jeśli dostanie od gminy wsparcie. Do tego Ministerstwo mówi, że jeśli samorząd nie będzie mógł zaproponować wsparcia, albo będzie je dopiero organizował, taka osoba ma mieć bezwzględne prawo do DPS.
Tak, tylko resort np. wskazał w nowelizacji, że może to nastąpić w przypadkach bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. Ludzie w takim stanie zgodnie z przepisami powinni trafić do podmiotu leczniczego, a nie do DPS. Ten zapis więc to także fikcja. Nie jedyna w projekcie nowelizacji.
Jak te zmiany mogą zagrozić DPS-om? Przecież w tej chwili na miejsce w DPS trzeba bardzo długo czekać – potrzebujący zdani są w tym czasie na wsparcie rodziny albo na prywatne usługi opiekuńcze.
Rzeczywiście, usługi środowiskowe, w tym opiekuńcze, w Polsce szwankują. Nie realizuje ich np. 300 gmin w Polsce (na prawie 2500), mimo że mają taki obowiązek. Przyznaje to sama wiceministra.
Jakość tych usług pozostawia niekiedy wiele do życzenia. Część samorządów uważa po prostu, że twarde inwestycje są ważniejsze, bo mieszkańcy docenią bardziej chodniki i kanalizację. A część wie, że prawdziwych, dostosowanych do potrzeb społeczności usług nie są w stanie świadczyć. Państwo ten stan rzeczy akceptuje.
Wiceministra odpowiedzialna za kontrolę tych 300 gmin nie egzekwuje prawa. A teraz nowelizacją chce te samorządy zobowiązać, by zanim kogoś skierują do DPS, zaproponowały te nieistniejące i słabo działające usługi.
Wie Pani, co się wtedy stanie?
Co?
Niektóre samorządy może i zaczną szukać finansowania. Znajdą je – w postaci programów finansowanych z pieniędzy rządowych lub unijnych. To z założenia jest jednak niestabilne i nietrwałe. W efekcie z usługami społecznymi: sąsiedzkimi, opiekuńczymi, wytchnieniowymi, będzie tak jak z asystencją osobistą dla osób z niepełnosprawnościami. Jak samorząd/organizacja pozarządowa zdobędzie fundusze, to pomoc będzie, ale też nie wszędzie.
Od marca do listopada, bo usługi świadczone w trybie projektowym trzeba najpierw przygotować, a potem rozliczyć się z fundatorem.
Od marca do listopada — to w wariancie optymistycznym. Poza tym takiego wsparcia nie starczy dla wszystkich potrzebujących, więc każdy coś dostanie, ale zdecydowanie mało w stosunku do potrzeb. Ale usługi formalnie będą, więc pomoc w DPS nie będzie się należała.
Samorządy, które w 85 proc. finansują pobyt w DPS, nie będą tam kierować, zadowalając się tańszymi usługami na miejscu. Ludzie zostaną uwięzieni w tym efemerycznym systemie, a ci, którym moglibyśmy w DPS pomóc, jeśli trafią do nas, to za późno.
Ale przecież i teraz tak jest. Ośrodek pomocy społecznej proponuje pięć godzin wsparcia tygodniowo, bo „na więcej nas nie stać”. A miejsc w DPS – powtórzę – nie ma.
Chyba dobrze, że rząd chce wymusić proces, w wyniku którego tych oferowanych godzin nie będzie pięć tygodniowo, ale np. pięć dziennie? Nie każdemu to wystarczy, ale wielu pomoże.
A w końcu będzie tak jak z asystencją osobistą: pomoc z grantów i dotacji zastąpią usługi finansowane z budżetu. Ustawa o tak finansowanej asystencji, świadczonej w sposób ciągły i na tych samych zasadach w całym kraju, jest już w Sejmie.
Ale jeszcze nie weszła w życie.
Jasne, z czasem może się to wszystko poprawi. Tylko co się stanie z tymi, którzy potrzebują pomocy już teraz? Nowelizacja wprost blokuje im dostęp do DPS. Tak zadziała przepis, że gminy mają NAJPIERW proponować usługi opiekuńcze na miejscu, a dopiero POTEM kierować do DPS.
Przy czym – zauważmy – nowelizacja ma utrudnić kierowanie ludzi tylko do publicznych domów pomocy społecznej działających wedle jasnych standardów. Z pomocy placówki prywatnej będzie można korzystać bez ograniczeń. Ta ustawa wprost więc prywatyzuje sektor opieki długoterminowej i wypycha obywateli do tego typu prywatnych podmiotów.
Domy prywatne też są standaryzowane i kontrolowane.
A maksymalna kara za zaniedbania, jakie wojewoda może na taką placówkę nałożyć, to 40 tys. zł Przy miesięcznych opłatach za pobyt mieszkańca przekraczających średnią krajową ...
Zgódźmy się jednak, że jest też ciemna strona pomocy instytucjonalnej, niezależnie od tego, czy to placówki prywatne czy DPS-y. To są miejsca narażone na przemoc, bezduszność i okrucieństwo. Nie dlatego, że pracują tam źli ludzie, ale dlatego, że nie działa tam kontrola społeczna. Zgodnie z protokołem dodatkowym do Konwencji ONZ o zakazie tortur i nieludzkiego traktowania, miejsca te muszą być prewencyjnie kontrolowane. Wykryte problemy widać w corocznych Raportach Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur Biura RPO. A co jakiś czas opinia publiczna dowiaduje się o skandalu i ludzkiej krzywdzie, której zapobiec się nie udało.
Wiedząc to, trzeba naprawdę robić wszystko, by DPS był ostatnim, a nie pierwszym sposobem wsparcia. I nowelizacja stara się to zrobić.
Przemoc niestety jest wszędzie tam, gdzie m.in. nie ma kontroli. Także w miejscu zamieszkania, w rodzinach zastępczych, po prostu w rodzinach. O takiej przemocy mówi się trudniej, bo jest rozproszona.
Jeśli chodzi o DPS-y, to one mają wypracowany system przeciwdziałania nieprawidłowościom i należy tworzyć warunki do jego egzekwowania. Tworzymy ruch za zmianą, sami wielokrotnie sygnalizujemy łamanie praw czy to w DPS-ie, czy w rodzinnej pieczy zastępczej. Problem w tym, że mechanizm kontroli prewencyjnej praktycznie nie działa. Bo ilu pracowników ma KMPT?
Niespełna 20 osób.
No właśnie. Państwowych domów pomocy jest ponad 800.
Państwo oszczędza na ludziach, a dzięki nim proces pozytywnej zmiany w DPS-ach mógłby postępować. Tymczasem teraz to właśnie my, pracownicy pomocy społecznej sami wychwytujemy problemy – prawne, organizacyjne, związane z łamaniem standardów — i zgłaszamy je. Prosimy o wizytacje prewencyjne i kontrole. Ale nie ma ich kto robić.
Tak powstaje ta generalizująca i szkodliwa społecznie narracja o tym, że DPS-y są złe.
Mówi się, że to są miejsca „zabetonowane”. Że to więzienia, a ich pracownicy „pasożytują” na systemie. Że jesteśmy za uwstecznieniem, że „nie potrafimy zejść ze szlaku”, że tworzymy instytucje „totalne”.
Od Ministerstwa Pan to słyszał?
Od współpracujących z nim aktywistów i działaczy. Przedstawiciele Ministerstwa na to nie reagowali. Gdyby analogiczne określenia padały wobec policjantów, medyków czy Straży Granicznej bez reakcji odpowiedzialnego ministra, zapewniam Panią, że dymisja byłaby tylko kwestią czasu.
Reakcja jest. Ministra Katarzyna Nowakowska, zastępczyni min. Agnieszki Dziemianowicz Bąk w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej napisała na X, że takie słowa nie powinny padać
Czyli ministra potwierdza, że nowelizacja powstaje w takiej właśnie atmosferze i bierze za to odpowiedzialność? Ciekawe, bo w ubiegłym roku to właśnie ministerialny departament pomocy na posiedzenie Zespołu ds. reformy zaprosił osoby, które „naukowo” uzasadniały tezę o „zabetonowaniu”.
Tymczasem to język wykluczający. Te słowa kierowane są do pracowników socjalnych i pracowników pomocy, którzy robią wszystko, by ten system zmienić i poprawić, ale tak, by jednocześnie zachowywał stabilność dla potrzebujących.
To nas bardzo mocno boli, stąd nasza ostra reakcja. My, powtarzam, chcemy DPS-y zmieniać. Nowelizacja przez język i sposób debaty te zmiany blokuje. I przez to ułatwia proces degradacji DPS.
A nie jest tak, że kiedy ludzie, którzy mogą dostać pomoc w miejscu zamieszkania, nie trafią do DPS, to zostaniecie z samymi naprawdę bardzo trudnymi przypadkami?
My od zawsze zasadniczo mierzymy się z najtrudniejszymi „przypadkami”.
Przykładem są dzieci, o których już wspominałem. Ministra Dziemianowicz-Bąk powtarza, że dzieci nie powinny trafiać do DPS. I ja się z tym zgadzam: nie powinny.
Tylko że 75 proc. z tych, które mieszkają teraz w DPS, to dzieci z systemu pieczy zastępczej. Rodziny zastępcze sobie z nimi nie poradziły.
Mamy też dziś w Polsce ok. 2000 niewykonanych postanowień sądu w zakresie zabezpieczenia w pieczy zastępczej. Życie i zdrowie tych dzieci jest zagrożone. A my sobie zapisujemy w nowelizacji coś, co da nam komfort emocjonalny, wiedząc, że dziś piecza zastępcza tych dzieci nie przyjmie.
Potem się zrzuci odpowiedzialność za tragedię – na kogo? Na pracownika socjalnego oczywiście. Że nie dopilnował, nie zapewnił...
Mam też wrażenie, że nowelizacja powstała pod wpływem doświadczeń wielkomiejskich i głównie dla takich aglomeracji ma być. Gdańsk, Gdynia, Warszawa chcą inwestować w mieszkania wspomagane, w których człowiek może mieszkać samodzielnie, choć ze wsparciem i pomocą, DPS rzeczywiście może nie być wtedy potrzebny. I w porządku. Nowelizacja, przez to, że zniesie zakaz wsparcia całodobowego w takich mieszkaniach, ułatwi zapewne ich rozwój.
Bogate samorządy nie będą się też pewnie tak mocno kłopotać tym, że nie ma z czego utrzymać takich mieszkań (bo dofinansowanie jest tylko na powstanie, ale nie na zapewnienie ciągłości; w bogatych samorządach korzyści z inwestowania w takie mieszkania przeważą).
A co z mniejszymi miejscowościami? Z ludźmi, których nie będzie miał kto wesprzeć – bo tam zwyczajnie nie ma pracowników socjalnych, organizacji pozarządowych, dostępu do specjalistów? Nawet jak zakładamy, że kiedyś sytuacja się zmieni, to brak domu pomocy społecznej będzie odczuwalny już teraz.
Są jednak w Polsce mniejsze miejscowości, które stworzyły kompleksowe systemy pomocy dla seniorów, osób w kryzysie i z niepełnosprawnościami. Od pomocy rodzinie, przez warunki do niezależnego życia i pracę. Jest tego naprawdę wiele, a zawdzięczamy to organizacjom społecznym i świadomym samorządowcom.
To jest model, na którym, jak rozumiem, opiera się Ministerstwo. On nie wyklucza DPS-ów. Czyni z nich ostatnią linię wsparcia. Dzięki temu ludzie nie żyją w poczuciu grozy, że ich bliski trafi do DPS tylko dlatego, że im zabraknie sił i zdrowia.
Nowelizacja jednak nie rozwiązuje problemu dostępności. Przewiduje rozwiązania fakultatywne, dokładnie na zasadzie pojedynczych praktyk. Przecież wprost zapisano, że te zmiany nie rodzą ŻADNYCH skutków finansowych dla gmin i budżetu państwa. Więc rozumiem, że będą wdrażane siłą woli? Realne jest natomiast wygaszanie DPS-ów.
Ministerstwo powtarza, że DPS-y są i będą, a nowelizacja tylko porządkuje i wskazuje priorytety.
Oraz zmienia definicje. Zamiast „osoba bezdomna” będzie „osoba w kryzysie bezdomności”. A zamiast „kierowników” ośrodków pomocy społecznej – „dyrektorzy”. Można by się zapytać, po co.
Bo „bezdomność” to stan trwały, a „kryzys bezdomności” to coś, z czego się wychodzi – w związku z tym państwo powinno w tym pomagać. Jeśli kierownik DPS zostanie nazwany dyrektorem, to łatwiej przyjmiemy do wiadomości, że pomoc społeczna jest ważna.
Zgoda co do osób w kryzysie bezdomności, ale naprawdę uważa Pani, że kluczowym dla systemu pomocy jest dziś problem ambicji kierowników, którzy chcą być z zawodu i nazwy dyrektorami? Po to mamy zmienić kilkadziesiąt przepisów ustaw?
Jak już jesteśmy przy nazwach — to teraz niech Pani przeczyta definicję „deinstytucjonalizacji”. Wedle projektu ma ona „na celu zastąpienie opieki instytucjonalnej wsparciem świadczonym na poziomie społeczności lokalnej”.
ZASTĄPIENIE.
Tak, słowa mają znaczenie, a te z nowelizacji właśnie deprecjonują naszą pracę. To się skończy destabilizacją opieki całodobowej, bez gwarancji, że ludzie dostaną inne usługi opiekuńcze.
Co powinno się zmienić w tym projekcie, żebyście wy się czuli bezpiecznie?
Powinno się zacząć od realnego dialogu ze stroną społeczną. Ministerstwo tak naprawdę rozmawiało do tej pory z tymi, którzy ten projekt popierają. Reszcie, jak już ich zaprosiło – oznajmiało zmiany. Bez odpowiedzi na podnoszone wątpliwości. Uważamy więc, że nie jesteśmy podmiotem procesu konsultacji, a jedynie przedmiotem kiepskiej polityki informacyjnej departamentu pomocy.
Teraz trwają konsultacje publiczne i społeczne projektu. Do jakich zmian chcielibyście przekonać rząd?
Po pierwsze – zgadzamy się, że potrzebne są usługi opiekuńcze w miejscu zamieszkania. Musimy jednak pamiętać, że potencjał tych usług nie jest wielki, a demografia pogarsza sytuację. Placówek całodobowych już teraz mamy za mało. Odstajemy od europejskiej normy.
Więc gdyby zmiana miała polegać na tym, że będziemy wzmacniać system poprzez stopniowe dobudowywanie do niego usług w miejscu zamieszkania, to pełna zgoda.
Deinstytucjonalizacja, choć wolimy mówić o reinstytucjonalizacji, to dla nas harmonijny rozwój usług środowiskowych. Powinny być pierwszą linią. Powinny być stabilne, niefasadowe, dobrze opłacone. Ale instytucje też wymagają wzmocnienia. Wsparcie środowiskowe nigdzie w żadnym kraju europejskim nie wystarcza.
Druga rzecz – jeśli stawiamy na usługi środowiskowe, to musimy je precyzyjnie opisać. Obecnie obowiązująca ustawa je tylko wymienia, więc one nie działają. I to się nie poprawi od wpisania w nowelizacji, że przed skierowaniem do DPS trzeba je mieszkańcowi zaproponować.
One powinny być zdefiniowane, z kryteriami, dzięki którymi da się jakość tych usług mierzyć. Do tego ustawa powinna wskazywać źródło ich finansowania. Tymczasem nowelizacja zostawia to na ogólnym poziomie, odsyłając do rozporządzenia. Nie wiemy, co w nim będzie, ani kiedy powstanie.
Trzeba też stworzenia bardziej rygorystyczne przepisów, dotyczących niewykonywania zadań obowiązkowych gminy z tworzeniem podstaw do ich realizacji.
Nie akceptujemy też poluzowania zasad dostępu do zawodu pracownika socjalnego. Nowelizacja w obecnej wersji sprawiłaby, że pracownicy socjalni nie mogliby znaleźć pracy w Unii Europejskiej, skoro resort założył, że pracownikiem socjalnym może być osoba kończąca studia łączone, np. tak abstrakcyjne, jak bezpieczeństwo i praca socjalna w jednym. Poza tym, jaki sens będzie studiować pracę socjalną i przygotowywać się do zawodu, skoro uprawnienia dostanie też ktoś np. po ochronie środowiska czy po archeologii.
Ten zapis można jednak przełożyć na ludzki jako: „ludzie, potrzebujemy rozpaczliwie dużo pracowników socjalnych i sami absolwenci pracy socjalnej nie wystarczą”.
Jeżeli 70% pracowników dzisiaj otrzymuje wynagrodzenie minimalne w tym sektorze, to żadni archeolodzy nie pomogą. Potrzebujemy podwyżek i realnej zmiany warunków pracy.
A gdyby w toku konsultacji ta definicja deinstytucjonalizacji się zmieniła...
To byłby pierwszy krok. I mielibyśmy nadzieję na rozmowę o tym, jakie realne miary pozwolą nam ocenić, czy lokalne usługi wsparcia nie są pozorne.
Staramy się wyjaśnić nasze racje środowiskom społecznym, rozmawiając m.in. o nowelizacji, nawet tam, gdzie w sposób naturalny się różnimy. Spotkaliśmy się m.in. z przedstawicielami Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami. Ten pewnie niełatwy dla obu stron dialog udało się rozpocząć.
Podkreślamy, że chcemy zmian. Ale nie zmian pozornych. Mam wrażenie, że ludzie z PFON też oczekują takich stabilnych podstaw dla niezależnego życia osób z niepełnosprawnościami.
W naszym wspólnym interesie jest więc, by nie powstał kolejny dokument dobry do pochwalenia się w mediach społecznościowych, ale który w realnym życiu spowoduje więcej szkód niż pożytku.
Polityka społeczna
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk
Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej
DPS
Katarzyna Nowakowska
pomoc społeczna
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze