Lapsus min. Nowackiej o „opadających męskich spodniach” to przykład podejścia do ustawy o prawach uczniowskich, które może unicestwić wolność wyboru stroju. Pojawiła się też wrzutka, że gdy klasa idzie np. do kina, to młodzi mają wyglądać zgodnie z „normami społecznymi” – ostrzega współautor pierwszej wersji ustawy
Piotr Pacewicz, OKO.press: Barbara Nowacka stwierdziła w Radiu Zet, że ubiór ucznia w szkole musi być zgodny z „normami społecznymi”, bo teraz mamy w szkole „dżunglę i wolną amerykankę z obu stron”. Krytykowała „mocno opadające spodnie męskie” i dodała, że „reszta klasy [nie ma] chęci uczestniczenia w takich widokach”. Pomijając mimowolny komizm tej wypowiedzi, chodziło ministrze o ustawę o prawach uczniowskich. Brałeś udział w jej pisaniu, od liceum walczyłeś o prawa uczniowskie. Jak się ma ustawa do opadających spodni?
Łukasz Korzeniowski¹: To faktycznie wymaga doprecyzowania, bo powstają kolejne mity, co jest tym gorsze, że projekt ustawy jest znany od wakacji 2025, przeszedł konsultacje, był już na Komitecie Stałym Rady Ministrów i niedługo trafi na rząd. Głównym jego założeniem jest odejście od regulowania praw i obowiązków uczniów i uczennic w szkolnych statutach i przeniesienie tego do ustawy. A w ustawie zapisane jest – cytuję – „prawo ucznia do kształtowania swojego stroju i wyglądu z uwzględnieniem art. 42b pkt 4 i 5”.
W propozycji zespołu, w którym pracowałeś, było „prawo do swobodnego kształtowania”.
Ale tak czy inaczej, mamy zasadę ogólną, czyli prawo ucznia² do tego, by wyglądał tak, jak chce, z kilkoma ograniczeniami, które opisują przepisy szczegółowe.
Pierwsze ograniczenie brzmi: „uczeń ma nosić strój zgodny z ogólnie przyjętymi normami społecznymi”.
Po co taki zapis? Patrząc historycznie, szkoły zawsze jakoś regulowały uczniowski strój. Kiedyś były obowiązkowe mundurki, w PRL fartuchy. Więc żeby nie było pustki, coś trzeba było wpisać – choć ja bym z tego najchętniej w ogóle zrezygnował. A dlaczego „ogólnie przyjęte normy społeczne”? Jakieś brzmienie przepis mieć musi, nie możemy przecież iść w kazuistykę, opisywać szczegółów stroju uczennic czy uczniów.
Zasadą jest, że szkoła nie ingeruje w uczniowski strój, ustawa daje taką ogólną wytyczną, buduje normę prawną (a norma to nie to samo co przepis), która daje młodym ludziom swobodę tego, jak będą się do szkoły ubierać. Szkoła nie będzie mogła – jak bywało do tej pory w statutach szkolonych – sama sobie ustalać tych norm, nie może ich doszczegóławiać, kodyfikować. Oczywiście będzie te przepisy stosowała, interpretowała, ale to zupełnie co innego.
Zapis o „normach” już na pierwszy rzut oka ma potencjał arbitralnego ograniczania prawa młodego człowieka do ubierania się, a także prawa rodziców, do ubierania swego dziecka, jak im się podoba. Barbara Nowacka powiedziała, zapewne odruchowo, „nie!” zwisającym spodniom (sagging pants), które wywodzą się jeszcze z kultury punk.
Cóż, ponoć ilu prawników, tyle interpretacji prawnych. Nie mamy takiej ogólnie przyjętej normy, że w zwisających czy opadających spodniach nie można chodzić,
a skoro nie – to nie można uznać, że uczeń w takich spodniach narusza swój obowiązek.
Ale zdaję sobie sprawę, że wiele pracy będzie przy upowszechnianiu uczniowskich praw i obowiązków, i tego, jak należy przepisy rozumieć, a co z nich na pewno nie wynika. Ale to specyfika prawa w ogóle. A skoro taka dyskusja się już toczy, to może uda się nam dopracować przepisy.
Co do „norm”, to trzeba było wybrać jakieś pojęcie ogólne. To obecne w projekcie nie jest złe, choć ma wielu krytyków, nie słyszałem jednak alternatywnych propozycji.
W naszej poprzedniej rozmowie mówiłeś, że zamiast „powszechnie przyjętych norm” można by się odwołać do pojęcia nieobyczajności. Opadające spodnie mogłyby naruszać normę obyczajności, jeśli odsłaniają pośladki.
Po namyśle sądzę, że jeśli już musi być jakiś zapis, to lepsze te „normy”, bo „nieobyczajność” jest terminem z prawa penalnego (kodeks wykroczeń), ma negatywne konotacje i daje większe pole do nadinterpretacji.
Mamy też drugie ograniczenie, że nie wolno nosić stroju nawołującego do nienawiści czy dyskryminacji, czyli np. z symbolami faszystowskimi.
I trzeci zapis, że strój i wygląd nie może stwarzać zagrożenia dla bezpieczeństwa uczennicy i innych osób. Ograniczenie dotyczy tu także wyglądu, np. nie wolno mieć dużych kolczyków na WF albo długich rozpuszczonych włosów w pracowni chemicznej, gdy uczennica stoi nad kolbami, w których jest kwas.
Ustawa odsyła tu do statutu szkoły.
Wolałbym, żeby ustawa mówiła o stroju i wyglądzie spełniającym wymogi BHP, bo to bardziej konkretne, a co ważniejsze – sensowne i zrozumiałe. Czyli jak trzeba to się nakłada fartuch albo zdejmuje duży pierścionek.
W porównaniu z propozycją wypracowaną przez naszą grupę ekspertów w ustawie pojawiła się niestety jeszcze jedna wrzutka, że wygląd i strój ucznia może być regulowany w sytuacji uroczystości, reprezentowania szkoły, a także wyjść grupowych i wycieczek szkolnych, przez „ogólnie przyjęte normy”.
Kluczowe jest tu dorzucenie „wyglądu”, bo o stroju jest przecież zapis ogólny. Mam nadzieję, że to zostanie zmienione, bo sypie się cała logika ustawy.
Dlaczego wygląd uczennicy na co dzień nie jest regulowany, ale na wycieczce albo pójściu do kina już tak?
Na pewno na etapie sejmowym prac nad projektem będziemy zabiegać o zmianę tego.
Ten zapis w art. 42b pkt 5 to kompletny groch z kapustą, ale jeśli dobrze rozumiem, ustawa określa dwie reguły stosowania „ogólnie przyjętych norm społecznych”. Jedna na terenie szkoły (dotyczy stroju) i druga, gdy szkoła pokazuje się światu (dotyczy także wyglądu). Idziemy do muzeum – powie pani dyrektor – chyba sobie nie wyobrażasz Piotrze, że będziesz miał kok obwiązany tym sznurem od bielizny. A ty Łukaszu, zmyjesz tatuaż.
No tak, właśnie taki byłby efekt. To jest tym bardziej niezrozumiałe, że udział w uroczystościach, czy wyjściach, gdzie reprezentuje się szkołę, jest dla uczniów zawsze dobrowolny. Oczywiście jest określony strój pocztu sztandarowego, ustalony w statucie szkoły, i jeśli uczennica chce nieść sztandar, to musi nałożyć taki strój, ale nikt nie musi nieść sztandaru. A wygląd to już zupełnie nie ma nic do rzeczy.
Nie możemy odmawiać uczniowi udziału w poczcie sztandarowym, bo ma nie taki kolor włosów, jaki by nam się podobał.
To narusza uczniowskie prawo i wolność wyboru wyglądu.
Pilotujący ustawę Kacper Lawera tłumaczy, że „MEN stoi na stanowisku, i tak też postulowała duża część nauczycieli, że szkoła jest miejscem, które wychowuje i kształtuje postawy. Są więc sytuacje, w których powinna wymagać odpowiedniego stroju, np. podczas uroczystości albo reprezentowania szkoły poza jej murami”.
Nie zgodziłbym się z tym argumentem, zapis o stroju i wyglądzie na wyjście zostawi pole do statutowych nadużyć. Czy szkoła nie może kształtować prawidłowych postaw bez sformalizowanego obowiązku i sankcji?
Po co ten „kij”?
Przyznam się bez bicia, że 20 lat temu mieliśmy z żoną problem z synem, który malował paznokcie na czarno. Szkoła nie była zachwycona.
Raz jeszcze. Ustawa nie reguluje żadnych aspektów wyglądu: koloru włosów, paznokci, makijażu, tatuaży itd. To sfera pełnej uczniowskiej wolności. No, poza tym nieszczęsnym zapisem o wyglądzie, gdy uczniowie wychodzą ze szkoły, choć mam nadzieję, że on zniknie z ustawy.
Odwieczna wojna dorosłych z młodymi o strój i wygląd zaczyna się w domu rodzinnym. Pamiętam, jak w śmietniku zdejmowałem zimą kalesony, bo w mojej podstawówce chłopaki ze starszych klas kazali podnosić nogawki i ośmieszali cię, jeśli miałeś kalesony.
Kontrola rodzicielska nie jest przedmiotem ustawy. Rodzice bardzo się tu różnią, są też tacy, którzy wykłócają się ze szkołą o prawo swego dziecka do wyboru stroju.
Kluczowe pytanie. Kto będzie ustalał, czy coś jest, czy też nie jest zgodne z tymi normami społecznymi? Kto tu będzie sędzią, strażnikiem i egzekutorem?
Tu jest punkt zapalny tych wszystkich dyskusji. Przede wszystkim, to nie będzie tak, jak bywało w statutach szkolnych, że ktoś sobie siądzie i spisze, co się w normie mieści, a co nie. Dekodując pojęcie „norm”, musimy zawsze pamiętać o ogólnej zasadzie, że uczeń swobodnie kształtuje swój strój i jedyne, co go ogranicza, to że coś narusza ogólnie przyjęte normy. Zwracam uwagę na słowo "ogólnie”.
Nie są to, nie mogą być jakieś normy szczególne dla danej szkoły, które sobie ustaliła kadra nauczycielska czy dyrekcja. To nie mogą być normy wyznaczone np. przez religię, czy jakieś konserwatywne widzimisię pana dyrektora, to mają być zasady na tyle ogólne, że wszyscy się zgodzą, że coś takiego powinno obowiązywać.
Na przykład wszyscy byśmy się zgodzili, że do szkoły, tak jak do innego miejsca publicznego, nie przyjdziemy nago, bez koszulki, czy bez spodni. Takich ogólnych norm dotyczących stroju w miejscach publicznych nie ma aż tak dużo i o to chodziło w ustawie.
I jeśli wychowawczyni powie, że nie wolno nosić podziurawionych dżinsów, czy – wróćmy do przykładu – opadających spodni, to jest to na gruncie przepisów ustawy nieuprawnione.
Bo w ustawie mowa nie o normie według wychowawczyni, tylko o normach przyjętych przez ogół społeczeństwa,
co sprawia, że nie ma zbyt wielu obostrzeń krępujących wolność ubierania się.
Jako społeczeństwo nie decydujemy przecież, jak się ubrać do lekarza, urzędu, na uczelnię. Pewnie zgodzilibyśmy się, że trzeba przestrzegać niektórych reguł religijnych, czyli że do kościoła mężczyzna nie powinien wchodzić w czapce, a do meczetu w butach.
OK, ale kto ustali, ile ciała można odsłonić, nie naruszając zakazu nagości?
Na pewno nie jest tak, że dyrekcja z nauczycielkami po prostu sobie ustali jak rozumieć nagość. To nie może być norma arbitralnie ustalona, wymyślona, a wszelkie ograniczenia trzeba odnosić do zasady, że uczennica swój strój kształtuje swobodnie. Każdy wyjątek od tej zasady trzeba stosować ostrożnie i precyzyjnie. Natomiast na końcu będą robić to nauczycielki. Wiem, że niektórzy by chcieli, by nauczycieli w ogóle odciąć od kontrolowania tego, czy uczniowie wypełniają swoje obowiązki. Ale tak się nie da.
Jak mówiłem w naszej rozmowie z września 2025 (kiedy nasz zespół jeszcze pracował nad ustawą), ustawa o uczniowskich prawach nie stworzy nam nagle świata idealnego, w którym nie będzie kontrowersji. Prawa pracownicze są od dziesięcioleci kodyfikowane w Kodeksie Pracy, ale to przecież nie oznacza, że nie ma sporów, a nawet spraw sądowych, np. na temat tego, czym jest zapisane w prawie stwarzanie uwłaczającej atmosfery w pracy.
Także w szkole nie osiągniemy magicznej zgody.
Każdy, kto racjonalnie myśli o prawodawstwie musi mieć tego świadomość. Z drugiej strony uznaliśmy, że jakieś regulacje stroju musimy przyjąć, bo
niestety nie zdobyliśmy się na odwagę, by uciec od takich regulacji, tak jak nie regulujemy stroju na podróż pociągiem, czy wizytę u lekarza. Jeszcze nie ten etap.
Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak zwraca uwagę, że pojęcie „norm społecznych” jest tak nieprecyzyjne, że może ograniczać wolność wyrażania tożsamości młodych ludzi. I dyrektorka zachęcona przez przykład opadających spodni, będzie sobie normy filtrowała przez własne wyczucie, zwłaszcza jeśli zostanie zapis o wyglądzie przy wyjściu szkoły na zewnątrz. Nie pozwoli uczniowi pójść do muzeum z pomalowanymi na czarno paznokciami.
Taka interpretacja prawa byłaby błędna. Ale nie można argumentować, że przepis jest zły, bo przy jego błędnej wykładni stanie się coś złego. I znów mogę spytać: skoro pojęcie norm społecznych jest nieprecyzyjne, to czy chcemy szczegółowego opisu w ustawie, jak się uczennica nie może ubrać? Chyba nie.
Gdyby dyrektorka zażądała, by ubrać się na pogrzeb w coś ciemnego, to pewnie byśmy się zgodzili, że OK, taka jest norma społeczna. Ale kolor włosów, czy paznokci, już poza normę wychodzi. Kiedy taki zapis pojawiał się w statucie szkoły, to nie dało się nad tym zapanować, teraz będzie to w jednej ustawie, będzie jedno pojęcie. Będzie łatwiej uporządkować prawidłowe rozumienie praw uczniowskich, choć zgodzę się, że będzie się to działo stopniowo, co jest naturalną koleją rzeczy, kiedy mamy terminy niedookreślone w ustawie.
Przy czym ryzyko nadużyć jest mniejsze, bo zmieniamy system karania uczniów i uczennic. Obecnie kary są zapisane w statutach szkół i jeśli dyrektor uzna, że opadające spodnie są niedopuszczalne, a uczeń go nie posłucha, to dostanie karę, od której często nie ma się jak odwołać.
Dlatego zapisujemy w ustawie katalog kar, a także procedurę odwoławczą. Oprócz tego,
w każdej szkole będzie rzecznik praw ucznia, który będzie czuwał nad przestrzeganiem litery i ducha ustawy,
a do tego w każdym kuratorium rzecznik wojewódzki i wreszcie rzecznik ogólnopolski.
Czyli to nie jest tak, że wrzucamy te normy społeczne do obecnego świata praw ucznia, czy raczej braku praw, jakie mamy teraz. Bo gdyby tak było, to się zgodzę, mogłoby dojść do nadużyć na dużą skalę. Ale kiedy przenosimy system karania uczniów do ustawy, wprowadzamy procedury i jeszcze rzeczników uczniowskich praw, to tworzymy mechanizmy zabezpieczające.
Ale trzeba to będzie sprawdzać i korygować w praktyce, bo ta ustawa to dopiero początek starań, żeby prawa uczniowskie były przestrzegane.
Tylko nam jeszcze raz wytłumacz, dlaczego dla uniknięcia niejasności szkoła nie miałaby sobie ustalić – w debacie z udziałem całej społeczności, a więc także dzieci i rodziców, czyli demokratycznie – jaki strój jest OK. I zapisać to w statucie.
To jest niedopuszczalne, bo przepisy w ustawie są celowo niedookreślone. Gdybyśmy chcieli je sprecyzować, to popadlibyśmy w kazuistykę, tak śmieszną, jaka bywa w szkolnych statutach, czyli np. podawania długości spódnic licząc od kolana. Szczegółowa instrukcja, nawet uzyskana w głosowaniu całej szkolnej społeczności, narzucałaby jednostkom ograniczenia, z którymi nie byłoby dyskusji.
A chcemy uniknąć właśnie tego, że co szkoła, to inny obyczaj.
Wybitny konstytucjonalista i obrońca praw człowieka Wiktor Osiatyński mówił o dyktaturze większości.
Właśnie. Jeśli już musimy regulować strój, to lepiej przepisami ogólnymi, które będą interpretowane z udziałem – jeśli dojdzie do sporu – uczennicy czy ucznia i młody człowiek będzie mógł się bronić przed ingerencją w jego prawo do wyglądania tak, jak chce. Mając oparcie w rzecznikach.
A jeśli szkoła nie zmieni statutu i będzie domagała się przestrzegania go?
Od strony prawa sprawa będzie prosta: takie przepisy już nie będą obowiązywać, bo uczennice i uczniów będzie obowiązywała ustawa. Statut będzie sprzeczny z prawem i
kurator oświaty zażąda, by statut zmienić lub sam go uchyli.
Widzę, że obawiasz się – nie ty jeden – stosowania pojęcia „norm społecznych”, ze względu na to, że są niedookreślone. Ale to nie jest nic niezwykłego. W kodeksie cywilnym jest przewidziana sankcja nieważności czynności prawnej, gdy czynność prawna jest „sprzeczna z zasadami współżycia społecznego”. Czyli zawarta między mną i tobą umowa sprzedaży samochodu może być nieważna, bo narusza zasady współżycia społecznego. Czyli co narusza? Termin wybitnie niedookreślony, kodeks nie daje prostej odpowiedzi, nie ma słowniczka, a przecież w grę wchodzi unieważnienie umowy. Ale jakoś to działa i tak musi działać, bo prawo nie może być kazuistycznym wykładem tego, co dokładnie, jak, gdzie i kiedy wolno. A że są sfery, które trzeba chronić, to jedynym wyjściem pozostaje użycie terminu nieostrego. Wierzę, że będziemy w stanie sensownie i racjonalnie stosować w szkołach zapis o normach społecznych.
Ministra Nowacka mówiła też, że mundurki zostają, zapisane w statutach szkolnych. To nie narusza ducha ustawy?
Tak, zostają na zasadach dotychczasowych. Ustawa tak stanowi. Mnie osobiście ten pomysł się nie podoba, bo
udajemy, że nie ma problemu, a jest, bo mundurek to skrajna ingerencja w uczniowski strój.
Rzecz dotyczy szkół publicznych, bo pójście do „umundurowanej” placówki niepublicznej to wybór na warunkach, jakie ona wprowadza. Gdyby nie było zapisu o obowiązkowych mundurkach, szkoła mogłaby je przecież wprowadzić, ale nie obligatoryjnie. Powiedzieć uczennicom, słuchajcie, mamy mundurki, możecie je zakupić, fajnie byłoby, jakbyście je nosili. I dzieciaki by z pewnością nosiły, tak jak teraz noszą bluzy z logo szkoły, ale obyłoby się bez naruszania uczniowskiego prawa do kształtowania swego stroju. Ale jak szkoła będzie na siłę wprowadzać mundurki, to de facto zniweczy to, co zostało zapisane w ustawie.
Kiedy ustawa o uczniowskich prawach wejdzie w życie?
Chciałbym to wiedzieć. Pierwotnym terminem był 1 stycznia 2026. Na razie ustawa została przyjęta przez Komitet Stały Rady Ministrów i ma trafić na posiedzenie rządu, zapewne w marcu, bo MEN ogłosił jeszcze konsultacje ustawy za pośrednictwem Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej i dał na nie czas do końca lutego. Patrząc optymistycznie, ustawa trafiłaby do Sejmu w kwietniu, po drodze są święta, jeszcze Senat... Chciałbym się mylić, ale będzie dobrze, gdyby parlament przyjmie ustawę w maju.
A prezydent Karol Nawrocki może ją zawetować, bo po pierwsze czemu nie, a po drugie prawica oburzy się pewnie przyznaniem dzieciom i młodym ludziom swobody kształtowania swego wyglądu, nawet w tak złagodzonej postaci.
Szczerze? Na razie nie martwię się o pana prezydenta, bo to jeszcze daleka droga. Na razie martwię się, by projekt spokojnie przeszedł przez Radę Ministrów Sejm i Senat, bo jak się spojrzy do opinii w RCL [Rządowym Centrum Legislacji], to widać zastrzeżenia. Ministerstwo Finansów sugeruje, że cały ten system rzeczników uczniowskich praw jest niepotrzebny, bo wystarczy Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Praw Dziecka.
To na wniosek resortu finansów Andrzeja Domańskiego połączono w ustawie dwie funkcje: rzecznika praw uczniowskich na poziomie szkoły i opiekuna samorządu uczniowskiego, co pozwoliło zaoszczędzić 89 mln rocznie na planowanych dodatkach funkcyjnych (po 300 zł miesięcznie brutto dla rzecznika), ale osłabiło pomysł organu, który miał się skupić na pilnowaniu praw młodych ludzi.
Z kolei związki zawodowe – ZNP i oświatowa „Solidarność” – a także OSKKO [Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty] kwestionują powołanie rzeczników, bo zdaniem związkowców i dyrektorek narusza to autonomię szkoły i tworzy nadmierną ochronę uczniów kosztem nauczycieli oraz niepotrzebnie komplikuje system odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli.
Konserwatywna odpowiedź w obronie relacji władzy w szkole.
Dlatego trzeba trzymać kciuki, by projekt przeszedł przez rząd i parlament. Czas na przekonywanie pana prezydenta, może z udziałem Rady Dzieci powołanej przy jego urzędzie, przyjdzie po uchwaleniu ustawy.
¹ Łukasz Korzeniowski (rocznik 2000), prawnik, założyciel w 2020 i były prezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów, członek Zespołu do spraw Praw i Obowiązków Ucznia działającego przy Ministrze Edukacji. Współautor komentarza do ustawy – Prawo oświatowe (Warszawa 2025, wyd. C.H. Beck), autor poradników z zakresu prawa oświatowego, redaktor książek: „Prawa ucznia w Polsce. Raport z badań” (Kraków 2023) oraz „Statut nieumarły. Wzór statutu szkoły z komentarzem” (Kraków 2023). Obecnie świadczy usługi w sprawach oświatowych i praw ucznia jako „Prawnik od oświaty”.
² W tekście będziemy używać zamiennie form żeńskich i męskich słów uczeń/uczennica, nauczyciel/ka, dyrektor/ka.
Edukacja
Prawa człowieka
Andrzej Domański
Karol Nawrocki
Barbara Nowacka
Ministerstwo Edukacji Narodowej
Ministerstwo Finansów
Prezydent
Rząd Donalda Tuska (drugi)
Rzecznik Praw Dziecka
Sejm X kadencji
Senat X kadencji
Związek Nauczycielstwa Polskiego
Komitet Stały Rady Ministrów
Łukasz Korzeniowski
Sekcja oświatowa "S'
weto Nawrockiego
ZNP
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze