0:00
0:00

0:00

O śmierci kobiety poinformowała w piątek 29 października 2021 roku na Twitterze mec. Jolanta Budzowska, która zajmuje się sprawami dotyczącymi błędów medycznych.

Kobieta miała trafić do szpitala w 22 tygodniu ciąży z tzw. bezwodziem, czyli brakiem płynu owodniowego. Według informacji Budzowskiej lekarze mieli czekać na obumarcie płodu, a kobieta miała umrzeć na wstrząs septyczny. "Konsekwencje wyroku TK z 20.10.2020 r., sygn. K 1/20 w praktyce" - napisała mec. Budzowska.

Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która jest w kontakcie z med. Budzowską potwierdza w rozmowie z OKO.press, że kobieta zmarła z powodu wstrząsu septycznego. Nie wiadomo czy kobieta chciała przerwać ciążę, nie znamy przyczyn bezwodzia u dziecka. Prawniczka nie udziela na razie więcej informacji.

Kamila Ferenc mówi OKO.press: "Lekarze powinni działać zapobiegawczo, aby nie dopuścić do wstrząsu septycznego. Myśleli o ochronie płodu zamiast o ochronie życia kobiety. Zadziałał efekt mrożący po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który tak naprawdę zakazuje legalnego przerywania ciąży w Polsce. Lekarze po prostu wiedzą, że nie mogą zrobić aborcji. Zamiast chronić życie kobiety, myślą tylko o tym, aby chronić życie płodu".

1 listopada znicze w całej Polsce

Aborcyjny Dream Team poinformował, że w poniedziałek 1 listopada 2021 roku o godz. 19 przed budynkiem Trybunału Konstytucyjnego postawią w ciszy znicze ku pamięci zmarłej kobiety. "Chcemy pokazać rodzinie tej kobiety, że o niej i o nich myślimy". Znicze dla zmarłej kobiety w ramach akcji "Ani Jednej Więcej" mają zapłonąć w całej Polsce.

Hasztagiem #AniJednejWięcej i zapaloną w oknie świeczką użytkowniczki i użytkownicy mediów społecznościowych upamiętniają ciężarną kobietę, która zmarła.

Przypomnijmy: rok temu Trybunał Konstytucyjny wydał drakońską decyzję, zakazującą przerwanie ciąży w wypadku ciężkiej wady wrodzonej czy wady letalnej.

Lekarze - po wyroku TK Julii Przyłębskiej - mogą przerwać ciążę jedynie w dwóch przypadkach:

  • jeżeli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety,
  • w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.

Przeczytaj także:

Z powodu sepsy kilka lat temu zmarła młoda dentystka Savita Halappanavar, która miała komplikacje ciążowe. Personel medyczny szpitala uniwersyteckiego w Galway odrzucił jej prośbę o aborcję po niecałkowitym poronieniu, wskutek tego Halappanavar zmarła. "To była ciąża, która powinna zostać przerwana" - mówił w rozmowie z OKO.press prof. Piotr Węgrzyn, ordynator Kliniki Położnictwa i Perinatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Śmierć Halappanavar doprowadziła do zmiany prawa aborcyjnego w Irlandii.

"Wiele lekarskich decyzji wiąże się z wzięciem na siebie odpowiedzialności. To trudne decyzje. Przed ich podjęciem zwoływane jest konsylium, czasem na komisji pojawia się ksiądz. Obowiązkiem lekarza jest dbanie o zdrowie i życie pacjentki, lecz musimy poruszać się w obrębie prawa. Nie możemy powiedzieć, że przepis nam się nie podoba i nie będziemy się do niego stosować. Mimo to nasze wewnętrzne przekonania się nie zmieniają" - mówił prof. Węgrzyn.

Zakaz aborcji uderzył w medycynę płodu

Konsekwencją wyroku TK jest mniejsza liczba wykonywanych badań prenatalnych, także badań inwazyjnych wykonywanych po to, aby upewnić się, że dziecko jest zdrowe. Premier Morawiecki obiecał rozszerzenie diagnostyki prenatalnej na wszystkie kobiety. Brzmiało to, jak „nagroda pocieszenia” za wprowadzony zakaz legalnej aborcji, ale do tej pory rząd nie zrobił w tej sprawie nic. Pisaliśmy o tym tutaj:

W poprzednich latach zabiegów z powodu prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu było ponad 1000 rocznie, z tego ogromna większość ze względu na tzw. przesłankę embriopatologiczną („gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”).

W 2020 roku wykonano 1076 ustawowych aborcji, z czego 1053 z powodu wad płodu (98 proc.), 21 – ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki, a 2 – gdy ciąża pochodziła z gwałtu.

34 tysiące kobiet z pomocą w dostępie do aborcji

Oznacza to, że około 1000 kobiet rocznie nie może wykonać terminacji ciąży ze względu na przesłankę embriopatologiczną. Zabiegi legalne stanowią niewielki odsetek kilkudziesięciu, może nawet 100 tys. wszystkich aborcji.

W miejsce państwa wkroczyli obywatele i obywatelki. Powstały liczne organizacje wspierające, takie jak zespół Aborcja bez Granic, który pomaga kobietom uzyskanie przerwania ciąży za granicą.

W rocznicę drakońskiego wyroku TK Przyłębskiej działaczki Aborcji Bez Granic poinformowały, pomogły 34 tysiącom osób z Polski w dostępie do aborcji.

Od 22 października 2020:

  • 1 080 osób skorzystało ze wsparcia całej inicjatywy Aborcja Bez Granic w organizacji aborcji w drugim trymestrze w zagranicznej klinice;
  • na infolinię Aborcji Bez Granic zadzwoniło ponad 8 457 osób szukających informacji i dostępu do aborcji a 2 758 osób napisało wiadomości e-mail z prośbą o pomoc w aborcji;
  • 243 osoby przerwały ciążę, przyjeżdżając do Berlina, 33 osoby zostało skierowane do Wiednia do Cioci Wieni do Austrii, a pozostałe 102 osoby zostały skierowane do innych niemieckich miast i tam przerwały ciąże z pomocą aborcyjnych Cioć;
  • Abortion Network Amsterdam (ANA) z Holandii samodzielnie pomogła 245 osobom w dostępie do aborcji w drugim trymestrze ciąży. Łączna kwota wsparcia udzielonego przez Abortion Network Amsterdam wynosi ponad 25 tysięcy złotych – kwota ta obejmuje koszt zabiegu, pobyt i organizację wyjazdu w wielu przypadkach również obowiązkowe testy na COVID;
  • Abortion Support Network działająca w Anglii pomogła co najmniej 460 osobom w dostępie do aborcji w drugim trymestrze. Wsparcie finansowe udzielone przez ASN osobom z Polski przerywającym ciążę w wyniosło 670 tysięcy złotych;
  • Pozostałe osoby z łącznej liczby 1075 osób w drugim trymestrze uzyskały wsparcie w aborcji za granicą od więcej niż jednej organizacji wchodzącej w skład Aborcja Bez Granic i wyjechało, żeby przerwać ciążę w Belgii, Hiszpanii, Francji i Czechach;
  • Women Help Women – międzynarodowa organizacja zapewniająca pocztowy dostęp do tabletek aborcyjnych odpowiedziała na ponad 80 tysięcy wiadomości z Polski. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ponad 18 tysięcy osób skorzystało z pomocy Women Help Women.
  • Aborcyjny Dream Team towarzyszył ponad 3 400 osobom w trakcie aborcji tabletkami w ciągu ostatnich 12 miesięcy;
  • W dwóch klinikach w Holandii, do których najczęściej wysyłamy osoby na zabieg aborcji w drugim trymestrze, każdego dnia ciążę przerywa od trzech do sześciu osób z Polski. Wiele z nich załatwia sobie zabieg na własną rękę.

Na swojej stronie w Facebooku ADT opublikował oświadczenie:

"Nie wiemy gdzie stała się ta tragedia. Nie wiemy ile Ona miała lat. Nie wiemy, czy miała już dzieci, czy to była jej pierwsza ciąża.

Te pytania zadajecie nam w komentarzach. Niech ta niewiedza nie powstrzyma nas przed okazaniem solidarności. Uszanujmy prywatność rodziny i ten trudny czas.

Prawda jest okrutna - to mogło i może spotkać każdą osobę, która może być w ciąży. Ciąża nie może i nie powinna być powodem do nieudzielenia pomocy. Będąc w ciąży ciagle jesteśmy pełnoprawnymi osobami, czujemy, myślimy, decydujemy, nasze serca też biją.

Będąc w ciąży jesteśmy W CIĄŻY a nie CIĄŻĄ.

Polskie prawo antyaborcyjne, konformizm lekarzy i lekarek doprowadziły do kolejnej śmierci. 17 lat temu zabiło Agatę Lamczak, a wczoraj dowiedziałyśmy się o kolejnej ofierze.

Według radczyni prawnej rodziny Jolanty Budzowskiej pacjentka w 22 tygodniu ciąży trafiła do szpitala z tzw. bezwodziem. Lekarze czekali na obumarcie płodu. Czekali i patrzyli, aż serce płodu przestanie bić. Ona też miała serce, które ciagle biło!

Kobieta o której pisze mec. Jolanta Budzowska, nie jest pierwszą ofiarą polskiego antyaborcyjnego prawa.

W 2004 roku 25-letnia Agata, mieszkanka Piły była w ciąży, gdy zdiagnozowano u niej wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Choroba postępowała bardzo szybko, a stan zdrowia Agaty drastycznie się pogarszał, mimo to lekarze nie potraktowali jej cierpień poważnie. Skoncentrowani na podtrzymaniu ciąży nie zdecydowali się nawet na wykonanie pełnego badania endoskopowego.

Na pytanie „dlaczego?, lekarz prowadzący powiedział, że nie pozwala mu na to sumienie. Matka i narzeczony Agaty żądali, by lekarze rozpoczęli skuteczne leczenie bez względu na konsekwencje dla płodu, ale bez skutku. Lekarze poradzili Agacie, aby „martwiła się o brzuch, a nie d***” .

Ostatnie miesiące życia spędziła w szpitalach w Pile, Poznaniu, i Łodzi. Płód obumarł, ale na pomoc dla Agaty było już za późno. Po czterech miesiącach męczarni Agata zmarła.

Na świecie, tam gdzie nadużywana jest klauzula sumienia, tam, gdzie prawo karne wplątane jest w medycynę, tam zdarzają się takie bezsensowne śmierci, a osoba w ciąży jest mniej ważna, niż płód.

Ani Jednej Więcej".
;

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Komentarze