Dzwoni mama, a ja seplenię. Nie mogę ruszyć ręką. Lekarze mówią: wyolbrzymia pani [TAKA PANI URODA]
Moja misja: ustalić co mi jest. Hobbystycznie zajmuję się botaniką, kataloguję rośliny, i tak też robię z moimi objawami. Porost do zielnika – ból głowy do teczki szpitalnej. Tropię historię mojej niewidzialnej choroby
Kiedy miałam 26 lat, zaczęło się bombardowanie. We mnie, w środku. Przez trzy lata serce biło mi jak oszalałe, ciśnienie rosło do poziomu zagrożenia życia, a ja słyszałam: „musi się pani uspokoić”. Proszę przestać histeryzować, zmienić pracę reporterki, iść na terapię. Przepisywano mi złe leki, nikt nie łączył pozornie niepowiązanych objawów. Żeby nie martwić najbliższych, udawałam, że jestem wciąż tą samą osobą. Ale gdy nikt nie widział, wyłam z bezsilności. Wszystko się waliło.
Diagnoza, choć trudna, sprawiła, że odetchnęłam: to nie moja wina. Potem musiałam jednak uprzątnąć cały ten gruz. Psychiatrka wpisała w dokumentację: PTSD – zespół stresu pourazowego, jakbym wróciła z wojny. Zresztą tak właśnie się czułam.

Komentarze