Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
14 grudnia 2021

Toksyczne przywództwo, polityczne ambicje, czy efekt polowania Tuska? Kulisy rozłamu na lewicy

„Byliśmy przekonani, że grają na Platformę, ale jeśli grasz na Platformę, to nie zakładasz PPS! Co to jest za strategia?” - mówi nam jeden z posłów Lewicy o odejściu koleżanek i kolegów z klubu parlamentarnego. Secesjoniści założyli koło PPS. Dlaczego to zrobili i o co grają?

Troje posłów i dwoje senatorów opuściło 14 grudnia 2021 klub parlamentarny Lewicy. To: senatorowie Gabriela Morawska-Stanecka i Wojciech Konieczny oraz posłowie i posłanki Robert Kwiatkowski, Joanna Senyszyn i Andrzej Rozenek. Teraz stworzą koło parlamentarne Polskiej Partii Socjalistycznej, którego przewodniczącym będzie Konieczny.

Klub Lewicy skurczył się do 44 posłów. Zaś Sejm jeszcze bardziej rozdrobnił - będą teraz cztery kluby (PiS, KO, Lewica i PSL) oraz sześć kół (Konfederacja, Polska 2050, Porozumienie Gowina, Kukiz'15, Polskie Sprawy i PPS).

Na samej lewicy sytuacja jest następująca: jest klub parlamentarny Lewicy składający się z dwóch partii - partii Razem i Nowej Lewicy, która powstała z połączenia SLD i Wiosny - oraz nowe koło PPS.

Na polityczne tło wystąpienia piątki posłów składa się z jednej strony trwający od lata 2021 konflikt w Nowej Lewicy, a z drugiej - kalkulacje dotyczące przyszłych list opozycji. Oto kulisy.

Lewica rozłamana. Teraz socjaliści są w Sejmie?

„Są to trudne czasy zarówno dla Polski, jak i dla Lewicy. Nie możemy dopuścić, żeby Polska demokratyczna była bez silnej lewicy, stąd nasza decyzja, żeby wzmocnić lewicę” - mówił, ogłaszając w Sejmie decyzję o odejściu senator Wojciech Konieczny. Konieczny jest przewodniczącym Polskiej Partii Socjalistycznej i dotąd jedynym przedstawicielem tej partii w polskim parlamencie. Dzięki nowym nabytkom PPS stworzy teraz koło.

PPS to partia z historią sięgającą końca XIX wieku, związana jednocześnie z ruchem robotniczym i walką o niepodległość. Jednym z pierwszych jej przewodniczących był Józef Piłsudski - jednocześnie redaktor organu prasowego partii - „Robotnika”.

Nawiązując do tych tradycji, w deklaracji ideowej z 2003 PPS pisze, że dalekosiężnym celem partii „był i pozostaje socjalizm”, zaś „kapitalizm jest systemem nieprzyjaznym ludziom, egoistycznym i antydemokratycznym”.

Powołanie koła o takim rodowodzie wywołało na Lewicy duże emocje.

„Wszyscy trochę uśmiechamy się pod nosem, patrząc na logo nowego środowiska. Liberał Rozenek, przedsiębiorca Kwiatkowski, Morawska-Stanecka, która brała udział w prywatyzacji polskich kopalni. A jednym z punktów programu PPS jest uznanie kapitalizmu jako ustroju niepożądanego” - śmieje się poseł Lewicy.

Kiedy mówimy Robertowi Kwiatkowskiemu, że on i jego koleżanki i koledzy z koła, niewiele mają wspólnego z PPS, odpowiada, że to dzielenie włosa na czworo. „Nas łączy odwołanie do wspólnego hasła «wolność, równość, braterstwo». Nie mam poczucia, że wyleciałem do zjednoczonej prawicy i Polski 2050, dalej się poruszam w ramach spektrum lewicowego” - mówi OKO.press Kwiatkowski.

Odejście z klubu Lewicy kilkorga parlamentarzystów komentowali też politycy Platformy Obywatelskiej. „Ale PPS? Nie można było czegoś bardziej współczesnego, czegoś bardziej… Niesocjalistycznego” - napisał na Twitterze Arkadiusz Myrcha, poseł PO.

„Pucz się nie udał, muszą się ratować”

Dlaczego z Lewicy odchodzi akurat ta piątka parlamentarzystów?

„Łączy ich niechęć do Włodzimierza Czarzastego i to, że nic nie wygrali w partyjnych wyborach. Pół roku temu zaczęli spiskować przeciwko władzom partii, pucz się nie udał, a teraz muszą się ratować” - ocenia w rozmowie z OKO.press poseł Lewicy.

„Pucz” to wydarzenia z lata 2021. Chodziło o połączenie SLD i Wiosny w jedną partię. Wszyscy posłowie, którzy właśnie odeszli z Lewicy, należeli wcześniej do SLD i krytykowali połączenie partii na zasadach przyjętych przez Czarzastego i Roberta Biedronia. Kością niezgody było to, że o wiele mniej liczna Wiosna dostanie dokładnie tyle samo władzy (na wszystkich szczeblach), co bogatszy, liczniejszy, istniejący od ponad dwóch dekad Sojusz.

„Umowa o połączeniu między Wiosną a SLD jest jak Yeti, wszyscy o niej mówią, ale nikt nie widział” - mówi nam dziś Robert Kwiatkowski.

Twarzą buntowników był wtedy łódzki poseł Tomasz Trela, a do zbuntowanych należeli między inny Kwiatkowski, Senyszyn i Rozenek. Czarzasty nie ustąpił, swoich przeciwników zawieszał, a ostatecznie (wraz z Robertem Biedroniem) wygrał wybory na szefa partii.

Kiedy jednak jesienią spływały deklaracje członkostwa w Nowej Lewicy, Czarzasty nie przyjął do niej Rozenka i Senyszyn. W Lewicy słyszeliśmy wtedy komentarze, że to mała strata dla partii i bardziej liczy się 20 tysięcy przyjętych osób.

„Przebrała się miarka” - odpowiada Robert Kwiatkowski, pytany dlaczego właśnie teraz politycy opuszczają Lewicę. Mówi o groteskowych praktykach kierownictwa - zawieszaniu członków zarządu SLD i obrady w sali zamkniętej na klucz. Jak to wyglądało, ze szczegółami opisywaliśmy tutaj:

Kwiatkowski odrzuca argument, że chodziło o porażkę w wewnętrznych wyborach. „Okazało się, że w dowolnym momencie można zawiesić dowolną liczbę członków partii. Nie można było wygrać. To kpina w żywe oczy”.

„To jest desperackie i emocjonalne. Nic nie wywalczyli. Są sfrustrowani. Poszło o ambicje” – uważa jednak inny poseł Lewicy.

Kto kogo „odstrzeli”? Konflikt Morawskiej-Staneckiej z Czarzastym

Odejście piątki polityków to dla Lewicy prestiżowa porażka, traci bowiem stanowisko wicemarszałka Senatu. O tym, że wicemarszałkini izby wyższej Gabriela Morawska-Stanecka może odejść z klubu Lewicy, mówiło się od dawna. Jednak nasi rozmówcy w Lewicy spodziewali, że nastąpi to bliżej wyborów parlamentarnych, są też zaskoczeni jej akcesem do PPS - Morawskiej-Staneckiej bliżej jest bowiem do Platformy Obywatelskiej.

Od wiosny 2021 Morawska-Stanecka była w otwartym konflikcie z Czarzastym - krytykowała publicznie spotkania Lewicy z premierem Morawieckim w sprawie poparcia dla Funduszu Odbudowy. W maju 2021 opowiedziała mediom o spięciu z przewodniczącym SLD. „Stwierdził, że odstrzeli mnie, a później jeszcze powiedział mi takim językiem: już było między nami tak dobrze i znowu to zepsułaś, idziesz ze mną na wojnę” - opowiadała „Gazecie Wyborczej”.

Finałem były wybory do władz Nowej Lewicy po połączeniu SLD i Wiosny. Morawska-Stanecka jako przedstawicielka Wiosny chciała współszefować strukturom Nowej Lewicy na Śląsku wraz z Markiem Baltem, jednym z buntowników przeciwko Czarzastemu w SLD. On jednak został zawieszony w prawach członka partii kilka dni przed wyborami - w związku z czym nie mógł kandydować. A po zawieszeniu Balta region wybrał nowych delegatów na zjazd - nie było wśród nich Morawskiej-Staneckiej. I wicemarszałkini nie kandydowała na współprzewodniczącą. Morawska-Stanecka skomentowała potem, że w ten sposób Czarzasty ją odstrzelił.

Jednak nasi rozmówcy z Lewicy twierdzą, że to ona nie chciała kandydować, a mogła, nawet nie będąc delegatką. Tyle że sama się nie zgłosiła. Miał to być sygnał, że nie łączy swojej przyszłości z Nową Lewicą. Jeden z naszych rozmówców uważa, że od dawna więcej ją łączyło z marszałkiem Senatu Tomaszem Grodzkim z PO niż z własnym zapleczem politycznym.

A może to Donald Tusk łowi po lewej stronie?

Jednak osobiste ambicje i konflikty różnych lewicowych frakcji to jedno. A powstanie nowego koła jest też elementem rozgrywki w szerszym opozycyjnym planie. Można to czytać jako jedno z pierwszych przegrupowań przed zaplanowanymi na 2023 rok wyborami parlamentarnymi. Dlatego nasi rozmówcy mówią nie tylko o Lewicy, ale też o Donaldzie Tusku.

Na dwa lata przed wyborami na opozycji teoretycznie możliwe są najróżniejsze konfiguracje: od opcji „każdy osobno”, przez różne koalicje (np. PO z Hołownią), po wspólną listę wszystkich.

Od polityków Platformy Obywatelskiej słyszymy, że osłabienie Lewicy ma być jednym z celów Donalda Tuska. Jedno to kwestia osobistej rezerwy Tuska wobec lewicy. Drugie to kalkulacja wyborcza - przejęcie lewicowych wyborców pozwoliłoby przekroczyć sufit 25 proc., którego nie może przebić w sondażach Koalicja Obywatelska. Wielu lewicowych wyborców zagłosowało już w pierwszej turze wyborów prezydenckich na Rafała Trzaskowskiego, a nie na Roberta Biedronia - i to o nich miałby się starać Tusk. Zrekrutowanie kogoś z lewej strony byłoby pomocne przy takich kalkulacjach.

Według niektórych naszych rozmówców z PO Tusk miał rozważać przyjęcie Andrzeja Rozenka. Dlaczego akurat jego? Bo stoi za nim konkretny elektorat – służby mundurowe i ich rodziny, Rozenek jest aktywnym ich obrońcą.

Od innego posła PO słyszmy jednak, że przeszkodą jest fakt, że Rozenek był do 2019 roku zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Nie” Jerzego Urbana: „Wyobraża sobie pani, jak zareagują nasi wyborcy?”

Politycy Lewicy spekulują, że PPS to jakaś forma przejściowa - ma wzmocnić pozycję negocjacyjną przed tworzeniem list wyborczych, pozwolić na rozmowy zarówno z Czarzastym, jak i z Tuskiem i załapanie się do silniejszego obozu. „Byliśmy przekonani, że grają na Platformę, ale jeśli grasz na Platformę, to nie zakładasz PPS! Co to jest za strategia?” - drwi jeden z posłów Lewicy. A inny: „Gabriela jest jedyną osobą w tym gronie przyjmowalną do Platformy”.

Czy ten ruch był obliczony właśnie na przejście do Platformy w przyszłości? „Nie ma co gdybać” - odpowiada Kwiatkowski. „Nie wiemy nawet, kiedy będą wybory".

Na pytanie, czy wolałby tworzyć koalicję z Lewicą, czy z Platformą Obywatelską, Kwiatkowski odpowiada, że skonsultowałby się z wyborcami. „Najpierw Polskę trzeba ratować, a potem dbać o dobry wynik Lewicy” - mówi.

A może odchodzący politycy nie wierzą w powodzenie Lewicy w przyszłych wyborach?

Lewica przyjęła strategię „utwardzania twardego elektoratu”. Broni osób LGBT, mówi stanowczo o prawach kobiet i osób LGBT, ostatnio wystąpiła z projektem obowiązkowych szczepień. Jej wyniki sondażowe utrzymują się jednak w granicach 6-9 proc., czyli poniżej 12 proc. z wyborów.

„Dlaczego wyniki Lewicy są marne? Bo w ciągu dwóch lat straciliśmy wyborców 50+” - uważa Kwiatkowski.

I dodaje: „Platforma była na kolanach, a myśmy nie wyszli z 10 procent. Straciliśmy co najmniej jedną trzecią poparcia. Wynik Biedronia to nie był wypadek przy pracy jak Magdalena Ogórek. To jest obecny współprzewodniczący Nowej Lewicy. W odpowiedzi na katastrofę partia zaproponowała więcej tego samego pod tym samym przywództwem. Nikt się nie chce ocknąć”.

Na Lewicy mówi się też, że stworzenie nowego koła to efekt działań Leszka Millera. Dawny „żelazny kanclerz SLD” został w 2019 europarlamentarzystą ze wspólnej listy Koalicji Europejskiej. W marcu 2021 odszedł z SLD, nie wstąpił do Nowej Lewicy, publicznie wielokrotnie krytykował Czarzastego.

Kwiatkowski: „Z Millerem nie słyszałem się od roku. To nie jest źródło inspiracji. Znam jego poglądy, znaczną część z nich podzielam - o niedemokratycznym charakterze Nowej Lewicy”.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne