W Ministerstwie Rolnictwa od lutego 2025 r. trwają prace nad ustawą o ochronie rolniczych funkcji produkcyjnych wsi, określaną przez krytyków jako Lex Smród lub Lex Rolnik. Projekt może znacząco utrudnić mieszkańcom wsi dochodzenie swoich praw w przypadku uciążliwości związanych z działalnością rolniczą, takich jak hałas czy odór.
Projekt ustawy przewiduje między innymi, że osoba kupująca nieruchomość na terenach wiejskich będzie musiała złożyć u notariusza oświadczenie, że jest świadoma potencjalnych uciążliwości wynikających z sąsiedztwa terenów rolniczych. Analogiczny projekt zaproponował prezydent Karol Nawrocki.
Choć prace nad projektem trwają, część samorządów w Polsce już zaczęła przyjmować łudząco podobne uchwały intencyjne. W ich założeniu chodzi o podnoszenie świadomość mieszkańców i mieszkanek wsi w sprawie specyfiki mieszkania na terenach rolniczych. Nie są to jednak wyłącznie oddolne inicjatywy samorządów.
Gotowe wzory uchwał do gmin rozsyłają wojewódzkie izby rolnicze.
Problem polega na tym, że projektowane przepisy traktują w identyczny sposób zarówno indywidualnych rolników, jak i duże przemysłowe fermy hodowlane.
Udało nam się ustalić, że do tej pory uchwały intencyjne zostały przyjęte w następujących gminach: Brusy, Chełmno, Damasławek, Dobrodzień, Duszniki, Gniewno, Grodków, Harasiuki, Jemielnica, Kalinowo, Konopnica, Korfantów, Lasowice Wielkie, Linia, Łambinowice, Margonin, Murów, Namysłów, Olszanka, Ostróda, Ozimek, Paczków, Pokój, Rychliki, Serokomla, Stare Pole, Sulęczyno, Sztutowo, Świętajno, Tarnów Opolski, Trawniki, Wysokie, Zawadzkie.
– Dzisiaj sektora hodowlanego nie można już utożsamiać wyłącznie z rolnictwem indywidualnym. Mówimy także o fermach wielkotowarowych, które funkcjonują jak duży biznes – mówi Anna Spurek, prezeska Green REV Institute i Federacji Bezpieczna Żywność. – To polityczny populizm, polegający na przyznawaniu przywilejów bardzo konkretnym grupom interesów kosztem dóbr wspólnych, takich jak obszary wiejskie, woda i powietrze.
Podobnie działania ocenia Marta Chojnacka-Graczyk, założycielka Stowarzyszenia Kiszkowo Gmina Czysta i Bezpieczna, która zgłosiła się z tym problemem do Green REV Institute. Jej zdaniem przyjmowane przez samorządy uchwały mogą być przygotowaniem gruntu pod wejście w życie Lex Smród.
– Stanowiska rad gmin dotyczące zmian prawa zazwyczaj powstają jako reakcja na lokalne problemy albo z inicjatywy radnych. Tym razem otrzymujemy gotowy dokument do przyjęcia. Ministerstwo będzie mogło powoływać się na kolejne gminy, które przyjęły takie stanowiska, jako dowód szerokiego poparcia dla projektu. Tymczasem impulsem do ich przyjęcia wcale nie były lokalne inicjatywy – podkreśla.
– Nie kojarzę, żeby w naszej gminie były skargi na indywidualnych rolników. Mamy natomiast dużo skarg na wielką fermę przemysłową na około 7500 świń. To część firmy Animex. Mieszkańcy od lat nie mogą sobie z nią poradzić. Myślę, że uchwały intencyjne to ukłon w ich stronę – mówi Marta Chojnacka-Graczyk.
Grupa kapitałowa WH Group to największy producent wieprzowiny na świecie. W jej ramach funkcjonuje spółka Animex Foods – największy hodowca świń w Polsce. To do tej grupy kapitałowej należą marki Berlinki, Morliny i Krakus.
Zapytaliśmy Krajową Radę Izb Rolniczych, do ilu gmin rozesłano prośby o przyjęcie gotowych uchwał intencyjnych oraz ile samorządów zdecydowało się już na przyjęcie takich stanowisk.
Jak poinformował nas zastępca dyrektora biura KRIR Jan Marciszewski, Rada nie prowadzi takiej ewidencji i nie dysponuje danymi pozwalającymi wskazać konkretne liczby. Wyraża natomiast pełne poparcie dla podejmowania przez samorządy uchwał intencyjnych.
W uzasadnieniu czytamy, że w ostatnich latach obserwujemy wzrost skarg na działalność rolniczą: „Zjawisko to jest bezpośrednią konsekwencją zmiany struktury demograficznej wsi – napływu ludności miejskiej, która osiedlając się na obszarach rolniczych, nie jest przygotowana na specyfikę i rytm produkcji rolnej”. KRIR nie precyzuje jednak, o jakiej liczbie sporów mówi, ani czy były one zasadne.
Jednocześnie, choć KRIR pozytywnie ocenia kierunek zmian proponowanych przez resort rolnictwa, do samego projektu ustawy ma zastrzeżenia. W uzasadnieniu nowelizacji resortu można przeczytać, że „prowadzenie działalności rolniczej nie stanowi zakłócenia korzystania z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę”, jeśli ta działalność jest zgodna z „zasadami prawidłowej gospodarki rolnej lub z przepisami prawa”.
Nie ma wątpliwości, że zapis „przeciętna miara” pozostawia pole do niedomówień. Na ten problem zwróciła uwagę Krajowa Rada Izb Rolniczych w piśmie do Adama Nowaka, podsekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa, z kwietnia 2025 r.: „Sformułowanie »ponad przeciętną miarę« nie jest opatrzone żadnymi kryteriami oceny, co może prowadzić do rozbieżnej interpretacji stosowania przepisu przez urzędy, sądy i organy ścigania, a w konsekwencji do niejednolitej ochrony rolników”.
O tym, jak wygląda życie w sąsiedztwie ferm przemysłowych, opowiadają mieszkańcy Sroczyna.
Michał Baron przez 17 lat walczył z fermą norek należącą do Szczepana Wójcika. Hodowla zakończyła działalność podczas pandemii. Teraz mówi się, że na tym samym terenie planowana jest budowa dwunastu kurników dla około miliona kur.
– Myśmy zawsze byli przeciwko tej fermie norek, jeszcze mój ojciec w tej sprawie protestował. Przy takiej fermie nie da się żyć. Jak jest lato, każdy chce być na dworze. O grillu można zapomnieć.
Lepów na muchy po pięćdziesiąt dziennie żeśmy wymieniali. Mam nadzieję, że nie postawią nam tu tego kurnika
– mówi mieszkaniec.
Podobnie sprawę ocenia Radek Sawicki, rolnik z tej samej miejscowości. – Sam jestem mieszkańcem wsi. Miałem trzodę i bydło. Wiem, że takiego smrodu jak przy fermach wielkotowarowych od mniejszych rolników nie ma. Idąc obok chlewni sąsiada, nawet nic nie czuję. Ale przy wielkiej fermie odór czuć z daleka.
Zarówno projekt prezydencki, jak i ministerialny mecenas Bartosz Kwiatkowski, dyrektor Kancelarii Frank Bold, wprost nazywa „legislacyjną patologią”.
– Autorzy obu projektów zapominają, że właścicielami gruntów prowadzącymi działalność rolniczą są nie tylko rolnicy indywidualni, obok których ktoś postanowił postawić sobie dom. To duże przedsiębiorstwa prowadzące produkcję na masową skalę w instalacjach znacząco oddziałujących na środowisko, choćby w ramach tzw. hodowli przemysłowej. Podmioty takie również korzystałyby z wyłączeń odpowiedzialności za immisje proponowanych przez rząd i prezydenta, co mogłoby prowadzić do szkód i krzywdy także u osób mieszkających na wsi od pokoleń – mówi Kwiatkowski.
Ministerstwo Zdrowia od lat ma świadomość wpływu ferm przemysłowych na zdrowie osób mieszkających w ich sąsiedztwie, mimo to nie zgłosiło uwag w konsultacjach ministerialnych do tzw. Lex Smród. W stanowisku z 2022 roku resort przyznał, że chów zwierząt na fermach przemysłowych „bez wątpienia nie pozostaje bez wpływu na zdrowie” zarówno pracowników, jak i mieszkańców sąsiednich terenów.
Instytut Medycyny Wsi przez cztery lata przebadał 1280 osób, głównie rolników i mieszkańców terenów wiejskich. Sprawdzano, czy ich organizmy reagują na szkodliwe czynniki obecne w środowisku rolniczym, m.in. bakterie, grzyby, pył zbożowy i białka zwierzęce. U ponad 40 proc. badanych wykryto reakcję na przynajmniej jeden z tych czynników. Najczęściej były to reakcje na bakterie i grzyby, które mogą powodować problemy z układem oddechowym, w tym alergiczne zapalenie płuc.
Dla mieszkańców wsi to sygnał, że znane od lat zagrożenia zdrowotne nie zostały uwzględnione w procesie tworzenia nowych regulacji.
– To jest przede wszystkim problem zdrowia publicznego. Nie rozmawiamy o tym, co dzieje się, zanim pacjent trafi do lekarza, o codziennym narażeniu mieszkańców i mieszkanek wsi na zanieczyszczenia środowiska. Prawo do zdrowia i bezpieczeństwa jest naruszane każdego dnia – podsumowuje Anna Spurek.
– Pozorowane konsultacje i pozorowane uchwały intencyjne będą miały zupełnie inny skutek, bo ludziom zacznie śmierdzieć, bo ludziom zaczną chorować dzieci. I ciekawa jestem, czy minister rolnictwa Stefan Krajewski będzie miał wtedy odwagę wyjść i powiedzieć przepraszam – dodaje.
Resort rolnictwa, chcąc usprawiedliwić zmiany w prawie, podparł się przykładem z Francji. Jednak tam od dawna funkcjonuje już ustawa antyodorowa, określająca minimalne odległości ferm od zabudowy mieszkalnej i dopuszczalne poziomy uciążliwości zapachowych. W Polsce czekamy na nią od 2005 roku.
– Przepisy te są niezbędne dla tysięcy osób, które – na wsiach i w miastach – cierpią z powodu unoszącego się w powietrzu smrodu. Politycy ponad podziałami postanowili w ramach zaprezentowanych projektów ułatwić życie znaczącej części społeczeństwa. Nie dość, że nie wprowadzą norm odorowych, to w dodatku utrudnią ochronę prawa własności przed sądami – tłumaczy Bartosz Kwiatkowski.
W obecnej kadencji taka zapowiedź padła z Ministerstwa Klimatu i Środowiska w 2024 roku. Prace miały zakończyć się do grudnia 2025 roku, jednak projekt nadal nie został opublikowany.
Ministerstwo Klimatu na nasze pytania o powody zapewnia, że projekt takich przepisów ma być wpisany do rządowego procesu legislacyjnego jeszcze w tej kadencji. Jednak po przygotowaniu projektu odbędą się uzgodnienia międzyresortowe, konsultacje społeczne, a następnie projekt trafi na posiedzenie rządu. Potem do Sejmu i ewentualnie – po przejściu całego procesu legislacyjnego – do prezydenta, który będzie musiał zdecydować, czy ustawę podpisać, czy nie. Tymczasem projekt Lex Smród procedowany jest niezależnie.
W tym samym czasie w Polsce widać wysyp pozwoleń na nowe fermy wielkotowarowe. Polska wznawia też eksport drobiu do Chin.
Lex Smród procedowany jest w momencie trwających protestów indywidualnych rolników, którzy walczą o przetrwanie swoich gospodarstw z powodu wsparcia systemowego, a nie z powodu skarg.
Projekt pojawia się w momencie, gdy Ministerstwo Rolnictwa intensywnie zabiega o zwiększenie eksportu mięsa. Zaledwie miesiąc temu minister Stefan Krajewski podpisał z chińską administracją celną porozumienie umożliwiające wznowienie eksportu polskiego mięsa drobiowego do Chin. Dla branży oznacza to otwarcie jednego z największych rynków świata.
Fermy wielkotowarowe i przemysłowe odpowiadają za zdecydowaną większość polskiej produkcji mięsa. W przypadku wieprzowiny duże fermy generują już blisko 92 proc. krajowej produkcji. Zaś w sektorze drobiu, w którym Polska jest liderem w UE, koncentracja jest równie wysoka – prawie 98 proc. brojlerów pochodzi z wielkich ferm.
Ostatnie upały przypomniały nam o skutkach kryzysu klimatycznego. Tymczasem to właśnie hodowla zwierząt na mięso jest jednym z głównych czynników zmiany klimatu.
Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych przemysł mięsny i mleczarski odpowiada za 60 proc. emisji gazów cieplarnianych z sektora rolnego. Z kolei produkcja żywności odpowiada za jedną trzecią globalnej emisji gazów cieplarnianych, ustępując jedynie spalaniu paliw kopalnych.
Komentarze