Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...
17 grudnia 2021

Lex TVN, czyli Kaczyński gasi pożar benzyną. Kto mu wyjmie kanister z ręki?

Polska płonie, a piroman polewa benzyną kolejne tlące się ogniska. I za chwilę rozpali nowe. Mówi także nam, dziennikarzom i dziennikarkom, że walki o wolne media nie wygramy. Może chodzi o to właśnie, byśmy poczuli wyuczoną bezradność? I odrywani od pożaru do pożaru nie zrozumieli, że uczestniczymy w przemyślanym projekcie politycznym?

PiS zrobił kolejną rzecz niemożliwą. Innowacyjność Jarosława Kaczyńskiego w uprawianiu polityki nie zna granic. Ale jest to innowacyjność gracza w szachy, który wywraca stolik i rechocze zachwycony tym, co zrobił. Aby 17 grudnia ekspresowo przyjąć Lex TVN Kaczyński kazał złamać regulamin sejmowy (wielka mi nowina!) i rzucił swoje szeregi z Kukizem i Mejzą do boju ze światowym mocarstwem i liderem NATO (które to mocarstwo mogłoby się przydać, skoro jesteśmy w stanie hybrydowej wojny), z opinią publiczną na świecie, w UE i w Polsce.

Tekst publikujemy w naszym cyklu „Widzę to tak” – w jego ramach od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Jak pokazał wrześniowy sondaż Ipsos dla OKO.press, przewaga przeciwników Lex TVN nad zwolennikami jest trzykrotna:

Nawet w elektoracie PiS aż jedna trzecia z tych, którzy mają zdanie, była przeciw.

Kaczyński jest jak główna postać w polskiej wersji serialu "Sukcesja" (u nas w wersji reality show): czekamy coraz bardziej oburzeni i zdumieni, kiedy scenarzysta wreszcie da mu przegrać. Ale nie daje. Rodzi się fascynacja i chęć zrozumienia - o co mu (Kaczyńskiemu, który sam sobie pisze scenariusz) chodzi? Hipotezy się mnożą. Prostej racjonalności w tym na pewno nie ma, ale jakaś musi być.

Czy chodzi o to, że wzbudzając kolejny pożar, Kaczyński odwraca uwagę od galopujących cen i najnowszej kompromitacji, jaką są wyznania oficera BOR (w piątkowej "Wyborczej" z 17 grudnia), który ujawnia, jak wszyscy kłamali w zeznaniach po wypadku limuzyny premier Szydło w 2017 roku? Hipoteza zmiany tematu jest popularna.

Czy może tak działa potrzeba politycznej psychopatii, która ogniskuje się wokół potrzeby kontroli? Kaczyński chce odzyskać inicjatywę i wywołuje kryzys, którym może zarządzać. Za wszelką cenę choć na chwil, chce mieć poczucie, że panuje nad sytuacją?

Bo z innymi kryzysami ta władza zbyt wiele zrobić nie chce lub nie potrafi.

Polityka wobec pandemii - tchórzliwa, kunktatorska, niekonsekwentna, po prostu głupia - powoduje, że pod względem ofiar w IV fali jesteśmy właśnie na trzecim miejscu na świecie (za USA i Rosją), za to w liczbie testów ma milion mieszkańców zajmujemy ostatnie miejsce w UE, Rumunia i Bułgaria dawno nas wyprzedziły, a na świecie lokujemy się jako nr 63 między Libanem a Kazachstanem i Gabonem.

Trochę się kończą pomysły na obłaskawienie Unii Europejskiej, a cofnąć się z "reformy sądownictwa" też jakoś nie wypada.

Narracja "murem za polskim mundurem" załamuje się, gdy policja robi najazd na działaczy Klubu Inteligencji Katolickiej, który pomaga migrantom w imię chrześcijańskiego miłosierdzia w wersji papieża Franciszka (co posłanka Lewicy błyskotliwie nazwała prześladowaniem za wiarę). Dopełnia obrazu symboliczna śmierć Jezusa, syryjskiego chrześcijanina, fotografującego się na tle posągu Matką Boskiej Fatimskej, który wyrwany ze szpitala przez polskie służby i wypchnięty na granicę, zmarł z wyczerpania. Taki jest katolicyzm Kaczyńskiego.

Do tego ceny energii i w ogóle inflacja jak diabli. Wszystko wymyka się z rąk...

Czas na pokazanie, że nad czymś Kaczyński panuje, że coś potrafi zrobić, nawet coś tak w ramach zwykłej logiki nieracjonalnego i głupiego jak Lex TVN.

A może chodzi o coś jeszcze prostszego - żywy dowód, że my nigdy nie ustępujemy, nikomu się nie kłaniamy, z nikim się nie liczymy? Kaczyński chce udowodnić, jaki jest wielki. Może samemu sobie i swemu obozowi imponuje, że każdemu może plunąć w twarz? Albo - żeby to nazwać mniej agresywnie - pokazać figę?

Może to tylko rozgrywka taktyczna, aby ukoić polityczne ADHD Zbigniewa Ziobro, który szantażuje Kaczyńskiego swym radykalizmem? Jestem jeszcze bardziej szalony od ciebie - mówi jemu i skrajnie prawicowym wyborcom Kaczyński.

A może zupełnie banalnie - zobaczył, że wygrywa budżet i ad hoc postanowił przy okazji załatwić i Lex TVN. Zwłaszcza, że ludzie będą się bali wyjść na ulice, bo IV fala straszy?

A może chce tylko zyskać na czasie, bo ma ugadane, że Duda nie podpisze albo "krwawa Julia" uzna Lex TVN za przepis niekonstytucyjny?

Tak czy inaczej zasadą naczelną tej polityki jest - mówiąc ulubionym językiem Jarosława - "keine Grenzen".

W roli pierwszego nauczyciela kraju obsadza homofobicznego clowna, który chce wziąć szkoły za twarz, popisując się opiniami na temat dziadostwa krakowskiego przedstawienia "Dziadów", którego ni widział, czy zbyt obcisłych męskich spodni i zbyt tłustych dziewczynek.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości toleruje w swoim zapleczu politycznym Łukasza Mejzę, kreaturę medyczno-biznesową. Potrafi zawołać "ręce precz od naszych dzieci", zyskując aplauz kiboli i innych homofobicznych środowisk. Potrafi użyć faszystowskiej metafory robactwa, by postraszyć migrantami.

A może to wszystko tylko drugorzędne motywy? Wymieniając kolejne hipotezy, sam czuję rosnące znużenie, spadek - jak mówi ulica - wkurwienia. Może o to właśnie chodzi? Może Kaczyński chce nam pokazać - wszystko mogę? Analizujcie do woli i co wam to da?

Może taka tylko jest tajemnica? Chodzi o trening wyuczonej bezradności, który ma sparaliżować opór? I ogólnie rozbroić, zniechęcić.

Dla nas, dziennikarzy i dziennikarek, rzecz jest szczególnie wstrętna. W sierpniu 2021 aż 1044 z nas podpisało protest przeciwko Lex TVN w największej tego typu inicjatywie w historii naszego zawodu.

Dumnie ogłosiliśmy, że „my, dziennikarze polskich mediów, protestujemy przeciwko działaniom rządu Zjednoczonej Prawicy uderzającym w niezależność stacji TVN. Deklarujemy, że nie pozwolimy na niszczenie wolności mediów w naszym kraju i wzywamy światową opinię publiczną do interwencji. TVN jest największą w Polsce niezależną od władzy telewizją o charakterze ogólnokrajowym. Rządząca od 2015 roku partia Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie atakowała TVN za materiały pokazujące nadużycia władzy i broniące demokracji w Polsce. Publiczne i prorządowe media wielokrotnie piętnowały dziennikarzy TVN i prowadziły przeciwko stacji kampanię propagandową".

Przypominamy treść listu-apelu dziennikarzy, który 10 sierpnia 2021 złożyliśmy w Sejmie.

„My, dziennikarze polskich mediów, protestujemy przeciwko działaniom rządu Zjednoczonej Prawicy uderzającym w niezależność stacji TVN. Deklarujemy, że nie pozwolimy na niszczenie wolności mediów w naszym kraju i wzywamy światową opinię publiczną do interwencji. TVN jest największą w Polsce niezależną od władzy telewizją o charakterze ogólnokrajowym. Rządząca od 2015 roku partia Prawo i Sprawiedliwość wraz z koalicjantami wielokrotnie atakowała TVN za materiały pokazujące nadużycia władzy i broniące demokracji w Polsce. Publiczne i prorządowe media wielokrotnie piętnowały dziennikarzy TVN i prowadziły przeciwko stacji kampanię propagandową.

W ostatnich miesiącach rząd PiS przeszedł od słów do czynów. Nie przedłuża TVN koncesji na nadawanie, a w Sejmie forsuje ustawę, która ma zmusić właściciela stacji do sprzedania swoich udziałów podmiotowi przychylnemu władzy. Dzieje się tak mimo licznych ostrzeżeń i apeli, także zagranicznych, o zaniechanie ataku na stację.

W szóstym roku swoich rządów łamiąca demokratyczne standardy władza skutecznie przejęła już publiczne media, przekupiła lub po prostu kupiła część mediów prywatnych i zastrasza procesami dziennikarzy. Atakuje również wciąż niezawisły wymiar sprawiedliwości.

Rząd zjednoczonej prawicy lekceważy prawa i podstawowe wartości demokratyczne obowiązujące w Unii Europejskiej. Wszędzie tam, gdzie ma taką możliwość, depcze przejawy niezależności. Zneutralizowanie TVN i podporządkowanie jej państwu ma ma być jednym z ostatnich etapów przejęcia kontroli nad ostatnimi instytucjami, które patrzą władzy na ręce i bronią demokratycznych wartości takich jak jawność, tolerancja oraz równość wobec prawa. 32 lata po obaleniu w Polsce komunizmu historia zatacza koło. Rządząca partia podnosi rękę na media, których wolność jest warunkiem funkcjonowania demokracji. Nie możemy się na to zgodzić.

Nie zgadzamy się na życie w świecie, gdzie prawda nie ma głosu. Naruszałoby to samą podstawę etyki naszego zawodu i dziennikarskiego powołania. Jeśli rząd uciszy niewygodną stację, to samo spotka pozostałe wolne media. Tej walki nie można przegrać. Byłaby to klęska demokratycznej Polski.

Pisaliśmy patetycznie, że "nie zgadzamy się na życie w świecie, gdzie prawda nie ma głosu. Naruszałoby to samą podstawę etyki naszego zawodu i dziennikarskiego powołania. Jeśli rząd uciszy niewygodną stację, to samo spotka pozostałe wolne media. Tej walki nie można przegrać. Byłaby to klęska demokratycznej Polski".

Teraz Kaczyński mówi także nam, dziennikarzom i dziennikarkom - tej walki nie możecie wygrać. Bo ja mogę zrobić wszystko. Bo demokratycznej Polski już nie ma. Zlikwidowałem ją bez żadnego trybu, poza kolejnością.

Polska płonie, a piroman dolewa oliwy do ognia. Ba, polewa benzyną jeszcze tlące się ogniska, za chwilę rozpali kolejne. Ludzie pędzą od ogniska do pożaru i napatrzyć się nie mogą. Interpretacja goni interpretację, ale może nie są one aż tak kluczowe.

Może zamiast analizy potrzebna jest synteza, spojrzenie, jak PiS ogranicza wszystkie niezależne od siebie władze i środowiska, jak stara się wcielić w życie państwowego Lewiatana według modelu autokracji wyborczej, eliminując wszystko co ogranicza centralną władzę. Jak idzie węgierską drogą.

"Własne suwerenne państwo narodowe jest dla nas wartością kluczową, gdyż bez niego nie mogą być realizowane inne wartości, które uznajemy za podstawowe - deklaruje najnowszy program partii. - Państwo musi mieć realną możliwość zwalczania patologii i nie można pozwolić, aby jego organy były wykorzystywane przez zewnętrzne ośrodki dyspozycyjne działające dla własnej korzyści". Język jak z propagandy komunistycznej oznacza walkę z wszystkim co niezależne i trudne do skontrolowania: opozycją polityczną, władzą sądowniczą, mediami, społeczeństwem obywatelskim a także "Brukselą" traktowaną jako obcy ośrodek dyspozycyjny.

Trzy pytania wydają się ważniejsze.

Kiedy w obozie władzy ktoś się w końcu stuknie w głowę i wyjmie kanister z wypielęgnowanej dłoni starszego pana? Bo to najpopularniejszy przepis na upadek dyktatorów a zwłaszcza dyktatorków.

Jak trwały jest stopień zaczadzenia dymem tych wszystkich ognisk elektoratu Prawa i Sprawiedliwości? Poparcie powoli spada, ale czy są tutaj jakieś "Grenzen", których przekroczenie wywoła lawinę?

Kiedy opozycja zrozumie, że już czas na wspólne wystąpienie, takie jak - cząstkowe wspólne inicjatywy - w obronie przed Lex Czarnek czy poparciu programu naprawy praworządności Iustitii. Kiedy polityczna opozycja spotka się - ale tak na całego - z obywatelskim odruchem protestu?

Jak długo jeszcze będziemy się tylko bali/śmiali/wkurzali (niepotrzebne skreślić)?

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne