Na spotkaniu z organizacjami pozarządowymi wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker tłumaczył, dlaczego chce blokować "kontrowersyjne zbiórki", gdy narażają one "ważny interes publiczny", albo "dobre imię Polski zagranicą". Im bardziej tłumaczył, tym bardziej było widać, jak niebezpieczna może być nowa ustawa o zbiórkach publicznych

Pomysł nowelizacji ustawy o zbiórkach publicznych to odpowiedź PiS na upublicznienie informacji o zbiórce na rasistę Janusza Walusia, którą prowadzi neofaszystowskie stowarzyszenie „Duma i Nowoczesność”. To samo, którego członkowie – jak udokumentowali reporterzy TVN24 – w lesie pod Wodzisławiem Śląskim świętowali urodziny Adolfa Hitlera. Ministerstwo zarzekało się, że w świetle ustawy z 2014 roku nie ma możliwości odmowy rejestracji zbiórki na podobny cel.

Dlatego MSWiA zaproponowało, by minister miał możliwość blokowania zbiórki publicznej, jeśli jej cel:

  • jest sprzeczny z zasadami współżycia społecznego lub
  • narusza ważny interes publiczny.

W takich wypadkach minister będzie miał możliwość wykreślenia zbiórki  – w dowolnym momencie – z rządowego portalu. Organizacja będzie miała trzy dni, by zmienić cel zbiórki. Jeśli tego nie zrobi, zbiórka zostanie zablokowana, a środki – przeznaczone na wskazany przez ministra cel.

Więcej o tym pisaliśmy w artykule: „PiS kładzie rękę na zbiórkach publicznych„.



Żeby bronić imienia Polski

Jednak podczas spotkania „prekonsultacyjnego” z organizacjami pozarządowymi 6 marca 2018 wiceminister MSWiA Paweł Szefernaker nakreślił jeszcze inny kontekst nowelizacji ustawy pisanej w pośpiechu i wbrew stanowisku strony społecznej.

Powiedział, że zbiórka na Walusia „naraziła na szwank dobre imię Polski za granicą”, bo zagraniczne redakcje rozpisywały się na temat wspierania – za zgodą polskiego rządu – polskiego rasisty, skazanego za zabójstwo.

Zdaniem Szefernakera, celem ustawy ma być nie dopuszczanie do innych „kontrowersyjnych zbiórek”.

To już grozi kompletną uznaniowością, bo to minister miałby oceniać, co jest na tyle „kontrowersyjne” lub „narusza dobre imię Polski zagranicą”. Arbitralność takich ocen może godzić w prawo do zrzeszania się i działalności społecznej, w tym pozyskiwanie środków na nią.

Z czym na prawdę walczy PiS?

Minister MSWiA Joachim Brudziński i jego zastępca Paweł Szefernaker zarzekają się, że ustawa ma walczyć z takimi nadużyciami jak zbiórka neofaszystów. Sami przyznają jednak, że sprawa Walusia ma charakter wyjątkowy. Problemem nie jest przecież sama zbiórka na rodzinę rasisty odsiadującego w RPA wyrok za zabójstwo polityczne.

Osoby indywidualne mają prawo nieść pomoc skazańcom, jacy by podli czy wstrętni komuś się nie wydawali. Spotkanie Jana Pawła II z zamachowcem Mehmetem Ali Agcą może tu być drogowskazem.

Łukasz Domagała, Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych: „Jeśli ministerstwo ma wątpliwości na co w rzeczywistości zostaną przeznaczone środki, to ma instrumenty, by to skontrolować. Organizacja ma bowiem obowiązek złożenia sprawozdania”.

To, co zbulwersowało opinię publiczną, to sama działalność stowarzyszenia takiego jak „Duma i Nowoczesność”. Ale nie jest zadaniem ustawy o zbiórkach zapewniać kontrolę nad organizacjami faszyzującymi.

Łukasz Domagała: „To są zadania prokuratury i policji.

Jeśli PiS chce poprawić przepisy dotyczące ścigania propagowania nazistowskich treści to powinien sięgnąć po przepisy kodeksu karnego, a nie ustawę o zbiórkach publicznych”.



Niebezpieczna walka z „kontrowersyjnymi” zbiórkami (i zgromadzeniami)

Wiceminister Szefernaker przekonywał, że państwo musi mieć możliwość reakcji w „sytuacjach kontrowersyjnych”. Jako drugi przykład podał casus styczniowej interwencji wojewody w prawo do zgromadzeń publicznych. Chodziło o pikietę nacjonalistów pod ambasadą Izraela.

Wbrew intencjom ministra przykład ilustruje zagrożenie jakim jest arbitralne decydowanie przez władze, że coś jest kontrowersyjne, szkodliwe dla imienia Polski lub narusza ważny interes publiczny.

Barbara Grabowska-Moroz, z Helińskiej Fundacji Praw Człowieka, mówi OKO.press: „Minister przywołał ten casus jako dowód na to, że państwo działa i potrafi przeciwdziałać skandalowi i kompromitacji Polski na arenie międzynarodowej. Ale interwencja wojewody nie jest powodem do dumy.

Dlaczego? Po pierwsze, w ustawie o zgromadzeniach nie ma przesłanki, która dawała podstawy do wydania podobnej decyzji. Zgromadzenia można zakazać jedynie w trzech przypadkach:

  • gdy jej cel jest niezgodny z prawem karnym;
  • gdy zagraża życiu, zdrowiu lub mieniu;
  • w przypadku organizowania zgromadzenia równoległego lub cyklicznego.

Po drugie, decyzja wojewody przybrała kształt pozaustawowego zarządzenia o wyłączeniu z użytku ulic. Gdyby iść tokiem rozumowania ministra, do ustawy o zgromadzeniach również należałoby dodać punkt o możliwość zakazania zgromadzenia, gdy narusza ono ważny interes publiczny lub gdy jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

Obie przesłanki definiowane byłyby przez wojewodę albo urząd gminy. Takie przepisy – zarówno w przypadku ustawy o zgromadzeniach jak i ustawy o zbiórkach publicznych – są niebezpieczne z punktu widzenia pewności prawa.

Sytuacja wyjątku jest tu tak nieprecyzyjna i ogólna, że może stać się regułą. To nieadekwatny i niebezpieczny sposób rozwiązywania sytuacji kryzysowych”.



Klauzule generalne

Paweł Szefernaker przekonywał też, że ustawa ma działać w sytuacjach nadzwyczajnych. Jednak jej zapisy wychodzą daleko poza funkcję bezpiecznika.

Łukasz Domagała: „Wprowadzenie dwóch klauzul generalnych – zgodności z interesem publicznych i z zasadami współżycia społecznego – są ingerencją w prawo do zrzeszania się i działalności społecznej. Znamy wiele przykładów dyskusyjnych działań społecznych np. ekologów blokujących inwestycję w Rospudzie.

Czy zbiórka ekologów mogłaby zostać zablokowana, skoro budowa drogi w Rospudzie była ważnym interesem publicznym?



Warto też zauważyć, że mówimy tu o prywatnych pieniądzach obywateli. O oszczędnościach, które wykładają, by wesprzeć ważny cel społeczny. Ważny z ich osobistej perspektywy. Wyobraźmy sobie, że nagle rząd na podstawie generalnych klauzul decyduje, że ich środki zostaną przeznaczone na inny cel. Automatycznie motywacja do ofiarności i zaangażowania w ważne kwestie społeczne spada.

Oczywiście, Paweł Szefernaker zaznaczał, że decyzje ministra w trybie administracyjnym będzie można zaskarżyć do sądu. Jednak zanim dojdzie do wyroku minie rok, półtora. W tym czasie cel, na który zbieraliśmy, zostanie zaniedbany, a zaufanie do organizacji zniszczone”.


OKO.press to medium obywatelskie.
Utrzymujemy się z dobrowolnych wpłat Czytelników.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press