Wnioski z raportu „Medykalizacja porodu”, przygotowanego przez fundację Rodzić po Ludzku, są ponure: mimo, że standardy opieki okołoporodowej prawnie obowiązują, wielu lekarzy ich nie zna, a jeśli znają - to lekceważą. Dla wielu ordynatorów i ordynatorek humanizacja porodu to fanaberia. Wciąż uważają, że „u mnie rodzi się po mojemu"

„Szkodliwe rutyny i przestarzałe procedury wciąż są obecne w większości sal porodowych i oddziałów neonatologicznych” – pisze Fundacja w raporcie. W drugim półroczu 2016 roku pracowniczki fundacji rozesłały do szpitali ankiety. Pytały, czy realizowane są standardy opieki okołoporodowej.

Wiele szpitali odpowiedziało dopiero po ponagleniach, a kilka wcale, choć obowiązuje je ustawa o dostępie do informacji publicznej. Ostatecznie Fundacja uzyskała informacje o oddziałach położniczych w 360. szpitalach.



Medykalizacja wbrew prawu

Główne wnioski raportu:

  • Odsetek cesarskich cięć wynosi 43 proc., co stanowi ponad czterokrotne przekroczenie zalecanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) – 10 proc. „Ten wskaźnik wskazuje na postępujący proces medykalizacji” – piszą autorzy raportu.
    Jak wyjaśnia Joanna Pietrusiewicz z Rodzić po Ludzku, tak powszechne pragnienie, by rodzić przy pomocy cesarki, jest porażką położnictwa: kobiety boją się bólu (co jest uzasadnione trudnościami w uzyskaniu znieczulenia; najbardziej rozpowszechniona jest analgezja wziewna – dostępna w 84 proc. szpitali, znieczulenie zewnątrzoponowe w 49 proc., a petydyna w 30 proc.) i nie mają zaufania, że poród będzie „po ludzku” z poszanowaniem godności i intymności. Wciąż za mało jest edukacji i odpowiedniego przygotowania do porodu przez lekarza czy położną.
  • Odsetek porodów indukowanych (wywoływanych przez lekarza gdy mimo terminu nie pojawia akcja porodowa) wynosi 19 proc., choć według WHO „nie powinno się wywoływać porodów dla wygody. W żadnym rejonie geograficznym odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10 proc.
    Indukowanie porodu zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanych konsekwencji, takich jak bolesne skurcze, ryzyko cesarki i niedotlenienia dziecka.
  • W porównaniu z większością krajów Europy w Polsce odsetek porodów z nacięciem krocza jest bardzo wysoki (50 proc.).
  • Odsetek porodów ze stymulowaną akcją skurczową (gdy poród już trwa, ale nie postępuje). Według Światowej Organizacji Zdrowia porodów ze stymulowaną akcją skurczową powinno być nie więcej niż 10 proc. Tymczasem ma to miejsce w 25 proc. porodów – spośród nich w 87 proc. podaje się oksytocynę. A wyniki badań pokazują, że podanie oksytocyny zwiększa odsetek cesarskich cięć, porodów ze znieczuleniem zewnątrzoponowym i gorączki śródporodowej zarówno u pierworódek, jak wieloródek.
  • Zgodnie ze standardami opieki okołoporodowej, badanie wewnętrzne powinno być wykonywane nie częściej niż co dwie godziny. W Polsce przestrzega się tego tylko w 17 proc. szpitali.
  • W 35 proc. szpitali kobietom jest podawana kroplówka nawadniająca. Po co, skoro zgodnie ze standardami opieki okołoporodowej obowiązkiem personelu jest „zapewnienie rodzącej możliwości przyjmowania przejrzystych płynów także podczas aktywnej fazy porodu”.
  • Najczęściej stosowanymi w polskich szpitalach pozycjami w czasie II okresu porodu są „tradycyjne” pozycje na łóżku porodowym – na boku (62 proc.) i na plecach (59 proc.), które utrudniają fizjologiczny przebieg porodu. Rzadkie są najbezpieczniejsze pozycje wertykalne, do czego powinien kobiety zachęcać personel.
  • Jedynie 32 proc. szpitali przestrzega prawa do nieprzerwanego, dwugodzinnego kontaktu „skóra do skóry”  matki z noworodkiem. W pozostałych placówkach jest on zakłócany przez ważenie, mierzenie i ubieranie noworodka.
  • W ponad połowie szpitali kobiety rodzą w wieloosobowych salach, co może naruszać prawo do godności i intymności.
  • Tylko co czwarty szpital zapewnia kobiecie możliwość wyboru osoby sprawującej opiekę – w 77 proc. placówek jest ona przydzielana odgórnie. Stanowi to zarówno pogwałcenie praw pacjentki (w tym prawa do poszanowania jej godności i intymności), jak i standardów opieki okołoporodowej.


Podobne wyniki przyniosła kontrola NIK w 2016 roku: okazało się, że wielu lekarzy w ogóle nie zna standardów, a nawet jeśli je znają – to ignorują.

Są i pozytywne zmiany. W porównaniu z raportem z 2006 roku:

  • lepiej wygląda uczestnictwo w porodzie kogoś bliskiego. „Stało się to już powszechną praktyką, a szpitale zaprzestały pobierać opłaty za obecność osoby towarzyszącej. W wielu szpitalach osoba towarzysząca może asystować nawet przy cesarskim cięciu” – stwierdza raport.
  • Coraz więcej szpitali prowadzi edukację przedporodową oraz zakłada szkoły rodzenia.

Źle natomiast wygląda przygotowanie szpitali do opieki nad kobietami niepełnosprawnymi. „Jedynie w 38 proc. placówek pacjentki niesłyszące mogą liczyć na pomoc tłumacza języka migowego. W jeszcze trudniejszej sytuacji są pacjentki słabowidzące i niewidome”. Tylko 7 proc. szpitali ma do dyspozycji dokumenty pisane alfabetem Braille’a”.

Standardy – i po standardach

Wprowadzenie standardów rozporządzeniem ministra zdrowia 20 września 2012 roku było efektem wieloletniej walki o prawo kobiet do godnego porodu, prowadzonej od 1996 roku przez fundację – a wcześniej akcję – Rodzić po Ludzku.

Standardy opieki okołoporodowej opracował powołany w 2007 roku przez  ministra zdrowia Zbigniewa Religę zespół lekarzy, położnych wraz przedstawicielkami fundacji Rodzić po ludzku. Dokument szczegółowo opisuje prawa kobiet i dekretuje, że

kobieta rodząca ma być traktowana podmiotowo, a poród nie jest zabiegiem medycznym ani chorobą.

Mimo wprowadzenia rozporządzenia jako standardu medycznego, konserwatywna część środowiska lekarskiego prowadziła lobbing przeciw „po ludzku”. Gdy PiS wygrał wybory, a ministrem został Konstanty Radziwiłł, Naczelna Rada Lekarska – której Radziwiłł był zresztą szefem w latach 2001-2010 – napisała do ministra, że

„standardy stanowią ważne wskazówki w codziennej praktyce medycznej, ale nie powinny stanowić bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa”

Ministerstwo wypełniło postulat Naczelnej Rady. Przeprowadzone bez konsultacji zmiany w ustawie o działalności leczniczej zlikwidują wszelkie „standardy merytoryczne” mające rangę rozporządzenia. Minister zdrowia będzie mógł określać wyłącznie „standardy organizacyjne”. Standardy opieki okołoporodowej mają obowiązywać najpóźniej do 2018 roku. Kiedy dokładnie ministerstwo je wycofa, nie wiadomo.



RPO apeluje do Radziwiłła

Wyniki raportu Rodzić po Ludzku i poprzednich kontroli zaniepokoiły Rzecznika Praw Obywatelskich dr. Adama Bodnara, który zwrócił się do Ministra Zdrowia i Konsultanta Krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii z prośbą o ustosunkowanie się do kwestii dotyczących standardów opieki okołoporodowej.

„Przyjęcie nawet najlepszych przepisów prawa nie gwarantuje jeszcze, że będą one w praktyce sprawnie funkcjonować” – pisze RPO i zaznacza, że „pomocnym instrumentem w ocenie efektywności standardów opieki okołoporodowej mogłaby być dokonywana okresowo, przez Ministra Zdrowia, ewaluacja samych regulacji i ich skuteczności, z uwzględnieniem opinii personelu medycznego i kobiet rodzących”.

Trudno jednak się spodziewać, że minister zdrowia, który robi wiele, żeby ze standardów opieki okołoporodowej zrezygnować, i którego decyzje regularnie godzą w prawa kobiet, pozytywnie zareaguje na tę prośbę.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym