0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamins...

Mija właśnie 100 dni rządów Koalicji 15 Października. W mediach siłą rzeczy zaczął się czas zwyczajowych podsumowań. Najczęściej ich głównym materiałem wyjściowym jest lista „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów” opublikowana w kampanii wyborczej przez Koalicję Obywatelską. Sprawia to, że podsumowania wypadają bardzo blado.

Równolegle w koalicji doszło do pierwszych, całkiem ostrych publicznych spięć na najwyższym szczeblu. Spowodowały je zagrywki Szymona Hołowni i Trzeciej Drogi w sprawie ustawy aborcyjnej.

  • Lewica jest rozgoryczona zarówno kwestią aborcji, jak i nowymi ulgami dla przedsiębiorców.
  • Najwięksi konserwatyści z Trzeciej Drogi chętnie cofnęliby czas, jeśli chodzi o antykoncepcję postkoitalną.
  • W Platformie narasta ogólna irytacja z powodu niesubordynacji mniejszych koalicjantów.

Przeczytaj także:

100 dni w środku kampanii

Dzieje się to wszystko w warunkach, w których nadchodzące wybory samorządowe wymuszają na koalicyjnych partiach powrót do konkurowania o głosy Polek i Polaków, co potrwa zresztą do czerwca, bo kampania samorządowa płynnie zamieni się w europejską. W resortach także trzeszczy – niemal każdy z koalicyjnych ministrów ma zastępców z sojuszniczych i konkurencyjnych zarazem partii (i to więcej niż jednej).

Nawet największy z optymistów widzi już, jak się realnie mają sprawy, jeśli chodzi o sprawną legislację – na końcu drogi zawsze jest Andrzej Duda i jego złośliwy uśmieszek. Część spraw idzie jak po grudzie, zaś w niektórych obszarach pogłębia się to, co esteci nazywają dualizmem prawnym, a realiści – chaosem. A nawet najbezczelniejsi z nominatów odchodzącego obozu władzy wciąż cieszą się zarówno czystymi kartotekami, jak i profitami z publicznych środków.

Sam premier Donald Tusk nie bardzo chce więc świętować pierwsze 100 dni urzędowania. Wypuścił wprawdzie w mediach społecznościowych filmik z obietnicą, że od teraz to już „Alleluja i do przodu”, ale wolałby, żeby wyborcy zainteresowali się raczej wnioskiem do Trybunału Stanu w sprawie prezesa NBP Adama Glapińskiego i zawiadomieniem do prokuratury w sprawie byłego prezesa TVP Jacka Kurskiego – data powstania tych dokumentów bynajmniej nie jest przypadkowa.

Czy 100 dni się nie udało?

Czy to wszystko oznacza, że pierwszych 100 dni rządu zwiastuje porażkę?

Otóż nie. Dzieje się to, co musi się dziać – i to, co było i jest wiadome z góry. Koalicję 15 Października czeka jeszcze co najmniej 16 miesięcy bardzo ciężkiej walki o władzę nad państwem, w którym część władzy wciąż należy do Prawa i Sprawiedliwości. Czeka ją też to, co nieuniknione i zarazem w polityce całkowicie normalne – rywalizacja, niekiedy ostra, między koalicjantami.

Bo przecież ta koalicja nie powstała z powodu jakiejkolwiek dalej idącej wspólnoty poglądów i pomysłów na państwo między lewicowcami, liberałami i umiarkowanymi konserwatystami. Powstała, by można było skutecznie najpierw zakończyć rządy Prawa i Sprawiedliwości. A także po to, by naprawić zepsute na wielu poziomach państwo. Paradoks polega na tym, że choć koalicja rządzi już te swoje 100 dni, to do wyborów prezydenckich żaden z tych celów nie zostanie w pełni osiągnięty.

Dlatego właśnie na liczeniu spełnionych i niespełnionych „konkretów” Platformy nie warto w tym momencie poprzestawać.

„Nie da się ukryć, że trochę jednak szkoda, że to nie było po prostu 100 konkretów KO, bez żadnego licznika dni” – nie bez sarkazmu rzucił kilka dni temu w nieoficjalnej rozmowie z OKO.press jeden z istotnych polityków Platformy. Nie da się ukryć, że ta uwaga jest trafna.

„Konkretów” z listy KO, które można uznać za przynajmniej częściowo zrealizowane, da się naliczyć w najlepszym razie 14. Tych zrealizowanych w pełni jedynie 9. „Konkretów” jest sto, liczba bezwzględna jest więc w tym wypadku także wynikiem procentowym stopnia realizacji zapowiedzi KO. Czy mówimy o 9, czy o 14 procentach realizacji planu, daleko nawet do jednej piątej. W mediach i mediach społecznościowych wygląda to źle.

Hasło o 100 konkretach z całą pewnością pomogło Platformie (i całej koalicji demokratów) w kluczowej fazie kampanii. Teraz zaczyna się stawać problemem.

PiS Rozlicza, bo ma co

Prawo i Sprawiedliwość widząc to – i mając w ręku listę „konkretów” – próbuje złapać trochę wiatru w żagle. PiS-owcy uruchomili w mediach społecznościowych kampanię „100 kłamstw”, chodzą po ministerstwach i pytają urzędników o postępy w realizacji „konkretów”. Sami też przygotowali kilka (na razie 8) projektów ustaw mających realizować wybrane – oczywiście te pasujące również PiS-owi – z „konkretów” KO. W tej chwili to wszystko pusty polityczny rytuał należący do podstawowego sztafażu środków każdej możliwej opozycji. Z czasem jednak opowieść o „Tusku, który nie dowiózł konkretów”, może zyskiwać w ustach PiS jakiś polityczny potencjał.

100 dni rządów demokratycznej koalicji mija w momencie, w którym w kluczową fazę wchodzi kampania przed wyborami samorządowymi. To pierwsza z trzech kampanii wyborczych, które przypadną w pierwszej połowie kadencji. Ale to dopiero trzeci – przed wyborami prezydenckimi latem przyszłego roku – zadecyduje o tym, jak będą wyglądać naprawdę rządy demokratów.

Świadomość problemu Dudy rośnie

Prezydent Andrzej Duda nie zamierza iść z rządem na kompromisy. Będzie z pomocą weta lub Trybunału Przyłębskiej blokował każdą z ustawowych zmian, która miałaby służyć ograniczeniu obecnego stanu posiadania PiS w polskim państwie. Nie pozwoli ustawowo przywrócić Trybunału Konstytucyjnego z prawdziwego zdarzenia – bo marionetkowa instytucja Przyłębskiej jest potrzebna i jemu, i jego partii. Nie podpisze nowej ustawy o mediach publicznych – skazując je i rząd na kolejne półtora roku pseudolikwidacyjnej męki. Będzie opóźniał nominacje ambasadorskie i awanse generalskie. Będzie prowadził z rządem wojenki o krzesło na spotkaniach międzynarodowych. Słowem będzie robił wszystko to, co może utrudnić koalicji rządzenie, a do czego Konstytucja zostawiła mu chociaż furtkę.

Świadomość tego jest już w koalicji zupełnie powszechna.

O ile jeszcze niedługo przed wyborami rozmawiając z politykami KO, Trzeciej Drogi i Lewicy można było usłyszeć zdumiewająco naiwne opowieści o rzekomej „szansie na deal” z Dudą, który miałby pójść z koalicją na układ w zamian za nominację na któreś z naprawdę ważnych stanowisk w strukturach międzynarodowych, o tyle dziś takie głosy zupełnie umilkły. Jeśli z Dudą można zawrzeć jakieś „deale”, to dotyczy to

  • albo spraw bezpieczeństwa państwowego – tego rozumianego w skojarzeniu z grzechotem gąsienic rosyjskich czołgów w tle,
  • albo kwestii zupełnie jednostkowych i taktycznych – a to stanowisk dla pojedynczych ambasadorów, a to układów dotyczących tego, czy to premier, czy prezydent wypowie się pierwszy po ważnym spotkaniu międzynarodowym.

Jeśli chodzi o cokolwiek większego – działającego wyłącznie w interesie PiS i własnym prezydenta koalicja musi po prostu przeczekać.

Na spektakularne zmiany nie ma – i pewnie nie będzie większości

Ale i to jest nieuniknione. Koalicja 15 Października nie ma w parlamencie większości konstytucyjnej. Bez choćby ramowej współpracy ze strony prezydenta realna, pełna i niepodważalna prawnie naprawa państwa po rządach PiS pozostaje więc niemożliwa. Rządząca większość musiała więc przyjąć zastępczą metodologię i tymczasowo zabezpieczać przynajmniej niektóre obszary funkcjonowania państwa. Stosowała tu prawne kruczki i furtki przyjmując w Sejmie uchwały będąceczymś w rodzaju wyrobów ustawopodobnych.

  • Zamiast reformy mediów publicznych mamy więc pozorowaną likwidację TVP i Polskiego Radia,
  • żeby można było powołać nowego prokuratora krajowego, trzeba było stwierdzić nieważność powołania jego poprzednika,
  • a w sprawie TK dało się jedynie ogłosić w Sejmie akty strzeliste.

Prezydent i pozostające we władaniu PiS instytucje oczywiście nie próżnują. Duda sięgał już i po weto i po Trybunał Przyłębskiej, który ogłasza nawet pseudowyroki o charakterze quasi zmian w konstytucji – jak choćby ten dotyczący Trybunału Stanu dla prezesa Glapińskiego. Potęguje to jeszcze bardziej stan i tak już ogromnego prawnego chaosu, w którym musi lawirować rządząca koalicja. Pod tym względem nic się nie zmieni aż do wyborów prezydenckich.

Sztuka zarządzania emocjami

Dlatego jednym z poważniejszych wyzwań, jakie stoją przed rządem Koalicji 15 Października, będzie konieczność zarządzania emocjami wyborców koalicyjnej partii. I to tak, by przez 500, lekko licząc, dni nowego rządu, jakie upłyną do wyborów prezydenckich, nie ogarnęło ich zniechęcenie. I by nie doszło do ich demobilizacji. Bo ta mogłaby się stać śmiertelnie niebezpieczna przed drugą turą prezydenckiej elekcji latem 2025 roku.

Komponowanie cokolwiek eklektycznej listy „100 konkretów” Koalicji Obywatelskiej trwało kilka dni poprzedzających na początku września 2023 roku konwencję wyborczą KO w Tarnowie.

To na niej „konkrety” zostały ogłoszone. „Mówiąc delikatnie, w tamtym okresie było dość nerwowo” – wspomina jeden z uczestników tego procesu. W tamtym momencie, mimo że do wyborów pozostał już tylko nieco ponad miesiąc, sondaże wciąż dawały PiS szansę na zwycięstwo. Część badań sugerowała, że Trzecia Droga może nie przekroczyć progu wyborczego. W liście 100 konkretów pokładano więc całkiem spore nadzieje, słusznie licząc na to, że z jej pomocą KO uda się narzucić tematykę dalszej części kampanii.

„Pamiętajmy, że KO to naprawdę koalicja – i musieliśmy połączyć postulaty kilku środowisk politycznych, a do tego nie zaszkodzić pozostałym partiom opozycji demokratycznej. To było naprawdę trudne, a czasu było ekstremalnie mało” – mówi nasz rozmówca o powstawaniu listy. Konsekwentnie nie chce powiedzieć, skąd obok „100 konkretów” wzięło się „100 dni”.

Niemniej „100 konkretów” nijak nie było projektem na 100 dni

Nawet w pełnym komforcie instytucjonalnym i prawnym niemożliwe byłoby przygotowanie tak wielu projektów ustaw w tak krótkim czasie. I to mimo tego, że część obietnic KO dałaby się „spakietować”. W stanie państwa, w którym przyszło działać rządowi Koalicji 15 Października, jest to zupełnie nierealne.

Około 15 sierpnia 2025 roku (data w zupełnym przybliżeniu) można się będzie spodziewać zaprzysiężenia nowego prezydenta RP. W wypadku zwycięstwa kandydata strony demokratycznej – na co wszystko wskazuje – Koalicja Października będzie mogła zacząć swój główny cel – naprawy państwa. Bez hamulcowego Andrzeja Dudy i bez kłód pod nogi Trybunału Przyłębskiej. A dopiero 100 dni później nastąpi właściwa chwila na rozliczanie KO z jej „100 konkretów”.

;

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta. Pracował w "Dzienniku Polska Europa Świat" i w "Polsce The Times". W OKO.press pisze o polityce i sprawach okołopolitycznych.

Komentarze