W Polsce udało się uregulować 15 nowych zawodów medycznych. 9 stycznia Sejm przyjął ustawę o zawodzie psychologa. Częściowo uregulowany jest zawód dietetyka. A logopedom medycznym się to nie udaje. Z powodu sprzeciwu osób pracujących w prywatnych gabinetach, logopedów oświatowych oraz Polskiego Związku Logopedów
O zawodzie logopedy wiemy stosunkowo niewiele. A jeszcze mniej o kontrowersjach w gronie osób uprawiających tę profesję. Kiedy zadzwoniła do mnie pani prof. Wioletta Pawlukowska z prośbą o rozmowę na temat potrzeby regulacji zawodu logopedy, od razu pomyślałem o kontrowersjach wokół regulacji zawodu psychoterapeuty, o czym pisałem w OKO.press wielokrotnie.
Tu i tu chodzi o rozbieżne interesy, o pieniądze, o szkolenia. Na pozór wydaje się, że w przypadku logopedów sytuacja jest prostsza. Przypomnijmy, że w psychoterapii jest co najmniej pięć głównych nurtów i że przedstawiciele tego zawodu należą do bardzo licznych stowarzyszeń.
Jednak jak wyjaśnia moja rozmówczyni, szanse na kompromis w łonie logopedów są minimalne. Mamy dziś bowiem dwa odrębne zawody – nauczyciela logopedę i logopedę w ochronie zdrowia, inaczej logopedę klinicznego.
Czy zatem logopedzi kliniczni doczekają się własnej regulacji, niezależnej od tej obejmującej już dziś ich kolegów pracujących w placówkach oświatowych? I co z tego będą mieli pacjenci?
Sławomir Zagórski: Do czego logopedom potrzebna jest ustawa regulująca ich zawód?
Dr hab. n. med. Wioletta Pawlukowska, profesorka Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego *: Powiedzmy najpierw, że logopedzi w Polsce funkcjonują w trzech obszarach – oświatowym, medycznym i w gabinetach prywatnych.
To, że jesteśmy zawodem medycznym nieuregulowanym, powoduje, że jesteśmy zwolnieni z płacenia stawki VAT. Prowadząc działalność gospodarczą i zatrudniając innych logopedów, nie musimy zakładać podmiotów leczniczych, co również zmniejsza koszty utrzymania gabinetu.
Z tego wynika, że brak regulacji zawodu logopedy w gruncie rzeczy jest dla was korzystny.
To zależy dla kogo. Brak takiej regulacji daje zdecydowanie większą dowolność w prowadzeniu gabinetu prywatnego, w udzielaniu świadczeń zdrowotnych lub też ich nieudzielaniu. Bo część logopedów pracujących w oświacie wcale świadczeń zdrowotnych nie chce udzielać. A gdyby nastąpiła regulacja, musieliby się określić. W efekcie część osób straciłaby prawo do zwolnienia ze stawki VAT, a część musiałaby zakładać podmioty lecznicze, jeżeli zatrudniałaby innych logopedów.
Więc w środowisku jest wyraźny konflikt na tym tle.
Co szczególnie istotne, regulacja naszego zawodu wymusiłaby kontrolę jakości udzielanych przez logopedów świadczeń zdrowotnych.
Spory w środowisku logopedów nie interesują specjalnie pacjentów. Czy regulacja waszego zawodu przyniosłaby korzyści osobom, które korzystają z waszych usług?
Tak. Po pierwsze – jak mówiłam – wpłynęłaby na ich jakość. Po drugie pacjent miałby pewność, że jego dokumentacja medyczna trafia w ręce specjalisty, a więc, że wyciągnięte z niej dane będą przeanalizowane w sposób profesjonalny.
Regulacja zawodu logopedy przyczyniłaby się do profesjonalizmu udzielania świadczeń zdrowotnych.
Logopedzi mieliby swój rejestr. Powołaliby samorząd, który strzegłby prawidłowości ich działań. Działałby sąd koleżeński.
Pacjent, udając się dziś do logopedy, nie ma pewności, czy on faktycznie udziela świadczeń zdrowotnych. Bo logopeda oświatowy też jest logopedą, tymczasem zakres jego doświadczenia i umiejętności może mieć mało wspólnego z medycyną.
Mamy też problem z podejściem naukowym. W zakresie medycznym obowiązuje nas evidence-based medicine, czyli nauka oparta na faktach. Badania, które robimy, są badaniami empirycznymi, udowodnionymi, a stosowane metody mają udowodnioną skuteczność.
Tymczasem badania oświatowe nie mają takiego wymogu. Terapie opierają się wyłącznie na danych obserwacyjnych, a nie wykazanej efektywności klinicznej, co powoduje, że pacjenci często trafiają na wieloletnie terapie nieprzynoszące efektu. Regulacja zawodu logopedy z pewnością poprawiłaby wiarygodność i dostępność do skutecznych terapii.
Czy logopeda może pacjentowi, czy też uczniowi, zaszkodzić?
Trudne pytanie. Może nie w dosłownym słowa znaczeniu, ale szkodzić mogą wspomniane terapie prowadzone miesiącami czy latami bez skutku. Pacjent nie uzyskuje poprawy jakości życia czy jakości swojego zdrowia i to są lata – można by rzec – zmarnowane.
Nieprawidłowo poprowadzona terapia, terapia, która nie jest udowodniona naukowo, może wpłynąć na dłuższą niepełnosprawność pacjenta. A czasem i całkowitą, bo jeżeli pacjent trafia do jednego, drugiego, trzeciego logopedy, który nie potrafi pomóc, w efekcie może być do końca życia osobą niepełnosprawną.
Ale są też sytuacje, kiedy logopeda może naprawdę zaszkodzić. Np. gdy noworodek lub niemowlę ma duże kłopoty ze ssaniem, wynikające z nieprawidłowości w zakresie adaptacji nerwów czaszkowych. Terapia w takim przypadku sprowadza się do podcięcia wędzidełka [cienki fałd tkanki łącznej łączący spód języka z dnem jamy ustnej], co nie zawsze przynosi poprawę czynności ssania i jest wymagane zastosowanie dodatkowej interwencji. Jeśli logopeda nie udzieli właściwej porady w odpowiednim momencie, może dziecku zaszkodzić.
Ludzie nie rozumieją dwoistości waszego zawodu – tego, że istnieją logopedzi oświatowi i medyczni. I że te dwa światy mocno się różnią.
No właśnie. Tymczasem logopeda może – jak mówiłam – działać wyłącznie w obszarze czysto pedagogicznym. Wtedy nie mówimy o udzielaniu świadczeń zdrowotnych, tylko o terapii rewalidacyjno-kompensacyjnej. Szkoła nie może być bowiem podmiotem leczniczym, a więc nie może udzielać świadczeń zdrowotnych.
Są wprawdzie wyjątki od tej reguły, czego przykładem jest zawód fizjoterapeuty. Fizjoterapeuta również pracuje w szkole, ale mimo tego, że jest nauczycielem, jest też fizjoterapeutą uprawiającym zawód medyczny. Innymi słowy, wszyscy fizjoterapeuci uprawiają zawód medyczny, tylko część z nich kieruje się do pracy oświatowej.
Z nami jest inaczej.
Mamy dwa odrębne zawody – nauczyciel logopeda i logopeda w ochronie zdrowia, inaczej logopeda kliniczny.
Są takie zaburzenia w logopedii, które nie wymagają skomplikowanej terapii, np. dyslalia – proste zaburzenia mowy, które bardzo często występują u dzieci. I tym właśnie zajmują się logopedzi oświatowi. A logopedzi medyczni zajmują się np. leczeniem afazji u pacjentów neurologicznych. Ta terapia wymaga przeszkolenia, odpowiedniego protokołu, sprzętu itd.
Uregulowanie zawodu logopedy klinicznego leży w zakresie zainteresowań urzędników?
Tak, ponieważ takie są wytyczne Unii Europejskiej. Dlatego Ministerstwo Zdrowia dąży do regulacji zawodów, których przedstawiciele udzielają świadczeń refundowanych przez NFZ.
Jest termin, kiedy powinniśmy to wdrożyć?
Nie wiem, czy Unia wyznaczyła termin, ale wiem, że regulacja jest potrzebna dla dobra pacjenta i myślę, że Ministerstwo Zdrowia głównie tym się kieruje.
Fizjoterapeutom się udało.
Nie tylko im. Udało się również uregulować zawody np. opiekunów medycznych, optometrystów, a także techników radiologów. Uregulowanych nowych zawodów medycznych jest w tej chwili 15.
Częściowo uregulowany jest zawód dietetyka. Tzn. nie ma rejestru dietetyków i nie ma listy ich czynności zawodowych. Trwają prace nad pełną regulacją.
No i niestety nieuregulowany jest nasz zawód z racji sprzeciwu środowiska. Sprzeciwu głównie ze strony osób pracujących w prywatnych gabinetach, logopedów oświatowych, oraz Polskiego Związku Logopedów.
Regulacja pani zdaniem powinna objąć zarówno zawód logopedy medycznego, jak i oświatowego?
Logopeda pracujący w oświacie jest już w pewnym sensie zawodem uregulowanym.
Tu mnie pani zaskoczyła.
My, tzn. logopedzi kliniczni, też byliśmy zaskoczeni. Otóż w 2019 roku wyszło rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego odnośnie czynności zawodowych, kształcenia oraz umiejętności nauczyciela logopedy. Co ciekawe, w pierwotnej wersji rozporządzenia znalazł się zapis, że logopeda oświatowy, ma – uwaga! – umiejętności do prowadzenia porady laktacyjnej.
Uczniowie raczej nie karmią piersią.
Prawda? To wyraźny lapsus legislacyjny. Takich przykładów nadania nauczycielom logopedom uprawnień zarezerwowanych do udzielania świadczeń zdrowotnych było więcej.
Napisaliśmy sprzeciw. Rozmawialiśmy z Ministerstwem Zdrowia. Ministerstwo Zdrowia rozmawiało z Ministerstwem Edukacji i niektóre rzeczy zostały zmienione, ale nie wszystkie.
Wspomniane rozporządzenie świadczy jednak o tym, że
zawód nauczyciela logopedy jest zawodem uregulowanym. Ale tylko wówczas, gdy dotyczy pracy w szkole. Bo w gabinecie prywatnym już to nie obowiązuje.
Czyli de facto uregulowana jest wyłącznie praca w szkole. Poza nią nauczyciele logopedzi mogą udzielać porad laktacyjnych, leczyć ludzi z dysfagią itd.
Lepiej pan tego ująć nie mógł.
Do Polskiego Związku Logopedów mogą należeć zarówno ci pracujący w oświacie, jak i w ochronie zdrowia?
Mogą należeć wszyscy. Także ci prowadzący gabinety prywatne.
A ilu jest was wszystkich razem?
Nie wiadomo. Zadałam to pytanie Polskiemu Związkowi Logopedów i nie uzyskałam odpowiedzi. Odpowiedź zresztą nie jest prosta, ponieważ powstało mnóstwo studiów podyplomowych w zakresie logopedii, nad czym nikt nie ma i nie miał kontroli.
Jest jeszcze jeden aspekt, który w tej chwili zaczyna mieć znaczenie. Dzieci jest coraz mniej, a logopedów w oświacie coraz więcej. Zaczyna brakować dla nich pracy i to będzie postępować.
Nie mogą znaleźć zajęcia w logopedii klinicznej?
Nie wszyscy spełniają normy do pracy w ochronie zdrowia, ponieważ część studiów podyplomowych skraca czas trwania szkolenia. Dlatego regulacja zawodu logopedy budzi sprzeciw również w tej grupie osób.
Jak liczny jest Polski Związek Logopedów?
Nie wiem. Aczkolwiek żeby związek mógł być reprezentatywny, musi liczyć określoną liczbę członków. A z tego, co mi wiadomo, PZL nie spełnia tego wymogu.
Jeżeli ma powstać ustawa regulująca zawód, musi być chyba stworzona przez przedstawicieli środowiska? Ministerstwo Zdrowia lub Edukacji może zwrócić się do Związku i poprosić, by przy pomocy prawników stworzył ramy stosownej ustawy.
Związek współpracuje z prawnikami i stworzył projekt ustawy regulującej pracę wszystkich logopedów. Został on opublikowany w marcu 2025 roku. Niestety, projekt ten jest – krótko mówiąc – bardzo niedobry.
Po jego opublikowaniu oprotestowały go wszystkie środowiska. Mimo tego PZL postanowiło procedować swoją ustawę w pierwotnym kształcie, choć początkowo zapewniano, że poprawki zostaną naniesione zgodnie z uwagami. Do dziś nie zauważyłam żadnej poprawki, tymczasem uwagi do projektu były naprawdę poważne.
Ponieważ nie było w nim konkretnych zapisów dotyczących logopedów pracujących w ochronie zdrowia, zaproponowaliśmy odrzucenie tego dokumentu w całości i powołanie przy Ministerstwie Zdrowia i Ministerstwie Edukacji nowego zespołu mającego opracować porządną ustawę o zawodzie logopedy.
Muszę dodać, że Polski Związek Logopedów wysłał swój projekt ustawy i prośbę o regulację do – uwaga – Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. My, tj. logopedzi kliniczni też napisaliśmy do tego Ministerstwa, by nie pomijać w tych regulacjach Ministerstwa Zdrowia. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Próbę pomocy w regulacji naszego zawodu podjęła pani wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. W listopadzie 2025 zorganizowała stosowne spotkanie i dała nam czas do 28 stycznia 2026 roku, by środowiska się porozumiały.
Jest na to szansa?
Niestety, myślę, że nie. Były próby spotkania się. Były próby rozmów. Moja konkluzja z tych spotkań jest taka, żeby logopedzi w ochronie zdrowia zostali tymczasowo dopisani do ustawy o niektórych zawodach medycznych.
Uważam też, że powinien zostać powołany przy Ministerstwie Zdrowia zespół ds. ustawy, który rozpocznie pracę od zera.
Tymczasem PZL nie zmienił swego stanowiska, nie biorąc pod uwagę, że logopedzi kliniczni potrzebują regulacji tak naprawdę na wczoraj.
Pani należy do Związku?
Nie. I nigdy nie należałam, ponieważ nie czułam, żeby związek mnie jako logopedkę pracującą w ochronie zdrowia, reprezentował.
Może gdyby logopedzi kliniczni należeli do PZL, mogliby przejąć w nim władzę i w gronie związkowców przygotować właściwą ustawę?
Ale my jesteśmy w mniejszości. Logopedów oświatowych jest znacznie więcej i stale ich przybywa. Wielu jest też logopedów w gabinetach prywatnych. Uważam, że mamy zbyt małą siłę, by przebić się do reprezentacji związku zawodowego, jakim jest PZL.
Rozumiem, że współpraca logopedów klinicznych i oświatowych nie jest łatwa. Gdyby jednak się udała, moglibyście wzajemnie się od siebie uczyć, na czym ostatecznie skorzystaliby ci, którzy korzystają z waszych usług.
Jeżeli dałoby się uregulować zawód logopedy klinicznego i nauczyciela logopedy, każdy z tych zawodów znalazłby swoją ścieżkę, w której by się specjalizował.
W logopedii są pewne gorące tematy, dotyczące szczególnych pacjentów objętych opieką. Ja bym jednak wskazała drugą stronę, tj. osoby, którym ta opieka by się przydała, tymczasem jej nie dostają.
Mam na myśli choćby samych nauczycieli. Logopedzi oświatowi mogliby pomagać nie tylko dzieciom, ale także kolegom nauczycielom, którzy pracują głosem i mają z tego powodu kłopoty. Czy zna pan szkołę, gdzie tego typu terapie są udzielane nauczycielom? A przecież zaburzenia głosu to w ich przypadku choroba zawodowa.
Wracam jeszcze do możliwości kompromisu. Co musiałoby się stać, by do niego doszło?
Musiałaby się odbyć realna, a nie pozorowana rozmowa z uwzględnieniem potrzeb każdego ze środowisk. A na to, jak wspominałam, szans raczej nie widzę.
W takiej sytuacji chyba rzeczywiście trzeba zabiegać o to, by logopedzi kliniczni mieli uregulowany zawód we własnym zakresie?
Póki co, to jedyne wyjście z sytuacji. Stąd nasza prośba do Ministerstwa, żeby chociaż uregulować logopedów klinicznych, a później zastanowić się co dalej.
Z drugiej strony nie wykluczam dalszego trwania rozmów. Proszę nie zrozumieć, że zamykam temat wspólnej ustawy dla wszystkich logopedów.
Podam jeszcze jeden przykład, który zobrazuje naszą sytuację. Mam za sobą 22 lata pracy w ochronie zdrowia. Gdybym chciała teraz pójść do pracy w oświacie jako logopeda nauczyciel, musiałabym zaczynać jak stażystka. Tymczasem w drugą stronę jest znacznie łatwiej. Liczy się staż pracy itd. Nie muszę chyba pana przekonywać, że to niesprawiedliwe?
* Dr hab. Wioletta Pawlukowska jest profesorką Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, pracuje w Klinice Neurologii PUM w Szczecinie. Pełni funkcję prezeski Polskiego Towarzystwa Logopedii Klinicznej. Od 1 stycznia 2026 jest także konsultantem krajowym ds. neurologopedii.
Zdrowie
Ministerstwo Zdrowia
logopedia
pacjenci
rehabilitacja
świadczenia zdrowotne
szkoły
szpitale
Związek zawodowy
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Komentarze