Aktywistka z Lotnej Brygady Opozycji pozwała 12 dowódców stołecznej policji za ataki na pikiety. Sąd najpierw nie chciał sprawy przyjąć, potem kluczył, w końcu ją umorzył. Prokuratura jak umarzała sprawy przeciwko policji, tak nadal to robi. Za to aktywiści są ciągani po sądach
Przez lata rządów Prawa i Sprawiedliwości Lotna Brygada Opozycji – grupa aktywistów, którzy w happeningach wykpiwali rządy Zjednoczonej Prawicy – organizowała przy pl. Piłsudskiego w Warszawie kontrdemonstracje wobec zgromadzeń polityków PiS w ramach miesięcznic smoleńskich. Co miesiąc głośno zadawali te same pytania Jarosławowi Kaczyńskiemu: „Gdzie jest wrak?”, „Kazałeś lądować bratu?”, „Czy gryzie cię sumienie?” itp.
W 2021 roku przed kamerą OKO.press prezes PiS, Jarosław Kaczyński zirytował się i skarcił szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Mariusza Kamińskiego, że policja „nic nie robi” z aktywistami. Kilka minut później mundurowi zaczęli wyrywać im megafony. I tak już działo się od tej pory co miesiąc.
Aktywistom zabierano lub niszczono w brutalnych szarżach sprzęt i nagłośnienie. Zostali też wielokrotnie poturbowani przez mundurowych. Dowodów na te działania było aż nadto – OKO.press regularnie publikowała nagrania z akcji policji wobec legalnie protestujących obywateli. Represji zresztą było znacznie więcej – wystarczy wspomnieć o słynnej akcji z wynajęciem podnośnika strażackiego. Antyterroryści mieli pilnować aktywistów, by ci nie skandowali haseł anty-PiS z okien wynajętego mieszkania.
LBO zawiadamiała o tych zdarzeniach podległe Zbigniewowi Ziobrze prokuratury, a te sprawy seryjnie umarzały.
Stanisława Skłodowska – główna organizatorka zgromadzeń LBO, z pomocą adwokata Jerzego Jurka (broni aktywistów pro publico bono) składała odwołania od decyzji prokuratur. Sądy przyznawały jej rację, nakazywały wszczęcie postępowania, a prokuratorzy znowu sprawę umarzali. Po dwóch takich cyklach, zgodnie z procedurami, w listopadzie 2025 roku Skłodowska złożyła subsydiarny akt oskarżenia.
Dotarliśmy do tego aktu oskarżenia. Obejmuje on 12 komendantów Komendy Stołecznej Policji. To m.in.
W gronie oskarżonych znaleźli się także: mł. Insp. Sławomir Jagiełło, podinsp. Jakub Mierzejewski, podinsp. Paweł Demczuk, Łukasz Wierzchowski, Marcin Augustyniak, Tomasz Dąbrowski, Łukasz Kudła, Michał Piekarski.
W akcie oskarżenia zarzuty wobec wszystkich są analogiczne – dotyczą przekroczenia uprawnień poprzez użycie siły w celu „rozproszenia przemocą zgłoszonego zgromadzenia”.
Tą sprawą Lotna chciała pokazać, że nie można zapomnieć o tym, jak policjanci łamali prawa obywatelskie w czasach PiS. A wobec członków Lotnej robili to nagminnie – tylko Arkowi Szczurkowi policja wytoczyła między 200, a 300 spraw za jego uliczną aktywność.
Jeśliby zebrać sprawy wobec wszystkich członków LBO oraz sympatyków tej grupy biorących udział w jej pikietach, to liczba takich procesów przekroczyłaby 500.
Przypomnijmy – Komenda Stołeczna Policji przodowała w całym kraju pod względem szykan stosowanych wobec demonstrujących i aktywistów anty PiS. To w Warszawie zatrzymywano protestujących obywateli aż siedmiokrotnie częściej niż w całej reszcie kraju. Normą było gazowanie protestujących, wynoszenie ich czy zamykanie w tzw. kotłach.
Sąd Okręgowy w Warszawie, VIII Wydział Karny, najpierw chciał się pozbyć subsydiarnego aktu oskarżenia wobec 12 komendantów. W listopadzie zeszłego roku nakazał przekazać go do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia. Zażalenie adwokata Jerzego Jurka dotyczące tej decyzji sąd wprawdzie odrzucił, ale też zrezygnował z przerzucania sprawy niczym gorącego ziemniaka do niższej instancji.
Sąd Okręgowy zarejestrował sprawę u siebie. I z miejsca zaczął piętrzyć problemy oskarżycielom. Najpierw domagał się od skarżących adresów domowych wszystkich 12 komendantów. Z oczywistych przyczyn te nie są dostępne. Prokuratura, która wcześniej umarzała postępowanie, ale przesłuchiwała niektórych z komendantów, dysponowała adresami oficerów. Ze zrozumiałych względów nie mogła ich jednak przekazać Skłodowskiej, zaś sąd nie chciał się bezpośrednio zwrócić do prokuratury o te dane. Ostatecznie, po wymianie pism z adw. Jerzym Jurkiem, sąd uznał, że wystarczy powiadomienie komendantów – tak jak chciał tego oskarżyciel posiłkowy – poprzez komendy, czyli ich miejsca pracy (lub byłej pracy – niektórzy już przeszli na emerytury).
Gdy ten problem rozwiązano, sąd powiadomił Skłodowską o posiedzeniu, na którym będzie rozpatrywane... umorzenie sprawy wobec komendantów.
Pod koniec marca Sąd Okręgowy faktycznie umorzył sprawę, a kosztami procesowymi oraz 3,5 tys. zwrotem kosztów w związku z ustanowieniem obrońcy obciążył próbującą pociągnąć komendantów do odpowiedzialności emerytkę.
Po tygodniu sąd przekazał mec. Jerzemu Jurkowi 12 stronicowe uzasadnienie. Czytamy w nim, że subsydiarny akt oskarżenia wykracza poza ramy postępowania przygotowawczego, jakie prowadziła prokuratura, bo to „nie było prowadzone przeciwko konkretnym funkcjonariuszom”, jakich teraz w akcie wymienia Skłodowska. Trzeba tu podkreślić, że w trakcie postępowania prokuratorskiego niektórzy komendanci byli przesłuchiwani, zaś akt oskarżenia powstał też w oparciu o wewnętrzne dokumenty policji, jakie dołączono do postępowania prokuratorskiego.
Drugi argument sądu za umorzeniem – akt oskarżenia dotyczy przemocy z powodu „przynależności politycznej” członków LBO, zaś prokurator w tym zakresie nie dokonywał żadnych ustaleń ani ocen.
Jerzy Jurek złożył zażalenie na tę decyzję sądu. – Zarówno działania prokuratury, jak i akt oskarżenia dotyczą tych samych zdarzeń: miejsca, czasu, akcji i osób. Różnice dotyczą wyłącznie tych elementów, którymi prokuratura nie chciała się zajmować, udając, że sprawa nie ma podtekstu politycznego – podkreśla w rozmowie z OKO.press.
Stanisława Skłodowska jest bardzo rozżalona. Uważa, że sądy, których ona i LBO broniły przez lata na ulicach, teraz działają tak, jak prokuratura Ziobry: chronią funkcjonariuszy policji.
“Jeśli prokuratura i sądy w ten sposób będą pozwalać na rozganianie zgromadzeń, to zagrożona jest demokracja. Wszystkie nasze zgromadzenia były zgłaszane i powinny być chronione przez policję, a nie pacyfikowane” – podkreśla aktywistka w mailu do OKO.press.
Dotarliśmy do kilkunastu dokumentów z umorzonego postępowania prokuratorskiego. Co najmniej 5 z nich to wewnętrzne dokumenty KSP – plany akcji, raporty z nich. Ich lektura momentami przypomina motywy z filmów Barei lub kabaretowe skecze.
Najciekawszy to „Plan działania dowódcy akcji policyjnej pod kryptonimem akcji »Sierpień«” – dotyczący wydarzeń 10 sierpnia 2022 roku. Liczy 16 stron. W dziale „Analiza Zagrożeń” na pierwszym miejscu opisywano „zagrożenia”, jakie stwarzają członkowie LBO – określano ich „zgromadzenia osób o odmiennych poglądach (politycznych – red.)”. Czytamy w nim m.in. że osoby związane z „ruchem 8 gwiazd” i „ostry cień mgły” (ironiczne nawiązanie do wiersza A. Dudy – red.), które mają zgłoszone zgromadzenie na ławeczce Chopina w Parku Saskim „mogą wykrzykiwać w kierunku osób chronionych przez SOP oraz parlamentarzystów obraźliwe słowa. Dodatkowo mogą posiadać przy sobie na wysokich tyczkach transparenty”. Mogą też „tworzyć różnego rodzaju budowle, inscenizacje, malować węglem lub kolorową kredą płyty chodnikowe”.
Podkreślmy: wykrzykiwane hasła, transparenty czy malowanie węglem na płytach chodnikowych – to wszystko było według policji „zagrożeniem”.
Przygotowujący plan ostrzegał dowódców, iż: „członkowie Lotnej Brygady Opozycji w ostatnim czasie wykazują się dużą aktywnością „parodiując decyzje podejmowane przez rząd”.
Przypomnijmy: to „analiza zagrożeń” policji.
Policja dodaje, że w związku z inflacją i brakiem węgla w okolicy zgromadzenia członków PiS mogą się znaleźć osoby „niezadowolone z obecnej polityki rządu”.
To były główne „zagrożenia” wg KSP na ten dzień w Warszawie.
Dopiero w dalszej części pisano o możliwych atakach terrorystycznych – wymieniono 5 możliwych grup/ organizacji.
Tego dnia, by głównie chronić poranne i wieczorne zgromadzenia polityków PiS przed „zakłócaniem” ze strony „osób o odmiennych poglądach”, policja planowała zgromadzić 744 funkcjonariuszy (połowa to prewencja), 177 radiowozów (sic!) i innych pojazdów policji, 4 konie i 7 psów policyjnych. Licząc sumarycznie – blisko tysiąc osób, zwierząt i sztuk pojazdów.
Plan zatwierdził mł. insp. Józef Mikołajczyk – wynika z pieczątki i nieczytelnego podpisu na niej.
Z raportu po akcji wynika, że aby odebrać tego dnia pikietującym 4 tuby nagłaśniające, 9 policjantów użyło wobec nich siły fizycznej. Bo nie chcieli dobrowolnie oddać megafonów, na legalnej pikiecie oddalonej o przepisowe ponad 100 m od zgromadzenia polityków PiS.
Przypomnijmy – podczas kontrmiesięcznic smoleńskich Lotna nie wykrzykiwała pod adresem polityków PiS „obraźliwych słów”, a jedynie pytania skierowane do Jarosława Kaczyńskiego: „Kazałeś lądować bratu?”, „Gryzie cię sumienie?” itp. OKO.press relacjonowało większość z tych zgromadzeń.
10 marca 2023 akcja policji wobec LBO była ponadprzeciętnie brutalna. Najbardziej odczuła to 70- letnia emerytka Stanisława Skłodowska. Choć nie trzymała megafonów, a jedynie – jak wszyscy pozostali protestujący – stała wokół ławki „Chopina”, to mundurowi najpierw ją przewrócili, a potem po niej – dosłownie – przebiegli. W dolnej części podudzia noga jej gwałtownie spuchła. Wyskoczył silny, obszerny krwiak. Wzywano na miejsce karetkę pogotowia, bo było podejrzenie złamania nogi. Prześwietlenie RTG, badania Dopplera, także obdukcja. Nie było złamania, ale konieczny był zabieg chirurgiczny – nacinano jej krwiak. Potem co kilka dni musiała jeździć na ściąganie płynów z tegoż, zakładano jej sączki, opatrunki itd. Leczenie w sumie trwało 10 miesięcy.
Dla osoby w wieku Skłodowskiej taki uraz był poważnym problemem zdrowotnym.
Skłodowska złożyła więc zawiadomienie do prokuratury. I także w tej sprawie prokuratura umarzała postępowanie. Dwukrotnie. Oficjalnie: bo nie znaleziono sprawcy, mimo że zachowało się wiele nagrań z tej akcji i dokładnie wiadomo, którzy funkcjonariusze brali w niej udział.
W uzasadnieniu umorzenia Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota tłumaczy, że w zachowaniu policji nie było „motywacji determinowanej przynależnością polityczną uczestników organizowanych przez LBO (zgromadzeń – red.). Jest to tylko i wyłącznie subiektywna ocena” zawiadamiających.
Tymczasem w tym samym uzasadnieniu czytamy, iż funkcjonariusz Łukasz Czyżykowski zeznał, iż „niejednokrotnie” interwencje policji wobec LBO były związane z „żądaniem podjęcia interwencji” wobec LBO ze strony zgromadzenia cyklicznego na pl. Piłsudskiego – czyli polityków PiS.
Prokuratura nie zbadała wątku motywacji politycznej – nie przesłuchała nikogo z organizatorów zgromadzeń na pl. Piłsudskiego, czyli np. posłanki Anity Czerwińskiej, która była główną organizatorką miesięcznik z ramienia PiS.
Skłodowska jednak nadal nie odpuszcza policji. Wytoczyła Komendantowi Głównemu Policji sprawę cywilną o naruszenie dóbr osobistych, za „nieuzasadnione użycie siły fizycznej” 10 marca 2023 roku. Domaga się przeprosin publicznych w kilku miejscach, oraz 104 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia za doznane wówczas szkody. Za działania funkcjonariuszy niezgodne z prawem odpowiada według niej Komendant Główny Policji, a w konsekwencji Skarb Państwa.
W odpowiedzi na „wezwanie do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych oraz zapłaty odszkodowania i zadośćuczynienia”, jakie reprezentujący Sowińską mec. Jurek wystosował w lutym 2026 roku do Komendy Głównej Policji, biuro prawne KGP odpisało: „przedmiotowe roszczenia są niezasadne i nie dają podstaw do spełnienia przestawionego żądania”.
Sprawa jest w toku.
Aktywiści, którzy przez lata rządów PiS byli represjonowani SLAPPami – policja wytaczała im setki uciążliwych i potencjalnie groźnych spraw sądowych, które również w miażdżącej większości były umarzane – teraz, ponad 2 lata po upadku rządów PIS nadal bywają ścigani za tamtą aktywność.
Katarzyna Augustynek zwana „Babcią Kasią” w rozmowie z OKO.press twierdzi, iż nadal ma kilkanaście takich spraw w sądach – nie jest pewna czy 15 czy 17 – “Ciągną się i ciągną. Tylko w tym tygodniu powinny zapaść 3 wyroki, ale jeszcze ich nie poznałam” – mówi.
Arek Szczurek, który był rekordzistą, twierdzi, że już pokończyły się sprawy za tamte lata. Sądy ostatecznie sprawy umarzały, lub uniewinniały go. – Ale ścigają mnie teraz za kontrmiesięcznice już po upadku rządu PiS. Wszystko z zawiadomienia posłanki Czerwińskiej. Tylko w zeszłym roku miałem 10 takich spraw. Skazują mnie w wyrokach nakazowych, a po moim sprzeciwie uniewinniają – mówi Szczurek. Ale nadal musi być czujny, bo przegapienie odbioru wyroku nakazowego lub terminu wysłania sprzeciwu wobec niego oznaczałoby skazanie.
Stanisławę Skłodowską policja również nadal ściga. Teraz za udział w akcji malowania flagi Ukrainy przed Ambasadą Rosji, latem 2026 Problem w tym, że Sowińska nic nie malowała, co widać na nagraniach i co autor niniejszego tekstu, relacjonujący tamtą akcję, także potwierdza. “Stałam na poboczu z tablicą dla kierowców: „Uwaga zwolnij. Akcja obywatelska” – precyzuje Skłodowska. Mimo tego dostała wyrok nakazowy: 300 zł kary. Złożyła sprzeciw.
To jednak aż tak boli – przyzwyczaiła się do spraw wytaczanych jej przez policję. Ale tego, że sąd bierze w obronę oficerów policji działających na zlecenie polityczne za rządów PiS, nie potrafi zapomnieć. “Tyle lat walczyłam, żeby sądy traktowały wszystkich jednakowo. By policjanci też byli równi wobec prawa, a nie równiejsi” – kończy.
***
Wysłaliśmy maila do adw. Macieja Szczerby reprezentującego kilku z oskarżanych komendantów. Prosiliśmy o komentarz do decyzji sądu. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi.
Policja i służby
Prawa człowieka
Protesty
Jarosław Kaczyński
Zbigniew Ziobro
Prawo i Sprawiedliwość
Lotna Brygada Opozycji
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Komentarze