Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / Agencja Gazeta
19 września 2020

Dopiero PiS zadbał o godne waloryzacje emerytur – mówi minister Marlena Maląg. Niewiedza czy kłamstwo?

Szefowa ministerstwa rodziny, pracy i polityki społecznej mówi, że dopiero jej rząd zadbał o godne waloryzacje emerytur, zamiast waloryzacji jednoprocentowych. I nie mówi prawdy – po 2007 roku dwa razy waloryzacja była niższa niż 1 proc. - i oba razy rządów PiS

Minister Maląg bywa w mediach bardzo często. A zwykle w tych, które nie zadają trudnych pytań. Gdy trafiła do Marcina Zaborskiego w RMF FM, dziennikarz był zdumiony, że Maląg nie odpowiada na pytania i prowadzi własny monolog. Dlatego lepiej pojawić się w medium, które nie będzie przerywało, gdy pani minister wygłasza swoje oświadczenia.

Tak było też w czwartek 17 września w poranku Radia Plus.

6 milionów miejsc pracy uratowanych

Marlena Maląg jak zwykle rzucała liczbami i zastanawiała się nad wysokością bezrobocia na koniec roku. Powiedziała też, że udało się obronić sześć milionów miejsc pracy dzięki działaniom rządu.

Można przyznać, że działania rządu w marcu i kwietniu rzeczywiście przyczyniły się do ochrony wielu miejsc pracy i udało się nie dopuścić do skokowego wzrostu bezrobocia. Jednak ta liczba ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Pisaliśmy o tym w maju, gdy padały różne liczby: od dwóch do pięciu milionów. Dla kontekstu – sześć milionów to ponad jedna trzecia miejsc pracy w Polsce.

Waloryzacja 1 procent

To jednak tylko szacunek z niewiadomego źródła. Pani minister potrafi też powiedzieć łatwo weryfikowalną nieprawdę:

Ten rząd jako pierwszy zaczął wspierać emerytów, żeby waloryzacja była godna, a nie 1 proc.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Minister Marlena Maląg albo nie wie, jak działa waloryzacja emerytur, albo cynicznie kłamie.

Waloryzacja to mechanizm ustawowy, który następuje co roku. Wskaźnik waloryzacji jest obliczany na podstawie inflacji i wzrostu płac.

Punkt 6. artykułu 25. ustawy o emeryturach i rentach mówi:

„Wskaźnik waloryzacji składek jest równy wskaźnikowi cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji w stosunku do poprzedniego roku powiększonemu o wzrost realny sumy przypisu składek na ubezpieczenie emerytalne w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji w stosunku do roku poprzedniego, z zastrzeżeniem ust. 9. Wskaźnik waloryzacji składek nie może być niższy niż wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji w stosunku do poprzedniego roku”.

Chodzi o dostosowanie świadczeń emerytalnych do rosnących cen. Wysoka waloryzacja nie oznacza, że rząd chce dać dużo, a niska – że mało.

Gwarancję minimalnej waloryzacji dawał i PiS, i PO

Rząd ma natomiast furtkę, żeby zagwarantować minimalną wartość waloryzacji, jeżeli wskaźnik jest niski. Tak zrobił rząd PO-PSL w 2015 roku, tak zrobił PiS w tym i w kolejnym roku.

Natomiast w 2012 roku przeprowadzono waloryzację wyłącznie kwotową. Wszystkim podniesiono świadczenia emerytalne o 71 złotych. To może być korzystne rozwiązanie z punktu widzenia redukcji nierówności między emerytami. Gdy mamy waloryzację procentową, najbogatsi emeryci zyskują najwięcej, najbiedniejsi – stosunkowo mniej. A duża część polskich emerytów nie zarabia dużo. Według danych z marca 54 proc. z nich ma świadczenie niższe niż 2200 złotych brutto.

Waloryzacja z 2012 roku świadczy też dobitnie, jaką bzdurą jest twierdzenie minister Maląg. Podniesienie świadczenia o 71 złotych osobom z minimalną emeryturą zwiększyło wysokość comiesięcznego przelewu o prawie 10 proc. To porównywalne tylko z podwyżką emerytury minimalnej do 1000 złotych w 2017 roku. Wówczas emerytura minimalna wzrosła o 13 proc.

W 2019 roku zagwarantował przynajmniej 70 zł waloryzacji. Dało to lepsze świadczenia około jednej trzeciej emerytów. Ale ci, którzy na tym zyskali, otrzymywali dodatkowo (w stosunku do waloryzacji procentowej) między 28 złotych a kilkoma groszami. Dla tych osób była to z pewnością dobra wiadomość, ale nie były to wielkie kwoty. A 71 złotych zagwarantowane w 2012 roku znaczyły wówczas znacznie więcej.

Polska w ruinie zawsze wraca

To nie pierwszy raz, gdy takie sformułowanie pada ze strony polityków PiS. Podobnie w 2018 roku mówił premier Mateusz Morawiecki. Tymczasem, jak wskazywaliśmy wówczas, przez większość czasu rządów PO-PSL wskaźnik waloryzacji był wyższy niż za rządów PiS.

Tak naprawdę wskaźnik waloryzacji spadł poniżej jednego procenta dwa razy w ostatniej dekadzie – w 2016 i 2017 roku. Czyli za rządów PiS.

W 2012 roku słupka nie ma, bo mieliśmy wtedy do czynienia z opisywaną już waloryzacją kwotową. Najwyższa od 2008 roku waloryzacja wyniosła 6,1 proc. w 2009 roku. Wobec świadczenia minimalnego było to 41 złotych. W 2020 roku, gdy PiS „dba o emerytów jak nikt wcześniej", procentowa waloryzacja wobec wysokości emerytury minimalnej to 43 złote. I chociaż znów łatwo powiedzieć, że 41 złotych w 2009 roku znaczyło więcej niż 43 w 2020 roku , to

nie chodzi o udowodnienie, że PO z PSL byli dla emerytów lepsi niż PiS. Te liczby świadczą tylko i wyłącznie o tym, że stosowanie przez Marlenę Maląg filozofii „polski w ruinie” do rządów poprzedników PiS nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne