Narzuca mi się słowo "bezprawie". Ale także "absurd", bezsensowne użycie siły przez policję, co na Pikniku Antyfaszystowskim demaskował wielki różowy flaming. To całe bezprawie PiS osobiście mnie obraża. Do polityki się nie nadaję, ale mogę dokumentować aktywność obywateli, którzy protestują od czterech lat - mówi nam fotoreporterka uliczna Marta Bogdanowicz

„Na samym początku trochę się bałam wyjść z aparatem, wcześniej bywałam tylko na manifach. Teraz wiem, że nie ma czego się bać, zwłaszcza odkąd ubezpieczyłam sprzęt. Oczywiście zdarzają się »momenty«” – opowiada OKO.press Marta Bogdanowicz, z zawodu dr nauk weterynaryjnych, autorka wielu słynnych zdjęć z ulicznych protestów. Podczas Pikniku Antyfaszystowskiego 15 sierpnia 2019 w Warszawie policja siłą wyprowadziła ją na bok, co zresztą fotografka na bieżąco dokumentowała. Złożone zostało zawiadomienie o naruszeniu prawa prasowego. „Teraz gdy Mariusz Kamiński został szefem MSWiA podejrzewamy, że policja może zaostrzyć metody, oczywiście jeśli PiS wygra wybory” – mówi Bogdanowicz.

Czytaj rozmowę, oglądaj zdjęcia.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Po tym, jak policja siła usunęła cię z Pikniku Antyfaszystowskiego pisałaś na FB do „Wilka”, który to uchwycił (patrz niżej): „WILK, dziękuję za zdjęcie. Tak policja postępuje z przedstawicielami mediów. Na szyi mam legitymację prasową. Nie zostawię tego tak. Liczę na wsparcie. Nie chodzi o mnie, chodzi o wolność mediów”.

Marta Bogdanowicz, fotografka: Takie sytuacje zdarzają się nam – fotoreporterom ulicznym – nagminnie. Policja wyprowadza nas siłą z wielu protestów, mimo tego, że pokazujemy legitymacje prasowe. Tym razem udało się to dobrze udokumentować, zdjęcie mówi samo za siebie. W lewej ręce trzymam telefon komórkowy, bo nie przerywałam relacji i interwencja policji cały czas leciała w świat. Każde z nas, fotoreporterów ulicznych – Katarzyna Pierzchała, Ola Perzyńska, Robert Kuczynski czy wasi ludzie z OKO.press Agata Kubis i Maciek Piasecki – dobrze zna takie sytuacje, gdy policja bez pardonu łamie artykuł 43 prawa prasowego. Nie mówiąc o zakładaniu dźwigni i wyprowadzaniu siłą fotoreportera „Wyborczej” Jędrzeja Nowickiego z Marszu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia.

  • Artykuł 43 Prawa prasowego

    „Kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej – podlega karze pozbawienia karze wolności do lat 3”

Fotografia czy film staje się obywatelską bronią.

Bronią? Nie, raczej obywatelskim prawem i narzędziem pracy.

Powtarzałaś „udostępniajcie ten materiał”,  jakbyś chciała w ten sposób mitygować policjantów.

W tym znaczeniu tak, czujemy się pewniej, gdy ktoś patrzy na to, co się z nami dzieje. To ważne, bo ogólnie nie czujemy się zbyt bezpiecznie, nie te czasy. Wyprowadzało mnie dwóch, pilnowało kilku. Podobno jeden z nich brutalnie potraktował młodego aktywistę Bartka Adamczyka, podczas protestów pod Sejmem w lipcu 2018, kiedy pobity został także Dawid Winiarski [czytaj tutaj].

Nie dałaś się wylegitymować. 

Dowodu nawet nie wyjęłam z torebki. Policji wystarczy legitymacja dziennikarska, nie potrzebują niczego więcej, wiedziałam, że prawo jest po mojej stronie. To nie była moja pierwsza praca na ulicy, ale stres był ogromny, działam jak na autopilocie. Nie przerywając transmisji podawałam policji swoje dane, ale tak, żeby nie poszły w eter, bo wiadomo, nie chcę wystawiać się na hejt. Zostałam sprawdzona na bębnie.

Na czym?

To żargon protestujących i … przestępców. Policja sprawdza elektronicznie, czy ktoś jest w rejestrze poszukiwanych. Panowie policjanci blokowali moją pracę przez około 45 minut. Chciałam zrobić zdjęcie chłopaka, któremu skuli ręce z tyłu, ale udało mi się dopiero później. Policja brutalnie rzuciła nim o glebę. Na zdjęciu widać, że miał ze sobą tęczową flagę, ja zresztą też miałam plakietkę na tęczowej smyczy. Ewa Błaszczyk [aktywistka, bohaterka wielu tekstów OKO.press, m.in. pomysłodawczyni słynnej kobiecej blokady Marszu Niepodległości 2017] pisała na fb, że prawdopodobnym powodem zatrzymania jej grupy były tęczowe emblematy. Symbole praw osób LGBT stają się dla policji sygnałem do ataku?

 

 

Otaczał cię kordon?

Bez przesady, kilku policjantów. Wyciągałam telefon, żeby nakręcić skuwanie chłopaka, aż policjant zaczął mnie popychać, jakby chciał mi zabrać telefon. Inny w kółko powtarzał: „Niech się pani nie rusza, niech się pani nie przemieszcza”.

Tak nie powinno być. Legitymacje dziennikarskie powinny nas chronić. Media siłowo usuwane z terenu obywatelskiej demonstracji?! To niedopuszczalne. Jeżeli nie zaprotestujemy teraz, to co policja zrobi następnym razem? Na Pikniku robiłam relację dla VideoKOD [Sieciowej Telewizji Obywatelskiej] i jego redaktor naczelny Mariusz Malinowski złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez policjantów.

Twoje zdjęcia pokazują atmosferę wesołego pikniku, jakby nigdy nic. Polegujecie sobie na kocykach, komuś rozsypały się brzoskwinie.

Takie było założenie, świąteczny piknik antyfaszystowski. Tak to sobie wymyślili organizatorzy [Obywatele RP i Warszawski Strajk Kobiet – red.].

A różowy flaming?

Został dostarczony jako atrakcja pikniku, miał przyciągnąć uwagę. Nie ma żadnego symbolicznego znaczenia. Nie jest parodią innego ptaka, np. kaczki, a jego różowy kolor jest przypadkowy. Ktoś przyniósł flaminga kupionego w celach wakacyjnych, ale nieużywanego.

Flaming demaskował absurd. Że ta cała sytuacja to absurd.

Absurd to jest to słowo, które najlepiej oddaje ten nastrój?

Narzuca mi się raczej „bezprawie”. Ale bezsens też, taka męska, policyjna bezsensowna siła. W pewnym sensie to było nawet śmieszne. Byliśmy po kolei wyprowadzani i wynoszeni w momencie, gdy marsz Wszechpolaków już dawno poszedł inną trasą. Puścili go Alejami Jerozolimskimi i skręcał w Bracką. Można było zostawić w spokoju to spontaniczne zgromadzenie. Zatrzymywanie w kordonie też było bezprawne, policja celowo złamała prawo, by uniemożliwić obywatelom korzystanie z ich konstytucyjnego prawa do demonstrowania.

Teraz toczy się z kolei jakaś absurdalna dyskusja na fanpage’u Stowarzyszenia reporterów. Fotoreporterzy gazet czy telewizji, z którymi nie raz jeździliśmy razem na demonstracje, nagle dochodzą do wniosku, że odbieramy im chleb. Mówią to wprost i argumentują, że jesteśmy w naszej pracy nieobiektywni, za bardzo „zaangażowani”. Wniosek – nie powinniśmy mieć legitymacji prasowych.

Czyli mamy pracować bez żadnej ochrony. I zamknąć fanpejdże na Facebooku, bo kto to widział robić zdjęcia za darmo.

Doskonale wyczuwam granice między pracą dziennikarską a obywatelskim protestem. Robiąc zdjęcia nie siadam z blokującymi, nie wznoszę okrzyków, nie wymachuję flagą. A jeśli to robię, to nie używam legitymacji. Wykonuję polecenia policji, stawiam tylko bierny opór przy nielegalnym wyprowadzaniu mnie.

Pamiętam blokadę miesięcznicy smoleńskiej w czerwcu 2017, kiedy w pewnym momencie nasza koleżanka, znana dziennikarka prawna Ewa Siedlecka odłączyła od dziennikarskiego grona i usiadła z protestującymi. Opisała to potem w OKO.press. 

Byłam tam, robiłam zdjęcia. Ewa Siedlecka wyszła z roli dziennikarki i została tylko i aż obywatelką. Taki poryw serca, jak rozumiem. Ja bym tego nie oceniała, ale sercem też jestem po stronie demonstrujących. Nikt nie jest w 100 proc. neutralny, Bogu dzięki jesteśmy ludźmi, mamy swoje wartości.

Neutralne są tylko zdjęcia. Zdjęcia nie kłamią. Gdyby policjant oberwał od kogoś z „naszych” kamieniem, natychmiast bym to sfotografowała.

Jesteś zawodową fotografką?

Ale skąd. Zawsze lubiłam robić zdjęcia, rodzinie, dzieciom, kwiatom. Aż przyszedł ten moment, kiedy jest potrzebne dokumentowanie tego,  co się dzieje w Polsce, bo robi się niewesoło. A zawodowi fotoreporterzy nie wszędzie docierają. Na początku było ogromne wzruszenie, że dokumentuję historię, z tej euforii coś tam jeszcze zostało, ale przeważa poczucie obowiązku.

Zawodowo [chwila wahania – red.] wykonuję zawód medyczny. Dobra, powiem więcej – lekarz weterynarii, doktor nauk weterynaryjnych.

Rodzina co na to wszystko?

Ma tzw. mieszane uczucia. Są dumni, że to robię i boją się o mnie. Gdy pracowałam podczas ataków na Marsz Równości w Białymstoku [relacja OKO.press] byli przerażeni, ale prośby, żebym gdzieś nie szła skończyły się, wiedzą, że to bezcelowe. Co najwyżej „uważaj na siebie”. Mam na stanie dorosłego syna, 10-letnią córkę i męża.

Świetny zawód, kariera, rodzina. Po co się szarpać z policją?

Poglądy polityczne miałam zawsze konkretne, a

to całe bezprawie PiS osobiście mnie obraża.

Ale nie chciałabym się zaangażować w politykę, nie nadaję się do tego. Natomiast dokumentować mogę, zwłaszcza, że nawet wielkie niezależne media robią czasem dziwne rzeczy. Chciałyby kreować rzeczywistość, ale nie zostawiają pola do opinii ludziom. Tak jak politycy opozycji są daleko od obywateli i obywatelek, którzy protestują od czterech lat. Zdjęcia to mój wkład w tę aktywność ludzi, bez której bylibyśmy w jeszcze gorszej sytuacji.

Na samym początku trochę się bałam wyjść z aparatem, wcześniej bywałam tylko na manifach. Teraz wiem, że nie ma czego się bać, zwłaszcza odkąd ubezpieczyłam sprzęt. Oczywiście zdarzają się „momenty”.

Podczas  happeningu Akcji Demokracja pod Pałacem Prezydenckim 26 lipca 2018 kiedy ludzie wrzucali długopisy do urny, policja zaczęła ganiać Małgorzatę Szutowicz [aktywistka, tu opis jednej z jej akcji] i Klementynę Suchanow [bohaterka i autorka wielu tekstów w OKO.press], transmitowałam to i dostałam gazem centralnie w oczy.

W maju 2017 dokumentowałam ataki nacjonalistów na Teatr Powszechny w związku z przedstawieniem „Klątwa”. Nagle znalazłam się po stronie dziarskich chłopaków, a kordon policji nie przepuszczał mnie na stronę obywateli, którzy bronili teatru. Latały świece dymne.

Odwróciłam się i zrobiłam zdjęcie, które wiele mówi o nienawiści tej narodowej prawicy. W środku Robert Bąkiewicz wtedy jeden z liderów ONR.

Przełomowy był moment, gdy w sierpniu 2017 wyszłam na spacer w przeddzień miesięcznicy smoleńskiej i na Krakowskim Przedmieściu natknęłam się na Agnieszkę Holland, która komentowała fakt wygrodzenia części miasta dla celów politycznej celebry. Zrobiłam jej zdjęcie, tam było więcej ludzi, ale

uchwyciłam słynną reżyserkę stojąca samotnie naprzeciw kordonów policji. Zdjęcie poszło w świat, nabrało symbolicznej wymowy.

Założyłam wtedy fanpage jako Spacerowiczka, tam publikuję zdjęcia.

Innym zdjęciem, które nabrało wymiaru symbolicznego jest fotografia – nazywam ją „Czterej jeźdźcy Apokalipsy” – zrobiona 30 marca 2019 w Częstochowie podczas kibolsko-prawicowej pielgrzymki do Częstochowy. Czterech policjantów obserwuje, jak płonie bijące serce prawicowej Polski.

Ile demonstracji obsłużyłaś?

Kilkadziesiąt, może nawet 100. Zauważyłam, że poza Warszawą policja podchodzi do legitymacji prasowej z szacunkiem, raczej nas nie wyrzucają, poza takimi sytuacjami jak w Białymstoku, kiedy wszyscy sami uciekali, gdy robiło się niebezpiecznie. Może ci warszawscy policjanci już nas znają, wiedzą, że dokumentuję to, jak oni działają i wcale im się to nie podoba.

Policjanci na zdjęciach mają zwykle martwe twarze.

Bezosobowe, nie chcą wchodzić w interakcję, to by mogło podważyć ich bezrefleksyjne posłuszeństwo rozkazom. Teraz gdy Mariusz Kamiński został szefem MSWiA podejrzewamy, że policja może zaostrzyć metody, oczywiście jeśli PiS wygra wybory. Do tej pory bywało różnie, ewidentnie policja ma swoich „ ulubieńców”, którzy są bardziej pilnowani i represjonowani. Także bliskość osoby Kaczyńskiego ich mobilizowała do większej stanowczości.

Nie chcę generalizować, nawet policja zachowuje się czasem jak ludzie. Kiedy w grudniu 2017 Kasia Pierzchała przewróciła się i uszkodziła nogę, jakiś policjant zadbał, by przyjechało pogotowie i się nią zaopiekował. Ale to powinno być przecież normą, a nie powodem do zachwytów?

Jest jakieś zdjęcie, którego jeszcze nie zrobiłaś?

Mam ochotę na mniej wojenne zdjęcia, nie tak polityczne, na fotografię społeczną, przyrodniczą. Marzę o sesji porodowej. Lubię i umiem uchwycić w kadrze emocje. Ale tematy polityczne się narzucają. Tak jak na zdjęciu chłopaka, który w październiku 2017 podczas protestu lekarzy-rezydentów trzyma plakat. Tekst komentuje uwagę posłanki PiS, by lekarze, skoro walczą o lepsze zarobki, wyjechali z kraju.

Posłanka Józefina Hryniewicz – jak napisaliśmy w OKO.press – sama zarabia 280 tys. rocznie.

To zdjęcie poniosło się po sieci, może dlatego, że na twarzach protestujących widać tyle rozczarowania. Ten bunt jest smutny.

 

  • Oświadczenie Towarzystwa Dziennikarskiego na temat interwencji policji 15 sierpnia 2019

    Towarzystwo Dziennikarskie zdecydowanie potępia interwencję policyjną, która miała na celu uniemożliwienie dziennikarce Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video-KOD Marcie Bogdanowicz udokumentowanie manifestacji przeciw faszyzmowi 15 sierpnia 2019, na Nowym Świecie w Warszawie.

    Marta Bogdanowicz została siłą wyprowadzona przez funkcjonariuszy policji, mimo że miała przy sobie widoczną i czytelną legitymację prasową. Działanie policji było sprzeczne z artykułem 43 prawa prasowego, który mówi:

    „Kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej – podlega karze pozbawienia karze wolności do lat 3”

    Działania policji wobec naszej koleżanki były sprzeczne z prawem i zasadami wolności mediów. Świadczą o niepokojącym zwrocie w polityce dotyczącej wolności mediów. W imię przestrzegania prawa i transparentności życia publicznego oczekujemy, że kierownictwo MSW zapewni w przyszłości swobodę działania mediów w podczas wszelkich zgromadzeń publicznych i ograniczy działania policji do obrony prawa, jednocześnie nie pozwalając podległym funkcjonariuszom na tego prawa łamanie.

    Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego
    Warszawa, 17 sierpnia 2019 r.

    Otrzymują: Mariusz Kamiński – Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Generalny Inspektor Jarosław Szymczyk – Komendant Główny Policji, Adam Bodnar – Rzecznik Praw Obywatelskich.

 

 

Podchodzimy najbliżej barierek. Dla Was.
Wesprzyj OKO, byśmy mogli działać dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

  1. Andrzej Ryszka

    Lecz się.Antysemityzm w odróżnieniu od homoseksualizmu jest wyleczalny.Na początek polecam"Mały książę"Antoin de Saint-Exsupery.Łagodzi obyczaje i odsyła w świat szczęśliwego dzieciństwa.Przyda się gdyż z twojego hejtu wynika,że takiego nie miałeś.Ojciec katował?ksiądz pedofil wykorzystywał seksualnie w dzieciństwie?

  2. Mariusz Was

    Brawo za odwagę. Jest nadzieja skoro są wolni dziennikarze i media. A kulsony będą żałować – zdjęcia są wieczne.
    PS
    Panie Andrzeju, nie warto się zniżać do poziomu tych prymitywów, wklejających te same treści gdzie się da.

Masz cynk?