Żeby wykorzystać w pełni złoża Lubelskiego Zagłębia Węglowego, kopalnie musiałyby wydobywać bezpośrednio pod Poleskim Parkiem Narodowym i cennymi mokradłami. Lubelszczyzna nie stała się drugim Śląskiem i nie stanie się – mimo sugestii kandydata na premiera z PiS
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankiety„Złoża węgla kamiennego na Lubelszczyźnie rozciągają się na długości kilkudziesięciu kilometrów, nawet stu. Są położone wysoko. Są tanie zatem w eksploatacji. To jest węgiel bardzo dobrej jakości” – mówił Przemysław Czarnek podczas konwencji PiS w Krakowie (8 marca 2026 r.).
W rozmowie z Radiem Zet 9 marca podkreślał, że wydobycie w Polsce powinno być prowadzone „w szczególności na Lubelszczyźnie”. „W sposób naprawdę ekologiczny i w sposób naprawdę łatwy, można produkować czystą energię” – zaznaczał. Obecnie Lubelskie Zagłębie Węglowe eksploatuje jedna kopalnia – Bogdanka (Czarnek: „Najlepsza kopalnia w Europie!”).
Kopalnia Bogdanka wykorzystuje około 14 proc. całego obszaru zagłębia – takie dane podawał Państwowy Instytut Geologiczny za 2024 rok. Rozpoznane złoża na Lubelszczyźnie leżą na terenach cennych przyrodniczo i chronionych prawem.
To Poleski Park Narodowy, rezerwaty przyrody, a także obszary Natura 2000. To jeden z powodów, dla których ich wydobycie nie byłoby „łatwe”, a na pewno nie „ekologiczne”. Teoretyczna eksploatacja całego Lubelskiego Zagłębia Węglowego dałaby nam zapas węgla na kilka dekad. Jednocześnie zostałyby zniszczone mokradła, które są tu od tysięcy lat i mogą jeszcze przez wieki być rezerwuarem wody.
Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A ma w tym momencie koncesje wydobywcze na eksploatację czterech złóż: Bogdanka, K-3, Ostrów i K-6 oraz K-7. Pierwsza z nich wygaśnie w 2031 roku, a Ostrów obowiązuje aż do 2065 roku. Dwie kolejne koncesje (K-3 i K6, K-7) zakończą się w 2046 roku.
Kopalnia stara się też o zezwolenie na rozszerzenie działalności w ramach już istniejących koncesji. W 2022 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uchyliła decyzję środowiskową w tej sprawie. Chodziło o zwiększenie eksploatacji złóż Bogdanka i K-3.
„Eksploatacja węgla metodą »na zawał« powoduje miejscowe obniżanie się gruntu nawet o 5-6 metrów. Wody gruntowe na Polesiu zalegają bardzo płytko, więc takie obniżenia szybko zapełniają się wodą. W wielu przypadkach konieczne jest odwadnianie nowo powstałych zbiorników poprzez rowy melioracyjne, co w oczywisty sposób zaburza stosunki wodne i zagraża ekosystemom mokradłowym” – komentowało Centrum Ochrony Mokradeł.
GDOŚ w swojej decyzji wyliczała szereg błędów i niedomówień w raporcie środowiskowym Bogdanki. Zaznaczała, że niewystarczająco wykazano, jak dalsza eksploatacja złóż wpłynie na stosunki wodne. Nie udowodniono również wystarczająco, że wydobycie nie zagrozi siedliskom żółwia błotnego. Kwestia emisji gazów i pyłów została „niewystarczająco przeanalizowana”.
Całą decyzję można przeczytać TUTAJ.
W sprawie Ostrowa w 2024 roku powstała petycja, w której apelowano do Bogdanki o rezygnację z eksploatowania złoża w całości.
„Złoże Ostrów położone jest częściowo na terenie Parku Krajobrazowego Pojezierze Łęczyńskie. Na jego terenie leży też torfowiskowy rezerwat Brzeziczno” – czytamy. „Obszar złoża w dużej części pokrywa się z również granicami Głównego Zbiornika Wód Podziemnych 407, należącego do strategicznych krajowych zasobów wodnych”.
Towarzystwo dla Natury i Człowieka, które stworzyło petycję, wskazuje również, że granice złoża znajdują się zaledwie 2,6 km od granic Poleskiego Parku Narodowego.
Doktor Sylwester Kraśnicki, hydrolog, w swojej opinii na temat złoża Ostrów wskazuje, że nie ma ono „zatwierdzonej dokumentacji hydrogeologicznej, ani modelu hydrogeologicznego”. W związku z czym raport oddziaływania na środowisko, niezbędny do wydania koncesji, „nie może być wiarygodny po kątem analizy oddziaływań na wody powierzchniowe i podziemne”.
Zaznacza również, że jeśli złoże będzie eksploatowane, to odprowadzane z niego wody dołowe, zawierające m.in. chlorki, „będą pogarszały stan chemiczny wód Świnki”.
Przez eksploatację złoża powstaną „niecki obniżeniowe”, a w ich efekcie „dojść może zarówno do zalania terenu jak i do osuszenia innych jego części”.
O złoże Ostrów pytamy Krzysztofa Gorczycę z Towarzystwa dla Natury i Człowieka. „Według wielu analiz, pełna realizacja tego przedsięwzięcia, eksploatacja całego złoża, nie jest do końca realna. Koncesja obowiązuje do 2065 roku, ale jednocześnie wydobycie ma być wygaszane wcześniej – możliwe, że jeszcze w latach 30” – komentuje.
„Nasz sprzeciw i obawy dotyczyły wydobycia na całym tym terenie. W międzyczasie jednak rozwinęły się plany utworzenia rezerwatu przyrody Jezioro Łukietek. Jego obszar pokrywa się ze złożem Ostrów” – dodaje.
Jak wyjaśnia, utworzenie rezerwatu Jezioro Łukietek jest już na ostatniej prostej – pozytywną opinię w tej sprawie wydała niedawno Regionalna Rada Ochrony Przyrody.
"Zmiany, które spowodowałoby wydobycie węgla na tym obszarze, czyli m.in. obniżanie poziomu gruntu, zmiany brzegów jezior, zmiany poziomu wód gruntowych dotyczyłyby również terenu nowego rezerwatu. Mam nadzieję, że kiedy rezerwat powstanie, będziemy mogli zabezpieczyć przed wydobyciem przynajmniej ten teren, który zyskał status obszaru chronionego, a koncesja na wydobycie będzie musiała przejść weryfikację – dodaje.
Drugie ze spornych złóż, oznaczane jako K-6, K-7 i leżące na terenie gminy Cyców, stało się przedmiotem międzynarodowego sporu. Od 2015 roku australijska spółka Prairie Mining (dziś GreenX) prowadziła na tym terenie prace przygotowawcze pod stworzenie kopalni Jan Karski. Dysponowała w tym miejscu koncesją poszukiwawczą. Nie miała tej najważniejszej, czyli wydobywczej, ale fakt prowadzenia poszukiwań dawał jej pierwszeństwo w składaniu wniosku o zgodę na wydobycie.
Ubiegała się również o „decyzję o użytkowaniu górniczym”, która towarzyszy koncesji na wydobycie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska – jak twierdzą Australijczycy – nie wydało jej w terminie. Resort wyjaśniał, że australijska firma nie spełniła wszystkich wymogów prawnych. Był 2018 rok.
Sprawa trafiła do sądu, który zabezpieczył roszczenia spółki do złóż tak, aby minister środowiska nie wydał koncesji na sporny obszar innemu podmiotowi. A interesowała się nim już Bogdanka (której wniosek o udzielenie koncesji na to złoże resort już raz odrzucił, w 2014 roku).
Kiedy sądowe zabezpieczenie straciło ważność, MKiŚ, jeszcze pod rządami PiS, przyznało Bogdance koncesję na wydobycie węgla ze złoża K-6, K-7. Australijczycy oświadczyli, że jest to „dowód dyskryminacji Prairie jako zagranicznego inwestora w Polsce” i poinformowali o rozpoczęciu międzynarodowego postępowanie arbitrażowego przeciwko Polsce. Argumentowali, że rząd naruszył australijsko-polską umowę o popieraniu i ochronie inwestycji oraz zobowiązania wynikające z Traktatu Karty Energetycznej.
Trybunał Arbitrażowy w 2024 roku przyznał rację inwestorowi i zdecydował, że Polska powinna zapłacić w sumie ok. 1,3 mld zł odszkodowania. Rząd się od tego odwołał, jednak już w tym (2026) roku sąd w Singapurze oddalił wniosek Prokuratorii Generalnej.
„Oznacza to, że kwota ok. 1 mld zł, zasądzona na podstawie Traktatu Karty Energetycznej, jest podtrzymana” – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prezes GreenX Benjamin Stoikovich. Trwa jednak jeszcze drugie postępowanie w Londynie. „Dotyczy ono orzeczenia na podstawie umowy o ochronie inwestycji między Polską a Australią, które zwiększa odszkodowanie o ok. 300 mln zł. Zamierzamy przedstawić singapurski wyrok angielskiemu sądowi” – dodał.
Plany eksploatacji złoża K-6 i K-7 budzą również sprzeciw przyrodników. „Od lat trwa procedura w sprawie podważenia tej koncesji – z udziałem Greenpeace i naszego Towarzystwa. Koncesja została wydana bez zatwierdzenia dokumentacji hydrogeologicznej, co w naszej opinii ją unieważnia i stanowi naruszenie prawa. Należałoby wyegzekwować wymóg zatwierdzenia takiej dokumentacji, ale zarówno spółka, jak i MKiŚ, unikają tego tematu” – mówi Krzysztof Gorczyca. Dodaje, że resort klimatu nie chciał rozpatrzyć skargi, podnosząc, że organizacje nie miały prawa do podważania koncesji.
„O Bogdance mówi się jako o tym, który zgasi światło. To nie jest deficytowa kopalnia, więc ma być tą, która zapewni ostatnie tony węgla. Ale przy tym wszystkim pomija się kwestie bardzo wrażliwego, delikatnego otoczenia kopalni. Ono ją odróżnia od kopalni śląskich, położonych na terenach zurbanizowanych, gdzie są domy, drogi, infrastruktura. A tu tylko bagna, rezerwaty przyrody, chronione gatunki. No i Główny Zbiornik Wód Podziemnych. Tylko że te bagna i zasoby wodne w perspektywie zmian klimatu też są strategiczną infrastrukturą, którą powinniśmy chronić” – dodaje Krzysztof Gorczyca.
Władze Bogdanki odbijają te argumenty i deklarują inwestycje w zielone źródła energii oraz ścisłą współpracę z Poleskim Parkiem Narodowym. Poprzednia umowa z PPN – w 2025 roku – zakładała m.in. wsparcie ochrony czynnej żółwia błotnego, ochronę torfowisk i modernizację urządzeń wodnych. W styczniu 2026 r. podpisano kolejne porozumienie.
„Zarząd powołał Radę ds. Ochrony Środowiska przy Lubelskim Węglu Bogdanka, która składa się z naukowców z prawie wszystkich lubelskich uczelni, przedstawicieli Wód Polskich, SGGW i IUNG z Puław. To jest przekrój specjalistów od ochrony przyrody, przez inżynierów, hydrologów, kończąc nawet na hodowcach zwierząt” – mówi przewodniczący Rady, a jednocześnie przewodniczący Rady Naukowej Poleskiego Parku Narodowego, prof. Grzegorz Grzywaczewski.
„Poleski Park Narodowy i Bogdanka od 1990 roku są sąsiadami i musieliśmy się nauczyć życia obok siebie. Okazało się po latach, że da się współpracować. Dziś nikt już nie mówi, że Bogdanka nie wpływa na środowisko – a wcześniej takie stwierdzenia ze strony przedstawicieli kopalni padały. Udało się spotkać dwóm stronom. Powstały umowy współpracy, opiniowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Dzięki temu Bogdanka przeznacza fundusze na ochronę przyrody w Poleskim Parku Narodowym” – wyjaśnia naukowiec.
Jak dodaje, Bogdanka nie planowała nigdy wydobycia pod terenem PPN.
„W polskim prawie mamy paradoksalne rozwiązanie: na powierzchni ziemi działa prawo ochrony przyrody, które chroni na przykład najcenniejsze siedliska i gatunki Poleskiego Parku Narodowego (PPN). Ale pod powierzchnią, na tym samym terenie, działa już prawo górnicze i geologiczne, więc w teorii wydobycie i istnienie Parku się nie wykluczają” – wyjaśnia.
Plany wydobycia na Polesiu miała firma Global Mineral Prospects, spółka zależna od australijskiej firmy Balamara. Od 2013 roku starała się o zezwolenie na eksploatację złoża Sawin, które obejmuje całą południową część PPN. Leży na terenie trzech gmin: Sawin, Cyców i Hańsk. Dostała koncesję poszukiwawczą.
Od początku prac na terenie złoża Sawin minęło 13 lat, a kopalnia wciąż nie powstała. I bardzo możliwe, że w ogóle nie powstanie.
„Kiedy kilka lat temu usłyszałem, że ktoś chce wydobywać węgiel pod Poleskim Parkiem Narodowym, pomyślałem, że to absurd i że nikt się na to nie zdecyduje. Ale później dostałem kopię koncesji poszukiwawczej i zrozumiałem, że to się dzieje naprawdę” – mówił nam w 2020 roku prof. Grzywaczewski.
Wydobycie zagroziłoby Bagnom Bubnów i Staw które dziedzictwem przyrodniczym, funkcjonującym nieprzerwalnie od około 14 tys. lat – wyliczał naukowiec. To jedna z najważniejszych części PPN i miejsce lęgowe zagrożonej globalnie wodniczki Acrocephalus paludicola.
Profesor Grzywaczewski wyjaśniał, że metr wydobytego węgla to około 0,7-0,8 metra osiadania gruntu. Bagna mogą osiąść aż o 2,5 m, przez co ich delikatna struktura zostanie bezpowrotnie zdegradowana.
Opinię w sprawie wydobycia złoża Sawin wydało też Centrum Ochrony Mokradeł. Według ekspertów największymi zagrożeniami byłoby powstanie leja depresyjnego, „co spowoduje opadanie zwierciadła wód gruntowych na dużym obszarze”.
„Dodatkowo, osiadanie terenu na skutek szkód górniczych może doprowadzić do zmiany i destabilizacji warunków hydrologicznych na powierzchni. Obydwa mogą prowadzić do całkowitego zaniku ekosystemów zależnych od wód i związanych z nimi gatunków na tym obszarze” – czytamy.
„Przedstawiciele australijskiej firmy regularnie pojawiali się na sesjach Rady Gminy, brali udział w badaniach terenowych, przygotowywali materiał do decyzji środowiskowej, prosili naukowców o inwentaryzacje przyrodnicze. To ustało po pandemii, w 2022, może 2023 roku. Sprawa ucichła, również w mediach przestały się pojawiać jakiekolwiek doniesienia w tej sprawie. Ponad rok temu z internetu zniknęła strona internetowa projektu Sawin. Z moich informacji wynika, że firma nie złożyła wniosku o decyzję środowiskową (która jest konieczna do wydania koncesji wydobywczej – od aut.)” – relacjonuje prof. Grzywaczewski.
Wysłaliśmy pytania do MKiŚ o złoże Sawin i Lubelskie Zagłębie Węglowe. Resort potwierdza: firma Global Mineral nie złożyła wniosku o wydanie koncesji wydobywczej dla złoża Sawin.
„To złoże wciąż potencjalnie może być eksploatowane. Dopóki nie zostanie uznane za złoże zaniechane, nie odetchnę do końca z ulgą” – mówi naukowiec. „Jest taka formuła prawna i ona zakończyłaby wszelkie próby wydobycia pod PPN. Na razie rozpoznajemy teren z prawnikami, których udało mi się zainteresować tym tematem” – dodaje.
„Współistnienie kopalni i parku narodowego jest możliwe. Jeśli Bogdanka będzie się rozwijała, ale nie w stronę PPN, nie zaszkodzi cennym przyrodniczo terenom. Jednocześnie dalej będzie zapewniać miejsca pracy w regionie” – mówi prof. Grzywaczewski. Jego zdaniem jednak jakiekolwiek wydobycie pod PPN albo blisko jego granic nie wchodzi w grę.
Lubelskie Zagłębie Węglowe to około 21 proc. polskich zasobów węgla. I mowa tu jedynie o złożach udokumentowanych, te faktyczne mogą być znacznie większe. Mimo że wiemy o nich od dziesiątek lat (sama Bogdanka działa od lat 70. XX wieku), Lubelszczyzna nie stała się drugim Śląskiem. I teraz – w momencie dążenia do dekarbonizacji – tym bardziej nie zostanie wydobywczą potęgą.
Historia starań o eksploatację złóż Lubelskiego Zagłębia Węglowego pokazuje, że nie jest to przedsięwzięcie ani łatwe (przez społeczny opór, trudności w uzyskaniu decyzji środowiskowej czy spory prawne, takie jak ten ze stroną australijską), ani ekologiczne (przez szkody, jakie mogłoby wyrządzić wydobycie pod parkiem narodowym i cennymi mokradłami).
Wydobycie węgla w całej Polsce spada i to trend, którego zapowiedzi Przemysława Czarnka nie odwrócą.
Jak podaje Fundacja Instrat, w 2025 roku wydobycie węgla kamiennego spadło w porównaniu do 2024 roku o ponad 1 Mt. Osiągnęło 42,8 Mt w 2025 roku. „To najniższa wartość we współczesnej historii Polski i kontynuacja trwającego już kilka lat trendu spadkowego związanego z dekarbonizacją polskiej energetyki” – czytamy w opracowaniu.
Ekologia
Gospodarka
Przemysław Czarnek
Prawo i Sprawiedliwość
Bogdanka
Lubelski Węgiel
lubelskie zagłębie węglowe
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze