0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Rafal Szczepankowski / Agencja Wyborcza.plFot. Rafal Szczepank...

Poseł i wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki opublikował w mediach społecznościowych materiał, w którym krytykuje rząd Donalda Tuska za zarządzanie finansami publicznymi. Były premier wskazał, że

Polska ma deficyt dużo większy, niż zakładał budżet, jak dotąd najwyższy w UE

Wypis w portalu X,27 kwietnia 2026

Sprawdziliśmy

Pierwotnie ustawa budżetowa na 2025 rok zakładała 5,5 proc. deficytu. Skończyło się na 7,3 proc. W zeszłym roku był to drugi najwyższy deficyt w UE, w tym roku może być pierwszy

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Zdaniem byłego premiera obecny rząd nie podejmuje działań, aby temu przeciwdziałać. Rządząca koalicja co prawda obiecała zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych, wzmocnienie strategicznej reguły wydatkowej, większą transparentność budżetu oraz konsolidację fiskalną, ale słowa nie dotrzymała – wylicza Morawiecki.

Na koniec zaznacza, że brak zmian może prowadzić do negatywnych konsekwencji, takich jak obniżka ratingu, cięcia wydatków, podwyżki podatków, recesja oraz sankcje ze strony UE.

Jeżeli chodzi o identyfikację stanu finansów publicznych, wypowiedź Mateusza Morawieckiego jest bardzo bliska prawdy. Rzeczywiście deficyt sektora finansów publicznych w 2025 roku okazał się zauważalnie wyższy, niż zakładała ustawa budżetowa. Co więcej, choć Polska nie odnotowała najwyższego deficytu w UE, to pod względem jego skali zajęła drugie miejsce.

Trudno jednak jednoznacznie ustalić, które konkretnie działania koalicji rządowej stanowią przedmiot krytyki byłego premiera oraz na czym konkretnie ma polegać złe zarządzanie. Jako przykład takiego złego zarządzania finansami podaje brak konsolidacji fiskalnej.

Z drugiej strony przykładowym negatywnym skutkiem zarządzania finansami publicznymi ma być podwyżka podatków i cięcie wydatków. Czyli — klasyczna konsolidacja fiskalna.

Deficyt regularnie negatywnie zaskakuje koalicję

To prawda, że w 2025 roku deficyt okazał się wyższy, niż pierwotnie zakładał rząd. We wrześniu 2024 roku

  • w uzasadnieniu do ustawy budżetowej wprost napisano, że prognozowany deficyt sektora finansów publicznych w 2025 roku wyniesie 5,5 proc. PKB.
  • W trakcie roku okazało się jednak, że osiągnięcie tej wartości nie jest możliwe. W sierpniu 2025 roku prognozę podniesiono do 6,9 proc. PKB, lecz również to oszacowanie okazało się zbyt optymistyczne.
  • Ostatecznie deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 7,3 proc. PKB, czyli o jedną trzecią niż początkowo planowano.

Nie był to pierwszy przypadek niedoszacowania skali deficytu przez rządzących. W 2024 roku wystąpiła bardzo podobna sytuacja. W ustawie budżetowej, będącej rezultatem działań zarówno poprzedniego, jak i obecnego rządu (PiS przygotował projekt pierwotny, a KO wprowadziła do niego poprawki), zakładano deficyt na poziomie 5,1 proc. PKB. W średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym z października 2024 roku prognozę tę zrewidowano do 5,7 proc. PKB. Faktycznie jednak deficyt wyniósł 6,4 proc. PKB, co ponownie oznaczało wyraźne przekroczenie wcześniejszych założeń.

Czy Mateusz Morawiecki jako premier miał podobne wpadki? Przynajmniej nie na taką skalę, ale w znacznie mniej sprzyjających okolicznościach. Deficyt budżetowy na 2023 rok, planowany we wrześniu 2022 roku, miał wynieść 4,5 proc. PKB, podczas gdy w rzeczywistości osiągnął 5,2 proc. PKB.

Pamiętajmy jednak, że prognozowanie deficytu na 2023 rok wiązało się z bardzo dużą niepewnością. Był to okres podwyżek stóp procentowych, których skali trudno było wówczas precyzyjnie oszacować, a które istotnie wpływały na wzrost kosztów obsługi długu publicznego. Inflacja pozostawała wysoka i nieprzewidywalna, oddziałując zarówno na wydatki, jak i na dochody sektora finansów publicznych.

Deficyt finansów publicznych Polski jest prawie największy w Europie

Deficyt sektora finansów publicznych w Polsce w 2025 roku nie był najwyższy w Unii Europejskiej, jednak niewiele do tego brakowało. Według danych opublikowanych przez Eurostat jedynym państwem z wyższym deficytem była Rumunia, gdzie osiągnął on 7,9 proc. PKB, czyli o 0,6 pkt proc. więcej niż w Polsce.

Jednakże zgodnie z kwietniowymi sprawozdaniami państw członkowskich dotyczącymi sytuacji fiskalnej w 2026 roku to Polska ma odnotować najwyższy deficyt w całej UE. Wyniesie on 6,8 proc. PKB, podczas gdy w Rumunii różnica między wydatkami a dochodami sektora publicznego ma sięgnąć około 6 proc. PKB.

Przeczytaj także:

Jak było za czasów rządów Mateusza Morawieckiego? W 2023 roku znajdowaliśmy się relatywnie wysoko w zestawieniu, jednak nie w ścisłej czołówce. Przy deficycie na poziomie 5,2 proc. PKB Polska zajęła 6. pozycję, za Słowacją (5,3 proc.), Francją (5,4 proc.), Rumunią (6,6 proc.), Węgrami (7 proc.) oraz Włochami (7,1 proc.).

Nonsensowne przyczyny wzrostu deficytu

Problem w wypowiedzi Mateusza Morawieckiego pojawia się, gdy zaczyna wyjaśniać, na czym ma polegać złe zarządzanie finansami publicznymi rządu Donalda Tuska. Jako zaniechania rządu, które miały do niej doprowadzić, polityk PiS wymienia między innymi brak zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych, wzmocnienia strategicznej reguły wydatkowej, transparentności budżetu, konsolidacji fiskalnej. Warto przeanalizować te kwestie punkt po punkcie.

Nie istnieje coś takiego jak „strategiczna reguła wydatkowa”. Potencjalnie może chodzić o stabilizacyjną regułę wydatkową, która ma za zadanie ograniczać możliwość zwiększania wydatków publicznych bez odpowiedniego wzrostu dochodów. Jej faktyczne zaostrzenie, w szczególności poprzez ograniczenie możliwości wykorzystywania funduszy pozabudżetowych, mogłoby przyczynić się do ograniczenia wzrostu zadłużenia publicznego. Co więcej, obecny rząd jakiś temu rzeczywiście zadeklarował, że zniesie luki prawne w regule wprowadzone za rządów PiS.

Faktycznie rząd w „100 konkretach” zapowiedział zniesienie podatku od zysków kapitałowych (do 100 tys. zł, powyżej roku). Trudno jednak wskazać, w jaki sposób realizacja tego postulatu, który zmniejsza przychody państwa, miałaby ograniczyć deficyt.

Podobnie jest w przypadku transparentności budżetu. Jednym ze „100 konkretów” było przywrócenie przejrzystości finansów publicznych. Nawet gdyby cel ten został osiągnięty, nie doprowadziłoby to bezpośrednio ani do ograniczenia wydatków, ani do zwiększenia dochodów państwa.

Morawiecki chce konsolidacji bez konsolidacji

Konsolidacja fiskalna oznacza ograniczenie wydatków państwa lub zwiększenie jego dochodów w celu redukcji deficytu finansów publicznych. Działania tego typu z pewnością przyniosłyby efekty, ale po pierwsze w tej samej wypowiedzi Mateusz Morawiecki wskazuje je jako niepożądane.

Stwierdza bowiem, że działania obecnego rządu grożą „cięciami wydatków” oraz „podwyżkami podatków”, innymi słowy brak konsolidacji fiskalnej grozi konsolidacją fiskalną.

Po drugie, rząd już rozpoczął konsolidację fiskalną. Budżet na 2026 rok zakłada wydatki na poziomie 918,94 mld zł, podczas gdy ustawa budżetowa na 2025 rok zakładała 921,61 mld zł. Oznacza to nominalny spadek wydatków rządu centralnego rok do roku.

Równocześnie podejmowane są działania zwiększające dochody państwa oraz dalsze uszczelniające system podatkowy. Na 2026 rok zaplanowano wprowadzenie wyższego CIT dla banków.

Podniesiono także akcyzę na alkohol oraz wyroby zawierające nikotynę, przy czym w przypadku alkoholu skala podwyżki, ze względu na weto prezydenta, była niższa, niż pierwotnie zakładano.

Rozpoczęto również prace nad projektem podnoszącym VAT na niektóre produkty.

Ponadto wdrażane są reformy utrudniające unikanie opodatkowania. W tym roku wchodzi Krajowy System e-Faktur, czyli narzędzie do elektronicznego wystawiania i odbierania faktur, którego celem jest dalsze uszczelnienie VAT.

Warto podkreślić, że pobór tego podatku jest już relatywnie wysoki na tle doświadczeń innych państw sprzed kilkunastu lat. W 2024 roku luka VAT w Polsce wyniosła 6,9 procent teoretycznych wpływów. Zwiększono także uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy w celu ograniczenia fikcyjnego samozatrudnienia oraz nadużywania umów cywilnoprawnych, które mogą służyć optymalizacji podatkowej.

Problemem pozostaje jednak skala i tempo tych działań. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w 2025 roku zalecił dwukrotne wzmocnienie konsolidacji fiskalnej w Polsce. Na potrzebę jej pogłębienia wskazują również między innymi agencja ratingowa Fitch oraz przewodniczący Rady Fiskalnej, Sławomir Dudek.

Mieć ciastko i zjeść ciastko

W swojej wypowiedzi Mateusz Morawiecki pomija główną przyczynę obecnego deficytu budżetowego. A jest nią przede wszystkim szybki wzrost wydatków publicznych. W efekcie bardzo trudno ocenić, jakich działań Mateusz Morawiecki oczekuje oraz co konkretnie jest problemem. Zgodnie z danymi Eurostatu, W okresie, w którym relacja dochodów podatkowych do PKB wzrosła z 39,9 proc. do 43,6 proc., wydatki publiczne zwiększyły się jednocześnie z 43,2 proc. do 50,9 proc.

Z analizy Marka Skawińskiego, byłego dyrektora Departamentu Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów, wynika, że za skokowy wzrost deficytu w latach 2023–2024 odpowiadały przede wszystkim wyższe wydatki socjalne, które podniosły go o 1,5 pkt proc. (wprowadzenie świadczenia 800+, znacząca waloryzacja emerytur i rent oraz jeden kwartał funkcjonowania programu „Aktywny rodzic”), a także wzrost wydatków na obronność (o 0,7 pkt proc.) oraz edukację (również o 0,7 pkt proc., głównie w związku ze wzrostem wynagrodzeń nauczycieli).

W odniesieniu do 2025 roku nie dysponujemy jeszcze równie szczegółowymi analizami, jednak możliwa jest częściowa ocena na podstawie danych dotyczących budżetu rządu centralnego. Największy wkład we wzrost wydatków miały koszty obsługi długu publicznego (wzrost o 44 mld zł), świadczenia emerytalno-rentowe (o 15 mld zł) oraz wydatki na ochronę zdrowia (o 10 mld zł). Prawdopodobnie istotną rolę odegrały również wydatki na obronę narodową, jednak ze względu na ich znaczne finansowanie poza budżetem państwa trudno precyzyjnie określić ich wpływ.

Mateusz Morawiecki nie mówi, czy problemem jest nadmierna skala wydatków na wojsko, wzrostu wynagrodzeń nauczycieli czy programów socjalnych czy może raczej zbyt niski poziomu dochodów podatkowych. Zdaje się, że problem z zarządzaniem finansami publicznymi sprowadza się do niemożności pogodzenia przez koalicję wydatków przekraczających dochody. Niemal na pewno, gdyby rządził Mateusz Morawiecki, sytuacja byłaby dokładnie taka sama.

Na zdjęciu Adam Suraj
Adam Suraj

Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.

Komentarze