0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

W wywiadzie udzielonym Dawidowi Swakowskiemu, znanemu szerzej pod pseudonimem Żurnalista, współprzewodniczący partii Konfederacja Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen został poproszony o ocenę sytuacji z długiem publicznym Polski. Polityk stwierdził, że Polska wkroczyła na tę samą drogę, co Grecja w latach 80. i w długim okresie czeka ją bankructwo, jeżeli nic się nie zmieni.

Sławomir Mentzen stwierdził dokładnie, że: „Grecja zaczęła obecną ścieżkę, która doprowadziła ich do bankructwa paręnaście lat temu na początku lat 80. Nagle jeden z rządów zauważył, że ej dajmy ludziom pieniądze w ramach socjalu i zaczął podwyższać wydatki socjalne i drugi rząd zaczął robić to samo. W pewnym momencie Grecy doszli do sytuacji, że nie dało się wygrać wyborów, nawiązując do rozsądku gospodarczego. Trzeba było dalej ludzi przekupywać ich własnymi pieniędzmi i podnosić podatki. Potem przyjęli euro i skończyło się bankructwem koło 2010 roku. [...] Polskę będzie to czekał to samo – nie wiem, za ile lat – ale w pewnym momencie ten proces stanie się nieodwracalny niestety i to będzie musiało się skończyć bankructwem”.

Prawda czy fałsz?

Polska jest na tej samej ścieżce do bankructwa co Grecja. Jeśli nic sie nie zmieni, polskie państwo zbankrutuje.

Sprawdziliśmy

Polska sytuacja w 2026 roku znacząco różni się od Grecji od lat 80. do 2010 roku. Nie mamy euro, niemal na pewno nie oszukujemy w statystykach tak, jak Grecy, mamy plan na kontrolę dochodów i wydatków.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

To sporo różnych twierdzeń. Podzielmy więc weryfikację na kilka punktów.

  • Najpierw sprawdzimy, czy Grecja rzeczywiście już w latach 80. zaczęła szybko się zadłużać,
  • Następnie przeanalizujemy źródła deficytów sektora finansów publicznych Grecji i zweryfikujemy, czy faktycznie były one pochodną nagłego wzrostu wydatków socjalnych.
  • Na końcu przyjrzymy się roli euro, o którym Mentzen wspomniał jedynie mimochodem, i temu, czy faktycznie było to bez znaczenia.

W każdej z tych części będziemy porównywać realny przebieg wydarzeń w Grecji z sytuacją w Polsce oraz oceniali skalę podobieństw między tymi krajami.

Grecja zadłużała się mocno od lat 80., a Polska mocno zadłuża się obecnie

Faktycznie Grecja swoją przygodę z wysokimi deficytami publicznymi rozpoczęła na początku lat 80. i zaciągała długi aż do momentu jej bankructwa[1] w 2010 roku.

Z danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) wynika, że po tym, jak Grecja w 1980 roku odnotowała umiarkowany deficyt całego sektora finansów państwa (wliczają się zarówno instytucje rządowe, jak i samorządowe) na poziomie 2,5 proc. PKB, różnica między wydatkami a przychodami zaczęła szybko rosnąć, osiągając aż 13,3 proc. PKB w 1990 roku.

W rozpatrywanym okresie (lata 1980-2010) deficyt sektora finansów publicznych wynosił średnio aż 8,26 proc. PKB.

wykres1

Polska na tej płaszczyźnie wydaje się w pewnym stopniu podobna do Grecji. Według prognoz MFW z października ubiegłego roku w 2025 roku deficyt finansów publicznych miał osiągnąć 7 proc. PKB. W bieżącym roku ma on utrzymać się na równie wysokim poziomie.

Jednak prognozowana ścieżka wysokości zadłużenia w kolejnych latach ma być inna niż w Grecji. Wraz z kolejnymi latami wielkość deficytu ma stopniowo spadać. W 2030 roku ma on wynosić już 5 proc. PKB. Jeśli faktycznie tak się stanie, deficyt finansów publicznych pozostanie relatywnie wysoki, ale jednak na niższym poziomie niż Grecja w latach 80. i 90.

Przeczytaj także:

Grecja podnosiła wydatki socjalne. Jest jednak „ale”

Stwierdzenie Sławomira Mentzena o tym, że za wysokie deficyty i tym samym szybki wzrost zadłużenia odpowiadał ogromny wzrost wydatków socjalnych, jest już półprawdą.

Faktycznie wydatki socjalne w Grecji od 1980 roku rosły w szybkim tempie. Jak wynika z danych OECD, zaprezentowanych na wykresie poniżej, łącznie do bankructwa zwiększyły się one z 10 proc. do 25,1 proc. PKB. Jednakże, w innych relatywnie dużych państwach śródziemnomorskich wzrost był podobnej wielkości (od 13,9 proc. do 25,3 proc. PKB), a państwa te nie zbankrutowały.

Jeśli spojrzymy na państwa, które w przeciwieństwie do krajów śródziemnomorskich nie znalazły się po 2008 roku w stanie poważnego kryzysu, a dla których OECD dysponuje danymi, dostrzeżemy wyraźną prawidłowość. Wydatki socjalne w tych krajach przez cały analizowany okres były istotnie wyższe niż w Grecji oraz rosły, choć relatywnie powoli.

Przykładowo Niemcy średnio przeznaczały na wydatki socjalne 7 pkt proc. PKB więcej niż Grecy, a to potem właśnie one w czasie kryzysu zadłużeniowego były często stawiane za wzór rozsądku fiskalnego.

Opowieść o wydatkach socjalnych sama z siebie nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego to właśnie Grecja zbankrutowała, a nie Niemcy, czy Hiszpania.

wykres2

Grecja miała poważny problem z podatkami i ich unikaniem

Jak ujęto w analizie opublikowanej na łamach The Centre for Economic Policy Research: „Tym, co naprawdę wyróżnia Grecję na tle innych krajów peryferyjnych, nie jest sam wzrost wydatków rządowych, ale raczej niezdolność rządu do zwiększenia dochodów w tym samym tempie”.

Szczególnie dużym problemem była słaba ściągalność podatków. Zgodni z szacunkami Komisji Europejskiej w 2006 roku krajem w UE z największą luką VAT była właśnie Grecja. Wyniosła ona aż 30 proc., co oznacza, że z każdych 100 złotych należnych państwu z VAT do budżetu trafiło tylko 70 złotych.

Podobny problem dotyczył podatków dochodowych.

Z analizy przeprowadzonej dla lat 2005-2009 wynika, że w kraju tym średnio zaniżano deklarowane podatkowe dochody o ok. 12,2 proc., co realnie powodowało, że wpływy podatkowe były niższe o ok. 29,7 proc. Szczególnie powszechne było unikanie opodatkowania przez samozatrudnionych. Według ustaleń ekonomistów w 2009 roku ci średnio zaniżali swoje dochody aż o 43-45 proc.

Polska trzyma w ryzach wydatki i przychody państwa

Polska na żadnej z tych płaszczyzn nie przypomina Grecji.

W przeciwieństwie do Grecji, polski rząd zapowiada objęcie wydatków realną kontrolą. Budżet planowany na 2026 rok zakłada wydatki na poziomie 918,94 mld złotych. Dla porównania ustawa budżetowa na 2025 rok przewidywała wydatki w wysokości 921,61 mld złotych. Oznacza to, że wydatki rządu centralnego mają z roku na rok nominalnie spaść.

Z drugiej strony podejmowane są działania mające na celu zwiększenie przychodów państwa oraz dalsze uszczelnianie systemu podatkowego.

Na 2026 rok zaplanowano wejście w życie wyższego CIT dla banków. Podniesiono także akcyzę na alkohol oraz wyroby zawierające nikotynę, przy czym w przypadku alkoholu skala podwyżki, ze względu na weto prezydenta, okazała się mniejsza, niż pierwotnie planowano.

Rozpoczęto również prace nad projektem podnoszącym VAT nałożony na niektóre produkty. Ponadto wdrażane są reformy mające jeszcze bardziej utrudnić omijanie podatków.

W tym roku wchodzi Krajowy System e-Faktur, czyli narzędzie do elektronicznego wystawiania i odbierania faktur, którego celem jest dalsze uszczelnienie VAT. Należy przy tym podkreślić, że pobór tego podatku jest już relatywnie szczelny na tle Grecji sprzed kilkunastu lat – w 2024 roku luka VAT w Polsce wyniosła 6,9 procent teoretycznych wpływów.

Równolegle trwają wyboiste prace nad ograniczeniem fikcyjnego samozatrudnienia oraz nadużywania umów cywilnoprawnych.

Gdyby nie euro, Grecja nie mogłaby się tak szybko i tak tanio zadłużać

Najpoważniejszym błędem w wypowiedzi Sławomira Mentzena jest całkowicie pominięcie kwestii waluty.

Euro było jedną z przyczyn bardzo wysokich deficytów w Grecji. Na rynkach finansowych panowało przekonanie, że państwa strefy euro, w szczególności Niemcy, ręczą nawzajem za swoją wypłacalność. Dzięki temu Grecja mimo znacznie gorszych fundamentów mogła pożyczać pieniądze niezwykle tanio. Oprocentowanie greckich obligacji dziesięcioletnich jeszcze we wrześniu 2008 roku praktycznie nie odbiegało od rentowności obligacji niemieckich. W takich warunkach zaciąganie długu mogło wydawać się politycznie łatwiejszą opcją niż poprawa ściągalności podatków.

Na początku 2010 roku Niemcy opublikowały stanowisko, z którego wynikało, że nie udzielą Grecji bezwarunkowej pomocy finansowej. Rynki finansowe zinterpretowały to jako wycofanie nieformalnej gwarancji fiskalnej dla Grecji, co natychmiast przełożyło się na gwałtowny wzrost rentowności obligacji.

W 2010 roku ich oprocentowanie skokowo przekroczyło poziomy notowane jeszcze pod koniec lat 90. Od tego momentu sytuacja kraju była w zasadzie przesądzona. W ciągu zaledwie dwóch lat rentowność greckich obligacji wzrosła z poziomów zbliżonych do niemieckich do wartości wcześniej w Grecji niespotykanych.

Wykres3

Inwestorzy wierzą w Polskę, ale dług pozostaje relatywnie drogi

W przypadku Polski sytuacja jest odmienna, ponieważ emitowane przez nas zadłużenie opiera się wyłącznie na wiarygodności własnego państwa i nie korzysta z żadnej „premii euro”. Mimo to inwestorzy, także zagraniczni, są coraz bardziej przekonani, że Polska wywiąże się ze swoich zobowiązań dłużnych.

Niedawno polski rząd wyemitował obligacje denominowane w euro po koszcie najniższym od okresu sprzed pandemii,

Jednocześnie jednak, ze względu na wciąż wysokie stopy procentowe na świecie, finansowanie długu pozostaje relatywnie kosztowne względem okresu przed pandemicznego, co daje rządom motywację do większej kontroli zarówno wydatków, jak i przychodów państwa.

Grecja fałszowała swoje statystyki, czym odstraszyła inwestorów

Bezpośrednio przed bankructwem okazało się, że Grecja na ogromną skalę fałszowała swoje statystyki, aby m.in. utrzymać się w strefie euro, która stawia swoim członkom wymagania fiskalne. W październiku 2009 roku ujawniono, że deficyt sektora finansów publicznych w 2008 roku wynosił 7,7 proc. PKB, a nie 5 proc. PKB, a planowany deficyt na 2009 rok to nie 3,7 proc. PKB, a 13,6 proc. PKB.

Ten ogromny deficyt i tak w 2010 roku okazał się sztucznie zaniżony, bo finalnie wyniósł 15,4 proc. PKB. Te wydarzenia podkopały zaufanie inwestorów do Grecji, które i tak już w obliczu globalnego kryzysu finansowego było kruche. Ponownie nie ma żadnych podstaw, aby sądzić, że coś takiego ma lub będzie mieć miejsce w Polsce.

Polska, w przeciwieństwie do Grecji, ma dług we własnej walucie

Polska, w przeciwieństwie do Grecji, ma i będzie mieć zadłużenie denominowane przede wszystkim we własnej walucie. Jak wyjaśnialiśmy w artykule poświęconym temu, czy dług Polski jest porównywalny z długiem PRL z czasów Gierka, posiadanie długu w złotym daje państwu istotne przewagi względem sytuacji, w której zadłużenie jest denominowane w zagranicznej walucie.

Przede wszystkim pozwala w pewnym stopniu kontrolować koszt obsługi zadłużenia, między innymi poprzez krajową politykę pieniężną, tj. ustawianie stóp procentowych.

Ponadto dług w krajowej walucie umożliwia także oddziaływanie na popyt na emitowane obligacje skarbowe, na przykład poprzez regulacje skłaniające banki do ich zakupu. Grecja nie mogła skorzystać z żadnego z tych mechanizmów, ponieważ po przyjęciu euro utraciła kontrolę nad własną walutą i polityką pieniężną.

Polska teraz szybko się zadłuża, ale do Grecji jesteśmy niepodobni

Podsumowując: To prawda, że obecnie Polska zaciąga relatywnie duży dług, podobnie jak Grecja na początku lat 80., ale na tym podobieństwa się kończą. W przeciwieństwie do Grecji, w Polsce obecnie podejmowane są i mają być dalej podejmowane, działania zmierzające do lepszego zbilansowania wydatków i przychodów państwa.

Zaufanie zagranicznych inwestorów do zdolności Polski do spłaty długu opiera się na fundamentach naszej gospodarki, a nie na oczekiwaniu pomocy ze strony Niemiec. Co więcej, w przeciwieństwie do Grecji, dysponujemy własną walutą i niewiele wskazuje na to, aby w nadchodzących latach miało się to zmienić. Z tych wszystkich powodów trudno uznać, że Polska wkroczyła na tę samą ścieżkę, która doprowadziła Grecję do bankructwa.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Adam Suraj
Adam Suraj

Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.

Komentarze