13 września 2021

Medycy założyli Białe miasteczko 2.0 przed KPRM. „Rząd próbuje zamordować naród przewlekłym brakiem opieki"

„Żądamy pieniędzy nie dla siebie, ale dla Polek i Polaków. Chcemy opatrywać ich rany dobrej jakości materiałami, oferować zabiegi na światowym poziomie. Jesteśmy do tego przygotowani, a wy każecie nam zaklejać wszystko papierową taśmą". Medycy protestują w Białym Miasteczku

Przy wejściu do Białego Miasteczka, które ciągnie się wzdłuż Alei Ujazdowskich w Warszawie, stoją transparenty z napisami: "Razem dla dobra pacjenta!", "Chcemy leczyć w Polsce!", "1 lekarz 1 etat". Wśród nich kilkanaście namiotów, w których nocują protestujący pracownicy ochrony zdrowia - pielęgniarki, położne, lekarze, diagności laboratoryjni. Mieszkańcy Warszawy każdego dnia przynoszą im ciepłe posiłki, owoce, ciastka, pieczywo, chleb.

W Białym Miasteczku stoją dwa białe pawilony - jeden przeznaczony dla fundacji charytatywnych i drugi, w którym prowadzona jest profilaktyka. Można zmierzyć ciśnienie, zbadać poziom cukru, porozmawiać z lekarzem czy dietetykiem.

To forma protestu przeciwko polityce rządu, ale też miejsce spotkań i rozmów, w którym medycy pokazują problemy, z jakimi zmaga się system ochrony zdrowia. Każdego dnia przemawiają tam przedstawiciele wszystkich zawodów medycznych, żądając zwiększenia nakładów na publiczną ochronę zdrowia i zwiększenia wynagrodzeń jej pracowników.

Kolejne dni będą poświęcone poszczególnym profesjom:

  • psychiatrii (poniedziałek 13 września);
  • chirurgii i ortopedii (wtorek 14 września);
  • chorobom wewnętrznym i medycynie rodzinnej (środa 15 września);
  • onkologii (czwartek 16 września);
  • ratownictwu medycznemu (piątek 17 września);
  • fizjoterapii i diagnostyce laboratoryjnej (sobota 18 września).

Harmonogram został zaplanowany na razie do 18 września, ale medycy zapowiadają, że zostaną tam aż do skutku, czyli zrealizowania przez rząd ich postulatów.

„Żądamy szacunku"

"Podejmując decyzję o wejściu do polskiej polityki, o wejściu do polskiego rządu, zdecydowaliście się służyć narodowi, który teraz próbujecie zamordować przewlekłym brakiem opieki.

Stać was na to, aby powiedzieć ludziom: nie mamy psychiatry, nie mamy karetki, nie mamy kardiochirurga, zbierajcie sobie na operację w Bostonie, jedźcie do kliniki w Niemczech. Jesteście bezczelni, mówiąc to Polkom i Polakom w twarz.

Nie będziemy tego tolerować" - mówiła we wtorek 13 września w Białym Miasteczku Anna Bazydło, rezydentka psychiatrii.

"Tak panie ministrze, Komitet Protestacyjno-Strajkowy żąda pieniędzy. Nie dla siebie, kolejnych 100 mld zł żądamy dla Polek i Polaków. Chcemy opatrywać ich rany dobrej jakości materiałami, chcemy oferować im zabiegi na światowym poziomie. Kształcimy się do tego i do tego jesteśmy przygotowani. A wy każecie nam wszystko zaklejać papierową taśmą. Dosyć bylejakości w publicznym systemie opieki zdrowotnej. Nie jesteśmy od łatania dziur. Żądamy szacunku, macie potraktować nas i naszych pacjentów poważnie".

„Stać nas na to, panie ministrze?"

Anna Bazydło odniosła się też do decyzji ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, który powołał nowego wiceministra. Piotr Bromber, były szef lubuskiego oddziału NFZ ma odpowiadać za dialog z medykami.

„Pan minister jedną decyzją wydaje 16 tys. zł na pensję nowego wiceministra. To niemalże 107 godzin psychoterapii, na którą nasi pacjenci czekają dwa lata. Ministrze, stać nas na to?" - pytała Bazydło.

„Pensje oferowane pracownikom służby zdrowia są uwłaczające. Nie mogę patrzeć dłużej na beznadzieję systemu i cierpienie pacjentów.

Każdego dnia martwię się tym, gdzie wróci mój pacjent, skąd weźmie pieniądze na lekarstwa, które nie są refundowane, co się z nim stanie, skoro musi czekać na kolejny etap leczenia sześć miesięcy, co będzie, jak nie będzie rehabilitowany? Te osoby bez pomocy zostaną kalekami albo umrą".

"Wracanie codziennie z pracy do domu w takiej rzeczywistości jest przytłaczające. Minister firmuje bylejakość, nie godzimy się na to. Nie stać nas na to, aby umierać w kolejkach, nie chcemy na to patrzeć. Zapraszamy ministra zdrowia i premiera do Białego Miasteczka" - mówiła Bazydło.

„Pielęgniarki są przepracowane, a pacjenci cierpią"

"Miał pan szansę ministrze prowadzić dialog, ale z panem nie ma dialogu, jest monolog. Dlatego Forum Związków Zawodowych wyszło z zespołu trójstronnego. Pan nas nie słuchał, panie ministrze. Nie radzi pan sobie z dialogiem. Potrzebował pan tylko nowego wiceministra. Nie zabezpieczy pan tym ani zdrowia pacjentom, ani spokoju w grupie zawodów medycznych" - mówiła Longina Kaczmarska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, członkini Prezydium Związków Zawodowych.

Kaczmarska wyjaśniała, że system ochrony zdrowia boryka się z coraz większymi brakami kadrowymi, bo pracownicy publicznej ochrony zdrowia przechodzą do sektora prywatnego, gdzie mają lepsze warunki pracy. Tymczasem pielęgniarki pracują ponad siły.

„Norma pracy to 160 godzin miesięcznie, a my często wyrabiamy ich około 300. Bierzemy całodniowe i całonocne dyżury, jedna zmiana często trwa 24 godziny".

Pielęgniarek w Polsce brakuje – na tysiąc mieszkańców przypada średnio 5,2 pielęgniarki. Dla porównania w Szwajcarii jest to 16 pielęgniarek, w Czechach ten współczynnik na poziomie 8 pielęgniarek na tysiąc mieszkańców, a średnia w UE to 8,4.

"Pielęgniarki są przepracowane i przemęczone, pacjenci cierpią, a lekarze wyjeżdżają za granice. Przez zmiany ustawowe starsze pielęgniarki z większym doświadczeniem zarabiają mniej niż osoby wykształcone, które dopiero zaczynają pracę w zawodzie, ale te też zarabiają za mało" - mówiła Longina Kaczmarska. "Minister twierdzi, że mamy dodatek do wynagrodzenia za wysługę, ale na to pracowałyśmy latami. Postulujemy, aby pielęgniarki zarabiały 8 tys. zł brutto miesięcznie. Teraz zarabiają nieco ponad 3,5 tys. zł brutto. Takie wynagrodzenie nie wystarczy na życie, szczególnie w dużych miastach".

Protest aż do skutku

Ogólnopolski Komitet Protestacyjno-Strajkowy przypomniał swoje postulaty.

  • przyspieszenie wzrostu nakładów na ochronę zdrowia do minimum 6,8 proc. PKB (liczonego według prognozy na dany rok, rząd proponuje w 2020 roku 5,75 proc., a 6,8 proc. dopiero w 2026 roku);
  • rozwiązania upokarzających dla pacjentów problemów kolejek i braku dostępności świadczeń;
  • natychmiastowego zajęcia się przez polityków kryzysem w ochronie zdrowia – epidemia pokazała, jak jest tragicznie – czy nadal chcemy żyć nadzieją, że wirus nie zaatakuje mocniej, zamiast świadomości, że jesteśmy dobrze przygotowani?
  • realnych działań, prowadzących do zmiany oburzających i niesprawiedliwych przepisów zawartych w „tarczy antykryzysowej 4.0”, zrównujących medyków niosących pomoc z przestępcami" (rząd przemycił w tarczy ostre kary za nieumyślne błędy lekarskie).

Longina Kaczmarska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych mówiła, że Forum Związków Zawodowych zawiesiło pracę w Trójstronnym Zespole ds. Ochrony Zdrowia jako sprzeciw wobec polityki płacowej Ministerstwa Zdrowia oraz braku dialogu resortu ze środowiskiem medyków.

Białe miasteczko 2.0

Medycy zapowiadają, że zostaną w Białym Miasteczku aż do skutku, czyli zrealizowania przez rząd ich postulatów. Do środy 15 września 2021 roku do protestu mają dołączyć kolejne zawody. Medycy czekają na spotkanie z premierem. Manifestację wspierają też rolnicy zmobilizowani przez AgroUnię.

Pierwsze Białe Miasteczko zostało założone spontanicznie 19 czerwca 2007 roku i było miejscem protestu grupy pielęgniarek pod gmachem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego. Przed KPRM protestowało wtedy około 3 tysiące pielęgniarek. Ówczesny premier Jarosław Kaczyński nie spotkał się z protestującymi, stwierdził, że "należy wezwać policję i usunąć te panie".

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, pracowała w „Gazecie Wyborczej” i Wirtualnej Polsce. W OKO.press od 2021 roku, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka nauk humanistycznych i społecznych na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne