Minister edukacji czy minister demografii? "Nie ma mowy o podwójnym roczniku. Mamy wszystko policzone" - tak minister Anna Zalewska uspokajała samorządowców 28 kwietnia 2018 podczas Europejskiego Kongresu Samorządów w Krakowie

Media przeoczyły tę deklarację, może dlatego, że nie pierwszy raz minister Zalewska ją składa. Tym razem jednak rzecz miała szczególną wagę, bo słuchali jej samorządowcy, na których spoczywa obowiązek zorganizowania nauki w liceach i innych szkołach ponadpodstawowych, które w 2019 roku będą musiały pomieścić dwa razy więcej uczniów niż w roku 2018/2019.


Mamy wszystko policzone. W tej chwili w Systemie Informacji Oświatowej widzimy prawie 50 tys. wolnych miejsc. Mamy tak dramatyczny niż demograficzny.

Anna Zalewska, Europejski Kongres Samorządowców w Krakowie - 28/04/2018

Fot . Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta


Manipulacja. Kumulacja roczników nie ma nic wspólnego demografią


Demografia, czyli czasem chłopiec do bicia…

Argumentum ad ignorantiam [pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant uznaje za dowód prawdziwości swojej tezy fakt, że jego oponent nie potrafi uzasadnić tezy przeciwnej. Jest to błąd logiczny polegający na nie wzięciu pod uwagę, że brak dowodów fałszywości jakiejś tezy nie implikuje jej prawdziwości] to jeden z ulubionych chwytów erystycznych minister Anny Zalewskiej.

Każdą nieudolność reformy minister stara się wytłumaczyć prądami demograficznymi, a dokładnie – trapiącym Polskę niżem demograficznym.

Gdy związki zawodowe już w 2016 roku alarmowały, że reforma będzie wiązała się z redukcją etatów, minister zaparła się i obiecała, że żaden nauczyciel nie straci pracy. Obietnicy nie dochowała, dlatego w październiku 2017 roku przedstawiając dane zatrudnienia nauczycieli mówiła, że za cały ruch kadrowy – obcięcie ponad 6 tys. etatów w całym kraju – odpowiedzialny jest właśnie niż demograficzny.

…a czasem wybawienie

Dziś minister Zalewska musi zmierzyć się ze zbliżającą się katastrofą rekrutacyjną. We wrześniu  2019 roku do polskich szkół ruszą dwie grupy uczniów i uczennic:

  • obecni siódmoklasiści uczący się w szkołach podstawowych;
  • a także obecni uczniowie drugich klas z wygaszanych gimnazjów.

Razem daje nam to 731 tys. uczniów i uczennic ubiegających się o przyjęcie do szkół ponadpodstawowych (dane z Systemu Informacji Oświatowej). To dwa razy więcej niż we wrześniu 2018 i rok później, we wrześniu 2020.

Liczba uczniów i uczennic ubiegających się o przyjęcie do szkół ponadpodstawowych

Lata 2015 - 2020, w tysiącach

Co na to minister Zalewska? Mówi, że problemu nie ma, bo… mamy dramatyczny niż demograficzny. Ale jak to się ma do kumulacji roczników?

W sumie – patrząc tak jak chce minister Anna Zalewska na demografię – w 2019 roku do szkół pójdą nie dwa, lecz trzy roczniki:

  • urodzeni w 2003 – młodzież, która kończy naukę w gimnazjach;
  • urodzeni w 2004 – uczniowie i uczennice siódmych klas szkoły podstawowej, którzy naukę zaczęli w siódmym roku życia;
  • urodzeni w 2005 – uczniowie i uczennice siódmych klas, które w 2011 roku rozpoczęły naukę mając sześć lat.

Łączenie demografii z kumulacją roczników może nawet odbić się minister Zalewskiej czkawką. Porównywalnie duży rocznik znajdziemy 35 lat temu. W 1983 roku urodziło się bowiem 723 tys. dzieci. Jednak nawet wtedy nie była to norma. Inne tak duże roczniki są do odnalezienia w spisach ludności sprzed ponad pół wieku. To w latach 50 tych rodziło się więcej niż 700 tys. dzieci, które potem w jednym momencie ubiegały się o przyjęcie do szkół.

Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że minister Anna Zalewska właśnie złączając trzy roczniki w jeden próbuje walczyć z niżem demograficznym.

50 tys. wolnych miejsc w szkołach. Ale kiedy? I w jakich szkołach?

Żonglerka danymi to druga ulubiona figura minister Anny Zalewskiej. Zawsze znajdzie się jakaś liczba, która wstawiona w odpowiednim momencie wytłumaczy, dlaczego polska oświata nie ma żadnych problemów. Tym razem minister podaje liczbę prawie 50 tys. wolnych miejsc w szkołach.

Pytanie w jakich szkołach? I w którym roku szkolnym? Bo rozmawiamy przecież o roku 2019/2020, a nie np. o obecnym 2018/2019, kiedy żadnej kumulacji nie ma.

Tak czy inaczej minister wyciąga z Systemu Informacji Oświatowej gołą sumę wolnych miejsc we wszystkich szkołach ponadpodstawowych w kraju – łącznie liceach i szkołach branżowych. A w ten sposób mija się z istotą problemu rekrutacyjnego, wynikającego z kumulacji roczników.

Rodzice od początku alarmują, że dwa razy więcej uczniów to po prostu dwa razy większa konkurencja do najbardziej obleganych szkół. A tym samym, dwukrotnie większe rozczarowanie, dla tych którzy nie dostaną się do wymarzonej szkoły.

Dorota Łoboda aktywistka edukacyjna, członkini grupy „Rodzice przeciwko Reformie Edukacji”, mówi OKO.press: „Takie przedstawienie danych nie rozwiązuje problemu najbardziej obleganych szkół średnich. To nie są rejonowe podstawówki o zbliżonym poziomie, gdzie liczba miejsc w systemie odpowiada zapotrzebowaniu.

Młody człowiek wybiera szkołę średnią z uwagi na jej poziom, proponowane profile, pozycję w rankingach, konkretne języki obce.

Do najbardziej obleganych szkół w 2019 roku będzie trudniej się dostać i to jest fakt wynikający z kumulacji roczników. To, że system wskaże miejsce w innej szkole, która nie spełnia oczekiwań danej uczennicy czy ucznia, nie jest rozwiązaniem problemu. Oni nie chcą iść do dowolnej szkoły średniej, tylko takiej, która odpowiada ich potrzebom i zainteresowaniom”.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym