Ministerstwo Energii chwali się, że udało mu się "nadrobić opóźnienia w sektorze energetyki odnawialnej oraz przyspieszyć jego rozwój". Zajrzeliśmy w dane: rozwój OZE zahamował dokładnie w latach rządów PiS

W listopadzie 2018 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport na temat rozwoju sektora energii odnawialnej w Polsce. Omówiliśmy go wówczas w tekście „Polska zapłaci nawet 8 mld euro za blokowanie energii ze źródeł odnawialnych„. Raport był dla rządu miażdżący – w ramach walki z globalnym ociepleniem Polska zobowiązana jest do 15 proc. udziału OZE w wytwarzanej energii – tymczasem zdaniem NIK cel ten jest poważnie zagrożony.

Bajki o rozwoju

Wkrótce po opublikowaniu raportu Ministerstwo wydało komunikat, w którym broniło swoich dokonań w kwestii rozwoju OZE.


Dzięki licznym działaniom obecnego rządu udało się nadrobić opóźnienia w sektorze energetyki odnawialnej oraz przyspieszyć jego rozwój.

Ministerstwo Energii, Oficjalny komunikat - 15/11/2018


Wystarczy rzut oka na dostępne dane, aby zauważyć, że nie można być dalej od prawdy.


Wówczas komunikat przeszedł bez większego echa. 30 grudnia na Twitterze zwrócił na niego uwagę Bartłomiej Derski z portalu Wysokie Napięcie. Konkluzję ministerstwa zestawił z poniższym wykresem:

Źródło: Bartłomiej Derski, Twitter (@bderski)

Na podstawie danych Urzędu Regulacji Energetyki Derski przedstawił rozwój energetyki odnawialnej na przestrzeni lat 2005-2018. Dane te jasno pokazują, że stwierdzenie Ministerstwa o nadrabianiu opóźnień i przyspieszaniu rozwoju OZE jest nieprawdą.

Pisowski hamulec

Konkluzja jest oczywista – po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości rozwój OZE gwałtownie zahamował. W 2017 i 2018 roku przyrosty w mocy zainstalowanej energii z OZE są prawie niezauważalne (1,5 proc. w 2017 i 0,5 proc. w pierwszej połowie 2018 roku), natomiast we wcześniejszych latach tylko raz wyniosły mniej niż 10 proc. (9 proc. w 2014 roku), a niejednokrotnie przekraczały 20 proc.

Dla porównania, w Niemczech przyrost mocy z OZE w 2017 roku wyniósł 7,9 proc, podobnie wyglądały tam przyrosty w ciągu kilku ostatnich lat. U naszego zachodniego sąsiada nie ma więc mowy o spowolnieniu, a tym bardziej o stagnacji takiej jak w Polsce.

Na wykresie widać również, że najbardziej dynamicznie rozwijającą się gałęzią OZE w latach 2005-2016 były elektrownie wiatrowe. Równie wyraźnie widać, że od 2016 roku rozwój ten prawie się zatrzymał. Jest to spójne ze strategią, jaką Ministerstwo Energii ma wobec energetyki wiatrowej na lądzie. Według dokumentu, który ministerstwo opublikowało pod koniec listopada – „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” – wiatraki na lądzie mają być powoli wycofywane.

W zamian – wiatraki na morzu. Plany wobec nich są ambitne, jednak odłożone w czasie – ministerialny plan zakłada, że morskie elektrownie wiatrowe będą pracować najwcześniej między 2025, a 2030 rokiem. Dlaczego jednocześnie rezygnować z rozwoju bardzo dynamicznie rozwijającego się do 2015 roku sektora wiatrowego na lądzie? Według PiS odpowiedzią jest niska akceptowalność społeczna wiatraków. Trudno jednak znaleźć inny kraj, który powodu również rezygnowałby z tej technologii. Bardziej prawdopodobne, że chodzi o przywiązanie rządu do węgla.

Omawiany komunikat jest krótki, liczy kilka akapitów. Ministerstwo wylicza swoje działania, które miały przyczynić się do rozwoju OZE. W oświadczeniu wymienione są przede wszystkim działania z 2018 roku. Nie wiadomo, w jaki sposób miały one wpłynąć na dramatyczną dynamikę rozwoju z dwóch wcześniejszych lat. Jest to m.in. nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii z czerwca 2018 czy uporządkowanie kwestii podatkowych, dotyczących poszczególnych części wiatraka.

Legislacyjny wiatrak

W oświadczeniu Ministerstwo nie pochwaliło się natomiast działaniami wcześniejszymi. W 2016 roku rząd wprowadził definicję wiatraka jako całości budowli, ze wszystkimi elementami technicznymi – np. generatorem, gondolą, wirnikiem. Oznaczało to znaczny wzrost opodatkowania budowli i zniechęcało do inwestowania w wiatraki.

Zmiany z 2018 roku dotyczące opodatkowania wiatraków, którymi chwali się teraz Ministerstwo są więc odkręcaniem wcześniej uchwalonej przez siebie legislacji!

W 2017 roku pisaliśmy o niekorzystnych dla energetyki wiatrowej (która stanowi największą część mocy OZE) zmianach w prawie. PiS w 2016 roku uchwalił, że wiatraki można stawiać w odległości, liczącej “minimum dziesięciokrotną wysokości elektrowni wiatrowej” od zabudowań, co znacznie utrudnia znalezienie miejsca dla nowych wiatraków.

W lipcu 2016 portal energia.rp.pl pisał, że natychmiast po wprowadzeniu tych przepisów rozważano ich zmianę. Z tych doniesień wyłania się obraz legislacyjnego bałaganu. W energetyce odnawialnej PiS stosuje sprawdzoną podczas swoich rządów strategię – szybkie uchwalanie ustaw, a następnie ich wielokrotne nowelizowanie. Na tym i na dalszym preferowaniu węgla OZE (potrzebne do wypełnienia międzynarodowych zobowiązań) traci. A ministerstwo musi ratować się bajkami o rozwijaniu tego sektora energetycznego.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym