0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agata Grzybowska / Agencja Wyborcza.plFot. Agata Grzybowsk...

Ministerstwo Zdrowia przekazało do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia przedłużającego pilotaż programu dostępu do antykoncepcji awaryjnej w aptekach do 2028 roku. Dokument otrzymał numer MZ 1899. Niech jednak nikogo nie zmyli złudna wizja bezproblemowego dostępu do tabletki „dzień po” w pierwszej lepszej aptece na rogu. Nic z tych rzeczy. Słowem klucz jest tu bowiem „pilotaż”.

Na zgłaszanie komentarzy do proponowanego rozwiązania rządzący dali organizacjom, do których skierowali pismo w tej sprawie, jedynie tydzień. Nie informowali również przesadnie intensywnie o stworzeniu projektu szerszego grona. Zakładając, że przeciętny obywatel (i obywatelka!) nie lubuje się najprawdopodobniej w codziennym przeglądaniu strony internetowej Rządowego Centrum Legislacji, całkiem możliwe, że wiele potencjalnie zainteresowanych zgłoszeniem uwag osób nie zdążyło dowiedzieć się o planowanym wydłużeniu pilotażu.

Ministerstwo Zdrowia prawie zaspało?

Trudno się jednak dziwić ministerialnemu pośpiechowi. Jak zauważyła w skierowanym do nielicznych organizacji (w tym między innymi Konfederacji Lewiatan, Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, NSZZ “Solidarność”, Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego oraz Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych) piśmie podsekretarz stanu Katarzyna Kasperczyk, obecnie obowiązujące rozporządzenie uwzględnia program, który dobiegnie końca 30 czerwca 2026 roku. Przegapienie tego terminu wiązałoby się z przerwą w funkcjonowaniu oferowanego w aptekach rozwiązania i – co za tym idzie – jeszcze bardziej utrudnionym dostępem do antykoncepcji awaryjnej w całej Polsce.

Ministerstwo Zdrowia zauważa, że wprowadzony w 2024 roku w ramach pilotażu po zawetowaniu przez Andrzeja Dudę projektu ustawy wprowadzającej dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty program działa. Umożliwienie wypisywania recept na tabletki „dzień po” farmaceutom odciążyło lekarzy, częściowo zwiększając dostęp do antykoncepcji awaryjnej.

Przeczytaj także:

Obecny stan prawny pogłębia nierówności

Funkcjonującemu rozwiązaniu daleko jednak do ideału. Świadczy o tym choćby fakt, że jedynie co dziesiąta apteka uczestniczy w programie. Co więcej: te 10 proc. nie jest równomiernie rozłożone w skali kraju. Nadal mamy do czynienia z sytuacją, w której osoby żyjące w wielkich miastach mogą (przynajmniej w teorii) liczyć na łatwiejszy dostęp do antykoncepcji awaryjnej, podczas gdy mieszkanki i mieszkańcy małych miast czy wsi – a więc często osoby dotknięte wykluczeniem komunikacyjnym – muszą się mierzyć z wizją dalekiej podróży po lek, którego skuteczność jest tym wyższa, im wcześniej zostanie przyjęty. W niektórych regionach mowa o odległości wynoszącej nawet 100 kilometrów.

Apteki uczestniczące w programie bardzo często nie działają w trybie całodobowym. Co za tym idzie: ponownie czas oczekiwania na rzeczywisty dostęp do tabletki “dzień po” rośnie, a jej skuteczność spada.

W mniejszych miejscowościach niejednokrotnie trudno również o anonimowość. To prowadzi do sytuacji, gdy osoby potrzebujące antykoncepcji awaryjnej, które mieszkają w miejscu z ograniczonym dostępem do niej, mogą spotkać się ze stygmatyzacją czy odmową przepisania leku przez dyżurującego farmaceutę lub farmaceutkę mimo braku realnych przeciwwskazań.

Publikując projekt, Ministerstwo Zdrowia pominęło również Osoby z Niepełnosprawnościami twierdząc, że nie są one odbiorcami proponowanej zmiany.

Tym samym bez mała wprost zignorowało fakt, że OzN również potrzebują antykoncepcji – także tej awaryjnej.

„Absolutne minimum”

Jak zauważa kolektyw Legalna Aborcja, proponowane przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązanie stanowi niezbędne minimum, którego rolą jest ochrona przed ponownym pogorszeniem dostępu do antykoncepcji awaryjnej w Polsce. Zaniechanie przedłużenia programu wiązałoby się z powrotem do punktu wyjścia sprzed dwóch lat – a więc regresu dostępności świadczenia z zakresu zdrowia reprodukcyjnego. Taka sytuacja świadczyłaby o kontrskuteczności ochrony zdrowia publicznego w naszym kraju.

Aktywistki podkreślają, że dostęp do tabletek „dzień po” jest szczególnie ważna także ze względu na niedostępność (poza dwoma wyjątkami, które sprowadzają się do kilkuset szpitalnych zabiegów rocznie) aborcji w realiach polskiego systemu ochrony zdrowia.

Kiedyś recepta była zbędna

Przypomnijmy: jeszcze niespełna dekadę temu antykoncepcja awaryjna była przez chwilę w Polsce dostępna bez recepty. Nie było w tym nic dziwnego – podobne rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje w wielu innych krajach. W niektórych – na przykład w Niemczech czy Szwecji – tabletki „dzień po” można kupić nawet w drogeriach, gdzie leżą na półce między lekami na ból głowy a kompleksem multiwitaminowym.

Sytuacja uległa zmianie w 2017 roku, kiedy to ówczesny prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację Ustawy o opiece zdrowotnej, co poprzedziły batalie w sejmowej komisji zdrowia i wprowadzające w błąd tezy odpowiedzialnego wówczas za Ministerstwo Zdrowia Konstantego Radziwiłła.

Bezpieczne, sprawdzone rozwiązanie

Zarówno zawarty w ellaOne octan uliprystalu, jak i będący składnikiem aktywnym Escapelle lewonorgestrel (tylko ellaOne jest uwzględniona w programie) to bezpieczne, przebadane substancje, których zastosowanie, choć może tymczasowo rozregulować cykl miesiączkowy, nie wiąże się w zdecydowanej większości przypadków z żadnymi uciążliwymi skutkami ubocznymi.

Tabletka „dzień po” nie jest lekiem poronnym. Nie przerwie już istniejącej, rozwijającej się ciąży. Nie uszkodzi również płodu. Jej rolą jest tylko (i aż) niedopuszczenie do uwolnienia komórki jajowej oraz jej zapłodnienia.

Mówiąc możliwie najbardziej obrazowo: dopuszczenie do niechcianego zapłodnienia i późniejsza decyzja o kontynuacji nieplanowanej ciąży (której samodzielne przerwanie, choć nadal utrudniane przez polityczki i polityków, jest w Polsce legalne) wiązałaby się z potencjalnym ryzykiem o wiele poważniejszych, dalekosiężnych skutków.

Trudno również brać na poważnie propagowany swego czasu przez skrajnie prawicowych polityków scenariusz, zgodnie z którym bezproblemowy dostęp do antykoncepcji awaryjnej doprowadziłby do sytuacji, w której kobiety (i nastolatki) przyjmowałyby tabletki „dzień po” jedna za drugą, niemalże dzień w dzień.

Antykoncepcja awaryjna nie jest bowiem rozwiązaniem przystępnym finansowo.

Zarówno ellaOne, jak i Escapelle kosztują – w zależności od konkretnej apteki – od kilkudziesięciu do nawet ponad stu złotych, co pozostawia je często poza zasięgiem najbardziej potrzebujących, młodych osób.

Ustawa zamiast pilotażu

Aktywistki kolektywu Legalna Aborcja zwracają uwagę na fakt, że kontynuacja programu – choć bez wątpienia potrzebna – nie powinna ograniczać się jedynie do przedłużenia pilotażu. Takie rozwiązanie nie uwzględnia ich zdaniem realnych potrzeb zdrowotnych i prowadzi do niepewności wśród osób potencjalnie potrzebujących dostępu do tabletki „dzień po”. Zamiast stabilnego, przewidywalnego prawa, Polki ponownie mają dostać rozwiązanie „na chwilę” – zależne w dużej mierze od tego, kto akurat rządzi.

Przedłużenie pilotażu do 2028 roku, jeśli wejdzie w życie, będzie się wiązać z rychłym upadkiem rozwiązania po ewentualnym powrocie Prawa i Sprawiedliwości do władzy lub przejęciu jej przez najbardziej skrajnie prawicowe ugrupowania w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Kolejny rząd nie musi robić w tym temacie absolutnie nic. Program sam wygaśnie, a politycy będący wówczas u władzy unikną łatki jego „likwidatora”.

Aktywistki dostrzegają konieczność zamiany proponowanego pilotażu na trwałe rozwiązanie – na przykład ustawę lub stały program ministerialny. Takie rozwiązanie byłoby gwarancją stałego poziomu dostępu do antykoncepcji niezależnie od tego, kto akurat rządzi.

Działaczki komentują wprost: nie istnieje żadne merytoryczne uzasadnienie przedłużania tymczasowego rozwiązania, jakim jest pilotaż, w sytuacji, w której program działa, a jego efekty są widoczne. Jeśli możliwe jest choćby częściowe odpowiedzenie na potrzeby pacjentek, należy zrobić to skutecznie – nie na rok czy dwa lata.

Polityczki czekają na decyzję Tuska

Dominika Ćwiek z kolektywu Legalna Aborcja rozmawiała na temat możliwego rozwiązania kwestii antykoncepcji awaryjnej odpowiednią ustawą z jedną z polityczek zajmujących się tematem aborcji w Koalicji Obywatelskiej. Dowiedziała się od niej, że projekt ustawy o tabletce „dzień po” może powrócić na salę sejmową. Grupa polityczek KO zaproponowała to Donaldowi Tuskowi. Obecnie czekają na jego decyzję.

Aktywistka rozmawiała również z polityczką Lewicy, która powiedziała, że temat jest niepewny, ponieważ PSL uważa, że ostatnimi czasy pojawia się za dużo „tych rzeczy” (co stwierdzono w kontekście niedawnych transkrypcji małżeństw jednopłciowych). W związku z tym Lewica nie ma pewności co do chęci koalicjantów do podjęcia tematu. Szczególnie Donald Tusk ma się obawiać reakcji PSL.

Nawrocki zawetuje? Niekoniecznie

Kolektyw Legalna Aborcja rekomenduje, by rządzący ponownie pochylili się nad projektem ustawy zapewniającej dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty – a więc uniezależniający tę część praw reprodukcyjnych zarówno od lekarskich, jak i farmaceutycznych sumień.

W uzasadnieniu ministerialnego projektu znalazł się zapis:

„Jednocześnie należy wskazać, że nie ma możliwości podjęcia alternatywnych w stosunku do projektowanego rozporządzenia środków umożliwiających osiągnięcie zamierzonego celu. W zasadniczym elemencie, jakim jest uzyskanie produktu leczniczego stosowanego w antykoncepcji awaryjnej, Rada Ministrów podjęła prace w celu umożliwienia uzyskiwania produktu leczniczego antykoncepcji awaryjnej bez recepty, jednakże prace te nie zostały skutecznie sfinalizowane z przyczyn niezależnych od projektodawcy. Ponadto – w kontekście projektowanego rozwiązania, jak już wyżej wskazano, farmaceuta jest w najwyższym stopniu przygotowany merytorycznie do prowadzenia wywiadu, co jest zasadniczym elementem projektowanych rozwiązań”.

Jak zauważają aktywistki, takie ujęcie sprawy nie posiada żadnych merytorycznych podstaw. Sejm może ponownie podjąć próbę wprowadzenia trwałego rozwiązania – a takim byłaby ustawa.

Co więcej: choć wiele osób podejrzewa, że nawet gdyby Sejm przegłosował odpowiedni projekt ustawy, Karol Nawrocki i tak by go zawetował, w rzeczywistości sytuacja nie jest tak zero-jedynkowa. Prezydent nie poruszał tego tematu publicznie. Ani nie opowiadał się za ograniczeniem dostępu do tabletek „dzień po”, ani nie krytykował obecnego stanu prawnego.

8 proc. odmów

Uzasadniając projekt wydłużenia pilotażu, Ministerstwo Zdrowia przyznało, że w okresie od maja 2024 roku do kwietnia 2025 roku bez mała 8 proc. pacjentek spotkało się z odmową wystawienia recepty farmaceutycznej na antykoncepcję awaryjną. To niepokojąco wysoki odsetek, biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką liczbę przeciwwskazań do przyjęcia leku. Co jeszcze bardziej niepokojące – rządzący nie poddają tego problemu rozwadze ani nie przedstawiają propozycji zmian mających na celu zmniejszenie liczby odmów.

Osoby odpowiedzialne za stworzenie nowego-starego projektu nie wpadły również na pomysł, by zaproponować konkretne kroki dążące do rozwoju sieci aptek biorących udział w programie.

Nie przyznały również wprost – co nie umknęło uwadze aktywistek – że obecny poziom uczestnictwa nie wystarcza, by zapewnić powszechny dostęp do świadczenia finansowanego ze środków publicznych.

Potrzeba kampanii informacyjnej

Aktywistki z Legalnej Aborcji zwracają uwagę na jeszcze jeden bardzo istotny aspekt: niewystarczający poziom wiedzy na temat antykoncepcji awaryjnej w społeczeństwie. Jak wspominają, mimo codziennego kontaktu z kobietami poszukującymi rozwiązań dotyczących praw reprodukcyjnych, nigdy nie spotkały na swojej drodze osoby, która byłaby świadoma istnienia dotychczasowego pilotażu.

To świadczy z kolei o potrzebie przeprowadzenia ogólnopolskiej kampanii informacyjnej dotyczącej dostępności antykoncepcji awaryjnej w aptekach. Obecny poziom informowania społeczeństwa jest niewystarczający, co ogranicza realną dostępność świadczenia.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze