Mit zawieszonej kawy. Pozorowana dobroczynność i Starbucks
Z zawieszoną kawą jest ten sam problem, co z wszelkiego rodzaju drobną dobroczynnością: komu tak naprawdę ona służy? Czy aby na pewno potrzebującemu bardziej niż oferującemu? A może jej największym beneficjentem jest sama kawiarnia?
Zawieszona kawa – czy ktoś jeszcze o niej pamięta? O szlachetnej idei kupowania filiżanki napoju i zapłaceniu za dwie, by po nas mogła ją za darmo wypić osoba biedna lub w kryzysie bezdomności, zrobiło się głośno w pierwszej połowie poprzedniej dekady. Chodzi o uśmiech, przyjaźń i serdeczność – mówił jej inicjator w Polsce Aleksander Każurin, który „przywiózł” ją do nas z Ukrainy.
Prosty gest pomocy i solidarności międzyludzkiej, który nad Wisłą odbywał się pod hasłem: „Podaruj, jeśli możesz. Przyjmij, jeśli chcesz”.
Akcja zrobiła się popularna na całym świecie i zaczęła się odrywać od samej kawy. W Argentynie zaczęto „zawieszać” empanady – rogaliki z farszem mięsnym (empanada pendiente), a w innych miejscach żywność czy książki.

Komentarze