Najbardziej boli mnie, że nie mogę - teraz ja - ochronić Jacka. Ochronić przed ekshumacją. Nie mam żadnych praw. Sprzeciw nic nie zmieni. I tak wkrótce, któregoś świtu, będą go wyciągać i... a ja nie mogę zrobić nic. Przepraszam Cię Jacku za moją bezsilność, za niemoc, choć wiem, że wiesz... - pisze żona oficera BOR, który zginął w katastrofie smoleńskiej

OKO.press publikuje dwa wpisy na FB Krystyny Łuczak-Surówki, żony – tak prosi, by ją nazywać w poruszającym wywiadzie w TVN24, a nie „wdowy” – oficera BOR, Jacka Surówki, który zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku. Tytuły i śródtytuły – od redakcji.


Witam w moim świecie

wpis z 27 października 2016


Skoro czeka mnie przymusowa ekshumacja i ponowny pogrzeb męża po niemal 7 latach… pozwolę sobie na kilka pytań.

Nikogo nie dziwi, że rozmowa przez telefon satelitarny braci Kaczyńskich nie zostanie upubliczniona, a ciała ofiar katastrofy smoleńskiej są niezbędnym dowodem w politycznej grze pod hasłem zamach? (Przypomnę, że rozmowy z kokpitu usłyszeliśmy od razu i bez uprzedzenia w tv, my najbliżsi).

Milionowe odszkodowania dla bliskich z obozu władzy

Nikogo nie dziwi, że o milionowe odszkodowania pozwy do sądów składają tylko bliscy z obozu obecnej władzy rządzącej? Sądzicie, że nikt im nie zasugerował, by teraz złożyć?

Ja nie mam renty po mężu, choć zginął na służbie w 2010 (przysięgał poświęcić zdrowie czy nawet życie zaczynając służbę w 2001). Renty odmówiono mi, bo „miałam tylko 36 lat” a kiedy koledzy męża dopominali się i mnie popchnęli, by złożyć dokumenty to unurzano mnie w błocie biurokracji i tylko upokorzono po nic.

Nie chcę niczyjej łaski. Lepiej lub gorzej radzę sobie od ponad 6,5 roku. Sama.

Nie oczekuje łaski, tylko szacunku i nie znam kraju, w których funkcjonariusz ginie na służbie, a wdowa nie dostaje renty. Poza własnym krajem i własnym przykładem (sic!) nie znam.

Unurzacie nas w błocie

Oczekuję szacunku i spokoju. Czy to aż tak dużo?

Za chwilę społeczeństwo unurza nas, najbliższych ofiar w błocie nie tylko tych pozwów składanych przez przyjaciół władzy (wybaczcie sarkazm, to też rodziny, ale słaba jestem), jednak przede wszystkim unurza nas w błocie wynurzeń na temat ekshumacji robionych „za państwowe pieniądze”. Ekshumacji, na które my bliscy się nie zgadzamy (nasza petycja już nie działa, mnie od 2 dni nie przyszło potwierdzenie złożenia podpisu… ciekawe dlaczego?), na które my bliscy nie mamy sił i które dla wielu z nas będą kolejną osobistą tragedią.

Tylko kogo to interesuje?

Ekshumacji, które wiążą się dla nas z koniecznością zorganizowania kolejnego pogrzebu. To wszystko będzie nam/wam serwowane w oparach „za publiczne pieniądze”, „kiedy to się skończy”, „ile jeszcze dacie tym hienom”….

Czy jesteście to sobie w stanie wyobrazić? A może oczekujecie, że sama (nie wiem z czego?) zapłacę za ekshumację, na którą nie wyrażam zgody celem udowadniania zamachu, w który nie wierzę? I jeszcze potem przeżyję pogrzeb nr 2, bo to przecież takie „normalne”, zdarza się każdemu z Was, prawda?

Po kilku latach odbudowywania życia funduje się nam teraz kolejną traumę przy wtórach szczucia nas przez polityków, media powtarzające wszystko niczym owce i rządne krwi społeczeństwo.

Tak wielu niczym w starożytnym Rzymie chce się poczuć władcami kierunku kciuka, jakby na lekcjach historii spali i nie pamiętali, że to była iluzja, dla cesarzy był to tylko populizm. Czy jesteście w stanie choć trochę wyobrazić sobie jak to jest być targanym z każdej strony od tylu lat?

Czy śmierć to za mało? Czy ktoś Was szturcha nad grobem najbliższej osoby?

Ekshumacje wbrew nam

Pewnie nie a mnie tak… i nie pójdę w najbliższe święto, bo nigdy nie mogę iść na cmentarz w święta, bo mnie to zabija…. A może ktoś z Was Polacy lubi kiedy w chwilach zaiste prywatnych robi się mu zdjęcia nad grobem? Pewnie nie, ale szturchać nas lubicie skoro to robicie.

Tyle lat. Na słowo Powązki reaguję nawet mocniej niż na Smoleńsk. Nawet pytania lubicie zadawać, bo „przecież to Wasza sprawa, bo tragedia narodowa”.

I teraz nas unurzacie w błocie za te ekshumacje, bo sam fakt, że się odbędą wbrew nam to mało. Trzeba nas jeszcze unurzać… Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić jak można coś takiego przeżywać od lat…? Nie jesteście?

Niemniej tak jest. Witam w moim świecie.



Któregoś świtu będą go wyciągać

Wpis na FB z 1 listopada


Fb właśnie mnie poinformował, że mój niemy krzyk bezsilności wg statystyk poszedł w świat ponad 16 tysięcy razy… Podobno moja wypowiedź i zdjęcia są tu i tam, podobno wczoraj w jakimś programie padło moje nazwisko jako „tej, która nie dostała renty po mężu, który zginął na służbie”.

Cóż, pamiętam jak Jacek powiedział, że jeśli by się mu coś stało to nikt mi nie pomoże. To było po tym, jak pierwszy raz oficer BOR zginął na służbie. Wtedy w siedzibie BOR postawiono kamień z tablicą. U góry było jego nazwisko.

Pod tym kamieniem mam spokój

Po katastrofie 2010 zmieściły się na styk nazwiska 9 funkcjonariuszy, którzy zginęli 10.04.2010. Jakby ta tablica od początku wiedziała co ją czeka… Do dziś patrzę na to z niedowierzaniem, za każdym razem kiedy przed nią staję.

Poza pierwszą rocznicą katastrofy każdą kolejną jestem tylko tam. Pod tym kamieniem.

Tam mam spokój, który mi się należy a którego na cmentarzu nie jest mi dane zaznać. Tam mogę sobie pozwolić na łzy. Tam nikt mnie o nic nie pyta. Nikt nie szturcha. Nikt mi tam nie robi zdjęć…

Jestem tylko ja, kamień i te nazwiska. Widok funkcjonariuszy, którzy w garniturach z tak dobrze mi znanym okrągłym znaczkiem w klapie przechodzą między budynkami siedziby BOR przypomina mi… Do dziś zatrzymuje się, gdy jedzie kolumna samochodów ochrony, choć nie boli jak kiedyś. Kilka lat temu zmienili flotę.

Dawno już nie wydaje mi się, że zaraz otworzą się drzwi a w nich…

Do dziś nie umiem przejść obok Pałacu Prezydenckiego nie patrząc na boczne wejścia. Do dziś zwalniam koło kancelarii Prezesa RM, gdzie pierwszy raz widziałam Jacka w pracy w mundurze. To był rok 2001 a czasami wydaje mi się, że to on tam stoi koło tego szlabanu. Jak wtedy.

Marzenie jego się spełniło

Przyjechałam do Warszawy, jak to się mówi, za mężem. Dziś jestem tu już dłużej sama niż byliśmy razem. Mam tu same moje miejsca.

Myślałam, że to jemu pisana była stolica, bo tylko tutaj ta praca marzeń w BOR… a okazało się, że pisana była mnie.

Marzenie jego się spełniło. To było dla mnie zawsze najważniejsze. Kochał tę pracę. Nigdy nie sądziłam, że spotka go w niej śmierć, choć oczywiście jest to praca wysokiego stopnia ryzyka, mająca w sobie wszystko: broń z ostrą amunicją, kamizelki kuloodporne (które niezmiennie dziwiły obsługę sklepów, kiedy kupowaliśmy garnitury) itd.

Kamuflaż (słuchawka ochrony), który miał przy sobie 10.04.2010 wróciła ze mną z Moskwy. Do dziś pachnie, podobnie jak i inne rzeczy z tego dnia, paliwem lotniczym tak, że…

Zostawiono mnie samą sobie

Wczoraj usłyszałam od kogoś, że lata temu poznając mnie „pierwszy raz spotkała osobę, która zamiast ja mówi my”. Tak było te lata temu, gdy się poznałyśmy, a ja nie byłam sama. To już przeszłość.

Od tylu lat mówię ja. Nauczyłam się. Przywykłam. Bo tylko ja zostałam.

Nigdy, w żadną rocznicę śmierci Jacka ani w święta, nigdy nie dałam tu u siebie jego zdjęć. Dziś będzie pierwszy raz i ostatni. 1.11 ku pamięci.

Boli mnie, że jego praca została uznana za tak mało ważną, że pozostawiono mnie samej sobie, gdy zginął na służbie a on tak kochał tą pracę i tyle jej poświęciliśmy. Do samotnych świąt przywykłam przez tą pracę, bo trzeba…

Miał rację, że gdyby coś się mu stało, pomogą mi tylko koledzy z pracy.

Koledzy, którzy tak jak ja przeżyli jego śmierć. Oni jedyni poczuli się za mnie odpowiedzialni, bo to ludzie honoru. Nieśli nie tylko jego trumnę. Podnosili i mnie kiedy było trzeba.

Nie mogę Cię Jacku ochronić przed ekshumacją

Najbardziej jednak boli mnie, że nie mogę teraz ja ochronić Jacka. Ochronić przed ekshumacją. Jak zawsze od tych ponad 6 lat nic nie mogę, nie mam żadnych praw. Mój sprzeciw nic nie zmieni.

I tak wkrótce, któregoś świtu będą go wyciągać i… a ja nie mogę zrobić nic. Przepraszam Cię Jacku za moją bezsilność, za niemoc, za to, że nie mogę Cię ochronić, choć wiem, że wiesz…
[*]
To mój ostatni niemy krzyk o tym, co boli, bo brak mi już sił. Dziś 1 listopada.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!