Podczas spotkania z korespondentami zagranicznych mediów w muzeum Ulmów w Markowej premier Morawiecki zarzucił historykom polskim, że zawiedli i przez 25 lat wolnej Polski „nie zrobili wszystkiego”, żeby wyjaśnić historię. To nieprawda. Nie zrobili może wszystkiego, ale bardzo wiele, zwłaszcza w kwestii badań nad Zagładą

W Markowej 2 lutego 2018 premier Morawiecki powtórzył korespondentom zagranicznym, że intencją nowelizacji ustawy o IPN nie było „zamykanie ust badaczom”. Przypomnijmy, że takie obawy zgłaszało wielu naukowców polskich i zagranicznych – w tym m.in. dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego czy też Polskie Towarzystwo Historyczne, najważniejsze stowarzyszenie zawodowe badaczy przeszłości w Polsce, a także Międzynarodowy Sojusz na Rzecz Pamięci o Holocauście.

Morawiecki deklarował otwartość i chęć współpracy, powiedział, że „gdybyśmy z naszymi przyjaciółmi z Izraela odbyli jedną szczerą dyskusję”, sytuacja wyglądałaby inaczej. Zaprosił do współpracy zagranicznych historyków. Mówił:

„Każdy, kto chce nam pomóc i naszym przyjaciołom z Izraela, aby odkryć całą prawdę dotyczącą zbrodniarzy – niezależnie, czy pochodzenia polskiego, rosyjskiego, ukraińskiego, czy żydowskiego – wszyscy muszą przybyć i wszyscy są jak najbardziej mile widziani, aby przyjechać do Polski i przeprowadzić takie badania naukowe”.

Przy okazji premier Morawiecki wypowiedział się o dotychczasowym dorobku polskich historyków. Mówił:


Nie zrobiliśmy wszystkiego (...) żeby wyjaśnić naszą historię. 25 lat wolnej, niepodległej Polski z tego punktu widzenia były według mnie stracone.

Mateusz Morawiecki, Spotkanie z dziennikarzami zagranicznymi w Markowej - 02/02/2018

fot. Rada Europejska - zrzut ekranu


Fałsz. Dorobek historyków z ostatnich 25 lat jest ogromny


Wcześniej podkreślał jeszcze, że „cała prawda historyczna musi być odkryta i zaprezentowana”.

Być może sens tego, jak premier Morawiecki wyobraża sobie poszukiwanie prawdy historycznej, uchwycił senator PiS, profesor historii Jan Żaryn. W Markowej mówił, że po 1989 roku w Polsce trwano w „marazmie zbiorowym”:

„Elita intelektualna (…) nie była w ogóle zainteresowana, żeby w państwie polskim dopominać się (…) o reprezentowanie tej wykładni polskiej historii, która jest zgodna z naszymi zbiorowym, wspólnotowym oczekiwaniem”.

Być może w tym stwierdzeniu Żaryna trzeba odszukiwać sensu zanegowania dorobku polskich historyków – ale także zagranicznych badaczy – piszących o polskiej przeszłości.
Żarynowi chodzi o to, że prace historyków nie spełniają „naszych zbiorowych, wspólnotowych oczekiwań”, co w praktyce oznacza – jego oczekiwań, czyli oczekiwań polityka PiS.

Od 1989 roku ukazały się setki monografii i artykułów stawiających w zupełnie nowym świetle kluczowe wydarzenia z przeszłości Polski.

Historycy dokonali ogromnego postępu zwłaszcza w badaniach czasów najnowszych – II wojny światowej, zbrojnego podziemia po wojnie, stalinowskich represji i dziejów PRL.

Premierowi odpowiedział prof. Andrzej Friszke, jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów najnowszych, w szczególności historii opozycji demokratycznej w PRL. Friszke mówił:

„To nieprawda, absolutna nieprawda. (…) Rzeczy ogromnej wagi dokonały się po 1989 roku, także w tym wymiarze –

by wspomnieć wielką międzynarodową konferencję poświęconą losom Żydów w Polsce, która odbyła się w latach 90. w Warszawie. Prócz tego zrobiono zupełnie podstawowe badania nad problemem okupacji niemieckiej (…). Mamy wielki periodyk Zagłada Żydów (…) i zespół się nim zajmujący, mamy nowe badania nad Auschwitz i ogromne zasługi Rady Muzeum (…) Od 1989 roku odbyły się rzeczy zasadniczej wagi, także dotyczące upamiętnień i pracy nad różnymi stronami rzeczywistości, zwłaszcza polsko-żydowskiej”.

Nawet jeśli ograniczymy się wyłącznie do kwestii relacji polsko-żydowskich w czasie wojny, to dorobek polskich badaczy z ostatnich 25 lat jest imponujący. Ich odkrycia i wnioski mogą się nie podobać premierowi Morawieckiemu czy senatorowi Żarynowi. Traktowanie jednak tych książek i artykułów jako nieistniejących jest kompromitujące, a przede wszystkim zdradza nastawienie mówiących:

dla nich historia prawdziwa to wyłącznie historia wychwalająca polski heroizm.

Oto przykład: tytuły książek napisanych lub redagowanych przez prof. Barbarę Engelking – dyrektor Centrum Badań nad Zagładą Żydów w PAN. Tytuły mówią same za siebie.

* Getto warszawskie: przewodnik po nieistniejącym mieście (wspólnie z Jackiem Leociakiem, 2013)

* Zarys krajobrazu: wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945 / pod red. Barbary Engelking i Jana Grabowskiego (2011)

* Jest taki piękny słoneczny dzień…: losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945 (2011)

* „Przestępczość” Żydów w Warszawie 1939-1942 (wspólnie z Janem Grabowskim, 2010)

* Żydzi w powstańczej Warszawie (wspólnie z Dariuszem Libionką, 2009)

* Prowincja noc: życie i zagłada Żydów w dystrykcie warszawskim (praca zbiorowa pod red. Barbary Engelking, Jacka Leociaka i Dariusza Libionki, 2007)

* „Szanowny panie gistapo” : donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940-1941 (2003)

* „Czas przestał dla mnie istnieć”…: analiza doświadczania czasu w sytuacji ostatecznej (1996)

* Zagłada i pamięć: doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje opisane na podstawie relacji autobiograficznych (1994)

* Na łące popiołów: ocaleni z Holocaustu (1993)

Ta imponująca lista to tylko część dorobku jednej badaczki Zagłady (prawda, że wybitnej). Nie wymieniliśmy w tej liście np. opracowanych i wydanych przez prof. Engelking pamiętników i dzienników ukrywających się w czasie okupacji Żydów oraz artykułów w naukowych czasopismach.

Imponujący jest także dorobek wydawanego przez Centrum czasopisma – rocznika „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”. Oto tylko część tematów z rocznika 2016:

* Marta Janczewska o niemieckim języku urzędowym w warszawskim getcie

* Stephan Lehnsdaedt o zwykłych Niemcach w okupowanej Warszawie i ich wiedzy o Zagładzie

* Peter Black o lokalnej kolaboracji na przykładzie Sonderdienst

* Dagmara Swałtek-Niewińska o strategiach przetrwania w getcie w Bochni

* Katrin Stoll o niemieckich kolejarzach odprawiających transporty do Treblinki

* Agnieszka Haska i Karin Ohry o Żydach z getta warszawskiego w Bergen-Belsen

* Jerzy Giebułtowski o kosztach rozbiórki pozostałości po warszawskim getcie

* Przemysław Czapliński o przedstawianiu Zagłady w najnowszej literaturze polskiej jako horroru

Morawiecki może wszystkiego tego nie wiedzieć – chociaż Żaryn już powinien.

Ktoś mógłby także powiedzieć premierowi, że korespondentom w Markowej nie przekazał całej prawdy o tragicznym losie rodziny Ulmów, zamordowanych za ukrywanie Żydów. Jak pisali w 2013 roku historycy Jan Grabowski i Dariusz Libionka, okolice Markowej były rejonem polowania na Żydów – prowadzonego przede wszystkim przez ich polskich sąsiadów:

„Oddajmy głos pochodzącemu z Markowej Mosze Weltzowi. Ze złożonej bezpośrednio po wojnie relacji wynika, że podczas akcji likwidacyjnej Weltz (jak wielu innych) podjął próbę ucieczki i zapadł się gdzieś w okolicy: „wtedy, podczas akcji, część Żydów uciekła, część ukryła się w bunkrach. Wiedzieli o tym Polacy i na własną rękę zorganizowali polowanie na Żydów, aby ich obrabować, a potem zamordować. We wsi pod Łańcutem, Markowa, Polacy znaleźli 28 Żydów i ich zastrzelili, zabrali im wszystko, ofiarom wyrwali nawet złote zęby. Hersztem tej grupy Polaków był Antoni Cyran. Przejął wszystkie żydowskie posiadłości, a dziś żyje wciąż w tej samej wsi. W tej samej wsi, Markowej, w masowym grobie leży ponad 200 Żydów z całej okolicy, którzy przez cały ten czas zastrzeleni zostali przez Polaków”.

„Nieustanne polowania na Żydów w wioskach pod Łańcutem świadczyły o wyjątkowym natężeniu grozy w tej okolicy” – komentują historycy.

Tego, oczywiście, zagraniczni dziennikarze towarzyszący Morawieckiemu od niego się nie dowiedzieli.

Kłopot polityków PiS polega na tym, że to wszystko nie jest wiedza tajemna. Opublikowanych książek nie da się wycofać (przynajmniej na razie władza tego jeszcze nie może), a ustalonych przez historyków faktów – wygumkować. Morawieckiemu i Żarynowi zostaje więc udawanie, że historycy nic przez 25 lat III RP nie zrobili. Pół biedy, jeśli robią to z cynizmu. Gorzej, jeżeli sami w to wierzą. Tak czy inaczej, okłamują swoich wyborców.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym