0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
10 września 2022

Mury rosną i rosną na granicach - to kosztowne złudzenie, że powstrzymają migracje. Nie powstrzymają

Na świecie istnieje co najmniej 77 murów granicznych, a w przygotowaniu jest kolejnych 15. Nasz wiek miał stać się epoką globalnej, otwartej wioski, a znormalizował używanie muru i drutu żyletkowego jako sposobu na rzeczywiste, lub wyobrażone zagrożenie. Dlaczego tak się dzieje?

Wydrukuj

W ostatnich miesiącach w Puszczy Białowieskiej po polskiej stronie granicy stanęła zapora, w USA władze sfinalizowały kolejny etap stalowego płotu na granicy z Meksykiem, a Izrael ukończył podziemny mur na granicy ze Strefą Gazy. W tym czasie Grecja umocniła swoje ogrodzenie na granicy z Turcją; Turcja - z Iranem, a budowę nowych umocnień granicznych zapowiedziały m.in. Litwa

Obecnie na świecie istnieje co najmniej 77 murów granicznych, a w przygotowaniu lub planie jest kolejnych 15. Dla porównania, w momencie zakończenia II wojny światowej było ich tylko 5, a gdy upadał mur berliński – 12. Ponad połowę ogrodzeń wzniesiono w ostatnim dwudziestoleciu. Wiek, który miał stać się epoką globalnej, otwartej wioski, znormalizował używanie stali, muru i drutu żyletkowego jako metody radzenia sobie z rzeczywistym, lub wyobrażonym zagrożeniem.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Czym jest mur graniczny?

Budowie zapory na granicy z Białorusią towarzyszyły komentarze, że nie jest to mur, ale zwykły płot. Jednak w języku stosunków międzynarodowych panuje konsensus – podzielany m.in. przez ONZ, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, jak i przez wielu badaczy - by terminem ”mur” określać zarówno klasyczne, kamienne i betonowe ściany, stalowe płoty, jak i ogrodzenia z drutu kolczastego i żyletkowego.

W definiowaniu muru granicznego ważniejsze od budulca są trzy inne aspekty:

  • po pierwsze, niezależnie od materiału wykonania, mur jest nieruchomy i ma określoną pozycję;
  • po drugie, przynajmniej w teorii, czyni granicę „nieprzepuszczalną” pomiędzy wyznaczonymi miejscami jej przekraczania;
  • po trzecie, ma charakter jednostronny – jedno państwo stawia mur przeciwko drugiemu.

W przeciwieństwie do linii granicznej, które może być wytyczona przez dwa kraje w drodze negocjacji, współczesny mur niemal zawsze wiąże się z konfliktem lub asymetrią. W jego powstanie wpisana jest wrogość, strach lub chęć odizolowania się od niepożądanych zjawisk i ludzi.

Funkcje murów granicznych

W trakcie i krótko po zakończeniu II Wojny Światowej mury graniczne zastępowały linie frontu, zamrażając konflikt za pomocą uzbrojonej i sztucznej „strefy pokoju”.

Do tej kategorii należy m.in. mur oddzielający Koreę Północną od Południowej, Indie od Pakistanu, czy przecinający Cypr. Ogrodzenia o takiej funkcji dominowały w poprzednim wieku i dotychczas stanowią ok. 1/5 wszystkich zapór granicznych na świecie.

Ta sytuacja zaczęła się zmieniać jakieś dwie dekady temu. Większość zbudowanych w ostatnich latach murów ma na celu odfiltrowywanie, odsiewanie i spowalnianie przepływu niechcianych ludzi i towarów.

Co czwarte ogrodzenie graniczne wzniesiono by zapobiegać przemytowi, a niemal 1/3 ma ograniczać nieuregulowaną migrację tak jak w przypadku muru na granicy USA i Meksyku, Indii i Bangladeszu, czy stawianych od 2015 roku płotów na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej.

Funkcją pozostałych 23 proc. murów – m.in. tych okalających Izrael, Arabię Saudyjską czy wzniesione na granicy Kirgistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu – jest ochrona przed terroryzmem.

W przypadku niektórych krajów funkcje mogą się łączyć i np. chronić zarówno przed przemytem, jak i migracją, lub terroryzmem. Definiowanie nowych zagrożeń może też pomóc politykom uzasadniać bieżące koszty, czy dalsze rozbudowy i wzmacnianie murów.

W przeciwieństwie do poprzednich dekad, wznoszenie murów nie jest dziś domeną państw autorytarnych. Budują je liberalne demokracje, państwa o ustroju socjalistycznym i te cieszące się opinią wielokulturowych, przyjaznych niegdyś migrantom kraje.

Badania pokazują, że na decyzję o budowie muru wpływ mogą mieć trzy grupy czynników: natura relacji władzy między graniczącymi państwami (zwłaszcza istnienie asymetrii), zachowanie sąsiadów i wydarzenia o znaczeniu międzynarodowym, takie jak akty terroryzmu lub masowe ruchy ludności.

Sześć murów berlińskich

Aż 37 z 77 światowych ogrodzeń granicznych znajduje się w Azji (wliczając w to Bliski Wschód). Najwięcej murów odgradzających swoje terytorium od innych krajów wybudował Izrael (6) oraz Iran i Indie (3).

Kraje, od których najczęściej odgradzają się inne państwa, to te pogrążone w długotrwałych wojnach i kryzysach – Afganistan, Irak czy Syria.

Drugie miejsce, z 18 ukończonymi murami i kilkoma w planach lub w trakcie konstrukcji, zajmuje Europa. Ich pospieszne wznoszenie na dużą skalę zaczęło się w trakcie kryzysu migracyjnego w 2015 roku. Od tego czasu powstało ponad 1000 km ogrodzeń granicznych – czyli sześciokrotność dawnego muru berlińskiego.

Zapory na swoich granicach postawiły m.in. kraje bałtyckie, państwa na szlaku bałkańskim, Austria i Francja.

Zapory oddzielające Maroko od Ceuty i Melilli, dwóch hiszpańskich eksklaw w północnej Afryce, to najstarsze istniejące współcześnie ogrodzenia graniczne. Zbudowane w połowie lat 90., by zablokować rosnącą migrację przez jedyną granicę europejsko-afrykańską, były od tego czasu wielokrotnie wzmacniane i unowocześniane.

Najeżony żyletkami i wysoki na sześć metrów mur w Melilli jest monitorowany przez całą dobę. Umieszczone na nim kamery i czujniki ruchy sprawiają, że hiszpańska policja może zareagować na próbę jego przekroczenia w mniej niż minutę.

A picture taken from the Moroccan side shows the border fence with Spain's North African Melilla enclave, near the Moroccan city of Nador, on June 25, 2022. - At least 18 African migrants died in the latest drama on the doors of the European Union, when around 2,000 mostly sub-Saharan African migrants approached the Moroccan border with the tiny territory at dawn on June 24, 2022. (Photo by FADEL SENNA / AFP)
Zdjęcie ukazuje mur graniczny oddzielający hiszpańską enklawę Melilla od Maroka, w pobliżu miasta Nador, 25 czerwca 2022. Co najmniej 18 osób zginęło gdy dzień wcześniej ok. 2000 migrantów z państw subsacharyjskich próbowało sforsować ten mur. Foto FADEL SENNA / AFP

Od drugiej strony mur jest patrolowany przez marokańskie władze, które otrzymują od Unii Europejskiej miliony euro za pilnowanie, by nikt nie próbował nawet zbliżyć się do granicy.

Budowa ogrodzeń w Ceucie i Melilli drastycznie zmniejszyła ilość osób próbujących dostać się do Hiszpanii. Okalające całe miasta i praktycznie niemożliwe do przekroczenia, płoty są podawane jako przykłady skutecznej polityki antymigracyjnej.

Badacze zwracają jednak uwagę, że w ostatnich latach, gdy znacznie ograniczono możliwość przepływania do Europy szlakiem włosko-libijskim, ruch w Ceucie i Melilli zaczął znowu wzrastać – ludzie przedostają się do eksklaw wpław, przekraczają granicę na fałszywych dokumentach, schowani w pojazdach, a nawet – zaszywani w materacach.

Co jakiś czas podejmowane są też próby grupowego sforsowania granicy, czasem inspirowane przez marokańskie władze, a czasem organizowane przez przemytników. W strzelaninie, która rozpoczęła się po takiej próbie w maju tego roku, zginęło 21 osób.

W 2012 roku Grecja wybudowała 3-metrowe ogrodzenie z drutu na jedenastu kilometrach swojej granicy z Turcją. Po wydarzeniach w marcu 2020 roku, gdy tureckie władze zachęciły tysiące osób do ruszenia w stronę granicy, wywołując kilkudniowy kryzys, Grecja zdecydowała o budowie wzmocnionego 40-kilometrowego przedłużenia zapory.

W 2014 roku Bułgaria rozpoczęła budowę drutu kolczastego wzdłuż swojej 250-kilometrowej granicy z Turcją. Pomimo ogrodzenia całego odcinka granicy, Bułgaria stała się jednym z najczęstszych miejsc nieuregulowanego wjazdu do Unii Europejskiej i alternatywą dla pozornie zamkniętego szlaku bałkańskiego.

Zły stan zapory, która w wielu miejscach jest uszkodzona, a jej system monitoringu praktycznie nie działa, sprawia, że politycy coraz częściej mówią o konieczności jej remontu i wzmocnienia.

W 2015 roku na ponad 200 km granicy słoweńsko-chorwackiej ustawiono zasieki z drutem kolczastym, by uniemożliwić migrantom ze szlaku bałkańskiego przedostanie się do unijnej strefy Schengen. Ogrodzenia wybudowano także w okolicach miejscowości turystycznych.

Jest to, póki co, jedyne ogrodzenie zbudowane wewnątrz strefy Schengen (konstrukcja kolejnego planowana jest na granicy węgiersko-rumuńskiej). Na fragmencie granicy austriacko-słoweńskiej ustawiono w 2015 roku metalową zaporę, mającą spowolnić i utrudnić ruch na szlaku bałkańskim.

Pamiętne sceny z granicy serbsko-węgierskiej i dworca w Budapeszcie w 2015, gdy setki tysięcy uchodźców podążało z południa Europy do Niemiec i Szwecji, sprawiły, że Węgry w rekordowym czasie wzniosły 175-km płot na granicy z Serbią, a potem ogrodziły także granicę z Chorwacją (120 km).

Początkowo był to drut najeżony żyletkami, potem zmieniono go w ponad 4-metrowy płot miejscowo pod napięciem i wyposażony w kamery. Jest stale monitorowany, a w kilku miejscach znajdują się nim głośniki ostrzegające przed próbą nielegalnego przekroczenia granicy.

Premier Węgier Viktor Orbán wielokrotnie chwalił się, że budowa płotu praktycznie zamknęła szlak bałkański na węgierskim odcinku. Faktycznie, od momentu jego budowy z granicy i dworców praktycznie zniknęły dramatyczne sceny.

Jednak tysiące ludzi, dla których Węgry nigdy nie były krajem docelowym, po prostu przekierowało się na granicę z Chorwacją i Słowenią, wybierając dłuższą, wcześniej rzadko używaną drogę.

Zmniejszanie ruchu na szlaku bałkańskim przypisuje się często murowi węgierskiemu, jednak w praktyce była to kombinacja czynników - umocnień stawianych w kolejnych latach w Chorwacji, Słowenii i Macedonii, osadzaniu ludzi w obozach na greckich wyspach, a przede wszystkim – ograniczeniu napływu uchodźców do Europy na mocy traktatu podpisanego w 2016 między Turcją a Unią Europejską.

Macedonia była głównym punktem na szlaku bałkańskim dla uchodźców i migrantów przybywających do Grecji w 2015 roku. Biorąc przykład z Węgier, zbudowała na swojej południowej granicy zaporę, by zatrzymać tysiące ludzi podążających z Grecji do krajów Unii Europejskiej.

Pierwsze ogrodzenie było metalowe i miało 30 km. Potem Macedonia zbudowała kolejny, równoległy płot, najeżony drutem żyletkowym. Zapora jest patrolowana przez połączone siły z różnych krajów UE. Grupy migrantów wielokrotnie próbowały ją forsować, na co macedońska policja odpowiadała gazem łzawiącym i gumowymi kulami.

Natychmiastowym skutkiem powstania płotu było wytworzenie się „wąskiego gardła”, w postaci tymczasowego obozu uchodźczego na granicy, w którym 15 tysięcy ludzi było uwięzionych pomiędzy dwoma krajami. Obóz został ostatecznie zlikwidowany przez policję, a tysiące ludzi odesłano na greckie wyspy, m.in. Lesbos, gdzie od lat żyją w strasznych warunkach i oczekiwaniu na rozpatrzenie wniosków azylowych. Niektórym uchodźcom udało się przedostać do Bośni, skąd próbują przekroczyć granicę z Chorwacją.

Oprócz „zatkania” szlaku bałkańskiego, mur zbudowany przez Macedonię miał też inny efekt - po jego wybudowaniu znacznie zwiększyła się liczba migrantów i uchodźców próbujących przedostać się do Europy centralnym szlakiem śródziemnomorskim. Na uważanej za najbardziej śmiertelną trasie z Libii do Włoch utonęła w 2016 rekordowa liczba osób.

Przez lata tysiące ludzi próbowało przedostać się z francuskiego wybrzeża do Wielkiej Brytanii przez kanał La Manche. W Calais powstało prowizoryczne obozowisko nazywane „dżunglą”, gdzie migranci tygodniami czekali na okazję by dostać się na ciężarówkę, prom do Anglii, lub przekroczyć granicę w tunelu kolejowym.

W 2016 roku francuska policja zlikwidowała obóz i spaliła jego pozostałości, a dwa miesiące później ukończono zaporę, nazwany „Wielkim Murem w Calais”.

Noc, wysoki mur cinie sie przez całe zdjęcie, oświetlony latarniami
Czterometrowy mur wzdłuż drogi dojazdowej do portu w Calais, 2 lutego 2017 r. Foto PHILIPPE HUGUEN / AFP

Betonowy mur o długości jednego kilometra i wysokości czterech metrów był współfinansowany przez Francję i Wielką Brytanię. Jego powstanie znacząco zmniejszyło ilość osób próbujących przedostać się do Wielkiej Brytanii w ciężarówkach i tunelu kolejowym. Zwiększyło jednak liczbę przekroczeń kanału na łodziach i pontonach. W listopadzie 2021 padł rekord - jednego dnia próbę przepłynięcia podjęło 1185 osób.

Ile kosztują mury?

Mury są nie tylko drogie, ale ich koszty okazują się często niedoszacowane. W 2008 roku amerykański Government Accountability Office (odpowiednik polskiej Najwyższej Izby Kontroli) oszacował wstępny koszt budowy zapory na granicy z Meksykiem jako średnio 1-4,5 miliona dolarów na jedną milę.

Estymacja okazała się zupełnie nietrafna - w niektórych miejscach, jak np. dolina Rio Grande w Teksasie, koszt budowy jednej mili wyniósł 21 milionów (niektóre źródła mówią nawet o 46 milionów dolarów). Koszt niektórych konstrukcji w Izraelu okazał się być nawet pięciokrotnie wyższy, niż to pierwotnie zakładano.

Wiele środków pochłania też utrzymanie murów – naprawy zapory oddzielającej Izrael od Zachodniego Brzegu, ukończonej w 2005 roku, pochłonęły przez kolejne dziesięć lat ponad 260 milionów dolarów. Tyle samo - ale tylko w jednym roku 2017 - kosztowała konserwacja i naprawy bariery między USA a Meksykiem.

Kto płaci za budowę ogrodzeń?

W przypadku pojedynczych państw odgradzających się od sąsiadów, koszt ponosi właśnie kraj stawiający mur. Jednak w przypadku granicy hiszpańsko-marokańskiej, znaczną część kosztów pokryła Unia Europejska, najpierw finansując w 2000 roku niemal 75 proc. pierwszego ogrodzenia w Ceucie, a potem dokładając ćwierć miliarda euro do umocnienia go drutem kolczastym.

Za zbudowany w 2015 roku mur na granicy serbsko-węgierskiej zapłacił Budapeszt, który jednak do dziś domaga się od Wspólnoty zwrotu wydanego na ten cel ponad miliarda euro.

Niejednoznaczne stanowisko Unii Europejskiej

Z jednej strony, wielokrotnie odmawiała finansowania ogrodzeń granicznych, tłumacząc się m.in. sprzecznością tej idei z unijnymi wartościami.

Z drugiej strony, od czasu kryzysu migracyjnego w 2015 roku przekazała Węgrom 22 miliony euro na umocnienie zapory, zwłaszcza wyposażenie jej w nowoczesne systemy monitoringu i drony.

W ostatnich latach temat finansowania ogrodzeń granicznych powraca coraz częściej. W ostatnich miesiącach podjęła go Litwa, domagając się pokrycia przez Unię kosztów konstrukcji muru na granicy z Białorusią, które szacuje na 152 miliony euro.

W październiku 2021 roku, gdy trwał kryzys humanitarny na granicach Białorusi z Polską i krajami bałtyckimi, 12 państw Unii Europejskich – od Danii, przez Grecję, po Polskę i Węgry - wystosowało do Komisji Europejskiej list z prośbą o ufundowanie ogrodzeń granicznych i określając to jako „kwestię priorytetową”.

Ursula von der Leyen zdecydowanie odmówiła finansowania murów i drutów kolczastych, a inni członkowie Komisji podkreślili, że Unia może wspierać tylko modernizacje ogrodzeń w zakresie nowych technologii i monitoringu.

Nie wiadomo jednak, jak rozwinie się postawa europejskich urzędników – w ostatnich miesiącach największe ugrupowanie Europarlamentu, Europejska Partia Ludowa, wyraziło wstępne poparcie dla finansowania przez Unię ogrodzeń granicznych w „wyjątkowych sytuacjach”.

Czy mury spełniają swoją funkcję?

„Od 2015 roku w Europie wzniesiono ponad 1000 km murów granicznych. Uznano je za skuteczne w niemal 100 proc.” - napisał w 2019 na Twitterze Donald Trump.

Fakt podpierania przez byłego prezydenta swojego sloganu „Build the Wall” danymi z niewiadomych źródeł nie może przesłonić faktu, że skuteczność murów jest kwestią nieoczywistą i niejednoznaczną.

Badania prowadzone na całym świecie pokazały, że koszty budowy i utrzymania ogrodzeń granicznych znacznie przewyższają oczekiwane korzyści. Same fortyfikacje to zdecydowanie za mało, by powstrzymać przepływ ludzi i przerzucanych towarów.

Strategie obchodzenia zapór – tunele, drony, drabiny i rampy, fałszowanie dokumentów i przekupywanie strażników granicznych – stają się coraz bardziej wymyślne, a wyścig między innowacyjnymi wzmocnieniami a pomysłowością przemytników i desperacją ludzi, wygrywają te ostatnie.

Choć mury faktycznie mogą tamować lub spowalniać przepływ towarów i ludzi na danych odcinkach (choć ich skuteczność jest daleka od zakładanej) to najczęściej prowadzą po prostu do przesuwania się migracji i przemytu na inne, mniej kontrolowane szlaki.

Badania prowadzone na granicach USA i Meksyku oraz Izraelu i Zachodniego Wybrzeża pokazały, że wraz z budową i wzmacnianiem murów granicznych rośnie zorganizowana przestępczość i zależność migrantów od przemytników, a co za tym idzie – zyski tych ostatnich.

W USA, postawienie wielu zapór granicznych w latach 90. poskutkowało przesunięciem się ruchów migracyjnych na bardziej niebezpieczne tereny, np. pustynie zachodniej Arizony.

Istnieją badania wskazujące, że budowa płotu na granicy z Meksykiem pomiędzy rokiem 2007 a 2010 zmniejszyła migrację o ok. 38 proc. Z innego badania, opublikowanego w 2018 roku przez National Bureau of Economic Research, wynika jednak, że zapory graniczne stawiane od 2007 roku zmniejszyły migrację z Meksyku, ale tylko o ok. 5 proc.

Amerykańska Straż Graniczna jest krytykowana za brak wypracowania narzędzi i metodologii do mierzenia skuteczności muru, co uniemożliwia jego ostateczną ocenę.

Nie ma jednak wątpliwości co do zagrożeń, które powoduje. Od czasu jego konstrukcji wzrosła ilość wypadków, często kończących się uszkodzeniami ciała – zwłaszcza kręgosłupa i czaszki – a także śmiercią.

Badacze zwracają też uwagę, że skala śmiertelności na granicy meksykańsko-amerykańskie nie jest do końca znana – nie wiadomo, ile osób umiera w drodze, wybierając gorzej strzeżony, ale bardziej niebezpieczny szlak przez pustynię.

Mur, który działa?

Wśród wątpliwości w ocenie skuteczności murów w zapobieganiu nieuregulowanej migracji, badacze często podają przykład, któremu towarzyszą twarde dane. Jest to zapora na południowej granicy Izraela, zbudowana by powstrzymywać migrację z Afryki (głównie z Erytrei i Sudanu).

Ukończony w 2013 roku, relatywnie krótki, bo zaledwie 250-kilometrowy płot kosztował 400 milionów dolarów. Za stalowym, wzmocnionym drutem kolczastym płotem, roztacza się wielka pustynia a jedyną kropką pojawiającą się od czasu do czasu w krajobrazie jest okazjonalny patrol straży granicznej.

ówczesny premier Izraela Benjamin Netanjahu, wyrażając poparcie dla budowy muru przez Donalda Trumpa, przytaczał przykład południowego muru, podając dane, z którymi trudno dyskutować: jeszcze w pierwszej fazie budowy, granicę przekroczyło nielegalnie 17 tysięcy osób, a już dwa lata po jego ukończeniu liczba ta spadła do 43 osób.

Choć związek wydaje się oczywisty, to badacze twierdzą, że budowa zapory miała tylko częściowy wpływ na ograniczenie migracji z południa. Równie, lub nawet bardziej skuteczne okazały się wprowadzone równolegle ustawy: pierwsza, zakazująca imigrantom dokonywania transferów pieniężnych poza Izrael, i druga, nakazująca pracodawcom zatrudniającym migrantów odkładanie do depozytu 20 proc. ich pensji, z możliwością podjęcia ich dopiero w momencie wyjazdu z kraju.

Oprócz oczywistego zniechęcenia w ten sposób ludzi, którzy planowali wspierać finansowo pozostające w krajach pochodzenia rodziny, wielu osobom w praktyce uniemożliwiło to podróż – pieniądze zarabiane w nowym kraju często są przesyłane rodzinie, która spłaca nimi długi zaciągnięte u przemytników.

Izraelski przykład trudno porównać z innymi. Po pierwsze, południowa granica jest relatywnie krótka i łatwa w patrolowaniu, ze względu na ukształtowanie terenu. Po drugie, pustynny szlak już wcześniej był uważany za niebezpieczny i trudny i migranci wybierali go niechętnie. Po trzecie, nowe ustawy, nie zniechęciły do nielegalnego przekraczania granicy, ale uczyniły kraj ogólnie nieatrakcyjnym dla migrantów.

Trudno wyobrazić sobie ich efekty w USA, czy państwach Unii Europejskich, których ekonomia jest zależna od pracowników z innych krajów.

A youth descends on a rope across the concrete wall of Israel's controversial separation barrier into the East Jerusalem neighbourhood of Beit Hanina after having climbed and crossed over from the village of al-Ram, on July 11, 2022. (Photo by Ahmad GHARABLI / AFP)
Młody Palestyńczyk przedostaje się z wioski Al Ram przez mur oddzielający dzielnicę Beit Hanina we Wschodniej Jerozolimie. 11 lipca 2022. Foto Ahmad GHARABLI / AFP

Rozwiązanie taktyczne, nie strategiczne

Z perspektywy praw człowieka, mur jest zdecydowanie rozwiązaniem niehumanitarnym. Uniemożliwia składanie wniosków azylowych w sytuacjach, gdzie ludzie nie będą dopuszczani do przejść granicznych, naraża zdesperowanych ludzi na wypadki, które nierzadko kończą się okaleczeniem, lub śmiercią, lub spycha ich na inne, bardziej niebezpieczne i kosztowne szlaki migracyjne.

Tym samym zwiększa też ich zależność od przemytników i przyczynia się do rozwoju i bogacenia się grup przestępczych.

Mury obnażają też hipokryzję państw demokratycznych budowanych na wartościach humanitarnych. Jego ewidentna rola separacyjna, izolacyjna i filtrująca sprawia, że trudno czuć moralny komfort, będąc obywatelem państwa, które na dramaty milionów osób z biednych i ogarniętych wojnami krajów odpowiada drutem żyletkowym i betonową zaporą.

Poza tym, w każdym miejscu, w którym powstaje, mur niszczy środowisko naturalne, zaburza szlaki migracyjne zwierząt, przyczynia się do rozpadu lokalnej, przygranicznej ekonomii i społeczności.

Jednak trudno zaprzeczać, że zastąpienie zwykłej siatki 4-metrową, betonową ścianą, stalowym płotem, lub najeżonym żyletkami murem z czujnikami ruchu, nie zniechęci dużej części ludzi do przekraczania granicy akurat w tym miejscu.

Na najbardziej strzeżonych odcinkach granicy amerykańsko-meksykańskiej, poprzecinanym murami Bliskim Wschodzie, granicy hiszpańsko-marokańskiej w Ceucie i Melilli, czy na Bałkanach, wzniesienie murów zmniejszyło i spowolniło migrację, najczęściej przekierowując ją na inne szlaki.

Tim Marshall, autor opracowania „The Age of Walls: How Barriers Between Nations are Changing our World”, powiedział w wywiadzie dla CBC News, że mówienie o zupełnej nieskuteczności murów jest takim samym politycznym frazesem, jak przekonywanie o ich 100 proc. skuteczności przez Donalda Trumpa.

Mury graniczne to rozwiązanie tymczasowe. Badacze nazywają je taktyką, nie strategią - najczęściej powoduje czasowe „zatkanie” szlaku migracyjnego i w zależności od skuteczności konkretnej zapory – albo skłania przemytników i grupy przestępcze do opracowywania wymyślnych sposobów pokonania zapory, albo przekierowuje ruch w inne miejsce.

O ile w przypadku długich granic, takich jak amerykańsko-meksykańska, umocnienia w jednym miejscu mogą wpływać na przekraczanie granicy w innym, mniej strzeżonym punkcie, np. pustyni w Arizonie (co sprawia, że nie jest znana ani ostateczna liczba osób przekraczających granicę, ani zmarłych w drodze przez niebezpieczne tereny), o tyle w przypadku krótkich odcinków, takich jak granica w Ceucie i Melilli czy Macedonii, jest skuteczny. Tyle, że skuteczność ta polega najczęściej na spychaniu problemu na inny kraj.

Powszechnie mówi się, że największy wpływ na ograniczanie migracji ma wprowadzanie konkretnych ustaw, lub „zatrzymywanie migrantów w miejscu pochodzenia”.

Jednak za tą pierwszą tezą kryje się wiele projektów, które również nie zdobyłyby przychylności humanitarystów – takie, jak zarzucony niedawno pomysł Wielkiej Brytanii, by deportować wszystkich przekraczających nielegalnie granicę do Rwandy, czy prawa dyskryminujące migrantów na rynku pracy, jak w Izraelu.

Zatrzymywanie migracji w kraju pochodzenia również nie oznacza najczęściej strategicznych działań w celu poprawienia sytuacji w kraju pochodzenia, ale płacenie krajom przejściowym za powstrzymywanie migracji do Europy, jak ma to miejsce w Turcji, Libii i Maroku.

Rozwiązywanie problemu w zarodku, oznacza najczęściej spychanie go tam, gdzie nie sięga europejski wzrok.

Udostępnij:

Małgorzata Tomczak

Socjolożka, kulturoznawczyni i dziennikarka freelance. Publikowała m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku" i "Balkan Insights". Na stałe mieszka w Madrycie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne