Ministerstwo Środowiska domaga się wprowadzenia odstrzału jeleni i saren w rezerwacie przyrody Las Warmiński. Przekonuje, że to dla dobra lasu, ale celem jest stworzenie atrakcyjnego miejsca do polowań. Szyszko postawił na razie na swoim, ale ekolodzy protestują: "Minister degradacji jak zwykle nie ma racji" - skandują. Do 20 marca można podpisać petycję

W rezerwacie przyrody Las Warmiński nie można polować. Postanowił to zmienić minister środowiska Jan Szyszko. Nakazał wprowadzenie do nowego planu ochrony rezerwatu zapisów o prowadzeniu gospodarki łowieckiej. Rzekomo z troski o kondycję warmińskich lasów. Tyle że one sobie świetnie radziły bez pomocy ministra, który w ostatnim czasie zasłynął jako rzeźnik bażantów.

„Rezerwaty tworzy się po to, by chronić przyrodę i jej naturalne procesy, a nie je regulować, na przykład gospodarką łowiecką” – mówi OKO.press Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot – Właśnie to odróżnia rezerwaty od lasów gospodarczych”.

„Rezerwat jest ostoją, myśliwi niech się boją!” – skandowali 10 marca w Olsztynie ekolodzy protestując przeciwko decyzji Szyszki.

Do 20 marca można podpisać petycję w obronie rezerwatu.



Rogaty król lasu

Rezerwat przyrody Las Warmiński im. prof. Benona Polakowskiego utworzono w 1982 r. na terenie Nadleśnictwa Nowe Ramuki. Oprócz licznych roślin objętych ochroną gatunkową, szczególną wartością rezerwatu są starodrzewy. Wiele sosen ma ponad 200 lat, są też 350-letnie dęby.

Królem rezerwatu jest jeleń szlachetny, który tutaj cechuje się szczególnie wysmukłą sylwetką i wyjątkowo okazałym porożem. Nie daje ono spokoju myśliwym, lubującym się w kolekcjonowaniu trofeów. Na łowy wypuszczają się tu wilki, największe drapieżniki warmińskich lasów.

Minister nakazuje: polować!

Biorąc pod uwagę te i inne przyrodnicze walory Lasu Warmińskiego, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie 23 sierpnia 2016 ogłosiła nowy plan ochrony rezerwatu. Dokument zezwalał myśliwym na tropienie i dobicie zwierzyny postrzelonej poza granicami rezerwatu, ale zakazywał polowania w obrębie rezerwatu.

Jednak 11 stycznia 2017 r. do olsztyńskiej Dyrekcji wpłynęło żądanie z Ministerstwa Środowiska, by do planu wprowadzić „możliwość ograniczonego odstrzału jeleniowatych [czyli głównie jeleni i saren – red.], mającego na celu utrzymanie populacji na odpowiednim poziomie, niezagrażającym odnowieniom naturalnym gatunków lasotwórczych”.

Resort powołał się na rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z 23 grudnia 2009 r. w sprawie trybu kontroli aktów prawa miejscowego. I zaznaczył, że jeśli RDOŚ sama tej zmiany nie przygotuje- zrobi to Ministerstwo Środowiska.

Rzecz jednak w tym, że całe rozporządzenie – jak stanowi art. 1 – dotyczy „kontroli zgodności aktów prawa miejscowego ustanowionych przez wojewodów i organy niezespolonej administracji rządowej z:

  • przepisami powszechnie obowiązującymi,
  • polityką Rady Ministrów,
  • zasadami rzetelności  i gospodarności”.


Wezwanie jak carski ukaz

„To nadużycie ze strony ministra – mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni. – W tej sprawie kompetencje resortu ograniczają się tylko do weryfikacji przygotowanego przez RDOŚ planu ochrony rezerwatu pod kątem zgodności z prawem. Na przykład tego, czy przewidywane działania ochronne spełniają zapisy ustawy o ochronie środowiska. Na tym rola ministra się kończy”.

Podobnie uważa Tomasz Zdrojewski, również działacz Pracowni i „Niech Żyją!”:

„Aby wystosować wezwanie do RDOŚ o zmianę aktu prawnego we własnym zakresie, minister musi najpierw stwierdzić uchybienia. I to na tyle poważne, aby trzeba je było wyeliminować z obrotu prawnego”.

W piśmie wysłanym przez Ministerstwo Środowiska brakuje również uzasadnienia dla odstrzałów jeleniowatych. A jego podania domaga się ten sam dokument, na który powołuje się resort. „Nie przedstawiono żadnej naukowej analizy, która udowadniałaby, że zwierzęta rzeczywiście zagrażają odnawianiu się lasu” – zaznacza Ślusarczyk.

Ingerencja min. Szyszki może zatem wykraczać poza uprawnienia przewidziane w rozporządzeniu z 2009 r. oraz naruszać zasadę subsydiarności, zgodnie z którą ministerstwo nie powinno podejmować się ochrony rezerwatu, jeśli mogą ją skutecznie realizować niższe szczeble administracji.

Zgryzanie? Co za problem?

Ministerialna obawa, że jeleniowate mogą stanowić zagrożenie dla odnawiania się Lasu Warmińskiego jest dość tajemnicza. Zapewne chodzi o to, że jednym z głównych źródeł pożywienia saren i jeleni są pędy młodych drzew. To stanowi kłopot w lasach gospodarczych, gdzie zgryzanie np. młodych sosen prowadzi do tego, że drzewka przestają rosnąc prosto. I nie można ich potem sprzedać na deski.

Ale problem zgryzania w nikłym stopniu dotyczy Lasu Warmińskiego, którego znaczna część to starodrzewy, czyli skupiska wiekowych drzew. Poza tym to nie jest las gospodarczy.

„Nawet jeśli przez sarny i jelenie Las Warmiński odtwarza się wolniej, to co z tego? Jakie znaczenie ma to, czy sosna odnowi się za rok, czy za sto lat?

Rezerwat to nie zakład produkcyjny desek!” – irytuje się Ślusarczyk.



Wilki troszczą się o populację jeleni, a myśliwi jej szkodzą

Decyzja o wprowadzeniu odstrzału może być niekorzystna dla rezerwatu. Problemem Lasu Warmińskiego są bowiem zarastające lasem śródleśne łąki, siedliska ptaka, który wymaga ochrony czynnej – derkacza. Jeleniowate „pomagają” derkaczom, bo zjadając młodą roślinność działają jak „żywe kosiarki”. Gdy ich ubędzie, łąki zarosną lasem, a to z kolei zagrozi populacji derkaczy.

W dodatku na obszarze rezerwatu żyje duży drapieżnik – wilk. Czy w tej sytuacji potrzeba myśliwych?

„Wilk to najlepszy regulator liczby jeleniowatych – mówi Ślusarczyk. To fikcja, że myśliwi zrobią to samo, co wilki, czy nawet lepiej. Jest zupełnie odwrotnie”.

Ślusarczyk tłumaczy, dlaczego:

„Wilki zabijają głównie słabe osobniki. Myśliwi są najbardziej zainteresowani odstrzeleniem dorodnych byków o pięknych porożach, które są świadectwem dobrych genotypów. Myśliwi więc degenerują populacje jeleni, a wilki je wzmacniają”.

Jak nie wiadomo o co chodzi – chodzi o trofea

W mojej ocenie skrywaną intencją ministerstwa jest umożliwienie polowań w Lesie Warmińskim.

To byłoby bardzo cenne łowisko, w szczególności dla bardzo intratnych polowań dewizowych, na które przyjeżdżają spragnieni trofeów myśliwi z zagranicy

– mówi Zdrojewski z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Nie przypadkiem, w czasie konsultacji planu ochrony rezerwatu, niezadowolenie z niedopuszczenia „odstrzałów redukcyjnych” jeleniowatych wyraziło Nadleśnictwo Nowe Ramuki.

Protestowało też Stowarzyszenie Przyrodnicze „Puszcza Ramucka”. Research internetowy pozwolił OKO.press ustalić, że władze stowarzyszenia – Grzegorz Wiciel,  Marcin Zega i Beata Kaczmarek – to pracownicy Nadleśnictwa Nowe Ramuki. Wspólnie z Lasami Państwowymi Stowarzyszenie organizuje dla myśliwych konkursy… wabienia jeleni.

„Nie pierwszy raz spotykamy się z sytuacją, w której organizacja występująca jako społeczna i ekologiczna w rzeczywistości jest fasadą dla Lasów Państwowych. Inny przykład to Stowarzyszenie „SANTA” Obrona Puszczy Białowieskiej” – mówi Ślusarczyk.



Regionalna Dyrekcja odmówiła polowań

Uwag nadleśnictwa i powiązanego z nim stowarzyszenia olsztyńska RDOŚ nie uwzględniła. W uzasadnieniu odmowy wskazała na stanowisko Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która powołując się na ustawę o ochronie przyrody (art. 15 ust. 1 pkt. 3 i 4) już w przeszłości odmówiła wykonywania odstrzałów redukcyjnych zwierzyny płowej w Lesie Warmińskim.

Olsztyńska Dyrekcja wskazała również, że zgodnie z art. 13 rezerwat to ostoja zwierzyny. Podkreśliła, że całkowitym błędem byłoby traktowanie jeleniowatych jedynie jako szkodników, ponieważ zgryzanie przez nie krzewów i drzewek uniemożliwia zarastanie dna lasu. I – tym samym – pozwala na rozwój gatunków światłolubnych, w tym takich, które znajdują się pod ochroną.

W uzasadnieniu napisała także, że zgoda na odstrzał w rezerwacie byłaby bardzo źle postrzegana społecznie. Co potwierdzają publikacje OKO.press i innych mediów.

Szyszko postawił na swoim i mydli oczy

O ile jednak w 2016 r. olsztyńska Dyrekcja nie uległa presji, to w tym roku, pod naciskiem Szyszki, ustąpiła. 1 marca poinformowała, że zastosuje się do polecenia ministra.

Ministerstwo przekonuje, że dopuszczenie możliwości odstrzałów redukcyjnych na obszarze rezerwatu nie jest tożsame z wprowadzeniem polowań.

„Odstrzał redukcyjny czy zwykłe polowanie – jakie to ma znaczenie?” – pyta Ślusarczyk. „Obydwa prowadzą do tego samego – zmniejszenia populacji zwierząt. Odstrzały redukcyjne mogą prowadzić wszyscy myśliwi – krajowi i zagraniczni – którzy mają ochotę zapolować w najcenniejszych przyrodniczo terenach Polski. Więc zapewnienia resortu to jedynie mydlenie oczu”.



Czas na działanie!

Wymuszone przez Ministerstwo Środowiska zmiany weszły w fazę konsultacji społecznych, które mają się zakończyć 20 marca. W piątek 10 marca pod olsztyńską Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska protestowali społecznicy.

Skandowali: „Rezerwat jest ostoją, myśliwi niech się boją!” i „Minister degradacji jak zwykle nie ma racji”.

Przekazali też dyrekcji petycję, w której wyrazili stanowczy sprzeciw przeciwko polowaniom w Lasach Warmińskich. Wciąż można podpisywać petycję on-line przygotowaną przez kampanię „Niech Żyją!”. Poparło ją blisko 4 tys. osób. OKO.press zachęca Czytelników i Czytelniczki do składania podpisów.


Abonament na wolność słowa:

Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym