08 maja 2020

Muzeum II Wojny na wojnie z wolnością słowa. Absurdalne żądania wobec prof. Motyki za słowa w OKO.press 

Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, nominat min. Glińskiego, żąda od znanego historyka prof. Motyki przeprosin i 10 tys. za opinię w OKO.press, że Muzeum stało się placówką nieistotną i nie broni polskiej historii przed atakami Putina. Motyka się nie wycofuje: "To ograniczanie wolności wypowiedzi za pomocą środków prawnych opłacanych ze środków publicznych"

Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku dr Karol Nawrocki, który zaprowadza tam porządki zgodne z oczekiwaniami PiS (a zwłaszcza prezesa Kaczyńskiego - patrz dalej), chce od prof. Grzegorza Motyki, wybitnego historyka i politologa z PAN, przeprosin opublikowanych na własny koszt w „Gazecie Wyborczej”, tygodniku „Sieci”, portalu OKO.press i na stronie Instytutu Studiów Politycznych PAN, a także wpłaty 10 tys. zł na konto Fundacji „Świat Wrażliwy”.

Nawrocki uznał, że opinie o Muzeum, jakie prof. Motyka wygłosił w OKO.press naruszają dobra osobiste "państwowej instytucji kultury" i jego własne.

Muzeum II Wojny Światowej żąda również sprostowania tekstu od OKO.press oraz informuje, że rozważa podjęcie kroków prawnych wobec autorki. I przy okazji poucza OKO.press o "elementarnej etyce dziennikarskiej”.

„Właściwą formą reakcji na słowa krytyki przedstawiciela nauki jest polemika, spór merytoryczny i podjęcie debaty, a nie korzystanie z instrumentów prawnych. Ich stosowanie ogranicza bowiem swobodną dyskusję, która jest przecież koniecznym elementem zarówno demokratycznego państwa, jak i wolności badań naukowych” - odpowiada na pismo przedprocesowe reprezentujący prof. Motykę radca prawny Maciej Łuczak.

Prof. Motyka odmawia spełnienia wystosowanych wobec niego żądań.

Prof. Motyka: Muzeum II Wojny było tarczą, jest placówką "uznawaną za nieistotną"

W artykule „Muzeum lepiej omijać szerokim łukiem. Co minister Gliński zrobił z pamięcią o II wojnie światowej” opisaliśmy drastyczny spadek prestiżu Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku po przejęciu placówki przez ministra Piotra Glińskiego, który pozbył się ze stanowiska dyrektora prof. Pawła Machcewicza i zainstalował na nim dr Karola Nawrockiego.

O komentarz prosiliśmy m.in. prof. Grzegorza Motykę - jednego z najwybitniejszych polskich historyków, politologa, specjalistę w dziedzinie relacji polsko-ukraińskich i polsko-rosyjskich, dyrektora Instytutu Studiów Politycznych PAN, w latach 2011-2016 członka Rady Instytutu Pamięci Narodowej.

Prof. Motyka zwrócił uwagę, że w obliczu ataków Władimira Putina na Polskę, które w postaci kłamstw historycznych przypuścił na przełomie 2019 i 2020 roku, Muzeum II Wojny Światowej nie stanowiło dla naszego państwa dobrej ochrony:

"Nikt nie słyszał, żeby Muzeum cokolwiek zrobiło, a nawet jeśli wydało oświadczenie lub zabrało głos, nikt nie zwrócił na to uwagi, bo uznaje się dziś tę placówkę za nieistotną. Gdyby pozostała w pierwotnym kształcie personalnym, byłoby oczywiste, że stanowi tarczę dla wszystkich, którzy chcieliby atakować Polskę na froncie pamięci historycznej".

Nawrocki układa przeprosiny Motyce i poucza go, jak i gdzie nie trzeba się wypowiadać

Za te słowa dyrektor Nawrocki chce pociągnąć prof. Motykę do odpowiedzialności, bo w jego ocenie „godzą w dobre imię i naruszają dobra osobiste Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku” oraz jego własne jako dyrektora placówki.

20 kwietnia na adres ISP PAN Nawrocki wysłał „wezwanie stanowiące próbę polubownego oraz pozasądowego rozwiązania zaistniałego sporu”. Przedstawił w nim wcześniej wymienione żądania, łącznie z treścią oczekiwanych przeprosin:

„Ja niżej podpisany prof. dr hab. Grzegorz Motyka przepraszam Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, za moje nieprawdziwe słowa, zacytowane przez p. Esterę Flieger (…), w których niezasadnie podważyłem znaczenie i rangę Muzeum oraz działania podjęte przez Muzeum w związku z wypowiedziami Władimira Putina z grudnia 2019 r. (…) czym naraziłem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku na utratę dobrej reputacji oraz naraziłem dr Karola Nawrockiego na utratę zaufania potrzebnego do sprawowania funkcji Dyrektora Muzeum”.

Dyrektor Nawrocki poucza prof. Motykę, że przed udzieleniem wywiadu OKO.press powinien się z nim skontaktować, żeby się dowiedzieć, jakie działania podjęła kierowana przez niego placówka w odpowiedzi na ataki prezydenta Rosji. Wymienia wywiady telewizyjne, prasowe i radiowe jakich udzielił on i jego pracownicy.

Nawrocki strofuje też Motykę, że wypowiedział się nie tam, gdzie potrzeba: „(…) nie powinien Pan wypowiadać publicznie nieprawdziwych informacji, szczególnie w tak obraźliwym dla państwowej instytucji kultury artykule, dalece odległym od prawdy i skonstruowanym wbrew elementarnej etyce dziennikarskiej”.

Prof. Grzegorz Motyka: To niepoważne, ale także groźne

Prof. Motyka nie wycofuje się ze swoich słów. Mówi OKO.press: "Powtórzę, w mojej opinii polityka realizowana przez ministerstwo kultury doprowadziła do zmniejszenia znaczenia Muzeum II Wojny Światowej, co w takich sytuacjach kryzysowych, jak ta związana z serią wypowiedzi prezydenta Putina staje się jeszcze bardziej widoczne. Dyrektor Nawrocki uznał, że taka opinia obraża jego i muzeum, wskazał przy tym na fakt, iż między innymi udzielił w czasie kryzysu wywiadu dla tygodnika „Sieci”, a jego zastępca prof. Grzegorz Berendt wypowiedział się w Polskim Radiu.

Z całym szacunkiem, nie zauważyłem, by te wypowiedzi poruszyły światową opinią publiczną"

- komentuje stawiane przez Nawrockiego żądania, których spełnienia odmawia. "Jeśli się mylę, należałoby to pokazać w drodze rzeczowej dyskusji. Odwoływanie się w takim wypadku do sądu jest z jednej strony niepoważne, ale z drugiej, niestety, też groźne: stwarza bowiem wrażenie, że

w rzeczywistości chodzi o ograniczenie pola wolności wypowiedzi za pomocą środków prawnych, w dodatku opłacanych ze środków publicznych.

Dla prowadzenia skutecznej polityki pamięci potrzebna jest między innymi normalna debata publiczna, tymczasem kierownictwo Muzeum II Wojny Światowej stwarza wrażenie, jakby uważało, iż w przestrzeni publicznej mogą istnieć jedynie opinie dla niego przychylne".

Adwokat Motyki: Ingerencja władz publicznych w wolność wyrażania opinii

Reprezentujący prof. Grzegorza Motykę radca prawny Maciej Łuczak, odpowiadając dyrektorowi Karolowi Nawrockiemu podkreśla, że prawo wyraźnie odróżnia informacje od opinii. Wyjaśnia też, że krytyczne słowa historyka i politologa o Muzeum i polityce jego dyrekcji cytowane przez OKO.press nie naruszyły dóbr osobistych osoby prawnej jaką jest placówka i jej dyrektora:

są merytoryczne i rzeczowe oraz mieszczą się „w granicach prawa do swobody wypowiedzi”, które gwarantuje art. 54 ust. 1 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej i art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka.

Konstytucja daje prawo: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji".

Europejska Konwencja Praw Człowieka dodaje tu zakaz ingerencji władz publicznych: "Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych".

Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych.

Mecenas Łuczak zwraca również uwagę na wysokie kompetencje prof. Motyki. Zaznacza, że debata o reakcji na ataki Władimira Putina wynika z troski o państwo polskie, a celem krytycznych opinii jest uniknięcie popełnienia tych samych błędów w przyszłości. I wyjaśnia: „Wbrew twierdzeniom Pana Dyrektora, faktem jest niestety marginalizacja Muzeum II Wojny Światowej jako instytucji polskiego państwa, która powinna prowadzić aktywną działalność na polu międzynarodowym”, co wynika „z ostrego politycznego konfliktu, który legł u podstaw obecnego kształtu Muzeum”.

Łuczak podkreśla, że właściwą formą reakcji na krytykę ze strony naukowca jest „polemika, spór merytoryczny i podjęcie debaty, a nie korzystanie z instrumentów prawnych. Ich stosowanie ogranicza bowiem swobodną dyskusję, która jest przecież koniecznym elementem zarówno demokratycznego państwa, jak i wolności badań naukowych”. I dodaje: pan Dyrektor oraz Muzeum (…) mają wszelką sposobność do tego, aby zabierać publicznie głos w sprawach ważnych dla polskiej polityki historycznej, a także - poprzez media oraz organizowanie debat - prowadzić polemikę z osobami, które występują z krytyką Muzeum II Wojny Światowej”.

Muzeum II Wojny Światowej żąda również sprostowania tekstu od OKO.press oraz informuje, że rozważa podjęcie kroków prawnych wobec autorki.

Kaczyński: "Swoisty dar Tuska dla Merkel" zamiast "polskiego punktu widzenia"

Wystawa główna w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku została otwarta 23 marca 2017 roku: tego dnia prof. Paweł Machcewicz wprowadził na nią pierwszą zwiedzającą – prof. Joannę Muszkowską-Penson, łączniczkę ZWZ-AK, więzioną na Pawiaku i w Ravensbrück.

Wystawa zebrała entuzjastyczne recenzje. Znany historyk prof. Timothy Snyder z Uniwersytetu Yale, autor m.in. „Skrwawionych ziem” nazwał ją „osiągnięciem cywilizacyjnym”.

„Jest to tak naprawdę jedyne na świecie muzeum całej wojny. Czyli pozwala społeczeństwom całego świata widzieć wojnę jako całość. Dzięki temu zostało pokazane centralne miejsce Polski i obywateli polskich w historii wojny.

Jest na wysokim poziomie naukowym, to właściwie owoce pokoleniowej pracy znakomitych polskich historyków” – mówił w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Dwa tygodnie później, 6 kwietnia, Piotr Gliński przejął placówkę: łącząc ją z Muzeum Westerplatte, pozbył się prof. Pawła Machcewicza ze stanowiska dyrektora i zainstalował na nim dr Karola Nawrockiego. Ten bez konsultacji z autorami scenariusza ekspozycji – oprócz prof. Pawła Machcewicza to dr Janusz Marszalec, prof. nadzw. Piotr M. Majewski i prof. Rafał Wnuk – wprowadził zmiany oczekiwane przez polityków PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

Kaczyński wielokrotnie atakował Muzeum, określając planowaną wystawę jako „Narzędzie dezintegracji narodu polskiego” (2008), „Ciężkie szkodzenie Polsce” (2008), „Swoisty dar Donalda Tuska dla Angeli Merkel” (2017) . Już w czerwcu 2013 roku, cztery lata przed otwarciem placówki, zapowiedział, że trzeba „zmienić kształt Muzeum II Wojny Światowej tak, żeby wystawa polski punkt widzenia”.

Oczekiwane przez Kaczyńskiego „poprawki” uzasadniać miały zlecone przez rząd recenzje koncepcji wystawy, których autorami byli Piotr Semka, dr hab. Piotr Niwiński i prof. dr hab. Jan Żaryn.

Zarzuty? Za mało "polskiego punktu widzenia", za mało martyrologii polskiego duchowieństwa, za mało o polskim wysiłku zbrojnym. I jednego za dużo: historii cywilnej.

Ponieważ "poprawki" zmieniły wymowę i naruszyły integralność wystawy oraz są obciążone błędami merytorycznymi, historycy złożyli pozew: w gdańskim Sądzie Okręgowym walczą o przywrócenie jej oryginalnego kształtu. O "poprawkach" i procesie czytaj tutaj:

Udostępnij:

Estera Flieger

Dziennikarka, przez blisko cztery lata związana z „Gazetą Wyborczą”, obecnie redaktorka naczelna publicystyki w portalu organizacji pozarządowych ngo.pl, publikowała w „The Guardian”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Newsweeku Historii” i serwisie Notes From Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne