Polska PiS wymarzonym "kozłem ofiarnym" Putina. Obchody w Jerozolimie ważniejsze niż w Auschwitz
Prorosyjski lider Europejskiego Kongresu Żydów i Putin postawili na swoim: rocznica wyzwolenia Auschwitz w Jerozolimie będzie miała większą rangę polityczną niż obchody w Oświęcimiu: 42 kraje, w tym aż 37 głów państw i przemowa Putina. Wchodząc jak w masło w wojnę polsko-rosyjską Morawiecki ułatwił Rosji plan rewizji historii. Putin liczy na pomoc Izraela
Historyk Fiodor Gaida podpowiada Putinowi, jak przywrócić starą sowiecką opowieść o tym, jak niezłomna Rosja uratowała Europę przed faszyzmem: "Naszym kozłem ofiarnym może być Polska. Jeśli mamy mieć z europejskimi biurokratami wspólnego wroga, to Polska najlepiej się nadaje. A sprzymierzeńcem może być Izrael. Tak, te wątki trzeba rozwijać: Żydzi w Armii Czerwonej".
Temat jest jak widać delikatny. Pomysł Władimira Putina, by 23 stycznia urządzić w Yad-Vashem w Jerozolimie konkurencyjne obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, wykonany przy pomocy rosyjskiego Żyda, oligarchy Wiaczesława Mosze Kantora, jest moralnie oburzający. Towarzyszą mu ewidentne kłamstwa o najnowszej historii, w których Polska jest obsadzona w roli niemal sojusznika Hitlera i kraju współodpowiedzialnego za wybuch wojny i Holocaust, a ZSRR całkowicie wybielony jako największy obrońca wolności.
A jednak ten antypolski rewizjonizm historyczny Putina okazał się politycznie skuteczny i trudno się spodziewać, by sztab kryzysowy powołany 20 stycznia przez prezydenta Dudę, był w stanie to odwrócić.
Dlaczego tak się stało? I jaki w tym miała udział polityka PiS?
Brutalna wymowa liczb. Jerozolima politycznie ważniejsza
Już w 2015 roku Putin próbował przy pomocy Miloša Zemana, prezydenta Czech (wybranego w 2013 i ponownie w 2018 roku) i Europejskiego Kongresu Żydów na czele z oligarchą Mosze Kantorem, zorganizować w Pradze i na terenie byłego obozu zagłady w Terezinie konkurencyjne obchody 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz.
W rok po aneksji Krymu w lutym 2014 impreza została jednak powszechnie zbojkotowana. Zmieniono więc formułę na zgromadzenie przedstawicieli parlamentów, Putin nie przyjechał. Uroczystości rocznicowe w Polsce odbyły się bez zakłóceń, ale bez przedstawiciela Rosji, a także bez Europejskiego Kongresu Żydów.
Tym razem Putinowi i Kantorowi się udało. Obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu w Jerozolimie 23 stycznia 2020 będą miały wyższą rangę polityczną niż obchody w Oświęcimiu 27 stycznia.
Na V Forum Holocaustu "Pamiętać o Holocauście, zwalczać antysemityzm" - wg komunikatu z 15 stycznia obecni będą przedstawiciele 42 państw świata, z tego aż 37 prezydentów, premierów i koronowanych głów.
Głos zabierze siedmiu polityków:
- prezydent Izraela, Re'uwen Rivlin;
- premier Izraela Benjamin Netanyahu;
- wiceprezydent USA Michael Pence;
- prezydent Rosji Władimir Putin;
- prezydent Francji Emmanuel Macron;
- Karol, syn Elżbiety II i następca tronu, książe Walii;
- prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier.
Wystąpi też - jakże by inaczej - Mosze Kantor i dwaj przedstawiciele szacownego Yad Vashem (jerozolimskiego Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu), gdzie odbędą się obrady. Wydarzenie będzie transmitowane na cały świat i tłumaczone symultanicznie na sześć języków: hebrajski, angielski, francuski, niemiecki, hiszpański i rosyjski.
Najmocniejsza z możliwych jest reprezentacja Unii Europejskiej: przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, szefowa Komisji Ursula von der Leyen i przewodniczący PE David Sassoli.
Z krajów UE nie wysłały przedstawicieli: Estonia, Malta, Irlandia. I Polska. Andrzej Duda odmówił udziału, gdy organizatorzy nie przyznali mu prawa głosu.
Politycy PiS pokładają nadzieję w wystąpieniu wiceprezydenta USA Pence'a, ale będzie on mówił przed Putinem. Minister Krzysztof Szczerski po rozmowach w USA z Jaredem Kushnerem, zięciem oraz doradcą prezydenta Trumpa, informował 17 stycznia o „bardzo jasnym niezadowoleniu, czy wręcz oburzeniu” władz USA w związku z nieudzieleniem głosu prezydentowi Dudzie. Ale czy Pence "coś" powie?
Poza tym - banalne, ale znaczące - Jerozolima jest pierwsza, uroczystości w Polsce są trzy dni później.
Oświęcim może wygrać moralnie
Wymowa moralna obchodów 27 stycznia na miejscu dawnego obozu Zagłady, w namiocie ustawionym nad Bramą Śmierci, gdzie mają zabrzmieć przede wszystkim głosy ostatnich żyjących ocalałych z Auschwitz i Ronalda Laudera, lidera Światowego Kongresu Żydów, będzie zapewne mocniejsza, chyba, że zakłóci je nazbyt polityczne przywitanie Andrzeja Dudy.
Mottem obchodów jest "Mamy straszne przeczucie, gdyż wiemy", cytat z odnalezionego po wojnie rękopisu Załmena Gradowskiego, więźnia Auschwitz, który stracił w obozie rodzinę i zginął organizując bunt.
Co innego ranga polityczna.
Udział w obchodach w Polsce potwierdziło - według informacji Muzeum Auschwitz-Birkenau - 46 krajów (o 4 więcej niż w Yad Vashem), ale aż 19 przysłało przedstawicieli niższych rangą, w tym sześć - ledwie ambasadorów, Głów Państw będzie tylko 27. Z krajów UE brakuje Estonii i Włoch.
Wbrew polskim zapewnieniom o lojalności USA, przyjedzie niższy rangą przedstawiciel Ameryki - sekretarz skarbu Steven Mnuchin. Będzie przewodniczący Rady Europejskiej, ale zabraknie szefowej Komisji i przedstawiciela Parlamentu Europejskiego, co dziwne, bo to Polska, a nie Izrael jest członkiem Unii.
Wiaczesław Mosze Kantor kontra Ron Lauder, czyli żydowskie tło polityczne
Izraelski Haaretz zarzucił organizatorom, że goszcząc obchody 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, ułatwiają Kremlowi kampanię obarczania winą Polski za wybuch II wojny i wybielaniu postawy Stalina.
Dziennik ośmiesza argument Yad Vashem, że Duda nie mógł wystąpić, bo wybrani mówcy są "głowami państw, które przyniosły światu wyzwolenie od nazistowskiej okupacji".
Nie dotyczy to przecież Izraela, a reżim Vichy we Francji kolaborował z Hitlerem. Polacy walczyli na wszystkich frontach.
Haaretz twierdzi, że za tym wszystkim kryje się nieznany szerzej w Izraelu Mosze Kantor, rosyjski multimiliarder o żydowskich korzeniach (z majątkiem szacowanym na prawie 4 mld dol.), przewodniczący Europejskiego Kongresu Żydów.
Fora Holocaustu organizuje od 2000 roku, dwukrotnie w Krakowie. Także w Polsce prowadzi interesy, próbował nawet tzw. wrogiego przejęcia grupy Azoty.
Według dziennika to Kantor wykorzystał władze Izraela i Yad Vashem do swojej (i Putina) gry.
Haaretz wyraża zrozumienie dla decyzji Dudy, by do Jerozolimy nie jechać: Putin może głosić światu antypolski rewizjonizm historyczny, a polski prezydent musiałby tego wysłuchać bez możliwości reakcji.
Dziennik opisuje konflikt między dwoma liderami diaspory żydowskiej: Ronem Lauderem ze Światowego Kongresu Żydów (z siedzibą w Nowym Jorku, reprezentuje 115 krajów), który przyjedzie na uroczystości w Auschwitz, i Kantorem z Europejskiego Kongresu (42 kraje, siedziba w pięciu europejskich miastach). I krytykuje Yad Vashem za to, że dał się użyć do "brudnej polityki".
Podobnie, choć delikatniej mówił w TOK.FM 16 stycznia Marek Zając, wieloletni sekretarz Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, a obecnie przewodniczący rady Fundacji Auschwitz-Birkenau. Ubolewał, że opinia publiczna odbiera wydarzenia 24 i 27 stycznia jako konkurencyjne. "Niestety organizatorzy w Jerozolimie, a przede wszystkim Wiaczesław Mosze Kantor, taki właśnie mieli cel".
I dalej:
"W Yad Vashem mamy wielu oddanych przyjaciół, współpraca przez wiele lat układała się świetnie. Kiedy widzę, że przestrzeń tak ważnej instytucji otwierana jest na wydarzenie z podtekstem politycznym, to jestem zasmucony. Pozostaje nadzieja, że w Jerozolimie nie padną żadne haniebne, brudne słowa, które służyłyby doraźnemu, agresywnemu interesowi politycznemu".
Rewizjonizm historyczny Putina
W całej serii wypowiedzi Putin dokonuje ostatnio rewizji historii, której zapewne da także wyraz w Yad Vashem. Jak wskazuje Leonid Bershidsky (agencja Bloomberg), to część większego planu, by przywrócić starą sowiecką narrację o zwycięstwie nad faszyzmem, a uciszyć rozwijaną w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej opowieść o sojuszu Stalina z Hitlerem i stalinowskich zbrodniach.
Rosyjscy historycy podczas dyskusji w Uniwersytecie Moskiewskim w grudniu 2019 uznali, że - jak to ujął Fiodor Gaida -
"naszym kozłem ofiarnym może być Polska. Jeśli mamy mieć z europejskimi biurokratami wspólnego wroga, to Polska najlepiej się nadaje. A sprzymierzeńcem może być Izrael. Tak, te wątki trzeba rozwijać: Żydzi w Armii Czerwonej itp".
OKO.press pisało kilkakrotnie o atakach Putina, przypomnijmy tylko główne elementy. Prezydent Rosji:
- zaprzecza, że II wojna światowa zaczęła się de facto wraz z podpisaniem układu Ribbentrop-Mołotow 23 sierpnia 1939 roku (odrzuca rezolucję Parlamentu Europejskiego z 17 września 2019, która ustanowiła 25 maja - dzień egzekucji rotmistrza Witolda Pileckiego w 1948 roku - Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem).
PE w rezolucji "protestował przeciw wysiłkom rosyjskich władz, by zafałszować fakty historyczne i zatuszować zbrodnie popełnione przez totalitarny reżim ZSRR", co stanowi "niebezpieczny element wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję przeciwko demokratycznej Europie”.
- uznaje, że pakt Ribbentrop-Mołotow był po prostu „układem o nieagresji” z Niemcami, a wcześniej z Hitlerem porozumiały się inne stolice Europy, w tym Warszawa w 1934 roku;
- Armia Czerwona we wrześniu 1939 roku nie napadła na Rzeczpospolitą, lecz po prostu „zaszła” (dosłownie) na terytorium Polski, i to dopiero wtedy, kiedy władze polskie okazały się niezdolne do kierowania krajem;
- Polska była przed wojną krajem antysemickim. Putin wielokrotnie opisuje spotkanie ambasadora w Berlinie Józefa Lipskiego z Hitlerem; mieli rozmawiać o wysyłaniu Żydów z do kolonii w Afryce (por. "Żydzi na Madagaskar"). Lipski miał obiecywać Hitlerowi pomnik w Warszawie jeśli to się uda (Putin: "łajdak, antysemicka świnia, inaczej powiedzieć się nie da");
- Polska ze swoim „przerostem ambicji” i „patologiczną rusofobią” przyczyniła się do wybuchu wojny, a po układzie w Monachium [we wrześniu 1938] „zrobiła wszystko, by wziąć udział w rozbiorze Czechosłowacji” razem z Hitlerem (przewodniczący Dumy Państwowej Władimir Wołodin: "dzięki Putinowi wielu z nas dowiedziało się o sprawach sprzed 80 lat, gdy Polska była faktycznie w zmowie z faszystowskimi Niemcami”. Powinna za to przeprosić);
- najnowszy atak propagandy Kremla to ujawnienie dokumentów o mordach powstańców warszawskich na Żydach i Ukraińcach, a także o zabijaniu rosyjskich jeńców. Wartość dokumentów jest wątpliwa.
To wszystko budzi w Polakach ogromne emocje. Poczucie narodowej obrazy sprawia, że nawet wśród ludzi niechętnych władzy wiele osób zaczyna sympatyzować z reakcją premiera Morawieckiego, który 29 grudnia 2019 wydał oświadczenie twierdząc, że "Polska musi stanąć w obronie prawdy" (analiza dalej).
Estera Fliger pisała w OKO.press: "Jestem pod wrażeniem oświadczenia, jakie w odpowiedzi na kłamstwa Putina wydał Morawiecki. Bo napisane jest z wrażliwością historyczną inną niż ta, która cechuje prowadzoną przez rząd – czy szerzej prawicę – politykę historyczną".
Łukasz Adamski, wicedyrektor Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (CPRDiP) chwalił Morawieckiego za to, że "wystąpił jako kustosz pamięci stalinowskich ofiar”, a w wywiadzie dla OKO.press naiwnie przewidywał, że "taka stanowcza odpowiedź i gotowość do konfrontacji z Rosją na tle oceny stalinowskiego totalitaryzmu może zmniejszyć zapędy do powtórzenia ataków na Polskę".
Ostrość konfliktu i skala urażonej dumy narodowej sprawia, że przestajemy widzieć szerszy kontekst i dostrzegać, że - jak to ujął Paweł Machcewicz w "Wyborczej" z 19 stycznia 2020,
"rosyjska propaganda wykorzystała koniunkturę, którą rząd PiS uparcie tworzył poprzez swoją politykę historyczną".
Oświadczenie Morawieckiego i kolejne reakcje PiS na propagandową wersję historii Putina wpisują się w retorykę historyczną, która ułatwia izolację Polski.
Polskie interesy nisko wyceniane
Diagnoza rosyjskich historyków jest niestety trafna, Polska dobrze nadaje się na "kozła ofiarnego" Rosji.
Państwa Europy i świata nie kierują się nadmiernie stanowiskiem Polski dlatego, że nasz kraj pod rządami PiS naraża się demokratycznemu światu na prawo i lewo. Europie nie podoba się ślepe oddanie Stanom Zjednoczonym (czego wyrazem była m.in. konferencja bliskowschodnia w lutym 2019 w Warszawie).
Rząd od czterech lat pozostaje w zaostrzającym się sporze o stan praworządności z Komisją Europejską i Radą Europy reprezentowaną przez Komisję Wenecką, czekają nas kolejne wyroki TSUE.
Polska skazuje się na izolację. Słynne 1:27 przy wyborze Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej w marcu 2017 (porażka, która zachwiała też poparciem dla PiS) zostało skopiowane w głosowaniu 1:26 nad konkluzją grudniowego (2019) szczytu UE, by osiągnąć w 2050 roku neutralność klimatyczną (więcej o tym tutaj).
Kłopotliwy dla Europy był wrogi stosunek PiS do przyjmowania uchodźców (tutaj - wybór tekstów OKO.press), a dla świata - ignorowanie zagrożenia katastrofą klimatyczną, czego symbolicznym wyrazem była nieobecność Dudy na szczycie przewodniczącego ONZ poświęconym klimatowi we wrześniu 2019 (czyt. też Duda sam w Nowym Jorku).
Do tego dochodzi nasilona w kampanii wyborczej prezydenta agresywna antyeuropejska retoryka ("Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy") i używanie - w opinii Iustitii - "mowy nienawiści" wobec sędziów.
Polskie władze jako kłopotliwy outsider polityki europejskiej, na granicy eurofobii, nie wywołują odruchów solidarności. Organizatorzy Forum Holocaustu
mogli całkiem zasadnie obawiać się, że prezydent Duda dopuszczony do głosu uderzy w tony agresywne wobec Rosji, jednocześnie przedstawiając trudną do przyjęcia dla strony żydowskiej wybieloną wersję polskich zasług (np. w ratowaniu Żydów).
Poza tym Polska jednak nie jest mocarstwem, a poza gospodarzami, głos zabiorą czterej członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ (poza Chinami).
Antysemityzm jako główny przekaz. PiS nie pasuje
Sprawa jest dodatkowo delikatna i przykra. "To jest bezprecedensowe wydarzenie, spotkanie na najwyższym możliwie szczeblu na temat antysemityzmu - mówi o V Forum Holocaustu Mosze Kantor. - Musimy je wykorzystać do stworzenia globalnej
koalicji przywódców świata, którzy wyślą wspólnie sygnał, że antysemityzm nie może być tolerowany w żadnej formie, zero tolerancji".
Strona Forum wymienia przypadki antysemickich incydentów we Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Holandii. Polski nie ma. Ale na poziomie władzy rzecz wygląda gorzej.
Fatalne skutki miała przepchnięta w styczniu 2018 przez Sejm-Senat-prezydenta nowelizacja ustawy o IPN. Wprowadzała karalność (do 3 lat więzienia) za „publiczne i wbrew faktom przypisywanie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (…)” i to „niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego”, czyli na całym świecie.
Ta sprzeczna z prawem międzynarodowym ustawa groziła cenzurą wypowiedzi polityków i debat publicznych, a także pracy nauczycieli. Wywołała gwałtowne reakcje USA i Izraela, i
wzmocniła opinię o Polsce jako kraju antysemickim, który - w odniesieniu do udziału ludności polskiej w Zagładzie - przyjmuje postawę zaprzeczania.
Przeprowadzona pod presją świata nowelizacja nowelizacji ustawy o IPN w czerwca 2018 pozostawiła jednak bat pozwu cywilnego za przypisywanie narodowi współodpowiedzialności. "Z powództwem o ochronę dobrego imienia Rzeczpospolitej lub Narodu Polskiego” może wystąpić m.in. IPN.
Skandalem stała się też wypowiedź premiera Morawieckiego na konferencji w Monachium 16 lutego 2018 o "żydowskich sprawcach Holocaustu". Ostro reagował Izrael, a Światowy Kongres Żydów domagał się przeprosin twierdząc, że „polski premier wykazał przerażającą ignorancję (…) włączanie Żydów do sprawców tego horroru i oskarżanie ofiar zamiast zabójców, to parodia, która cofa nas do najciemniejszych momentów historii ludzkości”.
Na domiar złego w drodze z Monachium do Warszawy Morawiecki zapalił znicz na grobie żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej NSZ.
Narodowe Siły Zbrojne utrwaliły swój antysemityzm nawet w obliczu Zagłady, część z oddziałów współpracowała pod koniec wojny z Niemcami. NSZ dopuszczało się także skrytobójczych mordów na działaczach podziemia niezwiązanych z komunizmem.
Hołd Brygadzie Świętokrzyskiej zamierzał złożyć 11 sierpnia 2019 także prezydent Duda, ostatecznie skończyło się "tylko" na patronacie nad rocznicą jej powołania.
Wszystkie te gesty nie są zapewne wyrazem antysemityzmu jako nienawiści czy nawet niechęci do Żydów, zwłaszcza że Morawiecki sam mówi o swoich żydowskich korzeniach. Stanowią raczej wyraz wybielenia narodowej przeszłości za wszelką cenę. „Nacisk na polską wyjątkowość leży w samym sercu polityki historycznej, której celem jest kontrola narracji o XX wieku.
Słuszna narracja ma wychwalać i oczyszczać Polaków. Jej podstawy są proste: motyw męczeństwa chrystusowego, manichejski podział na niewinność i winę, oraz zapewnienie, że wszystko, co złe, przyszło z zewnątrz”
- pisała w "New York Times" Marci Shore, badaczka dziejów Europy Wschodniej.
Wyrazem megalomanii narodowej była też rodzinna inicjatywa Kornela i Mateusza Morawieckich zasadzenia polskiego drzewka w Yad Vashem dla uczczenia Polski jako kraju Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.
Teza, że cały naród zasłużył na uhonorowanie, obrażała zarówno pamięć polskich Sprawiedliwych, jak i żydowskich ofiar Polaków, np. szmalcowników.
Jak ustaliła Anna Mierzyńska, analizując ruch w Internecie, Putin gra na prorosyjskich nutach obecnych w Europie i wykorzystuje stereotyp Polaka - antysemity. Morawiecki chciał pokazać jak ostrym jest graczem, co liczy się na rynku wewnętrznym, ale nie skorzystał z okazji, by zmienić stereotyp kraju ofiary-bohatera, który nie chce się rozliczyć się z przeszłością. I zaprzecza, że obok heroizmu i cierpienia były też błędy i grzechy.
Morawiecki obarcza Rosję winą za Holocaust
Problemem dla światowej opinii publicznej jest też skrajność reakcji polskich władz na ataki Putina. Występując w obronie polskiego honoru w oświadczeniu z 27 grudnia 2019 Morawiecki dokonuje niebezpiecznych nadinterpretacji, zgodnie zresztą z oczekiwaniami Putina, który chciał Polaków sprowokować do podgrzewania wojny przez wybielanie Polski i oczernianie Rosji.
Morawiecki stwierdza, że "ostatnie pociągi z dostawami jechały z ZSRR do Niemiec 21 czerwca 1941 roku – na dzień przed tym, gdy Niemcy hitlerowskie zaatakowały dotychczasowego sojusznika. Dzięki Stalinowi Hitler mógł bezkarnie podbijać kolejne kraje, zamykać Żydów z całego kontynentu w gettach i przygotowywać Holokaust – jedną z największych zbrodni w historii ludzkości".
Oskarżenie Rosji o udział w Holocauście - nawet jeżeli można rysować takie zależności - nie oddaje sprawiedliwości.
Około 200 tys. polskich Żydów uciekło przed Niemcami na tereny ZSRR i większość z nich przeżyła wojnę, choć 80 tys. (spośród 400 tys. obywateli polskich) zostało zesłanych do Kazachstanu. Te represje miały jednak podłoże klasowe, a nie rasistowskie.
Reżim stalinowski miał też twarz antysemicką, ale nie da się tego porównać z niemieckim przemysłem śmierci jakim był Holocaust.
ZSRR i Niemcy hitlerowskie, jako dwie barbarzyńskie zarazy
Na próby wybielenia stalinizmu PiS odpowiada tezą o dwóch identycznych totalitaryzmach i dwóch identycznych okupacjach, co ilustruje patetyczno-kiczowata grafika, którą premier umieścił na swoim FB.
18 stycznia 2020 Morawiecki wskazał, że toczy z Rosją "wyścig o pamięć": "Kto nie szanuje swoich przodków, swoich bohaterów, ten nie szanuje siebie dzisiaj i nie ma prawa do przyszłości.
Dlatego nie damy się zastraszyć, nie damy się sprowokować różnym kłamstwom i bredniom, które płyną zza wschodniej granicy. My pierwsi, nasi przodkowie, stawili czoła niemieckiej i sowieckiej barbarzyńskiej zarazie".
Putin zaciera ręce. Morawiecki odrzuca jakiejkolwiek zasługi Rosji w wyzwoleniu Polski od hitleryzmu, ukazując nasz kraju jako pozbawioną wad ofiarę i zarazem najdzielniejszego obrońcę wartości europejskich.
Narracje polska i rosyjska stają się niebezpiecznie symetryczne, jak odbicie w lustrze.
W oświadczeniu Morawieckiego znalazła się - co słusznie spodobało się komentatorom w OKO.press - empatia wobec ofiar stalinizmu w Rosji, premier ujął się nawet za wracającymi z frontu radzieckimi żołnierzami, "których ZSRR nie traktował jak bohaterów wojennych, ale jak zdrajców".
Ale w nacjonalistycznej perspektywie PiS nie ma miejsca na przyjęcie do wiadomości, że to ostatecznie radzieckie wojska (głównie Ukraińcy) wyzwoliły obóz Zagłady Auchwitz-Birkenau i całą Polskę od okupacji niemieckiej. Wprowadziły nową polityczną okupację, ale jej skutki były dla polskiego narodu - nie tylko Żydów - bez porównania mniej dramatyczne, niż gdyby Hitler dalej rządził Polską.
Odmienny był ton oświadczenia Dudy, który podkreślił, że podczas polskich obchodów zostanie także oddany hołd żołnierzom Czerwonej Armii, którzy walczyli o wyzwolenie obozu. "To było wielkie poświęcenie narodu rosyjskiego i innych narodów dawnego ZSRR".
Taka narracja mogłaby rozbroić atak, jaki w 100 lat po wojnie polsko-sowieckiej wytoczył nam Putin.
Agresywny język Morawieckiego: Putin wielokrotny świadomy kłamca
W oświadczeniu Morawieckiego zabrakło jednak takich tonów. Premier odrzucił lub pominął wszelkie zarzuty strony rosyjskiej, które były częściowo prawdziwe (o przedwojenny antysemityzm i udział obywateli polskich w Holocauście, o haniebny traktat w Monachium) i przeprowadził rzeczowy fact-checking sprawdzając główne przekłamania Putina.
Potem jednak przeszedł do personalnego ataku, który byłby na miejscu w mediach prawicowych, a nawet w OKO.press (też piszemy o kłamstwach Putina), ale razi w języku dyplomacji:
"Putin wielokrotnie kłamał na temat Polski. Zawsze robił to w pełni świadomie".
Operując takim językiem w oficjalnym stanowisku premier naraża się na to, że z punktu widzenia organizatorów poważnej uroczystości (nie tylko Forum Holocaustu) staje się politykiem wysokiego ryzyka, podobnie jak równie ostatnio skrajny prezydent Duda.
Morawiecki dorzucił jeszcze nonszalancką interpretację: "Słowa Prezydenta Putina traktuję jako próbę ukrycia tych problemów" (wymienił m.in. przedłużenie sankcji za aneksję Krymu).
Interpretacja jest w dodatku przynajmniej częściowo fałszywa - ofensywa propagandowa Putina była obliczona na wprowadzenie "rosyjskiej wersji historii" w obieg publiczny (patrz wyżej) i na zdezawuowanie polskiej "narodowej" odpowiedzi. Wchodząc jak w masło w wojnę na słowa z Putinem, Morawiecki ułatwił mu zadanie.
Znacznie lepszy ton znalazł się we wcześniejszej odpowiedzi MSZ, które wykazując rzeczowo fałsze Putina puentowało, że "strona polska stoi na stanowisku, że
właściwą drogą polsko-rosyjskiego dialogu historycznego jest wznowienie prac Grupy ds. Trudnych, która ma swoje osiągnięcia, w tym ustalenia dotyczące roli Związku Sowieckiego w wybuchu II wojny światowej.
Słowa prezydenta Federacji Rosyjskiej są zaprzepaszczeniem wspólnej pracy polskich i rosyjskich ekspertów, ale także dorobku jego poprzedników – Michaiła Gorbaczowa i Borysa Jelcyna, którzy mimo trudności starali się szukać drogi prawdy i pojednania w stosunkach polsko-rosyjskich. Rzetelne i krytyczne spojrzenie na historię, w miejsce propagandy, pozwoliłoby też oddać hołd milionom ofiar stalinowskich represji, także po stronie rosyjskiej".

Komentarze