Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plMaciek Jazwiecki / A...
31 października 2022

Myśliwi planują 60 polowań. Mieszkańcy wielkopolskiej Nekli boją się wchodzić do lasu

"Nikt nawet nie chce spróbować pogodzić interesów myśliwych z potrzebami mieszkańców" - mówi OKO.press mieszkaniec gminy Nekla. Myśliwi chcą polować nawet kilka razy w tygodniu, również w pobliżu wilczej nory

Rozległe lasy, ścieżki rowerowe, jezioro, nad które można dotrzeć leśnymi ścieżkami. To wieś Nekielka (gm. Nekla) w Wielkopolsce, leżąca mniej więcej w połowie drogi z Poznania do Gniezna. Tutaj przyjeżdżają miłośnicy przyrody na spacery i grzybobranie, tu osiedlają się ci, którzy mają dość miejskiego hałasu. "Przepiękne miejsce, w którym spełniłam moje wieloletnie marzenie o domu w lesie" - zachwala jedna z mieszkanek, Dorota Wiśniewska. Wiejską sielankę zakłócają jednak działania myśliwych. Dźwięk wystrzałów niesie się po całej Nekielce. "Ja mam dużą wyobraźnię i kiedy tylko słyszę strzały, wyobrażam sobie te przerażone, uciekające zwierzęta, tę śmierć, która dzieje się tuż obok mojego domu" - dodaje.

60 polowań, niektóre, dzień po dniu

Na terenie Nadleśnictwa Czerniejewo, gdzie leży również Nekielka, działa koło łowieckie nr 101 Bura Chata, które w najbliższym sezonie (od października do końca lutego 2023) planuje aż 60 polowań zbiorowych. W niektórych tygodniach odstrzały zapowiedziano codziennie lub co drugi dzień. Tak wygląda na przykład jeden z listopadowych tygodni - polowania mają się odbyć 21, 22 i 24 listopada. Następne to 28 i 29 listopada, a kolejne chwilę potem - 1 grudnia.

Dlaczego polowań musi być tak dużo? - pytają zaniepokojeni mieszkańcy. Inne koła łowieckie organizują kilka polowań zbiorowych w najbliższych miesiącach. W Nadleśnictwie Czerniejewo las będzie co chwilę niedostępny dla spacerowiczów, polowanie zaplanowano nawet na drugi dzień świąt Bożego Narodzenia.

"Oczywiście, że chciałabym, żeby polowań nie było w ogóle. Ale wiem, że to niemożliwe. Skoro już muszą się odbywać, to czy koniecznie w takim karnawałowym wydaniu?" - denerwuje się Dorota Wiśniewska.

Myśliwi rozmawiać nie chcą

Z kołem łowieckim próbuje rozmawiać lokalne Stowarzyszenie Czysta Nekla. "Pisaliśmy pisma, prosiliśmy o rozmowy. Nasze pisma miały spokojny ton, chcieliśmy się dowiedzieć, czy organizowanie takiej liczby polowań jest konieczne i to w miejscach, które są tak eksploatowane rekreacyjnie. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Bardzo nas to martwi, bo pokazuje, że jak chcemy nawiązać dialog, wyciągnąć rękę, znaleźć rozwiązania dobre dla obu stron, zrobić to legalnie, a nie w ramach nieposłuszeństwa obywatelskiego, to zderzamy się ze ścianą. Nie dostaliśmy nawet odpowiedzi odmownej. Nie wiemy, dlaczego Bura Chata zaplanowała tyle polowań. Jako mieszkańcy czujemy się marginalizowani" - mówią w rozmowie z OKO.press przedstawiciele Stowarzyszenia. Wyjaśniają, że o interwencję prosili również Nadleśnictwo Czerniejewo, jednak to umywa ręce od odpowiedzialności.

Bura Chata prowadzi gospodarkę łowiecką na aż 5805 hektarach. Czysta Nekla apeluje o wyłączenie z polowań małego fragmentu tego obszaru - terenu między wsiami Nekielka i Graby, w sumie 562,04 ha. Organizacja zwraca uwagę na to, że myśliwi już ustawili 100 zwyżek, czyli mobilnych ambon - również w pobliżu nory wilków, które niedawno osiedliły się w miejscowym lesie. To wilcza rodzina z szóstką szczeniąt.

Jak pomylić wilka z dzikiem

Niestety, mimo że wilki są objęte ochroną ścisłą, to nie istnieją prawne regulacje, które chroniłyby ich siedliska. Jedynie w okresie rozrodu, czyli od 1 kwietnia do 31 sierpnia, można wyznaczać strefę ochronną wokół nor.

"Myśliwi do wilków nie mogą strzelać, bo jest to przestępstwo" - mówi w rozmowie z OKO.press łowczy z Burej Chaty Grzegorz Pytlas. "Nikt nie będzie u nas polował na wilki" - zapewnia, dodając, że rezygnacja z polowań w pobliżu ich siedlisk nie ma sensu, bo wilki przemieszczają się po całym lesie.

Dla mieszkańców i miłośników przyrody takie zapewnienia to za mało. Czysta Nekla wyjaśnia, że Bura Chata organizuje polowania metodą szwedzką, czyli myśliwi polują z ambon, a naganiacze wypędzają zwierzynę z lasu. Przestraszone zwierzęta biegną prosto pod lufy polujących. "Zagrożenie życia wilków w takiej sytuacji jest bardzo duże"- mówią przedstawiciele Stowarzyszenia.

"Myśliwi przecież wszystko mylą z dzikiem: żubry, psy, ludzi. Jaką mamy pewność, że nie pomylą z dzikiem wilka?"- mówi nam pan Zdzisław, który mieszka w okolicy (nazwisko do wiadomości redakcji).

Przerażone zwierzęta, przerażeni ludzie

"Jestem przeciwny zabijaniu zwierząt, zwłaszcza w formie rekreacyjnego myślistwa, gdzie poluje się dla mięsa albo sprzedaje polowania jako rozrywkę dla myśliwych z zagranicy. Rozumiem retorykę koła łowickiego i leśniczych, że trzeba prowadzić odstrzały selektywne, choć się z tym nie zgadzam. Uważam, że gdybyśmy nie zabierali zwierzętom przestrzeni, to one nie wychodziłyby na pola rolników. Zwierzęta powodują szkody, bo w lasach stawiamy siatki, bo robimy opryski na owady, przez które dziki nie mogą buchtować i polować na pędraki. Silnie oddziałujemy na przestrzeń, więc zwierzęta zaczynają wchodzić tam, gdzie są ludzie" - mówi pan Zdzisław. "Przeprowadziliśmy się tutaj dla przyrody, dla kontaktu z nią. I to jest nam odbierane. Nikt nawet nie chce spróbować pogodzić interesów myśliwych z potrzebami mieszkańców" - dodaje.

Na pytanie, jak wygląda życie w pobliżu tak popularnego wśród myśliwych lasu, odpowiada: "To trudne, siedzieć w domu wieczorem i słyszeć strzały. Wiadomo, że jakieś zwierzę jest właśnie zabijane. Moje psy się boją, trzęsą się przy każdym wystrzale. Mamy tu w okolicy też uchodźczynie z Ukrainy. Jak pierwszy raz usłyszały w nocy strzały, były spanikowane. Może to brzmi abstrakcyjnie dla nas, ale przyjechały przecież z terenów wojennych, gdzie taki dźwięk kojarzy się z czymś zupełnie innym niż rozrywka myśliwych" - opowiada.

Lasy nie dla spacerowiczów

Czysta Nekla wymienia kolejne problemy z Burą Chatą: polowania są często słabo oznakowane. W grudniu 2021 informacja o polowaniach pojawiła się na stronie gminy, na którą mało kto wchodzi. Mieszkańcy, którzy wybrali się na zimowe spacery, natknęli się na ślady krwi i widok myśliwych, pakujących ciała zwierząt na przyczepy samochodów. Koło łowieckie nie informuje, na którym konkretnie fragmencie planuje prowadzić odstrzał.

"To mieszkańców stresuje, nie wiedzą, czy mogą bezpiecznie wyjść do lasu. A jak ktoś przyjeżdża z innych miejscowości, może się natknąć na tabliczkę informującą o polowaniach. I do lasu już nie wejdzie" - mówią nam przedstawiciele Stowarzyszenia.

"Myśliwi się mylą, wszyscy o tym wiemy. Przez to boję się spacerów, boję się, że ktoś postrzeli mnie, moich bliskich" - dodaje Dorota Wiśniewska.

Myśliwi kontra mieszkańcy

Czysta Nekla wysłała w sprawie 60 polowań pisma do łowczego Grzegorza Pytla, do nadleśnictwa, a także do burmistrza gminy Nekla. W tym ostatnim liście piszą: "Faktami są społeczny brak akceptacji dla polowań, realne ryzyku postrzału, niechęć do działań myśliwych z Burej Chaty, którzy nęcą zwierzynę porzuconym jedzeniem, pozostawiają w lesie tzw. postrzałki (zwierzęta postrzelone z broni palnej i konające w lesie) czy wreszcie strzelają na łowisku z samochodów, co jest zabronione prawem".

Myśliwy Grzegorz Pytel z Burej Chaty w rozmowie z OKO.press nie ukrywa irytacji. "Czysta Nekla chciałaby uzurpować sobie prawo do całego lasu" - odpowiada łowczy. "Dochodzi już do takich sytuacji, że rolnik za kapiszony użyte na polu do odstraszenia zwierzymy, jest zgłaszany na policję. Rolnik, który od 50 lat mieszka w tym miejscu musi się nagle liczyć z osobą, która przeprowadziła się z miasta" - dodaje.

"To jest jakieś błędne myślenie, że każdy miastowy jest przeciwnikiem polowań, a każdy ze wsi zwolennikiem" - argumentuje Dorota Wiśniewska. "A poza tym, świat się zmienia. Kiedyś, żeby coś zjeść, trzeba było to upolować. Dzisiaj mamy nadprodukcję żywności, marnują się tony mięsa, jeśli już musi je jeść, to spokojnie dostanie je w sklepie. A najlepiej jakby zmienił dietę. Apelowałabym do myśliwych o szczerość: nie zasłaniajcie się dbaniem o środowisko. Powiedzcie, że lubicie zapach krwi, rozpruwanie brzuchów i całą otoczkę polowań. Nie bez powodu każde z nich kończy się pokotem" - dodaje.

Terminy polowań to tylko "prognoza"

Łowczy na nasze pytanie, dlaczego nie reaguje na apele Czystej Nekli, nie jest w stanie odpowiedzieć. Wyjaśnia jednak, że rozpiska 60 polowań nie jest ostateczna.

"To są prognozowane terminy polowań" - mówi Grzegorz Pytlas. "Z tych terminów wybierzemy te ostateczne, bo nie w każdym z tych dni będą odpowiednie warunki pogodowe do wykonania polowania. Nadleśnictwo będzie poinformowane na kilka dni przed ostatecznym terminem polowania" - dodaje.

"Wszystko musi być zgodne z prawem łowieckim. Polowanie musi być dobrze oznakowane. Dla lepszej widoczności ustawiliśmy zwyżki. Polowania mamy zaplanowane na dni robocze, w weekendy nie polujemy, bo wiemy, że wtedy ludzie chcą spacerować po lesie (jedno z polowań jest jednak zaplanowane na 26.12 - czyli dzień wolny od pracy — od aut.)" - zachwala.

Jego zdaniem presja na koło łowieckie jest duża. "Z jednej strony grzybiarze, którzy teraz chodzą po lasach i przez których nie polujemy, mimo że plany łowieckie musimy wykonać. Z drugiej strony jest duża presja rolników, którym zwierzęta niszczą uprawy, a my musimy płacić im odszkodowania na szkody łowieckie. Prowadzimy też odstrzały sanitarne, na które jest z kolei nacisk weterynarii" - wylicza.

"Nie chcemy z lękiem wychodzić do lasu"

Takie tłumaczenie nie przekonuje mieszkańców. "Co to znaczy, że nie będą we wszystkie dni polować? A co jak jednak będą? Co, jak im się zachce? Jak akurat znajdzie się chętny na polowanie dewizowe? Nie ma naszej zgody na coś takiego, inne koła łowieckie nie muszą ogłaszać aż 60 terminów, żeby sobie potem wybrać te, które im najbardziej pasują" - odpowiada Dorota Wiśniewska.

Czysta Nekla w piśmie do burmistrza pisze: "Jesteśmy realistami i rozumiemy legalność strzelania i polowań, ale nie chcemy z lękiem wychodzić na spacer do lasu". Stowarzyszenie podkreśla, że mieszkańcy proszą o wyjęcie zaledwie kawałka z ogromnego leśnego terenu spod polowań. Prosi o interwencję.

Na razie, mimo milczenia ze strony myśliwych, udało się wywalczyć spotkanie dotyczące polowań w Nadleśnictwie Czerniejewo. Zaplanowano je na 2 listopada.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne