0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja Iga Kucha...

Nie oceniamy. Przedstawiamy czytelnikom analizę, która raz na zawsze (a przynajmniej na najbliższe cztery lata) powinna uciąć spekulacje, że posłowie coś robią albo czegoś nie robią w zakresie polityki mieszkaniowej lub rynku nieruchomości ze względu na własny interes.

Wielokrotnie w debacie publicznej, a szczególnie w social mediach, pada argument, że politykom zależy na wzroście cen nieruchomości, bo sami w nie masowo zainwestowali. Albo, że politycy nigdy nie pozwolą na wprowadzenie podatku katastralnego, właśnie dlatego, że sami zostaliby nim zbyt mocno obciążeni. A wszytko to podlane jest sosem wyolbrzymienia na podstawie pojedynczych przypadków posłów rzeczywiście posiadających bardzo duże portfele nieruchomości.

Te argumenty jednak nie są prawdziwe, bo nie mogą być – nikt bowiem nie policzył dotąd, jaka rzeczywiście jest skala posiadania więcej niż jednej nieruchomości mieszkaniowej wśród polityków.

Jest to podatek od nieruchomości uzależniony od jej wartości (może być od drugiego, trzeciego mieszkania dla osób fizycznych, a może obejmować tylko fundusze inwestycyjne).

Pomysł podatku katastralnego nie jest nowy. Kataster zamojski, czyli pierwszy w Polsce rejestr nieruchomości, wprowadzono już w zaborze rosyjskim w II połowie XIX wieku. Aktualnie w całym kraju prowadzony jest, niestety dość niedokładny i zapóźniony cyfrowo, rejestr pod nazwą Ewidencji Gruntów i Budynków (EGiB), za który odpowiada Główny Urząd Geodezji i Kartografii.

Dużo wyższe podatki od nieruchomości funkcjonowały w międzywojniu. We Francji podatki od nieruchomości liczone na podstawie wartości zapisanych w katastrze funkcjonują już od dwóch stuleci.

Pomysł ich wysokiego opodatkowania nie jest zresztą domeną komunistów, jak sądzą niektórzy. Źródłem opodatkowania może być nie tylko wartość rynkowa (sama w sobie kontrowersyjna i podatna na działalność spekulantów), ale też wartość użytkowa. Bliżej tego modelu jest nawet ojczyzna kapitalizmu – Stany Zjednoczone.

Głośne były szczególnie eksmisje właścicieli nieruchomości z wielu upadłych amerykańskich miast, takich jak Detroit. Kupowane za śmieszną cenę domy były obłożone wielotysięcznymi podatkami, trudnymi do udźwignięcia na przykład dla ubogich Afroamerykanów. To tylko pogłębiło dolegliwości słynnego kryzysu tamtejszego rynku hipotecznego.

Więcej na temat podatku katastralnego znajdziesz w tekście opublikowanym w OKO.press:

Przeczytaj także:

Co ósmy poseł nie mieszka na swoim

Średnio każdy z 458 posłów ma 1,7 mieszkania – wynika z analizy oświadczeń majątkowych OKO.press. Ale jednocześnie aż 59 posłów w oświadczeniach majątkowych napisało, że nie ma żadnego mieszkania ani domu, a to aż 13 proc. posłów. Oczywiście trudno uwierzyć, że aż tylu rzeczywiście wynajmuje albo mieszka „przy rodzinie”, chyba że tą rodziną jest żona lub mąż, na którą zakupiona jest nieruchomość, a poseł oficjalnie nie ma nic.

Żeby uzasadnić ten brak wiary w rzeczywiste nieposiadanie żadnego mieszkania lub domu przez aż tak dużą grupę posłów, wystarczy posłużyć się kilkoma przykładami, zaczynając od samego premiera Donalda Tuska, który w oświadczeniu majątkowym nie wykazuje własności ani żadnego mieszkania, ani domu.

Albo Michał Kołodziejczak, poseł KO, który owszem, wykazuje nieruchomości rolne o wartości ponad 3 mln zł, ale niezabudowane żadną nieruchomością służącą do mieszkania. Albo Krzysztof Tuduj, poseł Konfederacji, który co prawda zgodnie z oświadczeniem majątkowym nie ma ani mieszkania, ani domu, ale za to właśnie buduje domek letniskowy, o czym informuje w oświadczeniu majątkowym.

Większość posłów, którzy w oświadczeniach majątkowych twierdzą, że nie są właścicielami żadnego mieszkania ani domu, to dojrzali, a nie dopiero startujący w życie ludzie, dlatego średnia 1,7 mieszkania na posła, która wynika z oświadczeń majątkowych jest z pewnością niedoszacowana. Zjawisko przepisywania majątku na rodzinę znamy w Polsce dość dobrze.

Przeszacowana z kolei może być nieco informacja, ile mieszkań średnio ma poseł, wykluczając z analizowanego zbioru tych, którzy twierdzą, że nie mają żadnego. Ale sprawdźmy, bo to zafałszowanie może być nie większe niż to poprzednie.

Otóż gdyby policzyć tylko tych posłów, którzy w oświadczeniach majątkowych wykazują jakiekolwiek nieruchomości mieszkaniowe, okaże się, że na jednego posła przypada średnio 1,9 mieszkania.

Potentaci

Nie jest tajemnicą, że największym potentatem mieszkaniowym jest poseł Robert Kropiwnicki z Koalicji Obywatelskiej. Od kiedy zrobiło się głośno na ten temat kilka lat temu, poseł Kropiwnicki jeszcze powiększył swój mieszkaniowy portfel, który obecnie liczy 11 mieszkań.

Ale nie jest jedyny z tak pokaźnym zasobem nieruchomości. Małgorzata Niemczyk z KO jest właścicielką 10 mieszkań, Agnieszka Soin z PiS ma osiem nieruchomości, a Krzysztof Śmiszek z Lewicy – siedem.

Po sześć mieszkań ma pięciu posłów, a po pięć mieszkań – sześciu posłów. Nie będę ich wymieniać z nazwiska, bo zupełnie nie o to chodzi. Lepiej pokazać statystykę:

  • pięć mieszkań lub więcej ma w polskim Sejmie 15 posłów – to nieco ponad 3 proc. posłów;
  • cztery mieszkania lub więcej ma 35 posłów – to niecałe 8 proc. składu polskiego Sejmu;
  • trzy mieszkania lub więcej ma 88 posłów – to już prawie 20 proc. składu Sejmu;
  • posiadanie dwóch mieszkań lub domów jest już bardzo powszechne – dotyczy 118 posłów, co oznacza, że więcej niż jedno;
  • mieszkanie lub dom ma 206 posłów – to prawie 45 proc. składu Sejmu;
  • tylko jedno mieszkanie lub dom ma 193 posłów – 42 proc.

Czy barwy partyjne mają znaczenie?

Mają. O ile średnia dla całego składu Sejmu to 1,7 mieszkania przypadające na jednego posła, o tyle znacznie powyżej średniej wypadają posłowie Kukiz' 15 (2,66 mieszkania), jednak jest to mało miarodajne, bo mówimy o niewielkiej próbie zaledwie trzech posłów.

Powyżej średniej wypadają też posłowie Polski 2050, gdzie średnia to 1,87 mieszkania na posła oraz Koalicji Obywatelskiej – 1,82 mieszkania na posła. W PSL to 1,71.

Poniżej sejmowej średniej wypada zaś PiS z 1,55 mieszkania na posła, Lewica – 1,42 oraz Konfederacja, która ma najniższą średnią wśród swoich posłów – 1,22.

Więcej niż jedno mieszkanie lub dom ma:

  • 100 proc. wszystkich posłów Kukiz 15 (3 z 3 wprowadzonych do Sejmu);
  • 52 proc. posłów KO (82 posłów ze 158 wprowadzonych do Sejmu);
  • 48 proc. posłów Polski 2050 (16 z 33);
  • 44 proc. posłów PSL (14 z 32);
  • 41 proc. posłów PiS (77 ze 188);
  • 39 proc. posłów Konfederacji (7 z 18);
  • 27 proc. posłów Lewicy (7 z 26).

Jak posłowie wypadają na tle reszty Polaków?

Pozornie sytuacja mieszkaniowa posłów odwzorowuje sytuację wszystkich Polaków – łącznie 87 proc. posłów ma przynajmniej jedno własne mieszkanie, a jednocześnie 87 proc. Polaków w badaniach deklaruje, że mieszka we własnym mieszkaniu.

Ale przecież nie jest tak, że każdy z tych dorosłych Polaków ma jedno mieszkanie na własność, często ma połowę jako współudział z małżonkiem albo uznaje, że mieszkanie należące do partnera życiowego to w praktyce „własne mieszkanie”.

I tu należy się wyjaśnienie: podczas analizy oświadczeń majątkowych polityków przyjęliśmy dla uproszczenia, że udział w mieszkaniu czy domu (ze współmałżonkiem lub jako udział w spadku) jest równy jeden. Dlaczego? Choćby dlatego, że spekulacje na temat liczby mieszkań w posiadaniu polityków pojawiają się najczęściej w dyskusjach na temat podatku katastralnego. A gdyby ów kiedyś wszedł w życie na przykład od trzeciego mieszkania, najprawdopodobniej dokładnie tak by działał: współwłasność małżeńska w trzech mieszkaniach równa się trzy, a nie półtora.

Wróćmy jednak do skali całej Polski. Według ostatniego spisu powszechnego mamy w Polsce 15,3 miliona mieszkań i 30 mln pełnoletnich mieszkańców – to statystycznie pół mieszkania na osobę. Owszem, trudno zakładać, że już 18-latek ma lub powinien mieć własne mieszkanie, ale jak wiemy, pula mieszkań również jest realnie mniejsza, bo ok. 1,8 mln z 15,3 mln to pustostany.

Dyskusji o podatku katastralnym wciąż nie prowadzimy

To nie jest jeszcze żaden argument w dyskusji na temat podatku katastralnego, bo takowej po prostu nie prowadzimy. Przez chwilę wydawało się, że nowy wiceminister odpowiedzialny za mieszkalnictwo Krzysztof Kukucki będzie starał się temat podatku katastralnego wprowadzić do politycznej agendy. Szybko jednak okazało się, że i on jest przeciwnikiem katastru dla osób fizycznych, które mają dwa, trzy mieszkania na własny użytek, widziałby ten podatek jedynie dla funduszy inwestycyjnych, jak wyjaśnił w wywiadzie dla OKO.press:

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, publicystka spidersweb.pl i autorka podcastów Forum IBRiS, w których akurat sięga częściej po tematy społeczne niż ekonomiczne. W gospodarce zainteresowana głównie makroekonomią, finansami i bankowością, a także rynkiem nieruchomości. Wcześniej związana z Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowała także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”

Komentarze