Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Biskup tarnowski Andrzej Jeż wiedział o dwóch księżach-pedofilach i nie zgłosił tego ogranom ścigania. Czy będzie odpowiadał przed sądem za ukrywanie pedofilii? To byłby pierwszy taki przypadek w Polsce
O zarzutach dla biskupa Jeża napisał Onet. Akt oskarżenia został skierowany przez prokuraturę do Sądu Rejonowego w Tarnowie 4 kwietnia 2024 r.
Artykuł 240 kodeksu karnego przewiduje, że za ukrywanie przestępstwa pedofilii grozi kara pozbawienia wolności do trzech lat. Według prokuratury biskup wiedział o czynach pedofilskich ks. Stanisława P., którego był przełożonym kościelnym od lipca 2017 r. do sierpnia 2020 r.
Według kurii biskupiej bp. Jeż „dochował wszelkiej należytej staranności w zakresie swoich działań i kompetencji co do obowiązku zgłoszenia odpowiednim organom państwowym wszystkich przypadków przestępstw przeciwko nieletnim, co do których miał wiedzę”.
Chociaż teoretycznie oskarżenie przez prokuraturę nie oznacza automatycznego usunięcia z urzędu kościelnego, to w innych krajach biskupi i kardynałowie stający przed sądem za podobne przestępstwa często sami składali rezygnację albo prosili papieża o zawieszenie w pełnieniu obowiązków.
Według instrukcji papieża Franciszka wydanej w 2019 r. w podobnej sytuacji duchowny ma niezwłocznie zawiadomić o niej kościelnych przełożonych – w przypadku bp. Jeża będzie to abp. Marek Jędraszewski, metropolita krakowski – i Watykan wdroży własne dochodzenie w tej sprawie.
O sprawie ks. Stanisława P. OKO.press pisało wielokrotnie – już od 2020 r.
W październiku 2020 r. opisywaliśmy np. listę 30 nazwisk biskupów i ich przewin w tuszowaniu pedofilii w kościele katolickim. Kary, i to nie państwowe, ale kościelne, dotknęły nielicznych. W 2021 r. abp. Wiktor Skworc zrezygnował z funkcji w episkopacie – dwaj podlegli mu ksieża molestowali nieletnich, kiedy kierował diecezją tarnowską w latach 1998-2011.
Jednym z nich był ks. Stanisław P. – to za zatajanie jego przestępstw prokuratura chce ścigać teraz bp. Jeża.
Sprawę ks. P. opisywał w OKO.press Andrzej Sidorski. Przypomnijmy:
W 2002 roku do biskupa Skworca ze skargą zgłosiła się grupa rodziców i nauczycieli chłopców, których proboszcz i katecheta ksiądz Stanisław P. molestował. Biskup Skworc nakazał przesłuchanie ofiar i księdza. Ten nie przyznał się do winy, ale poprosił o zwolnienie z urzędu proboszcza. Skworc zgodził się i wysłał go na urlop z przyczyn zdrowotnych.
W tym momencie biskup Skworc zgodnie z prawem kanonicznym powinien o zarzutach wobec księdza Stanisława P. powiadomić Watykan, jeśli tylko zaszło „uzasadnione podejrzenie”. Nie zrobił tego jednak. A po dwóch miesiącach wysłał Stanisława P. jako proboszcza do parafii w Gródku Podolskim na Ukrainie.
Po powrocie do Polski w 2008 roku został przez biskupa Skworca mianowany penitencjarzem (spowiednikiem od najcięższych grzechów) w parafii w Krynicy-Zdroju. Uczył w szkole religii i prowadził rekolekcje. Po dwóch latach do Skworca zgłaszają się kolejne osoby skrzywdzone przez ks. Stanisława. Wśród nich był pan Andrzej. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski tak pisał o nim na swoim blogu:
„ (...) pan Andrzej, pochodzący z parafii Y., w której w latach 80., też wikarym był ks. Stanisław. P., napisał list do biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca, zgłaszając swoją krzywdę. Na ten list nie dostał żadnej odpowiedzi. W 2010 roku napisał więc ponownie. Jednak działania kurii tarnowskiej były typową urzędniczą „grą w ping-ponga”, pełną uników i pokrętnych odpowiedzi. Np. biskup Skworc twierdził, że w ogóle nie wiedział, iż ks. Stanisław P. po powrocie do Polski uczył nadal w szkole”.
W końcu w 2010 roku Skworc jednak zlecił kolejne postępowanie wyjaśniające wobec ks. Stanisława. Po ponownym przesłuchaniu zostaje zawieszony w czynnościach kapłańskich i przeniesiony do domu księdza emeryta. Akta tej sprawy oraz poprzedniej, z 2002 roku, Skworc wysyła do Watykanu. Podczas długotrwałego procesu ks. Stanisław nadal miał jednak kontakt z dziećmi – widywał się z nimi podczas wizyt duszpasterskich w jednej z podtarnowskich parafii.
W 2013 roku wyrok w kościelnym procesie potwierdził winy księdza. Pedofil nie został wykluczony z kapłaństwa – dostał jedynie 10-letni zakaz sprawowania sakramentów i głoszenia Słowa Bożego, z wyjątkiem codziennego celebrowania mszy w luksusowym Domu Księży Emerytów w Tarnowie, w którym został umieszczony. Ponadto całkowity i bezterminowy zakaz katechizowania oraz pracy z dziećmi i młodzieżą.
W tym czasie diecezją tarnowską kierował już biskup Andrzej Jeż.
Jednakże ksiądz pedofil zakazy łamał i wielokrotnie był upominany, aż w końcu został całkowicie zawieszony w czynnościach kapłańskich.
O kolejnych ofiarach ks. P. na Ukrainie kurię tarnowską poinformował biskup kamieniecko-podolski. Po zakończeniu dochodzenia wstępnego w czerwcu 2019 akta trafiły do Watykanu, a w lipcu 2020 rozpoczął się proces.
Do księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego zgłosiło się kilkanaście ofiar księdza Stanisława P. – niektóre w nich w chwili przestępstwa miały po 8 lat.